Prawdopodobnie to dla nich nawet lepiej, gdy ich książki nieco je przerastają. Książki dla dzieci powinny zawsze, podobnie zresztą jak i ich ubrania, pozostawiać możliwość dorośnięcia do nich; a książki dodatkowo powinny stanowić bodziec do tego dorastania.
J.R.R. Tolkien

środa, 14 października 2015

Raj - kwintesencja

Obiecałam opis kulminacji naszego szwedzkiego wyjazdu i kwintesencji szwedzkiego raju wakacyjnego. Była to kulminacja zarówno geograficzna - najdalej na północ wysunięte miejsce do którego dotarliśmy (hmmm, zarówno w czasie tego wyjazdu, jak i kiedykolwiek właściwie), jak również kulminacja atrakcji całego wyjazdu, atrakcji na metr kwadratowy, godzinę, sekundę.

Kulminacją było Vimmerby. W Vimmerby urodziła się Astrid Lindgren, a teraz znajduje się, oprócz jej rodzinnego domu zamienionego na muzeum (nie byliśmy) i pomnika na rynku (nie widzieliśmy) park tematyczny poświęcony jej książkom - Świat Astrid Lindgren (byliśmy od otwarcia do zamknięcia).

Czyli 8h ni mniej ni więcej. Starczyło, ale może dlatego, że nie wszystkie książki Astrid znamy wiec momentami udawało nam się obok niektórych atrakcji przechodzić nieco szybszym krokiem. Ale rozumiem opcje kupna biletów od razu na dwa dni.





Właściwie cóż mogę napisać? Jeżeli lubicie książki AL, jeżeli Wasze dzieci mają 3-8 lat rozważcie ten pomysł koniecznie. Nigdy nie byłam w żadnym parku tematycznym (poza dinozaurowym), ale i tak podejrzewam, że drugiego takiego nie ma na świecie. Nawet nie chodzi o to, ze sama autorka nie zgodziła się na sprzedaż licencji i wyprodukowanie identycznych z naturalnym parków na całym świecie, ale o pomysł i klimat. Było na prawdę fantastycznie. Bawiliśmy się świetnie, chłopaki szalały, a my wędrowaliśmy zauroczeni.

Zagrody Bullerbyn
W ogromnym parku wędruje się od miejsca do miejsca, a każde z nich poświęcone jest jakiejś książce. Dopełniają ich pomysłowe place zabaw, zupełnie nie plastikowe i nie nadmiernie "bezpieczne" (stary młyn, stodoła, tratwy na wodzie). Ujęła mnie ciągnąca się prawie przez pół parku ścieżka, na której można się bawić w "niedotykanie nogami ziemi" jak  robiły to dzieciaki z Bullerbyn. Najbardziej znane (najatrakcyjniejsze?) z książek miejsca - willa Pippi, zagroda Emila, zamek Ronji, dachy Karlssona, zagroda Braci Lwie Serce - są tak zaaranżowane, że tworzą amfiteatry na wolnym powietrzu, a co jakiś czas odbywają się w nich przedstawienia fragmentów książek. I cóż, że po szwedzku. Nikomu z nas to nie przeszkadzało, bo o co chodziło oczywiście było wiadomo.

Willa Śmiesznotka
Zagroda Emila
Emil był fantastyczny. I - tak! - na maszt wciągnął Emil najprawdziwszą dziewczynkę. Wisiała tam chwilę niemałą. Widać jaką Emil zgromadził widownię. Wydaje mi się, że niejeden prawdziwy teatr mógłby pozazdrościć. Ale nie ma się co dziwić - aktorzy naprawdę świetnie odgrywali swoje role. Tata Emila był fantastyczny - jak zawsze.

Równie fantastycznie, choć bez przedstawienia bawiliśmy się w domu, pod którego podłoga mieszkał Nils Paluszek. I nawet nasz niemały Tata mógł zobaczyć, jak to jest być malutkim. Wystarczyło powiedzieć "Killevipen!" Wielka lampa, wielkie krzesła, wielka szafa i klamka poza zasięgiem każdego z nas. Ogromne łózko. A pod łóżkiem mysia dziura, którą schodzi się do mieszkania Pana Nilsa Karlssona Paluszka. Tylko cichutko, bo gospodarz właśnie usnął...

Dom, w którym mieszkał Nils Paluszek
Zamek Matisa


Moim ulubionym miejscem była ...stodoła jednak. I nie chodzi nawet o dobrą kawę z dolewkami bez ograniczeń, podawaną w babcinych filiżankach, ani nawet o możliwość doładowania baterii w aparacie, który prawie nie wytrzymał napięcia, jak Ida zawisła na maszcie. Wszystko dookoła było jednym wielkim placem zabaw. Skakanie na siano (skoczyłam!), ogromna zjeżdżalnia z 1. piętra (tata zjechał!), trasa wspinaczkowa dookoła (znów wariacja na temat "kto nie dotknie ziemi nogą"), studnia z wodą, pole z trocinami, wszędzie dookoła drewniane zwierzęta i jak najprawdziwsze narzędzia, klocki z kawałków drewna prosto z drewutni, tajne przejścia po grzędach, strych pełen tajemnic - to wszystko można tam znaleźć. Jak również wydoić drewnianą krowę i zaorać pole pługiem zaprzężonym w brata. Świetne miejsce i skarbnica pomysłów.


A oprócz tego wszystkiego jeszcze wiele, wiele więcej: zabawne monidła (zrobiliśmy zdjęcia), posterunek policji (przymierzyliśmy czapkę i zamknęliśmy się w celi), stacja benzynowa (zatankowaliśmy samochód), poczta (kupiliśmy znaczki i kartki - z Pippi oczywiście!), oczywiście sklepy z łakociami (hmmm), sklepy z pamiątkami (Pan Nilson, który ma teraz całkiem inne imię przyjechał z nami), kawiarnie i restauracje (naleśniki w Ratuszu - raz płacisz, jesz do oporu... Stasiek udowodnił, że potrafi zjeść 12!), filmowa przejażdżka na wyspę Saltkråkan... Aż w końcu orkiestra odprowadziła nas do bram i trzeba było wracać.

To był niezapomniany dzień, nie tylko dla chłopaków.

Dachy Karlssona
Księgarnia. Jest oczywiście. Niestety książki głównie w językach skandynawskich, po angielsku i niemiecku. Choć wyszukaliśmy jakieś smętne Dzieci z Bullerbyn po polsku i chyba Madikę, to w jakiś dziwnych szaroburych wydaniach niewiadomoskąd. Zupełny brak ładnych wydań, a pewnie kupilibyśmy na pamiątkę Stamtąd. Na szczęście w samochodzie mieliśmy komiks o Pippi i Nilsa Paluszka. I filmów mi było strasznie żal! Były wszystkie. Wszystkie z tej fantastycznej serii filmów Astrid Lindgren. A tak chciałabym znów zobaczyć Emila! Niestety: ani po szwedzklu, ani po duńsku, ani po fińsku ani mru mru.

P.S.
Przedstawienia w parku są bardzo muzyczne. A piosenki, które są w nich śpiewane (nierzadko przez całą widownię!) znajdziecie na płycie dzieci śpiewających z Ewą Bem i Grzegorzem Turnauem. To świetne przygotowanie do wyjazdu.


4 komentarze:

  1. Oj, sama bym pojechała! Świetne miejsce, szkoda, że u nas nie ma tego typu parków!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzieciaki za to uważają, ze skoro jest taki jeden park, to na pewno są też inne, przecież to jasne! Muszą być. Powinny! Stasiek teraz marzy o parku Ericha Kastnera :)
      A może jednak jest, tylko ja o nim nie wiem?

      Usuń
  2. Myślę, że, niestety, zanim zgromadzę środki i odważę się na zagraniczne wojaże, to będę już ojcem licealistów albo nawet studentów. Czas za szybko mi leci.
    PS. Fajnie, że wyjazd Wam się udał :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Ach, z zazdrością zerkamy. Planujemy wyprawę do Skandynawii już od lat kilku, ale teraz już wiem, że plany czas zrealizować! :)

    OdpowiedzUsuń