Prawdopodobnie to dla nich nawet lepiej, gdy ich książki nieco je przerastają. Książki dla dzieci powinny zawsze, podobnie zresztą jak i ich ubrania, pozostawiać możliwość dorośnięcia do nich; a książki dodatkowo powinny stanowić bodziec do tego dorastania.
J.R.R. Tolkien

czwartek, 18 grudnia 2014

Świąteczny must have w oborze i na świerku


Tegoroczna pozycja obowiązkowa pod choinką dla wszystkich miłośników Pana Wrony 2+, 3+, 4+, 5+, n+ ...
Wigilia Mamy Mu i Pana Wrony. U nas od 6. grudnia.
Nastała noc, na niebie ukazał się księżyc. Pan Wrona nie mógł zasnąć. Spojrzał na prezenty. Zamknął oczy. Popatrzył na zegarek. Znów zamknął oczy. Przewrócił się na drugi bok. Popatrzył w sufit.
- Kra! Nie wytrzymam!
Pan Wrona wyfrunął z łóżka i zaczął rozrywać prezenty.
- Wesołych Świąt Panie Wrono! Dziękuję! Proszę, to dla ciebie, Panie Wrono! Och, jaki piękny, ach dziękuję! Właśnie o takim marzyłem!
Na koniec osunął się na podłogę z wyczerpania. Z kurnika dochodziło pianie koguta.

środa, 17 grudnia 2014

Powroty na Uroczysko

Idę, patrzę a tu jedna godzina grudniowa... To może zacznę od zaległości. Może jeszcze kogoś natchnę przedświątecznie na prezent dla Starszaków?
Pisałam o Uroczysku.


niedziela, 14 grudnia 2014

Grudniowy post o czytaniu gdzie indziej

Grudzień chyba nie jest zadowolony z pobytu u nas, bo szybko mija. W dodatku mam wrażenie, jakby oszukiwał na godzinach i części w ogóle ze sobą nie przyniósł, myśli, że jak ciągle jest ciemno, to się nie zorientujemy w brakach.
Zima też jakoś się ociąga i podobno jest tylko w Białce, bo Stasiek już na nartach jeździł. A może była, bo halny powiał, w weekend 13 stopni, spacer bardzo nam się udał, ciepło miło, ale nie o to w grudniu chodzi! W każdym razie grudzień mija. 
Udało mi się gościnnie udzielić u Olgi, ale poza tym, jak sami Państwo nie-widzą...
Z tym większą ulgą (i przyjemnością, jak zawsze) przeczytałam wpis Zorro o poleceniach około świątecznych. Ogromny kawał świetnej roboty i chylę czoła oraz polecam wszem i wobec:


I nawet to, że nie robię tego czysto bezinteresownie, tylko z nadzieją na... niczego tu nie zmienia!


Ale jednak wdepnęło mi ciut na ambicję i jak tylko uda mi się odnaleźć jedną z tych zagubionych godzin grudniowych, to się odezwę, bo i Mikołaj był, i obniżki w księgarniach świąteczne... Jednak póki co CZYTAJCIE ZORRO.

wtorek, 9 grudnia 2014

Gościnne występy

Stasiek poleca dziś na gościnnych występach u Olgi.

Olgo, dziękuję za świetną świąteczno-zimową współpracę między blogami :)

Pozdrawiamy.

niedziela, 30 listopada 2014

Pinokio

Obiecałam sobie w listopadzie jeszcze coś niepatriotycznego. Więc o patriotyzmie lokalnym po kądzieli będzie kiedy indziej.
Teraz bajka. Klasyka.
Coś co czytaliśmy jesiennymi wieczorami, na zamówienie Brata, który widział gdzieś kiedyś film. Pinokio.

piątek, 21 listopada 2014

Patriotyzm lokalny - po mieczu


No cóż ja mogę poradzić, że to słowo w tym, miesiącu tak się do mnie przyczepiło. No nic. Widać ten miesiąc taki ma być - patriotyczny tak czy owak.
W ramach rozbudzania patriotyzmu lokalnego i dbałości o znajomość własnego miasta przeczytaliśmy książkę, opowiadanie właściwie, Doroty Terakowskiej Babci Brygidy szalona podróż po Krakowie. Przyjemność podwójna, bo ilustracje i opracowanie graficzne Bohdan Butenko.
Opowieść o tym, jak Bartek zachorował i przyjechała do niego babcia Brygida, z którą ruszył w miasto. Krótka opowieść, bo Bartek chorował tylko 3 dni, zdążyli zobaczyć tylko Rynek i wieżę Mariacką oraz odwiedzić smoka w jamie. Tej babci, o dość niezwykłej aparycji i w pumpach, Bartek nigdy nie widział, i nie wiedział, że ją ma, ale babcia okazało się miała na tyle zdecydowany charakter, że chłopiec szybko przestał z nią dyskutować (np. na temat nie wpuszczania obcych osób do domu). Babcia miała też niezwykłą parasolkę i chustkę oraz pojemną torbę. A także kilku innych wnuczków w kilku innych miejscach na świecie. A tym razem odwiedza Bartka, w Krakowie i życzy sobie zwiedzić miasto. Dla zaniepokojonych stanem zdrowia chłopca mam wiadomość, że babcia w cudowny sposób usuwa na czas zwiedzania oznaki choroby, a po wszystkim chłopiec ląduje od razu swoim łóżku...

poniedziałek, 17 listopada 2014

Masz prawa, człowieku

To już chyba naprawdę na zakończenie tego poważnego listopadowego tematycznego cyklu - nie bójmy się tych słów - patriotyczno-wychowawczego. 
Tym razem książka nie stricte patriotyczna, ale z tych zaangażowanych w przesłanie przesłania o Bardzo Poważnych Sprawach. Patriotyczna o tyle, że całkowicie polska i przez polskich ilustratorów stworzona.
Choć pomysł zupełnie nienowy. Zarówno jeśli chodzi o treść, jak i pomysł na wykonanie. Nawet u nas kiedyś dawno o tym było.
Tym razem jednak zupełnie na świeżo i zupełnie po polsku.


sobota, 15 listopada 2014

piątek, 14 listopada 2014

Patriotycznie 4 - kroki większe

Jakby tego wszystkiego o czym już było było mało. 
Zakupiliśmy książkę specjalnie na tegoroczne święto. I kilka przyszłorocznych (limit świąt narodowych na ten rok się wyczerpał). A pewnie i na kolejne lata (Brat dorasta wszak).
Dlaczego?
Bo lubię pana Ilustratora, czemu nieraz dawałam wyraz(y).
Bo lubię mieć w książkach odpowiedzi na pytania, które zawsze w końcu padają.
Bo lubię mieć książki.
Bo ta wydała mi się w porządku.


niedziela, 9 listopada 2014

Patriotycznie 3 - małymi kroczkami

Część trzecia cyklu listopadowego...

Tym razem książka Brata, który Wielkim Oglądaczem jest. Stąd też wszystko, co obrazkowe jest chętnie w naszym domu widziane. I oglądane oczywiście. Jeszcze żeby było najlepiej duże formatem i z dużą ilością szczegółów. Dodatkowo punktowani są: rycerze, bronie, konie, bitwy, znajome miejsca i twarze, a jak starszy brat zagląda przez ramię to jeszcze piłka nożna i wizerunki stadionu narodowego.
Wszystko to znaleźliśmy w Krótkiej historii Polski z ilustracjami Diany Karpowicz. Duży  kartonowy tekturzak dla młodszych i starszych z mapami Polski w różnych okresach historii. Coś jakby pomysł Mizielińskich tylko nie geograficzny a historyczny.
 

wtorek, 4 listopada 2014

Patriotycznie 2 - do hymnu

W poprzedniej książce jest taka strona:


I dlatego właśnie nabyłam książkę o hymnie polskim. Zupełnie nową książkę. Chłopaki mieli akurat wakacyjną fazę ułańsko-narodową za sprawą święta Wojska Polskiego i uroczystości związanych z Bitwą Warszawską (a w naszym lokalnym-wakacyjnym wydaniu z Bitwą pod Brodnicą), więc śpiewanie hymnu było jak najbardziej na miejscu. A teraz, w przededniu Święta Niepodległości, trzeba go sobie przypomnieć.


niedziela, 2 listopada 2014

Patriotycznie 1

Okazja się zbliża, a za mną chodzi pisanie o tych książkach już od dawna.

Na początek moja ulubiona książka z półki, którą można nazwać "patriotyczne".


niedziela, 26 października 2014

Pan od trzech zbójców

Mamo, mamo, to pan od trzech zbójców!
Trzej zbójcy, to jedna z ulubionych książek Brata, choć pamiętam, jak pisałam, że Staśka nie ujęła zbyt. Brata dużo bardziej, na pewno za sprawą filmu, o którym też pisałam, a który, choć się zagubił, to jednak na szczęście można odnaleźć. Na bardzo szczęście, bo jest na prawdę świetny. Więc oglądajcie, dopóki znów nie zniknie.
Tak więc Trzech zbójców Brat lubi bardzo, zapewne dla tych wszystkich przerażających atrybutów, garłacza i topora oraz tego, że wszystkich przerażali, kobiety mdlały ze strachu, dzielni mężczyźni uciekali, psy też. No, taki on już jest, ten Brat.

piątek, 24 października 2014

Książkę na miejscu poproszę

Pierwszy raz zdarzyło się. Kiedyś musiało. Więc dziś.
Byliśmy w księgarni odebrać książki. Po powrocie każdy usiadł i oglądał swoje zdobycze. A Stasiek usiadł i z miejsca przeczytał całą nową książkę, którą dostał. I już. Po wszystkim.
Dobra nie był to Ulisses, tylko Czytam sobie poziom 2gi, ale o zjawisko mi chodzi, nie szczegóły. Bardzo fajne zjawisko.

środa, 22 października 2014

Jan Heweliusz jako alibi

Moja pomysłowość w poszukiwaniu alibi dla posiadania książek dla dzieci dla własnej przyjemności czasem nawet mnie samą zaskakuje. Ostatnio takie alibi znalazłam w pracy. A jaka byłam szczęśliwa! 
Alibi wygląda tak:

niedziela, 19 października 2014

Ucieczka na uroczysko

Nie pomyliłam się. I nie chodziło mi o rozlewisko...
W nawale pracy kradnę małe krótkie chwilki i staram się uciec. Uciekam do lasu, na Uroczysko. Książki dla dzieci i młodzieży świetnie sprawdzają się do uciekania. W nie. Mimo mało dziecięco-młodzieżowego wieku, który potwierdził ostatnio znów kalendarz. A może właśnie dlatego? Tym razem naprawdę niezły kawałek literatury ddim ( 4,5 cm grubości).

Nie sądź książki po okładce... Niby tak. Przeczytałam sporo bardzo fajnych książek w beznadziejnych okładkach. Zapewne bywają tez gnioty w okładkach przepięknych. Ale co z tego, kiedy to właśnie okładki wołają do mnie w księgarni, bibliotece, na straganie, w dzień targowy (ten już za tydzień! czuwajcie!). Czasem tak bardzo, że dalej idziemy już razem. Tak było z Uroczyskiem. Niebywale - nomen omen - uroczą książką.


środa, 15 października 2014

Szybko: raz, dwa, trzy!

Skrótowce ostatnio i rzadko, ale dopadła mnie jesienna klęska urodzaju: spadających liści, jabłek, pracy, gości, pracy, książek nawet trochę też. I pracy. Więc skrótowo i szybko tak raz, dwa, trzy...
...psy
... w lewo, w prawo, na głowie, koń w rowie...
... w kapeluszu, w masce, strojąc miny, kot Haliny...
... zmęczony, chory, zdrowy, pies brązowy...

czwartek, 2 października 2014

Nie piszę...

... bo stoję w korku....

25 kart, ponad 5mb długości, jedno rondo, jedna krowa. Nieco psychodeliczne rysunki Jana Bajtlika. Kolorowe. Na odwrocie każdej karty sy-la-by. Jakby jednak ktoś próbował to czytać.
Mocno zaskakująca forma* (ale może wystarczy ze zrozumieniem czytać opisy w internecie i napisy na pudełku...). 
Dla miłośników motoryzacji pod każdą postacią i układania ciągów, niekoniecznie przyczynowo-skutkowych (ale też). 
ZA-BA-WA


*Forma na tyle mnie zaskoczyła, że po pierwszym oglądzie wyjętych z pudełka kart odkrywczo wykrzyknęłam: Chłopaki, z tego można ułożyć korek! ... A potem spojrzałam na tytuł znów... Cóż, może to tylko jesienny spadek czujności...










Korek
ilustracje: Jan Bajtlik

wyd. Dwie Siostry 2014
zestaw kart






Za Korek dziękujemy Wydawnictwu

piątek, 26 września 2014

Dziwny - Odd

Lubię Wikingów. Jakoś tak. Dobrze opisanych, dobrze pokazanych. Nie obsesyjnie, ale czasem lubię odwiedzić tamten świat. Tak było z Morzem trolli, tak było kiedyś dość nieoczekiwanie z panią Cherezińską (to dla dorosłych). Tak jest z filmem Jak wytresować smoka, który jest jednym z ulubionych filmów chłopaków i jako taki jest dość często oglądany, a ja... cóż, czasem przechodząc mimo przysiądę na chwilkę i już tak zostaję...
A że lubię też ładnie wydane książki, złapałam za przypadkowo spotkaną książkę Neila Gaimana (też go czasem lubię) i już nie puściłam. I bardzo dobrze.

Krótkie opowiadanie Odd i Lodowi Olbrzymi jest bardzo miłym spacerem do Asgardu i z powrotem. I ładną książka przy okazji. Ku mojemu zaskoczeniu - z ilustracjami. Oszczędnymi, stonowanymi, ale bardzo fajnymi i klimatycznymi ilustracjami Irka Koniora. Wydawnictwo Mag czyli niekoniecznie znane z książek dla dzieci, tym bardziej niekoniecznie z obrazkami (a może coś mi umknęło?).


Opowieść o chłopcu z irytującym uśmiechem na twarzy i okaleczoną nogą, który spotyka na swojej drodze bogów zaklętych w zwierzęta i pomaga im powrócić do Asgardu. Dla mnie jest też opowieścią o potędze rozmowy. Bo Odd nie pokonuje Lodowego Olbrzyma siłą (bo jak!), ani nawet tak powszechnym w legendach i wszelkich mitach sprytem i podstępem. On po prostu z nim rozmawia. Rozmawiają tak długo, aż dochodzą do satysfakcjonującej obie strony konkluzji i efektu. Tak po prostu.
Ja przeczytałam jednym tchem i jednym wieczorem, przy jednej herbacie.

Staśkowi czytałam przez 3 herbaty, więc też ekspres (cóż, nie jest to cegła). Słuchał chętnie, niechętnie przerywał, był ciekaw dalszego ciągu. Czytając drugi raz, na głos, dochodziłam do wniosku, że może za wcześnie, że nie wszystko załapie, że jednak są tam odwołania - i tylko odwołania - do mitologii skandynawskiej, które zakładają, że co nieco się już o niej wie. Ale z drugiej strony... Historia sama w sobie ciekawa, przygoda przygodowa, a to, że bohaterowie nazywają się tak a nie inaczej - na tym najprostszym poziomie, poziomie słuchania po prostu fajnej historii - nie ma większego znaczenia. A może kiedyś, później, gdy będzie czytał coś innego zapika mu w głowie, że gdzieś już o tym słyszał. Może kiedyś wróci do tego samego opowiadania za czas jakiś i odkryje nowe poziomy, nowe światy. W końcu słuchanie niebywale skomplikowanych mitów japońskich, bez jakiejkolwiek podstawy, znajomości tamtej skomplikowanej kultury sprawia mu dużą frajdę.



Neil Gaiman
Odd i Lodowi Olbrzymi
ilustracje Irek Konior
wyd. Mag 2010
oprawa twarda
tekst > ilustracje

poniedziałek, 15 września 2014

W Kamienicy same świnie

W poniedziałek się pojawiła. Została dokładnie obejrzana we wtorek, bo ma obrazki. W środę, ponieważ wciąż leżała na wierzchu, a poza tym jest niewielka i poręczna (+- 10 x 15), została zabrana do poczekalni. Tam ją zaczęliśmy czytać. Skończyliśmy w niedzielę, przy kolacji i tylko dlatego, że trzymaliśmy się reżimu 2-3 (no, może 4, prooooszę!) rozdziałów dziennie, a w sobotę nie było nas w domu.

niedziela, 7 września 2014

Prezent - Anuki

Jakże lubimy takie niespodziankowe prezenty!
Jakże lubimy, jak trafiają do nas książki Stamtąd, książki, których nie znamy, o których nie wiemy, których się nie spodziewamy.
Jakże lubimy, jak książki Stamtąd są takie, że nie musimy się martwić w jakim języku się Tam mówi, pisze, czyta.
Jakże lubimy oglądać. Wszyscy.


sobota, 30 sierpnia 2014

Maria czyli Basia

 W Trójce czytana jest powieść Greta Garbo. Moja miłość.
- Dziwna ta Basia - powiedział Brat w skupieniu kontemplując fragment.
- Czyta Maria Seweryn - bez pudła stwierdził Stasiek.
To prawda. Czyta Maria Seweryn. Tak samo, jak Basię, rzeczywiście.

piątek, 29 sierpnia 2014

Przeczytane

28 sierpnia był podobno Światowym Dniem Głośnego Czytania Komiksów*. Nie znoszę na głos czytać komiksów, ale skoro jest taka okazja to z okazji święta mogę się pochwalić. A właściwie pochwalić Staśka. W czasie wakacji przeczytał Gucia i Cezara. Całego mamo, całego.

Podrzucony przeze mnie prawie nienaumyślnie jeszcze przed wakacjami tamże, wielki i ciężki, zupełnie z boku i zupełnie nie wspominany. A jednak jak przyszło co do czego, Stasiek po niego sięgnął. Oczywiście już po tym, jak odreagował codzienny szkolny obowiązek czytania, czyli po minimum trzech tygodniach nie czytania niczego. Ale sam. Z własnej nieprzymuszonej. I czytał go sobie, a czasem podobno też Bratu (mamy więc element głośnego czytania świętowanego wczoraj) Czytał aż skończył. Więc cieszę się. I chwalę.

A teraz czyta znów Hobbita. Tym razem sam...
Pierwszy raz usłyszeliśmy: A mogę poczytać jeszcze w łóżku?

*Errata: Był to jednak Dzień Publicznego Czytania Komiksów, jak słusznie zauważył Pan Maciej...

Gucio i Cezar
Krystyna Boglar
ilustracje Bohdan Butenko
wyd. Dwie Siostry
oprawa twarda
komiks




Wydawnictwu dziękujemy za książkę (co się odwlecze, to nie uciecze).

piątek, 25 lipca 2014

Regulamin na lato. Oczywiście.

Kupiłam, bo lato się zbliżało, a do lata trzeba się przygotować. Do wszystkiego trzeba się przygotować. Najbardziej lubię się przygotowywać przy użyciu książek. Podobno jednak do wszystkiego przygotowują najlepiej instrukcje obsługi i regulaminy. Podobno, ja instrukcje zwykle omijam szerokim łukiem. Regulaminy czytuję czasem. Pierwszy raz regulamin obejrzałam.


środa, 23 lipca 2014

Chmury

Latające żaby, latające kapusty, latające karczochy i ogórki... Zobaczcie sami u Zorro.
Latające chmury w tym towarzystwie wydawałyby się wręcz nudne. Gdyby. Gdyby nie wymalował ich David Wiesner. Specjalista od obiektów latających. Łącznie z niezidentyfikowanymi, o czym było niedawno.
Możemy delektować się czas jakiś Sektorem 7. To chyba mój ulubiony Wiesner. Jakże lubimy takie wakacyjne pożyczki i wymianki...

Nadal w temacie chłodzenia w upalne, zapracowane letnie dni. Zimowa  opowieść z Nowego Jorku. Bez słów.


poniedziałek, 21 lipca 2014

Na upał

Upał. Lato. Wakacje. Upał. Praca. Upał.
W dodatku zupełnie nie wiem, co czytają teraz chłopaki.
Mało ostatnio czasu na słowa, więc chociaż obrazki. Na upał.

Książka o tym, co robią świnie jak jest im za gorąco.
Graficzna - w pełnym tego słowa znaczeniu - książka obrazkowa.

czwartek, 5 czerwca 2014

Klasyka gatunku szkolnego

Rok szkolny (nasz pierwszy) po mału się kończy, póki więc jeszcze trwa wspomnijmy o klasyce literatury szkolno-chłopięco-awanturniczej jaką są przygody Mikołajka. Pozycja obowiązkowa, jak mniemam, wszystkich szkolniaków, prędzej czy później.

czwartek, 29 maja 2014

Czasoumilacze podróżne

Upał właśnie zelżał. Wtem. Ale jeszcze przed chwilą tu był. A jak jest upał, jak jest słońce i zielono, to myśli jakoś same uciekają w stronę wakacji. A przynajmniej uciekają. Gdzieś, choćby na chwilę. A my za nimi. 

niedziela, 25 maja 2014

Komiks dla dorosłych

To jest post na życzenie mojego męża. Mieliśmy razem napisać list do wydawnictwa, ale tempus fugit, emocje opadają, a z tą formą jakoś zdecydowanie mi bardziej po drodze. Choć może nie do końca związane to będzie z tym, co poleca Stasiek, ale nie bądźmy sztywniakami formy i konwenansów.

Otóż kupiłam komiks. Mężowi memu kupiłam, bo sobie pomyślałam, że historią się interesuje wszak i tematy pokrewne lubi, komiksem nie gardzi, to kupię MU. To przydługie alibi. Bardzo spodobały mi się rysunki.
Najlepsi wrogowie. Historia relacji pomiędzy Stanami Zjednoczonymi  Bliskim Wschodem. Część pierwsza 1783-1953. Jean Pierre Filiu & David B.


niedziela, 18 maja 2014

Dla rycerza

W 2011 roku ukazała się książka. Książka, choć tytuł nie sugerował tego na pierwszy rzut oka, stała się w naszym domu hitem. Stasiek ją uwielbiał. Nadal lubi. Jeździła z nami obowiązkowo na wszystkie wakacje i wyjazdy. Dalej jeździ. Szybko dorósł do niej Brat. Także w jego rankingu stoi wysoko. W domu wszyscy wiedzą, że niektóre smoki lubią poziomkowe winko, mogą wyskoczyć z komputera lub przebrać się za straszliwą wiewiórkę. Wszyscy je polubiliśmy. I księżniczki też. Księżniczki i smoki.


sobota, 17 maja 2014

Brak telewizji

Żyjemy bez telewizji już 10 lat. To znaczy, że nasze biedne dzieci żyją bez telewizji od zawsze, od urodzenia, od okresu prenatalnego nawet. I ...żyjemy.
Odkąd mamy dzieci nawet Dziadek przestał narzekać, że telewizji nie mamy. Ledwie zdąży przejrzeć gazetę pomiędzy uwięzieniem w lochu, abordażem, a nauką budowania legoludków od 7 rano. Zwyczajnie nie ma czasu.

sobota, 10 maja 2014

Komiksy 2

Było o tym, że komiksy czasem wychyną znienacka. Tak na mnie wychynął Leonard.  W taniej książce, za jakieś naprawdę grosze, a jaki fajny się okazał.


piątek, 9 maja 2014

Pan Pierdziołka

Napiszę. Zacisnę zęby i napiszę. Tytuł bloga zobowiązuje.

czwartek, 8 maja 2014

Komiksy

Jednak komiksy. Przy komiksach można usłyszeć nawet wiekopomne zdanie "czytanie jest fajne". Pozostaje więc zacierać ręce, radować duszę i zaopatrywać, podkładać na wierzchu i w ukryciu. 

środa, 7 maja 2014

Paryż vs. Londyn

... A ja bym chciał do Japonii...
... A ja bym chciał do Parku Jordana...
... A ja bym chciał do Londynu...
... A ja bym chciał do Paryża...
... A ja bym chciała do Jičina...
... A ja bym chciał w góry...

niedziela, 27 kwietnia 2014

David Wiesner

A jednak się skusiłam. Wokół Davida Wiesnera krążyłam już od dłuższego czasu. I jakoś nie mogłam się wyzbierać. Niektóre jego książki miały coś, co mi nie grało, inne nie miały czegoś, co by mocniej pociągnęło... A jednak wciąż gdzieś tam o nim pamiętałam, co jakiś czas drażniłam się oglądając obrazki w komputerze. Bardzo "amerykański" sposób malowania, prawie hiperrealistyczny, kolorowy, nasycony, do którego mam jakąś dziwny pociąg. Trochę jak van Allsburg w kolorze. Do tego świetna kompozycja, komiksowe dzielenie obrazu rewelacyjnie budujące fabułę. Tylko co by tu wybrać...

Tegoroczne wyróżnienie Caldecotta wprowadziło na scenę pana Wuffles'a i postanowiłam zaryzykować. Mimo dziwnie kolorowego tytułu na okładce... 
Książka okazała się bardzo "nasza". Choć kota nie mamy i z kotami się nie znamy zbyt. W sumie, to chyba nam bliżej do pozostałych bohaterów tej historii...


sobota, 19 kwietnia 2014

Świątecznie


Przy stole lub przy lesie, na trawie lub na kanapie,
wszędzie i zawsze z dobrą książką, 
wszędzie i zawsze życzymy Wam
radosnych, zdrowych i spokojnych Świąt Wielkanocnych.

Wielka Sobota

Przez całe dwie godziny Bobcio malował pisanki. Pozostawiony sam na sam ze swoją muzą, w skupieniu, z namaszczeniem i bardzo pedantycznie smarował jajka plakatówkami Julii i kiedy przyszła pora podwieczorku mina chłopczyka wskazywała, że jest bardzo dumny ze swego dzieła. (...) Ciocia Wiesia podeszła do swojego syna.
- O, Jezus! - rozległ się nagle jej krzyk.
Mam Żakowa wypuściła z ręki wszystkie łyżeczki.
- Co się stało? - krzyknęła
- Sama zobacz - jęknęła Wiesia.
Mama Żakowa podeszła bliżej i zesztywniała. Pisanki Bobcia, utrzymane w pięknych czystych kolorach, na pierwszy rzut oka wyglądały uroczo. Na drugi rzut oka budziły nieokreśloną grozę. A kiedy się człowiek dobrze przyjrzał, ujawniały swą złowrogą treść.
– Co to jest? – krzyknęła mama Żakowa, wskazując jajko upstrzone przeraźliwymi, powykręcanymi paluszkami.
– To? – upewnił się Bobcio. – To bakterie.
– A to? – wypytywała Wiesia.
– To? To Somosierra. Bitwa na czołgi.
– A to? – spytała bezsilnie Wiesia, wiedząc, niestety, jaka będzie odpowiedź.
– To? – powiedział Bobcio. – A, to. To jest Hitler.
Kolejne egzemplarze – bo Bobcio sumiennie zapełnił malunkami wszystkie dziesięć jaj, wykazały cioci Wiesi, że jej dziecko ma zainteresowania monotematyczne. Odstępstwo od militariów stanowiły dwie wizje bakterii i witamin, obie nadzwyczaj przygnębiające oraz wizerunek myszy – tylko jeden, ale za to jak żywy.

 Małgorzata Musierowicz, Szósta klepka, wyd.  Nasza Księgarnia, Warszawa 1987, s. 181n.

środa, 2 kwietnia 2014

Przeczytaj dziś dziecku książkę!

....albo przeczytaj dziś SOBIE książkę dla dzieci....





poniedziałek, 31 marca 2014

Wojtek bez portek

Wiersze u nas nie bardzo chodzą. Poza okresowo odkurzanym żelaznym kanonem słabo jakoś. Tuwim, Brzechwa, Groński, Wawiłow. Koniec. O kondycji wierszy współczesnych dla dzieci już pisałam, nie będę się powtarzać. Więc wałkujemy kanon. Jednak czasem próbuje rozszerzać, zwłaszcza, jak dodatkowy impuls się znajdzie. Kiedyś postanowiłam poszerzyć jeden segment kanonu, czyli wiersze Danuty Wawiłow. Pierwszym impulsem było to, że jako wielka miłośniczka pani Wawiłow z dzieciństwa, trafiłam wtem na wiersze, których nie znałam. Drugim, że okazało się, że wiersze to autorskie, ale też bardzo zgrabne tłumaczenia angielskich nursery rhymes i pokrewnych wyliczanek. Trzecim ilustracje lubianej Marianny Oklejak. Czwartym, że wśród wszystkich tych nowości, na samym końcu są nasze ulubione naj Daktyle.


I tak staliśmy się czytelnikami Wierszy dla niegrzecznych dzieci Danuty Wawiłow. Z piżamowej serii Egmontu.
Książka ta, choć miała już na wstępie +1 do atrakcyjności za Daktyle (lubimy tylko te wiersze, które już lubimy), podbiła serca chłopaków dwoma wierszami.

Pierwszy to Kup mi coś. W założeniu jak mniemam miał wspomagać naukę liczenia, bo na tytułowe hasło
Kup mi coś, kup mi coś!
Kup mi, proszę, jeszcze coś!
niestrudzony i niezniechęcony narrator obiecuje kupienie coraz to większej ilości rzeczy po kolei (złoty pałac, dwa tygryski, trzy okręty itp). 
Nas zachwycił swoim zżyciawzięciem. Słowa "kup mi" znajdują się w Słowniku Słów Najczęściej Używanych. W ich towarzystwie nawet tak trudne zwykle do zapamiętania słowo "proszę" pojawia się błyskawicznie (z takim przeciągniętym ooo, znacie ten efekt). Słodki serek, karty piłkarzy, gazetkę, miecz, deskorolkę, karty piłkarskie, ciastka, batonik, karty piłkarzy, lego, precel, karty piłkarskie, deskorolkę, rękawice bramkarza, miecz...

Moje dzieci mają jeszcze jeden podręczny słownik: Słownik Wyrazów Bardzo Śmiesznych. "Majtki" i "portki" prym w nim wiodą (jak również inne, hmmm... okoliczne wyrazy). Siłą rzeczy jednym z ulubionych ich wierszy stał się więc wiersz zaczynający się od słów
Kajtek - bez Majtek
i Wojtek - bez Portek
poszli do kuchni
zrobili porządek.
Ha, ha, ha... No boki zrywać... Michał-Kichał, Agata-Sałata...
W zasadzie od razu został zmieniony tytuł książki na Książkę o Kajtku bez majtek.

Ja polubiłam wiersz o dziewczynce, która (w Krakowie, a może w Łodzi) kiedy była grzeczna, to grzeczna była nad podziw, a kiedy była niegrzeczna, to tak, że coś okropnego!


Wiele z tych wierszyków jest naprawdę fajnych. Trochę są odjechane, czasem trochę straszne, czasem nostalgiczne, często zabawne. 
No i te angielskie. Niezwykle melodyjne melodią inną niż ta, do której przywykliśmy. 



 

Danuta Wawiłow
Wiersze dla niegrzecznych dzieci
zilustrowała Marianna Oklejak
wyd. Egmont (seria: Wierszem napisane) 2013
oprawa twarda
ilustracje = tekst
Z tej serii (prawda, że piżamowa?) było już o delatourowym Tuwimie. Czyli kanon, kanon i jeszcze raz kanon.

sobota, 15 marca 2014

Coś drgnęło

Coś drgnęło, bo musiało, z jednej strony.
Musiało ma postać obowiązku czytania 20 min. dziennie, codziennie. Rodzicowi przez dziecko, zupełnie odwrotnie niż przywykliśmy. A przyznać należy i pochwalić, że Lektor wykazuje się zadziwiającym poczuciem obowiązku, jeśli nawet nie tryska entuzjazmem przy tym. Ostatnio musiało ma również postać przynajmniej pięciu rozdziałów Plastusiowego Pamiętnika samodzielnie przeczytanych. Nie będę się rozwodzić, bo wywołuje to we mnie uczucia co najmniej ambiwalentne, owszem, jak powiedział szef pingwinów. Raz, że taka cegła, dwa, że taki straszliwy staroć, trzy, całkowicie nieobiektywnie, że akurat PP nigdy nie lubiłam, a teraz nawet jakby mniej. Więc o pomyśle, żeby to akurat była Ta Pierwsza Samodzielna Lektura dla Pierwszaków (i to na prawdę nie ma znaczenia czy 6+, czy 7+) nie będę tu dyskutować. Mam tylko nadzieję, że nie poczyni spustoszenia w chęciach i zapale, który staram się podsycać, jak mogę.

Ale mimo to coś drgnęło, bo było nie było trening czyni mistrza, a Übung macht den Meister. Trzy przeczytane rozdziały jakiejkolwiek książki powodują mimowolne zwiększenie płynności. Wczoraj z okazji weekendu, a więc odpoczynku, zaproponowałam Staśkowi inną książę do głośnego mi czytania. Wyprawę na biegun. O ekspedycji Amundsena Rafała Witka i Ewy Poklewskiej-Koziełło.
Książkę tę, mimo dotychczasowego niepowodzenia u nas serii Czytam sobie, zakupiłam ostatnio z prostego powodu - mam dużą trudność w przechodzeniu obojętnie obok książek ilustrowanych przez Ewę Poklewską-Koziełło. A te ilustracje są świetne. Sami zobaczcie (podgląd PIdD).
A tu tymczasem dodatkowe miłe zaskoczenie, że książka jest o Czymś. Zdobycie bieguna przez Amundsena (trudno się czyta A-m-u-n-d-s-e-n!). Dopiero potem doczytałam, że to podseria serii: Fakty (jest jeszcze o Titaniku i o misji Apollo na innych poziomach). To lubię (nałogowa czytelniczka reportaży), widać, że to lubi też mój syn. Przeczytał mi wczoraj chętnie (na wszelki wypadek, nie pytałam, czy to lepsze niż PP...).


I coś drgnęło, bo po pierwsze, zadowolenie z przeczytania CAŁEJ książki jest fajnym uczuciem. Po drugie okazało się, że przeczytanie takiej książki jest (uwaga!) - banalne! (uwielbiam szkolne słownictwo...) Po trzecie odnalezione zostały pozostałe książki z serii i choć zapał okazał się słomiany, jednak coś drgnęło. Po czwarte, Czytelnik zażyczył sobie pokazania, czym się różni poziom 2 książeczek, na oko stwierdził, że to też banalne oraz wybrał sobie następne ...trzy.
Coś drgnęło!

 



Wyprawa na biegun. O ekspedycji Amundsena
Rafał Witek
zilustrowała Ewa Poklewska- Koziełło
seria Czytam sobie
wyd. Egmont 2014 
oprawa miękka
ilustracje > tekst

środa, 12 marca 2014

Zgrzebna babska kacabajka


Wiadomo, że dzieci z książek, z bajek, zewsząd uczą się nowych słów, wyrazów, zwrotów. Uczą się chętnie i nie wiadomo kiedy. Poszerzają sobie słownictwo. Potem taki niewielki Człowiek z poszerzonego słownictwa korzysta i zaskakuje otoczenie (i nieraz bawi, przyznajmy) sprawnie formułowanymi frazami:
- Mamo, chciałbym śniadanko. Będę nalegał, niestety.
- Tato, to jakiś nowomodny nonsens!
To małe próbki z 3,5-latków.

Wydaje się, że dzieci poszerzają sobie słownictwo z tego prostego powodu, że go nie mają. Jednak okazuje się, że niby-to ukształtowani i rozwinięci językowo dorośli także poszerzają sobie słownictwo obcując z dziećmi. Oczywiście, większość dorosłych właśnie wtedy przyswaja przynajmniej pięć trudnych do wymówienia nazw dinozaurów, komórek w organizmie odpowiedzialnych za to lub owo, ewentualnie nazwiska zagranicznych piłkarzy. Ale nie tylko.

Sformułowanie, o które poszerzyłam sobie ostatnio słownik i horyzonty to:
zgrzebna babska kacabajka

Chłopcy najpierw biegali po domu wykrzykując (!) "zgrzebna babska kacabajka" jeden przez drugiego (założę się, że popularność tej frazy wzięła się ze słowa babska, które należy do kanonu słów niebywale śmiesznych...chyba kiedyś o nich napiszę), w końcu jednak Stasiek zadał pytanie "Mamo, a co to jest kacabajka?". No i musiałam sobie poszerzyć.

Wszystko za sprawą Cypiska. Tego małego synka rozbójnika Rumcajsa i Hanki. I kolejnego Głosu, który pojawił się w naszym domu. Książki o Rumcajsie i Hance mamy od bardzo dawna, jednak ich czytanie - a może bardziej słuchanie, cóż, okazało się dość trudne. Co prawda od czasu do po kolejnej próbie czytania Staśkowi tata pogrążał się na dłuższą chwilę w tej ciekawej lekturze chichocząc pod nosem, ale sam Stasiek wolał zdecydowanie filmy o rozbójniku. Może było za wcześnie, a może chodziło po Głos (niczego nie ujmując tacie). Wiktor Zborowski radzi sobie świetnie, zarówno z tym - jednak dość trudnym - tekstem, jak i z przykuwaniem uwagi chłopaków, zwłaszcza Brata. A może chodzi o to, że przygody małego Cypiska są bliższe małym chłopcom?

Ponieważ nie mogłam kupić książki z przygodami Cypiska, kupiłam w końcu płytę i okazało się to dużo lepszym rozwiązaniem. Zajmuje dużo mniej miejsca na półce. A słuchać jest czego. Rozdziałów jest ponad 30 a całkowity czas nagrania to 5 godzin. 5 godzin ciekawych przygód, akcji, strzelania żołędziami, spotkań z dziwnymi mieszkańcami Rzaholeckiego Lasu i nie mniej dziwnymi mieszkańcami Jiczina i poszerzania sobie słownictwa. Prawie wystarcza, aż Starszy Brat wróci ze szkoły.



Václav Čtvrtek
Cypisek
czyta Wiktor Zborowski
wyd. Świat Książki
1 CD, format mp3
Czas nagrania 5 godzin i 10 minut



 
A dla wszystkich ciekawych, zniecierpliwionych i żądnych poszerzenia sobie - damska (choć niekoniecznie zgrzebna) kacabajka wygląda tak:
Zdjęcie z tej - czeskiej! - strony

niedziela, 2 marca 2014

In memoriam

Odnaleziona przy okazji remontu i przemeblowań (mają więc swoje dobre strony). Moja ulubiona Pani Twardowska. Jeden z tych obrazów zapisanych na twardym dysku od wczesnego dzieciństwa. To z niej potem uczyłam się "na pamięć" w szkole. 
Teraz odnaleziona z radością, nostalgią, smutkiem po Wiadomości.
In memoriam Janusz Stanny (1932-2014).


niedziela, 23 lutego 2014

Caldecott Medal 2014

                  

Rozdano już nagrody Caldecotta na ten rok.
W tym roku nagrodzono i wyróżniono same książki autorskie, a trzy z czterech obywają się bez słów (prawie), są kwintesencją książki obrazkowej.

sobota, 22 lutego 2014

Nie tylko o trollach

Mniej więcej rok temu wciągnął mnie w swoje krzaki Baśniobór.
Widać zimowa aura styczniowa i podświadoma potrzeba odseparowania się od blue monday'a i jemu podobnych sprawia, że chętnie zanurzam się w baśniowe krainy i klimaty. W tym roku też czegoś podobnego mi brakowało, aż trafiłam nad morze. Morze trolli.
I tak płynnie łącząc role matki, żony i pracownika miesiąca niepostrzeżenie przebyłam w trzech tomach krainę trolli - Jotunheim, elfów i morskich ludzi, nie mówiąc o dłuższych popasach na gościnnej ziemi Sasów i może nieco mniej gościnnej, ale chyba ciekawszej ziemi Ludzi Północy.


piątek, 21 lutego 2014

Patrz Patch

Mamy w domu kapelusz piracki z czaszką.
Mamy w domu ze trzy opaski na oko.
Mamy pas, pistolet i szablę.
Mamy hak (albo dwa).
Mamy piracką lunetę.
Mamy piracki zestaw lego.
Mamy pirackie monety i klejnoty do łowienia w wannie.
Mamy dwie groźne pirackie maski.
Mamy piracką foremkę do ciastek-czaszek.
Mamy też oczywiście kilka książek o piratach.
Mamy wyspę piratów z jaskinią i skarbem oraz papugą.
Że o pirackich naklejkach i tatuażach nie wspomnę.

Cóż. Mamy w domu miłośnika piratów. Czasem nawet dwóch. Ale jednego na pewno.

wtorek, 18 lutego 2014

Zimowisko

Jakie książki zajmą dziecko w długiej drodze samochodem na zimowisko?
Jakie książki zajmą dziecko rankiem, gdy sobie wstanie za wcześnie, a nikt inny nie jest zainteresowany współwstawaniem (a zwłaszcza dorośli)?
Jakie książki zajmą dziecko wieczorem, gdy po głośnym czytaniu wcale jeszcze nie chce się spać za bardzo?
Jakie książki zajmą dziecko podczas nudnej czynności jedzenia posiłku? Ewentualnie w trakcie oczekiwania na tenże?
Jakie książki zajmą dziecko 2 podczas gdy dziecko 1 jeździ z tatą na nartach?
Jakie książki zajmą dziecko, gdy dorośli stwierdzą, że koniec już bajek (filmów) na dzisiaj?
Jakie książki będą miłym przerywnikiem, wyciszaczem i pauzą wśród wielu godzin wielo-osobowych wielo-zabaw na śniegu, błocie, w pościeli, na schodach, pod stołem, przed kominkiem, za kanapą, w łazience, w restauracji, w nudnym (podobno) muzeum, w wielu innych możliwych i niemożliwych miejscach?
Jakie książki zajmą na równi 2,5-latkę, 3-latka, 5-latka, 6-latkę i 6,5-latka? A czasem nawet dorosłych i Starsze Siostry?

wtorek, 4 lutego 2014

Tym razem w Paryżu miś

Benjamin Chaud, Misiowa piosenka.
No, niby jest tekst, niby jest historia, owszem urocza, ale tak na prawdę chodzi o ilustracje. Ilustracje w których można się zanurzyć, które wciągają i przyciągają. Duże, dwustronicowe, zatłoczone, pełne smacznych szczegółów i detali. Z humorem. Ładne.
Jedna z ładniejszych książek zeszłego roku. Uczta dla miłośników ilustratora. Para do nieodrobionych lekcji, razem stanowią komplet w sam raz dla Braci, Większego i Mniejszego.


niedziela, 2 lutego 2014

Co słychać?

Nie martwcie się o mnie, ja sobie zawsze dam radę, nie martwicie się o mnie...
Słychać Pippi. Czyli Edytę Jungowską słychać. Trochę chorowania i weekend spędzony w domu do kompletu z nową częścią słuchowiska sprawił, że dobitnie usłyszeliśmy. Właściwie nic innego nie było słychać przez ostatnie cztery dni, tylko Pippi. Nawet jakby mniej oglądania było, jakby mniej czytania. Słuchanie, słuchanie, słuchanie.

niedziela, 19 stycznia 2014

Sonia

Czemu dotąd nie napisałam nic o Soni? No nie wiem. A jest już z nami od dawna przecież.

100% Piji Lindenbaum, którą wciąż i bez przerwy strasznie lubimy.


sobota, 18 stycznia 2014

czwartek, 16 stycznia 2014

Mikołajek

Chwila nieuwagi i już jest całkiem nowy rok. Ale jeszcze najbardziej ostatnie pierniczki niezjedzone, a świąteczny tydzień spędzony u dziadków wciąż żywy we wspomnieniach, rozmowach, pudłach z zabawkami, lekturach.
W tym roku na święta przyszedł do nas ... no nie zgadniecie. Mikołaj. A właściwie Mikołajek. Nie, nie, nie, wcale nie TEN Mikołajek.

Został nam podarowany Mikołajek, czyli mały Mikołaj. Być może Święty: czerwone ubranko, prezenty, renifery, te sprawy. Mieszka gdzieś, gdzie jest śnieg. Produkuje prezenty. Kojarzycie gościa.
Mikołaj komiksowy, milczący, obrazkowy.
Podbił nasze serca hurtem. I detalem, sprawnie wyrysowanym przez Lewisa Trondheima.


sobota, 4 stycznia 2014

Pionierzy

Są osoby, które czytają moich myślach. Zwykle Najbliższe. 
Ale jeszcze się nie zdarzyło, żeby w myślach czytało wydawnictwo. Albo żeby podsłuchiwało nasze rodzinne rozmowy.
- Mamo, a co wymyślili Polacy? Coś takiego, żeby było na całym Świecie. - ni z tego ni z owego zapytał raz Stasiek.
Na szybko i na zaraz, na środku skrzyżowania, przyszła mi tylko jedna odpowiedź do głowy:
- Lampę naftową.
Dziadek zapytany o to chwilę później dodał kamizelkę kuloodporną.
Pomyślałam wtedy, że trzeba by poszukać, mając na myśli jakiegoś interneta czy coś. Bo żeby gdzieś było, w jednym miejscu, najlepiej w książce, zebrane, to przecież nie ma co marzyć.
Zaledwie kilka dni później dotarli do nas w zwartym szyku Pionierzy czyli Poczet niewiarygodnie pracowitych Polaków.
Pionier to ktoś, kto w jakiejś dziedzinie osiąga coś zupełnie nowego: odkrywa, wynajduje, tworzy, konstruuje, zdobywa. I wskazuje kierunek. (...) jeśli pionier odważy się zaryzykować i mu się uda, wielkim krokiem przejdzie do historii - zyska sławę, podziw, szacunek. A potem ktoś napisze o nim książkę.