Prawdopodobnie to dla nich nawet lepiej, gdy ich książki nieco je przerastają. Książki dla dzieci powinny zawsze, podobnie zresztą jak i ich ubrania, pozostawiać możliwość dorośnięcia do nich; a książki dodatkowo powinny stanowić bodziec do tego dorastania.
J.R.R. Tolkien

piątek, 23 grudnia 2011

Wesołych Świąt - Pa ra pam pam pam

Z okazji tuż-tuż Wigilii książeczka, która czeka już długo na okazję świąteczną. Za sprawą ilustracji jedna z moich ulubionych w temacie. The Little Drummer Boy zilustrowany przez Ezrę Jacka Keatsa. Jedno z moich zeszłorocznych odkryć.
Chyba jedna z ładniejszych świątecznych piosenek amerykańskich, właściwie, chyba kolęda? Nigdy nie wiem, jak to u nich jest. W każdym razie ładna. Tutaj zilustrowana mistrzowsko. Malarsko, kolażowo, marmurkowo.
 

czwartek, 15 grudnia 2011

Książki dla dziewczyn

Powinnam zapakować i wysłać prezenty, które mają dalej pod choinkę. Jakoś tak się składa, że mimo coraz większego doświadczenia w tematyce książkowej serwowanej chłopakom nie na wiele się ono przydaje w przypadku starszych kuzynek :D W ogóle dookoła (najbliższego dookoła) jakoś same dziewczyny, na szczęście w większości w staśkowym wieku, ale to jednak nie to samo. Nie zawsze. Tak więc czasem staję przed trudnymi wyborami nad literaturą "dziewczęcą". I chociaż daleka jestem od segregacji płciowej, zwłaszcza książek (że jest ona bez sensu Stasiek nie raz mi już udowodnił), to czasem poszukuję czegoś bardziej ...damskiego.

środa, 14 grudnia 2011

Jak dinozaury mówią dobranoc?

Dzieci zaskakują. Zaskakujące, prawda?
Kupiłam książkę z myślą o Staśku, jego pasji i manii i ulubieniu tematu (to prawda, że nie obsesyjnemu, ale jednak zauważalnemu). Tymczasem od kilku dni czytam ją kilka razy dziennie Bratu. Z zupełnie nieznanych mi przyczyn ukochał on sobie tę książkę, nosi ja to tu, to tam i od czasu do czasu każe sobie czytać i pokazywać. W dodatku nie niecierpliwi się, jak przy innych lekturach, nie przewraca stron w pół zdania. Dziwne. Dałabym głowę, że mamy w domu kilka książek bardziej "odpowiednich do wieku" (15m). Widocznie ta też jest taka.


Brat

Wciąż jeszcze nie wyczytaliśmy do końca sterty przyniesionej z Targów Książki. A tej książki pewnie jeszcze jakiś czas razem nie będziemy czytać, choć ja ją spróbowałam od razu (tylko jakoś mi się nie napisało od razu). Brat Emilii Kiereś. Jeden z tych zakupów pod wpływem impulsu. 

wtorek, 13 grudnia 2011

Co było w butach

No właśnie, tydzień minął, a nie napisałam, co było w butach, choć zostało fotograficznie uwzględnione w zimowej górce.
W małym bucie Brata była duża książka. Gąska Zuzia i pierwsza gwiazdka. Jako pierwszy mógł oglądać ją Tato, któremu została wsadzona w oko (zamknięte, jak zwykle około godziny 7... na szczęście). Gdy je uchylił mogło zobaczyć Brata z dużą ekscytacją pokazującego mu w książce ...krowę (od czasu wakacji na wsi, gdzie chłopaki mają - a właściwie Staś ma, nie zdecydował jeszcze, czy się nią podzieli z Bratem - "swoją" krowę, krowa jest zwierzęciem budzącym bardzo radosne emocje).

niedziela, 11 grudnia 2011

Muminek przez dziurę

Jeszcze z przyTARGanych nowości. Co było potem? Książka o Mimbli, Muminku i Małej Mi.
Z dawna oczekiwane. Poznane wcześniej w wersji nie-stąd i tym bardziej oczekiwane. Duże zdziwienie, że tak mogą wyglądać książki o Muminkach, a niekoniecznie takie małe, czarno-białe z pokolorowanym obrazkiem na okładce. Tym większe zdziwienie, że to nie wymysł nowy i szalona inwencja wydawcy, ale projekt autorki sprzed ...60 niemalże lat! Kolejne zdziwienie, że tekst jest rymowany. Jeszcze większe - że mimo to bardzo dobrze się czyta na głos i nawet nie wychodzi jakoś sztucznie, a tytułowe "co było potem" bardzo zgrabnie prowadzi przez całą książkę. 
Ostatnie zdziwienie dotyczy ceny.....


piątek, 9 grudnia 2011

Zimowa górka



Chłopiec z czerwonym dźwigiem

Skończyliśmy wczoraj Pluka z wieżyczki.
To chyba pierwsza taka długa książka, z fabułą ciągnącą się przez kilka rozdziałów ("Julki" sumarycznie pewnie grubsze, ale ich forma przecież zupełnie inna). Tydzień trwała przygoda z Plukiem i ratowała nas trochę w trakcie przymusowego siedzenia w domu. I pierwszy raz usłyszałam "Mamooo, jeszcze jeden, proooszę. Ja nie wytrzymam do jutra, żeby się dowiedzieć, co było dalej!"

poniedziałek, 5 grudnia 2011

Jak ktoś mógł na to pozwolić!

Alibi dla pojawienia się tej książki w tym miejscu są zawarte w niej wywiady ze Stannym, Wilkoniem i Butenką.
Jak tylko zobaczyłam, wiedziałam, że nabędę. No i wreszcie mam. I już przeczytałam. Po raz pierwszy, bo mam wrażenie, że to lektura na więcej razy.

sobota, 3 grudnia 2011

Zabawy z tatą

Literatura "tatowa" jakoś bardzo obrodziła latoś.
Czterolatka bawi.
- Chodźcie , pobawimy się! - powiedział tata pewnego wieczora. kiedy mama była na swoim kursie. [...]
Nie wiedzieliśmy co powiedzieć. Oczywiście, że lubiliśmy się bawić. Ale nigdy wcześniej nie bawiliśmy się z tatą. [...]
- Pobawimy się w chowanie klucza. Wiecie na czym polega ta zabawa?
Oczywiście, że wiedzieliśmy, ale pokręciliśmy przecząco głowami, bo tata uwielbiał wyjaśniać różne rzeczy.

piątek, 2 grudnia 2011

Jabłonka

Niby to książka dla młodszych. Właściwie pewnie nawet chyba 2+. Kupiłam ją kiedyś-kiedyś z ociąganiem, jak już teoretycznie Stasiek był za duży, ulegając magii Niesamowitej Okazji oraz urokowi wyklejki i ilustracji. Jabłonkę Eli, Catariny Kruusval. "Małej serii" o Eli nigdy nie mieliśmy, jakoś nie odczuwając potrzeby. Nawet się wtedy zdziwiłam, że Ela może być "taka duża". No i kupiłam myśląc nawet, że pooglądam i pewnie wydam dalej znajomym dziewczynom. A tu nie. Jabłonka została z nami. Nie jest jakąś najbardziej ukochaną książką Staśka, ale jednak wciąż i wciąż się pojawia (tzw. lektura śniadaniowa... wiem, wiem, nie czyta się przy jedzeniu, nie powinno się tego uczyć dzieci... cóż, nie bądźmy hipokrytami, już dawno uznałam, że są większe grzechy...). Ostatnio chyba wczoraj. 
Więc coś w tej historii jest. Na pewno COŚ jest w ilustracjach autorki.

Opowieść jest o Eli i Olku i o tym, że lubią się bawić w ogrodzie Eli, zwłaszcza na wielkiej jabłoni rosnącej po środku. Ilustracje i tekst świetnie pokazują zmiany, jakie drzewo (świat) przechodzi przez wszystkie pory roku. Ale pewnej zimy wiatr łamie jabłonkę i powstaje pustka... Dzieci tęsknią za swoim drzewem, mama Eli nawet wiesza jej zdjęcie w przedpokoju (to mój ulubiony fragment - kwintesencja potrzeby robienia zdjęć!). W końcu postanawiają kupić wiosną nowe drzewko. Tak naprawdę w niczym nie przypomina starego drzewa, ale jednak jego sadzenie i obserwacja daje dzieciom radość, a jesienią pojawia się nawet pierwsze jabłko... Czyli bardzo prosto o przemijaniu, o cyklu życia i pór roku.
No, niby nic, a jednak COŚ, że Czterolatek rozmiłowany w McQueenach wciąż do niej wraca.






Jabłonka Eli
tekst i ilustracje Catarina Kruusval
wyd. Zakamarki  2009
twarda oprawa
obrazki = tekst

niedziela, 27 listopada 2011

Pilot i ja

Kupiłam, żeby zapewnić synom znajomość rodzimej literatury dla dzieci. Ja chyba jestem z nią na bakier, bo to kolejna polska pozycja, której nie pamiętam ze swojego dzieciństwa. Tzn, pamiętam jak przez mgłę. W każdym razie, dla chłopca lubiącego rysować i samoloty, i przygody jest fajne. Wydawnictwo Literatura jest pod tym względem miłe, bo takie właśnie utwory wydaje w przyjemnej dość dla oka i poręcznej formie.
Tu ilustracje całkiem przyjemne, mocno kolorowe, choć trochę za bardzo w jakby dziecięcej stylistyce... Zwłaszcza postacie. Ale tam, gdzie ich nie ma albo są malutkie to ogląda się fajnie. To oczywiście moje obiekcje, Staśkowi chyba odpowiadają, skoro pokazują mniej więcej to, co mówi tekst.
Książka nie należy do tych naj i ukochanych, ale jednak jest co jakiś czas wyciągana z półki, tak jak wczoraj wieczorem do poczytania na dobranoc.





Pilot i ja
Adam Bahdaj
ilustrowała 
Marianna Jagoda-Mioduszewska
wyd. Literatura 2010 
oprawa twarda
tekst = obrazki

poniedziałek, 21 listopada 2011

Niedziela w muzeum

Pod takim hasłem wiele lat temu odbywały się świetne imprezy (tak je zapamiętałam) dla dzieci w toruńskim ratuszu. Hasło to na stałe weszło do naszego rodzinnego słownika i określa rodzinne zrywy kulturalne polegające na udaniu się do dowolnego muzeum, na dowolną wystawę i - właściwie - w dowolnym (oprócz poniedziałków oczywiście) dniu tygodnia. Tak, jak dziś, choć dziś akurat niedziela. 
Wdrapaliśmy się na Wawel, żeby obejrzeć wystawę pokonkursową ilustracji dla dzieci Legendy Wawelskie.

sobota, 19 listopada 2011

Książka na podróż

Zanim doczekam się Herve Tulleta po polsku (już, już!) zakupiłam z myślą o czekającej nas podróży na drugi koniec Polski The Game of Mix and Match. No i sprawdziło się, Staśkowi zajęło dłuższą chwilę skompletowanie obrazków (wcale nie takie proste, też próbowałam), potem kolejną jak tworzył różne fantastyczne miksy właśnie. Brat też z radością przechwycił i przekładał sobie, choć on oczywiście jeszcze bez ładu i składu, ale bardzo mu się pdobało, że książka w środku taka poszadkowana. Myślę, że jednak to on będzie głównym jej odbiorcą za czas jakiś, a chowana i wyciągana właśnie na czasy podróżne może być naprawdę fajną zabawką i czasoumilaczem.



piątek, 18 listopada 2011

Książka dla Brata

Gdzieś mignął mi tytuł i nie mógł pozostać niezauważony :D Okazało się, że książkę tę stworzył znany nam już czeski duet (czechosłowacki?) Milena Lukešová i Jan Kudláček. Ponieważ mam do nich duży sentyment, książkę niezwłocznie zakupiłam, zwłaszcza, że okazja była prezentowa.

Historyjka zdecydowanie bardziej o rybach niż o Józiu, trochę o porach roku POD wodą, trochę o różnych rybach, na końcu z ekologicznym przesłaniem. Najważniejsze jak zwykle pozostają ilustracje Jana Kudláčka, zresztą tekst jest tak umieszczony na stronach, żeby nie przeszkadzał zanadto w oglądaniu.


wtorek, 15 listopada 2011

Ślad

My robimy prezenty - nam robią prezenty... Tym razem będę się chwaliła. Bo tym razem ja dostałam prezent. Miło mi było (i jest) bardzo. I polecam wszystkim - oto efekty zarażania zachwytami nad popupami ;)
Jeśli komuś zależy, to "fabułę" streszcza zdanie "Ślimak idzie." Jednak książka ma podtytuł Papper Poetry, więc chyba nie do końca o to chodzi. W każdym razie nie tylko.
Do kontemplacji, czytania, podziwiania, szukania, śledzenia...


Dzień (dla) Babci 2 - Aoki

Byliśmy u Babci i podarowaliśmy jej prezent z naszego przy-Targi-anego stosu :D Właściwie to prezent dla babci i dla Staśka i ich wspólnego oglądania porannego, bo do kompletu Yumi - koleżanka Aoki.
Właściwie komuś, kto zetknął się z Yumi i polubił, nie trzeba reklamować. Ta sama staranność wykonania, te same świetne ilustracje pełne niespodziankowych okienek, rozkładanek, zakładek.Tak  jak i poprzednio, można pouczyć się japońskiego, pobawić w zaglądanie pod okienka (duże, małe i najmniejsze, często jedne pod drugimi), poćwiczyć bystrość oka.
No, jak się ma - i lubi - Yumi, to trzeba też mieć Aoki!
Zanim wyjechała od nas, zrobiłam kilka zdjęć.


środa, 9 listopada 2011

Mój paw

Teraz moja książka, która była wysoko na liście MUST'ów i szczęśliwie została zakupiona na Targach. 
Rzecz o tym, jak paw wpadł w staw. Moja, bo Stasiek obejrzał, posłuchał i powiedział, że nudna, mąż obejrzał, przeczytał i powiedział, że on nie lubi TAKICH ilustracji. Brat jeszcze nie dorósł, więc jedynie w nim nadzieja.
Ale nie narzekam i tak bym ją kupiła. I teraz mam, i SOBIE oglądam i zupełnie nie czuję żalu. Bo mistrza Wilkonia bardzo lubię, zwłaszcza tego niegdysiejszego, a te ilustracje mają już jakieś ... 50 lat? W dużym formacie wyglądają naprawdę cudnie.
Zupełnie na nowo napisany wiersz o pawiu Agnieszki Wolny-Hamkało też bardzo mi się podoba. Zgrabny, dowcipny i przede wszystkim nie namolnie rymowany - naprawdę przyjemy.

To teraz zapraszam na chwilę zachwytów nad pawiem (wszak tego oczekuje).


wtorek, 8 listopada 2011

Dziki alfabet

Alfabetów takich czy innych mamy już kilka, więc nie szukam kolejnego.
Taaak, sama to napisałam. I w zasadzie to prawda - NIE SZUKAŁAM kolejnego alfabetu. Cóż z tego, skoro sam mnie znalazł. A oprzeć mu się było niezwykle trudno. Mnie się nie udało ;)

poniedziałek, 7 listopada 2011

Operacja Alfabet

Stasiek wykazuje wciąż rosnące zainteresowanie literkami. Póki co najchętniej podpisuje rysunki. Jego zainteresowanie obudziło moje zainteresowanie książkami "z literkami". Alfabetów takich czy innych mamy już kilka, więc nie szukam kolejnego. Tym razem wyczytałam, że jest książka o przygodach alfabetu. Potem zobaczyłam i to ustawiło mnie na z góry przegranej pozycji (oczywiście, jeśli chodzi o opieraniu się kupowaniu nowych książek ;)).


piątek, 4 listopada 2011

ZAKUPY!!!

Jeszcze do niedzieli Krakowskie Targi Książki


...i znów mruczę, jak smok na skarbach....

_______________________________________________________

Appendix niedzielny........
bo pisałam, że do niedzieli Targi...


...za to tym razem udało mi się nawet coś dla dorosłych kupić :D

czwartek, 27 października 2011

Trzej zbójcy

Pozostając w kręgu klasycznej już, europejskiej literarury dla dzieci, przy okazji bardzo sprawnie przerobionej na film, napiszę o jeszcze jednej takiej książce, którą czasem czytamy. Bardzo czasem, bo Staśka jakoś nie ujęła. Historia trochę straszna na początku, trochę przewrotna w środku i szczęśliwa na końcu. Trzej zbójcy, Tomiego Ungerera. Jedna z tych książek kupiona dla przyjemności oglądania (mojego początkowo...).
Być może przeżyje nową falę zainteresowania dzięki filmikowi, jaki znalazłam ostatnio w przepastościach internetu. I nim właściwie chciałam się podzielić.

Po dokładniejszym grzebaniu okazało się, że jak zwykle odkopałam świeżynkę z...1972 roku (ale to dlatego, że wydawane u nas nowości z reguły właśnie sięgają na półkę z - już - klasyką; wciąż mamy do nadrobienia jakieś 30 lat światowej literatury dla dzieci).
Świetnie animowane ilustracje Ungerera łącza się z rewelacyjną ścieżką dźwiękową, w całości wykonywaną ...paszczą. Rewelacja. Mój ulubiony to dźwięk przesypujących się monet...
Reżyserem zrealizowanego w ówczesnej Czechosłowacji filmu jest Gene Deitch. Mnie to nazwisko nic nie mówiło. Ale przygody Toma i Jerrego i Popeya znam. Jakież to różne...
 


The Three Robbers (1972)
reżyseria Gene Deitch
Weston Woods Studios
głos Gene Deitch






Trzej zbójcy
Tomi Ungerer
wyd. Format 2009
oprawa twarda
obrazki > tekst

O krecie (niby...)

Burza na temat TEGO RODZAJU książek dla dzieci, ich sensu, zasadności, poprawności, tego czy mają drugie dno i czego, jeśli w ogóle, uczą dzieci (i po co) przetoczyła się już dawno. I chyba już nikogo nie dziwią TAKIE książki dla dzieci. Że są i że dzieci je lubią. Albo nie, zresztą, znam i takie przypadki (i to - naprawdę - dzieci nie lubią, a nie rodzice).
W każdym razie my tą lubimy. Nie powiem, że pasjami, ale jednak. I ładna jest.
I świetny filmik. I jakoś zupełnie nam nie przeszkadza, że po niemiecku jest. Powiem, że wręcz dodaje mu to uroku...





O małym krecie, który chciał wiedzieć, kto mu narobił na głowę
W. Holzwarth
ilustrował Wolf Erlbruch
wyd. Hokus Pokus 2008
oprawa twarda
obrazki > tekst

piątek, 21 października 2011

Pociąg towarowy

Brat odziedziczył bibliotekę początkową po Staśku i właściwie wiele mu do szczęścia nie trzeba, zwłaszcza, że ma również "wolny dostęp" do aktualnego księgozbioru. Z którego skwapliwie korzysta. No, a jego czytelnictwo póki co nie wychodzi poza szybkie otwieranie i zamykanie okładek oraz kartkowanie lub przekładanie stron. Choć trzeba mu przyznać, że "czyta" dużo, a "lektury" dobiera sobie sam i niechętnie daje coś sobie wcisnąć. I tak ulubioną pozostaje studiowanie rodzinnych albumów.

czwartek, 20 października 2011

Nowe pojazdy

Tym razem całkiem nowa nowość i książka zakupiona dla Brata specjalnie. Choć i Stasiek rzucił na nią łaskawym okiem. Właściwie wszyscy z chęcią rzucają na nią okiem, bo ładna i przytulna, a tu jesień za oknem coraz chłodniejsza. Książkę, którą kupowałam właściwie w ciemno, jako rekomendację traktując Mój pierwszy alfabet stojący u nas na półce.
Tak, mamy już Moją pierwszą księgę pojazdów. Równie ładna i ciepła, polarkowa jak Alfabet. Czyli wyszywanki-ocieplanki Elżbiety Wasiuczyńskiej. Duże, kolorowe, kartonowe, zabawne. Dla miłośników motoryzacji i zwierzaków.
I jeszcze są teksty, takie angażujące. Dziecko do różnych aktywności. I rodzica (czytającego) do wysłuchiwania i podziwiania ;)  W sumie, na przykładzie tych tekstów można w zasadzie nauczyć się aktywnego "czytania" każdej innej książki obrazkowej (jakby ktoś potrzebował takiej nauki).









Moja pierwsza księga pojazdów
Elżbieta Wasiuczyńska
wyd. Egmont 2011 
książka kartonowa
obrazki > tekst

środa, 19 października 2011

O wygrywaniu

Temat współzawodnictwa, wygrywania, a zwłaszcza przegrywania jest dla trzy- i czterolatka trudny. Jednocześnie temat wyścigów, zawodów i konkursów jest baardzo atrakcyjny. Na porządku dziennym są u nas okrzyki "Kto ma kapcie z McQueenem wygrywa!" (i ten ton triumfujący! ... zgadnijcie, czy ja albo Tato mamy kapcie z McQueenem...) Jak byliśmy na naszych wczasach wielorodzinnych takie ogłoszenia dobiegały nas niemal bez przerwy wykrzykiwane na trzy )(co najmniej) głosy...
No ale wiadomo, wygrywać zawsze nie sposób. Wtedy głęboki żal, smutek, rozpacz nawet.
Poszukując jak zwykle wspomożenia w literaturze zakupiłam Medal Pana Zająca Becky Bloom z ilustracjami Pawła Pawlaka.


niedziela, 16 października 2011

Bracia Nusi

- Ziuuuu, nadlatuje Spiderman!
W oczekiwaniu na nową Nusię (tak! tak!) wygrzebałam z półki książkę niedawno zakupioną, ale już od dawna czytywaną przy różnych okazjach w tzw. "dobrych księgarniach" (dobrych = tych, w których można wygodnie usiąść i poczytać książki...) - Nusia i bracia łosie.
Oczywiście wilków naszych ulubionych nic nie przebije, ale i łosie przypadły nam bardzo do gustu.
Nusia nie ma młodszego rodzeństwa (małego i chudego, żeby zmieściło się w łóżeczku dla lalek). Nusia nie ma tez starszego brata. Ma porządek i ciszę. Ma na szczęście też Nilsa, z którym chciałaby pozjeżdżać na jabłuszku z górki. Ale trochę (jak to Nusię) przytłacza ją ilość dzieci, które wpadły na ten sam pomysł. Wraca więc do domu i spotyka trzy łosie, które mianuje starszymi braćmi i zabiera do domu.
Łosie nie potrafią bawić się klockami. Kredkami rysują tylko burze i noże. Sieją spustoszenie w ZOO. Piją wodę z sedesu. Budują szałas w szafie. Oglądają telewizje poza porami bajkowymi. Skaczą po kanapie...

Pali Się!

To będzie dziwny wpis, bo to książka bez książki. Czy raczej wiersz bez książki. To znaczy my jej nie mamy, fizycznie, tej książki z tym wierszem. Mamy tekst wydrukowany smętnie na kartce, mamy też wersję komputerową, pracujemy nad wersją własną ;) I mimo tych przeciwności jest to ostatnio hit, o który Stasiek często prosi, siedzi i słucha jak zaczarowany, czekając na swój ulubiony fragment (odczytywany z reguły trzy razy :D):
Tak pracowali dzielni strażacy,
Że ich zalewał pot podczas pracy;
Jeden z drabiny przy tym się zwalił,
Drugi czuprynę sobie osmalił,

Trzeci na dachu tkwiąc niewygodnie,
Zawisł na gwoździu i rozdarł spodnie,

A ci przy pompie w żałosnym stanie
Wzdychali: "Pomóż, święty Florianie!" 
Chodzi oczywiście o Pali się! Jana Brzechwy.
Zupełnie nie wiem, jakim cudem nie pamiętam tego wiersza z dzieciństwa. Przypomniała nam go Ciocia Ania, a wujek Googiel odnalazł ;) Stasiek zakochał się od pierwszego czytania (z tej - wyświechtanej już - kartki).
Wiem, że było wydanie z ilustracjami Butenki (marzenie!), wiem, że było z ilustracjami Jerzego Flisaka (też jednego z moich ulubionych, pamiętanych z dzieciństwa ilustratorów). To ostatnie sobie oglądamy czasem, bo szczęśliwie można je znaleźć. Oczywiście głównym zmartwieniem Staśka było, czy zilustrowano odpowiedni fragment...

ilustracja ze strony dziecionline.pl




Jak widać, ilustrator umiał wyłuskać z tekstu to, co najważniejsze ;)

Byłam bardzo zawiedziona, że moich starych Stu Bajkach nie ma tego wiersza. A rzeczywiście jest to perełka! Dobrze, że dotarliśmy do niej chociaż w takiej skromnej formie. I żywimy wielką nadzieję, że na fali wznowień jakieś wydawnictwo (ukłony w stronę!) skusi się na taki - zapewne - bestseller.




Jan Brzechwa
Pali się!

sobota, 15 października 2011

Znów japoński film.

Chociaż pierwszym filmem, na którym Stasiek był w kinie z tatą były - oczywiście - Auta2, w domu udaje nam się oglądać jednak inne filmy. A że czasem trzeba odświeżyć filmotekę i wprowadzić jakąś nowość - oto ona. Bardzo nam się udała, myślę. I konsekwentnie przyzwyczajamy Staśka do Studia Ghibili - czołówkę z radością już rozpoznaje :D "Mamo! To firma Totoro! " :D
Tym razem Ponyo, najnowszy/ostatni (2008) film Hayao Miyazakiego, mistrza.

piątek, 7 października 2011

Od Astrid do Lindgren

Dziś wyjątkowo o książce dla dorosłych. Ale pozwalam sobie, bo po pierwsze tu się o niej dowiedziałam (tak, tak, można czegoś się dowiedzieć na własnym blogu), a po drugie jest o Astrid Lindgren. Wypłynęła tutaj kiedyś w komentarzach przy Emilu - Od Astrid do Lindgren. Powieść biograficzna Vladimira Oravskiego, Kurta Petera Larsena oraz Autora anonimowego :D wydane przez moje ulubione Czarne (dodatkowa rekomendacja).
To naprawdę bardzo miła książka. Staroświecka jakaś taka opowieść, także przez czas jaki opisuje (lata 20. XX w. - dla mnie kwintesencja staroświeckości), ale też przez sposób w jaki została napisana. Nieco sentymentalnie, lekko, ciepło i z humorem, a wszystko o wcale nie łatwych wydarzeniach i wyborach życiowych. Trochę jak "w starym kinie".
Książka opisuje pierwsze lata dorosłości Astrid, przy czym nie jest to spokojne "wejście w dorosłość", a raczej skok na bardzo głęboką wodę. Astrid w ciąży wyjeżdża z rodzinnego Vimmerby do Sztokholmu na kurs dla sekretarek i do pracy, ale także do Kopenhagi urodzić - i zostawić w rodzinie zastępczej synka... Ale ponieważ książka napisana jest w konwencji książek samej pisarki - wszystko wiedzie do szczęśliwego zakończenia.
To zdecydowanie bardziej powieść niż biografia. Raczej zachęca do dalszego szukania informacji na temat życia pisarki niż wyczerpująco odpowiada na pytania. Na jesienny wieczór jak znalazł. Choć niestety raczej tylko na jeden (150 stron).

Kubutkowo, dziękuję!






Vladimir Oravsky, Kurt Peter Larsen, Autor anonimowy
Od Astrid do Lindgren. Powieść biograficzna
wyd. Czarne, Wołowiec 2009
oprawa miękka

wtorek, 4 października 2011

O dinozaurach

Czy to ja pisałam, że nie lubię dinozaurów i nie będę krzewić, karmić i hodować ich w domu moim?...
Och, ludzie piszą, co im ślina na klawiaturę przyniesie, a internet wszystko przyjmuje...
Co więcej, niedługo będę już swobodnie żonglować tymi bajeranckimi nazwami. Kupuję z lubością figurki. Ba, mam nawet swojego ulubieńca. To stegozaur. Chociaż ankylozaury też lubię. To te, które maja buławę na ogonie. Np. saichania, taka z kolcami. Stasiek najbardziej lubi tyranozaury i allozaury, bo zwykle maja otwarte paszcze z zębami...

piątek, 30 września 2011

Wirusy i bakcyle

 - Jesteśmy głodni! - powiedział Gronkowiec. - Mamy dosyć siedzenia na tym śmietniku. Może by tak mały napadzik?
Pałeczka przestała się opalać.
- Napadzik, mówisz? Czemu nie! Mnie też się tutaj nudzi.
Trafiłam ostatnio na świetne książki o wnętrzu ludzkim. Tym jak najbardziej wewnętrznym acz nie duchowym ;) Wydane już jakiś czas temu (więc być może wszyscy już o nich wiedzą, a tylko dla nas to odkrycie), w całości polskie - Anny Zgierun dwie historie z serii ''Drużyna majora Limfocyta" - Inwazja wirusów i Wielki napad. Z nowoczesnymi i dynamicznymi ilustracjami (i opracowaniem graficznym całości) Anny Niemierko (Kazio i Nocny Potwór).


poniedziałek, 26 września 2011

Mama Mu - nowe opowiadania

Jeśli się skradamy, a trawa jest za niska, to wystaje nam pupa. 
Jestem zdziwiona. No jak to? My miłośnicy Pana Wrony i Mamy Mu, tak cieszyliśy się, że będzie zbiór nowych opowiadań, a tu...
Książkę Mama Mu na rowerze i inne historie, w której jest 12 opowiadań o przygodach krowio-wroniego duetu mamy już od czerwca, a tymczasem nie jestem pewna, czy przeczytaliśmy wszystkie... Sama nie wiem, czemu właściwie. Czy przez natłok innych książek, dłuższe dni spędzane na rowerze i bieganiu, czy wakacyjne królowanie Julka i Julki, czy co?
A może trochę jednak przez formę - świetnie mieć tak dużo opowiadań na raz, ale siła "pojedynczych Mam Mu" tkwiła w ich obrazkowym wydaniu, w kolorowych ilustracjach Nordqvista świetnie zestawionych z dobrze dawkowanym tekstem. Tutaj mamy o połowę mniejszy format. Dużo tekstu i po jednej całostronicowej ilustracji do każdego opowiadania. Trochę mało, choć książka wydana jest bardzo ładnie. Miałam tez wrażenie, że niektóre z opowiadań są dłuższe, niż tamte pierwsze... ale może to właśnie przez brak obrazków? Troszeczkę też wydają mi się trudniejsze, niektóre też jakby mają więcej drugiego dna dla czytających dorosłych, co jest miłe i fajne, ale widziałam jak Staśkowi czasem trudno się skupić i ucieka mu wątek...
E, a może to taki czas po prostu był?
Przyszła jesień, czasu na czytanie robi się coraz więcej, na pewno wrócimy do przygód Mamy Mu i Pana Wrony. Bo są świetne. I pełne nowych pomysłów, bo teraz nie tylko Mama Mu coś chce robić (tańczyć, pływać, czytać czy jeździć na rowerze), ale także Pan Wrona rozwija swoje liczne talenty, zwłaszcza, że okazuje się, że jego mama była ...tygrysicą :D !

Zastanawiam się teraz, czy tak samo będzie ze zbiorczym wydaniem Janoscha, które zapowiedział Znak...





Mama Mu na rowerze i inne historie
Jujja Wieslander, Tomas Wieslander
ilustracje: Sven Nordqvist 
wyd. Zakamarki  2011
oprawa twarda
tekst > obrazki

piątek, 23 września 2011

...

Chciałam tylko napisać, że rok temu otworzyłam tego bloga "na świat".
Prawie 10000 wejść! Jacie!

Bardzo, bardzo dziękuję wszystkim, którym chce się czasem coś tu przeczytać, a jeszcze bardziej tym, którzy zostawiają za sobą ślady :D
Pozostaje mi tylko życzyć - Wam i sobie - dużo miejsca na półkach ;)

Dziękujemy
Marta, Stasiek i Brat

Pan Tygrys

Kocham pana, Panie Tygrysie kupiłam na wakacje dla Staśka i babci na ich poranki czytelnicze (w zeszłym roku czytywali codziennie prawie Yumi, w tym roku też, ale przeplatali Tygrysem). No bo książka o Babci i o wnuczku - Adasiu. Babci superowej, bo potrafi rzucić cerowanie skarpet i wieszanie prania, żeby wyruszyć z Adasiem na polowanie. A jak Adaś chce mieć zwierzątko, to informuje, że właśnie wprowadził się do nich ...tygrys. I odtąd Adaś ma z kim się bawić i uprawiać cyrkowe akrobacje, aby móc wystąpić w wieczornym przedstawieniu cyrku "Animals" (obok szopów piorących rowerek, komarów i pancernika m.in.) ...ale gdzie się podziewa babcia? I dlaczego tygrysa bolą korzonki? :D

poniedziałek, 12 września 2011

1001 drobiazgów

To nowa seria wydawnictwa Tatarak. Książki obrazkowe Alfonsa Mitgutscha, niemieckiego ilustratora, malarza i grafika, twórcy licznych tzw. Wimmelbuechern z obrazkami życia codziennego dla dzieci. Na razie ukazały się Na wsi i W mieście.

niedziela, 11 września 2011

Nowy Elmer

Nowy Elmer, czyli Elmer z wydawnictwa Papilon. Oczekiwaliśmy niecierpliwie (no... ja jak zwykle oczywiście) i zakupiony. Mamy Elmera-Elmera ;) Bo na załapanie się na tego z Dwóch Sióstr nie mieliśmy szans. Swoją drogą chętnie bym kiedyś porównała. Ciekawa jestem, czy w ogóle jest co porównywać, czy są takie same?  Tłumacz jest inny niż w Elmerze i Wilburze (Dominika Dominów). No i mamy też Elmera i hipopotamy.

piątek, 2 września 2011

Niezwykły ogród

To jedna z tych (wielu...) książek, które kupuję sobie pod pretekstem "dla dzieci", czas napisać to głośno ;) Wcześniejsza, od opisywanej już, książka Petera Browna The Curious Graden. Spodobały mi się ilustracje, spodobał pomysł na fabułę. W szarym ponurym mieście, na nieużywanym torowisku linii kolejowej, chłopiec znajduje mizerne roślinki, które sobie tam - ledwo, ledwo - rosną. Postanawia się nimi zaopiekować, podlewa je, przycina, nawet im śpiewa. Po jakimś czasie roślinki zaczynają się czuć jak prawdziwy ogród, a w końcu także zaczynają się rozrastać, badając najbliższą i stopniowo coraz dalszą okolicę. Ogród zaczyna eksplorować :D

wtorek, 9 sierpnia 2011

Wakacje

Wakacje. Wakacje trwają, ale jakoś tak już w nich okrzepliśmy, że udało mi się wreszcie usiąść przy klawiaturze. I napiszę o naszych wakacyjnych lekturach. Pudło na samochody (w domu) okazało się świetną podróżną biblioteką, doskonale chroniącą książki, ale też dzięki swoim wymiarom ograniczającą nieco (to dobrze!) i zmuszającą do wyborów. Przed każdym więc wyjazdem dokonywaliśmy selekcji i wybieraliśmy książki, ze względu na aspekt praktyczny - dużo opowiadań w jednym tomie - okolicznościowy, "nowościowy" oraz oczywiście bardzo ważny aspekt "ukochania".

O wilku mowa

Stasiek ostatnio lubi drapieżniki. Głównie rysować, ale też okazało się, że te w bajkach też. Jednego dnia zażyczył sobie - wszystko o wilku!

poniedziałek, 20 czerwca 2011

Julki

Nic oryginalnego nie napiszę. Powtórzę wszystkie obiegowe opinie i recenzje - seria o Julku i Julce jest świetna dla dzieci 3+, pewnie dla niektórych młodszych też już będzie fajna. A i przedszkolakom, które jeszcze nie znają też powinna się spodobać. Kupiony testowo tom pierwszy łyknęliśmy dość szybko i z zainteresowaniem, teraz kończymy piąty, wszystkie pomiędzy zamierzamy tak czy inaczej zdobyć :D No właśnie, bo nie trzeba czytać ich po kolei ani w obrębie tomu, ani serii. To wiele krótkich opowiadanek o przygodach dwójki dzieci. Przygody żadne tam specjalnie wydumane, ot zwykłe domowo-podwórkowe, bardzo trafiające w zainteresowania przedszkolaków. I chociaż pisane blisko 60 lat temu prawie wcale nie są przeterminowane.  Krótkie, proste, zwykłe. Takie jak ilustracje Fiep Westendorp przywodzące na myśl konturowe wycinanki. Stasiek równie chętnie je ogląda, jak słucha opowiadań. Tak więc wreszcie poznaliśmy tę sympatyczna parę dzieciaków i szczerze polecamy. Lekka plecakowa forma w sam raz na wakacje.





Annie M.G. Schimdt
Julek i Julka
ilustrowała Fiep Westendorp
wyd. Hokus-Pokus, Warszawa 2010
oprawa miękka
tekst > obrazki

wtorek, 14 czerwca 2011

Niedziela z książkami

Stasiek ostatnio łowił rybę i budował dom.
W księgarni (dlatego mogę z czystym sumieniem tu o tym napisać ;-)). Byliśmy w niedzielę na dniu rodzinnym w księgarni Bona. To bardzo miłe miejsce na ul. Kanoniczej, z dobrą kawą, pysznym ciastem i nieprzypadkowym wyborem książek. Przyznam się, ze czasem chodzę tam na "kawę z mlekiem" ;) (bo na ogół z Bratem chodzimy) potestować książki, które wpadną mi w oko. Albo idę zobaczyć, czy coś mi w oko nie wpadnie właśnie. Tym razem była zabawa dla całej rodziny. Miły pan czytał fragmenty książek, pisaliśmy razem opowieści na wędrujących kartkach, dzieci łowiły ryby, puszczały statki i budowały domy. Półki z książkami obejmował coraz większy nieład (Bona ma specjalną wydzieloną część z półkami z literaturą dziecięcą sięgającymi podłogi, co umożliwia samoobsługę najmłodszych) i to było chyba najfajniejsze, bo mimo rozgardiaszu, zamieszania i atrakcji tu i ówdzie widać było małego Ludka, który siedzi w kącie i zapamiętale przewraca kartki (nawet Brat próbował, bo jak widzi regał z rzędem kolorowych grzbietów , trudno utrzymać go na miejscu). Rodzice oczywiście poza piciem kawy i zabawami też myszkowali po półkach. To był bardzo miły dzień. Ale do sedna.
Ukoronowaniem zabawy były prezenty dla dzieci w postaci książek, bo ostatnio Bona stała się także wydawnictwem. I tak weszliśmy w posiadanie dwóch nowych książek.

poniedziałek, 13 czerwca 2011

Dwa goryle oraz kum!

Książka, którą kupiłam "na słuch" ;) 
Po prostu, jak przeczytałam sobie głośno z jakiejś zapowiedzi jej refren, to wiedziałam, że nam się spodoba.
BUM! BUM!! BUM!!!
BUM! BUM!! BUM!!!
Dwa goryle oraz kum!
Refren ten radośnie został podchwycony przez całą rodzinę, a wyrazem najwyższego uznania dla autora niech będzie radosny uśmiech Brata (8,5 miesiąca) i wesołe podskakiwanie do rytmu :D 
Bo książkę kupiłam właśnie dla Brata (na czasie mamy wszelkie bumbumbanie), choć jej forma (miękka oprawa i klejenie) niestety zupełnie jeszcze się dla niego nie nadaje. Podpowiadam autorom i wydawnictwu - wersja kartonowa byłaby prawdziwym hitem! No i jakie wspaniałe doznania dźwiękowe :D
Tekst Przemysława Wechterowicza radośnie abstrakcyjny, siła w rytmie i melodii. Do spółki z ilustracjami Marianny Oklejak powstała naprawdę dowcipna całość. Fajne bardzo.


BUM! BUM!! BUM!!!
Przemysław Wechterowicz
ilustrowała Marianna Oklejak, 
wyd.  G+J, Warszawa 2011
oprawa broszurowa
obrazki > tekst

Znajomi z przedszkola

Znamy już Nusię. I Nilsa. I Filipa (choć ona akurat w końcu do przedszkola nie dotarł tamtego dnia). Teraz znamy też Igora. Uwiedziona poprzednimi książkami Piji Lindenbaum oraz tym, że wszyscy w domu je lubimy bardzo, zakupiłam. A trochę też w związku z ostatnimi w przedszkolu "kłopotami z chłopakami" - żeby pokazać alternatywę. A trochę też dlatego, że ostatnio widzę, że świat zaczyna dla Staśka dzielić się na dziewczyński i chłopaczy i próbuję oponować ;)

piątek, 10 czerwca 2011

O księżniczkach

Kto powiedział, że księżniczki mogą lubić tylko dziewczyny? No kto? 
Szczerze mówiąc NIBY nie bywam uprzedzona, niby się staram ;) ale samej mi się tak wydawało, tzn na zasadzie jak nie wypali, to trudno... kupiłam książkę, bo a) lubię rysunki Evy Eriksson i pomyślałam, że jak już się nacieszę, to b) mam chrześniaczki, więc będę miała prezent... Ale nie doceniłam otwartości mojego syna.

piątek, 3 czerwca 2011

Targi, targi

Mamy nowy stosik ;-)
Na fali potargowych (warszawskich) promocji w "znanej księgarni internetowej" i Dnia Dziecka zrobiłam dość duże zakupy (słusznie nie wierząc w aż takie upusty na samych targach), które doszły wczoraj. No a 
dziś byliśmy na Tagach Książki dla Dzieci - jeszcze do niedzieli, więc kto nie był, polecamy.
No i stosik wygląda wielce przyjemnie :D

wtorek, 31 maja 2011

PS Dnia Matki

W przeddzień Dnia Dziecka zdążę jeszcze z fajną książeczką dla mamy/o mamie. Właśnie ją sobie sprawiłam. Bo spodobała mi się Mama Przemysława Wechterowicza z ilustracjami Diany Karpowicz. 
O różnych mamach, różnych odcieniach mamowatości i różnych maminych cechach i właściwościach. 16 zdań i 16 fajnych obrazków. Prosto i na temat. Dla młodszych. I dla mam. 
Co prawda może trochę pointa dyskryminuje mamy synów Gdy będę dużą, chciałabym być taką mamą jak moja Mama. Ale czy ja wiem właściwie? Może raczej prowokuje pytania i rozmowę? Stasiek po przeczytaniu stwierdził natychmiast, że on to by chciał być taki jak jego Tata. No i super, nie?



 



Przemysław Wechterowicz
Mama
ilustrowała Diana Karpowicz
wyd. Literatura, Łódź 2010
oprawa twarda
obrazki > tekst

O zwierzątkach domowych

Kiedy byłem dzieckiem, znalazłem w lesie żabę.  Zabrałem ją do domu, żeby była moim zwierzątkiem. Moja mama nie była zbyt szczęśliwa.
- Czy byłbyś zadowolony, gdyby jakieś dzikie zwierzę zrobiło z Ciebie swoje domowe zwierzątko? - zapytała.
- Oczywiście! - odpowiedziałem.
Tyle od autora.

piątek, 27 maja 2011

Ropucha 1/5

No to z okazji Dnia Matki, skoro już mam czas, to przedstawię moją ulubioną ostatnio Ropuchę.
Płeć Ropuchy nie jest do końca znana... Ropucha mieszka pod mostem z widokiem na Księżyc. Jest trochę hipochondryczna, melancholijna, o niskim poczuciu własnej wartości. Ma czworo dość strasznych przyjaciół. I umie smażyć naleśniki.
Ja zupełnie nie rozumiem jego (jej?) rozterek, co do wyglądu. Ropucha wygląda pięknie w swoim japońskim kimonie, skarpetkach tabi i klapkach geta (najprawdopodobniej). I z wachlarzem.
Proszę:

Książka o tym, że każdy ma jakiś talent. O przyjaźni. O tym, że zamiast narzekać, można coś fajnego wspólnie zrobić. Dla trochę starszych przedszkolaków. I dla rodziców, nie tylko lubiących kimona ;-)
Cudnie wyrysowana przez Wolfa Erlbrucha, obsypanego wszelkimi możliwymi nagrodami (i słusznie).




Wolf  Erlbruch
Straszna piątka
wyd. Hokus-Pokus, Warszawa 2007
oprawa twarda
obrazki = tekst

czwartek, 26 maja 2011

Mamy mamy

No dobrze, niech będzie też okolicznościowo :D
Nasze ulubione mamy:



















I tylko jedno pytanie mnie nurtuje - czyją mamą jest Mama Mu?
Może dowiemy się z nowej książki, bo podobno ma być lada moment :D

Emil i Emil.

Czytamy czasem Emila ze Smalandii. Choć nie wiem, czy czytanie synkowi o przygodach tego pomysłowego chłopca jest dobrym pomysłem. Tyle dobrze, że nie mamy przed domem masztu... No, ale jednak czasem czytamy. Emila mamy w dwóch wersjach i okazało się są to wersje różne.

piątek, 20 maja 2011

Taaak bardzo!

Postanowiłam nadrobić nieco klasyki. Bo Nawet nie wiesz, jak bardzo Cię kocham, to podobno klasyka. Kiedyś czytałam o tej książce - być może zbyt entuzjastyczne i pełne zdrobnień recenzje - i pomyślałam sobie, że eee taam. Takie słodkie potterowe króliczki, sentymentalne kawałki, które wszyscy kochają, toż to coś podejrzanego. I nie kupiłam, ba, nawet nie starałam się obejrzeć. Ale książki czasem same pchają mi się do rąk ;-) Kiedyś u kogoś sobie obejrzałam. I cóż... Mamy już własną.

niedziela, 8 maja 2011

Broniewski wczoraj i dziś

Do fabryki 
Poszedł tato,
Robił na mnie
Całe lato,

Żebym zdrowy 
I wesoły
Poszedł dzisiaj
Sam do szkoły.
Naiwnie myślałam sobie, że skoro zachował się mój egzemplarz z wierszami Władysława Broniewskiego  Dla dzieci ilustrowanymi przez Joannę Zimowską - Kwak, to innego nie potrzebuję. Wszak tu o treść chodzi głównie. Nie mnóżmy bytów. Miejmy na uwadze miejsce oraz wytrzymałość stropów! Co mi tam nowe wydania! Choćby Butenko - to dostoję!
... nie dostałam...

środa, 13 kwietnia 2011

Elmer i u nas

Elmer słoń w kratkę, pewnie wszyscy wiedzą. U nas dopiero od wczoraj, choć poznaliśmy wcześniej niecnie podczytując biblioteczki różnych znajomych :D Podobało się (ta cześć o zgubionym misiu), więc czaiłam się i czaiłam i wreszcie wyczaiłam. A zaczęło się od znaleziska, które zamówione "na próbę" właśnie wczoraj przyszło i wywołało Elmera z lasu. Z półki.

czwartek, 7 kwietnia 2011

Lotem bliżej

Wakacje (albo tatowa delegacja) coraz bliżej, może się komuś przyda nasz latający zestaw tematyczny, czyli książki o lataniu samolotem.

środa, 6 kwietnia 2011

Rowerowo

Jak tylko temperatura zaczęła utrzymywać się w ciągu dnia +5 rozpoczęliśmy sezon rowerowy. 
Nooo, ale dopiero teraz jest prawdziwa przyjemność, jak dzień wreszcie osiągnął taką długość, że po przedszkolu można się wybrać tu lub ówdzie.

niedziela, 3 kwietnia 2011

Pik-Pok

W ramach akcji "Czytajmy dzieciom nie tylko szwedzkie książki" oraz akcji "Poznaj Literaturę rodzimą" ;) przeczytaliśmy pingwina Pik-Poka Adama Bahdaja. Poszło nam sprawnie, choć Stasiek nie do końca jeszcze ogarnia dłuższe książki. Przynajmniej nie takie, gdzie występuje ciągłość akcji, zamknięte opowiadania jak najbardziej. Tzn. głównie nie bardzo do niego trafia, że można robić przerwy w czytaniu, skoro historia się jeszcze nie skończyła i domaga się czytania od deski do deski :D
No więc przeczytaliśmy, mamy poręczną książkę wydaną przez Literaturę, z wesołymi ilustracjami Magdaleny Kozieł-Nowak. Ja się przyznam, że nie znałam, albo całkiem nie pamiętam, kołatała mi się po głowie jedynie jakaś szarobura (być może z winy czarno-białego odbiornika ;)) dobranocka z koralgolowymi figurkami i foliową wodą (!)... A to całkiem przyjemna opowieść.

piątek, 1 kwietnia 2011

Książka zaangażowana

Wszyscy rodzimy się wolni i równi.
Wszyscy mamy swoje własne myśli i idee.
Wszyscy powinniśmy być traktowani tak samo.
Te prawa należą się nam wszystkim, nienależnie od tego, jak bardzo się od siebie różnimy.

czwartek, 31 marca 2011

Edward. Skunks.

Wczorajsze wieczorne czytanie mi o niej przypomniało.
Książka o zamkniętym kole, w którym miota się nieszczęśliwy skunks ;)
Skunks Edward był bardzo smutny.
A to dlatego, że był bardzo samotny.
(...)Edward był pewny, że nikt gonie lubi przez to, że śmierdzi.
A śmierdział zawsze, kiedy się denerwował.
A ponieważ był smutny, ciągle się denerwował.
I ciągle śmierdział.

czwartek, 24 marca 2011

Śpiące kotki ;)

Tak, trzeba to przyznać, że bywa, działam impulsywnie (kompulsywnie takoż, ale to kiedy indziej...).
Obejrzałam film. Zupełnie fikcyjny. W filmie występowała książka (pokazałam Wam ten kawałek nawet). Zastanawiałam się czy to możliwe.... Klik, klik. Okazało się, że ...owszem. Klik, klik i kilka dni czekania.
Oglądam książkę. Zupełnie prawdziwą! :D



Kołysanka - zasypianka o trzech rozbrykanych kotkach, które NIE CHCĄ iść spać. Do tego trzy małe pacynki, którymi można przy czytaniu dodatkowo bawić zasypiające (?) dziecię.
Uroczy, słodki, z dużą ilością różowego ;) gadżet dla dorosłych miłośników filmu Despicable Me. Śmieszna książeczka dla najmłodszych.

Uwaga! Nie ma mikro szczoteczki do wyczesywania kotków! ;)


Sleepy Kittens
Cinco Paul, Ken Daurio
ilustrował Eric Guillon
wyd. Little, Brown and Company, Nowy Jork 2010
licencja Universal Studio 2010
książeczka kartonowa
obrazki>tekst

czwartek, 17 marca 2011

Totoro

Piszę już o którymś filmie, jaki Stasiek ogląda, a nie napisałam o jego pierwszym "prawdziwym" długim filmie animowanym, który jest w repertuarze od ponad roku (albo i lepiej?). Mój sąsiad Totoro był pierwszym staśkowym filmem pełnometrażowym. Nawet nie wiem, dlaczego tak akurat wyszło.  Może tato chciał Staśkowi pokazać Totoro, po wizycie w mandze, gdzie w kąciku dla dzieci króluje taki zielony, totoropodobny stwór? To nasz  chyba ulubiony film studia Ghibli.

środa, 16 marca 2011

Niech żyje Dominik!

Skoro mama Pinia została już wezwana do tablicy...
Jednym z filmów, które Stasiek ogląda jest "Proszę Słonia". Kupione jakoś zupełnie przypadkiem, bo rzucało się w oczy w koszu z setką ponad miarę kolorowych  kreskówek... Szczerze mówiąc - jako dziecko nie przepadałam za tym filmem (serialem dobranockowym wtedy, my mamy pełnometrażowy). No, teraz to co innego... Nasz zachwyt - przede wszystkim nad obsadą wspaniałą (Głosy, same Głosy! - Kwiatkowska, Michnikowski, Benoit, Dziewoński, Czechowicz) i niebywałym humorem dialogów (zwłaszcza dorosłych), myślę, że momentami niełapalnymi jeszcze dla dzieci. Moja sympatia dodatkowo za formę plastyczną.
No, a Staśkowi spodobała się ta historia po prostu.







Proszę słonia (1978)
reż. Witold Giersz
dialogi Ludwik Jerzy Kern
założenia plastyczne Bogdan Nowicki, Ryszard Słapczyński
czas 65 min.
wyd. ITI Cinema

wtorek, 15 marca 2011

Głosy

Dziś pochowano Irenę Kwiatkowską.
Zastanawiałam się, czy Stasiek będzie znał ten Głos. To oczywiście tylko ode mnie zależy, słuchowiska wszak są dostępne. Mam nadzieję, że pozna. Że polubi i zapamięta. I kiedyś oglądając jakiś film (stary, oczywiście i niestety) rozpozna Ptasie Radio, mamę Pinia, albo "panią, która czyta Dzieci z Bullerbyn" :D

Ciekawa też jestem, jakie inne Głosy zapamięta, czy jakieś staną się dla niego ważne. Czy pierwszy na liście będzie Witold Pyrkosz? Oczywiście jako filmowy Złomek :D (kino polskie jakie jest każdy widzi... za to polski dubbing filmów animowanych bywa, że budzi mój  niekłamany podziw. I pewnie dzięki niemu możemy w nieskończoność oglądać te same kawałki ulubione przez syna). Być może kiedyś będzie oglądał ... no np. Vabank czy Janosika (chyba, że kiedyś "ściągnie sobie wszystkie sezony" M jak... ;)) i długo będzie w głowę zachodził "skąd ja znam ten Głos?" :D

Dla mnie najważniejszym chyba Głosem był głos Gustawa Holoubka. Ze wszystkich jego wspaniałych ról dla mnie najważniejszą na zawsze już pozostanie ta zaczynająca się od zdania:
Otóż pewnego razu była sobie zielona dolina między lesistymi pagórkami.
Oczywiście, jest też wiele, wiele innych Głosów, ale ten jest Jedyny :D


Muszę odrobić lekcje ze słuchowisk, bo zdaję sobie sprawę, że mało ich u nas jednak.
Chociaż... razem w soboty przy śniadaniu słuchamy "tetarzyku" jak mówi Staś, który już go rozpoznaje - a jakże - po Głosach. I tak sobie rodzinnie słuchamy ...Kocham pana, panie Sułku... :D

poniedziałek, 14 marca 2011

Rupaki!

Znalazły się!
Moje ulubione wiersze Danuty Wawiłow. Rupaki z ilustracjami Elżbiety Gaudasińskiej. Już myślałam, ze przepadły w pomroce dziejów, a tu wychynęły niespodzianie. Jak dobrze.
Są RUPAKI dorosłe
i RUPAKI - dzieciaki, 
są RUPAKI - dziewczyny
i RUPAKI - chłopaki, 
są RUPAKI - mądrale
i RUPAKI - głuptaki, 
są brzydale i wcale,
wcale ładne RUPAKI...
Robiłam podchody do różnych współczesnych wydań wierszy Danuty Wawiłow, ale jakoś... to nie to było. A to za kolorowe, a to za komputerowe, a to nie taki papier... No i chyba nigdzie nie było Rupaków. Jednym słowem moja podświadomość dobrze wiedziała, że czekają gdzieś na półce zachomikowane. I teraz mam mój własny ulubiony egzemplarz, w odpowiednich kolorach (choć czasem przesuniętych nieco...), na odpowiednim papierze (nawet nie pożółkł!), z jedynymi słusznymi ilustracjami. I z wypisanym ołówkiem podziałem na role wierszyka Spacerek :D - zapewne przygotowywanym na jakiś Dzień Matki - moje zabawy w szkolę nie mogły się obejść bez akademii ;))

Na Staśku największe wrażenie zrobił chyba mój entuzjazm, jak je znalazłam i wiadomość, że były moje ulubione :D Przeczytaliśmy od razu od deski do deski.

A wiersze tej autorki bardzo wszystkim polecam. To są dobre wiersze. O wielu aspektach dziecięcego świata, często pisane z dziecięcej perspektywy. Pełne rytmu i rymu, przy czym nie jest to, tak modny ostatnio (dlaczego?!),  rym częstochowski, monotonny i drażniący.






Danuta Wawiłow
Rupaki
ilustrowała Elżbieta Gaudasińska
wyd. Nasza Księgarnia, Warszawa 1980
oprawa miękka
tekst = obrazki



wtorek, 8 marca 2011

Czytanie na dobranoc ;)





A film bardzo, bardzo polecam. Dużo radości (naszej, bo na razie oglądaliśmy go sami, pod osłoną nocy :)). I Miniony. Miliony! ;)


Depicable Me (2010)
reż. Pierre Coffin, Chris Renaud
scenariusz Ken Daurio
czas 95 min.
Universal Studio

wtorek, 1 marca 2011

Made in China

Ciekawostka wygrzebana z Pudła, a w ostatnich dniach budząca duże zainteresowanie Staśka. 
Chińska książka - Zhaohua Publishing House, dla ułatwienia po angielsku, z ceną ...96 kopiejek :D. Rok 1982. Nie wiem, skąd się wzięła, nie pamiętam jej jako swojej książki (zresztą jej stan nie wskazuje na to). Prawdopodobnie zdobyta, "bo rzucili" i zachomikowana przetrwała.

Seven Clam Sisters czyli po naszemu ;) siedem muszelkowych sióstr, bo miałam kłopot z jakimś sensowniejszym tłumaczeniem małża, lub, jak chcą niektóre słowniki - jadalnym mięczakiem :D

poniedziałek, 28 lutego 2011

Cudaki ... zwierzaki tym razem

Jakoś tak się składa, że w sumie zaglądam do księgarni (tych "w realu") nie jakoś bardzo często. Na ogół w celu zweryfikowania wcześniejszych internetowych odkryć lub poleceń.  Ale jakoś tak się składa, że przy okazji wpadnie mi zwykle coś w oko. A ostatnio jakoś tak wychodzi, że wpada w oko, a potem jak poczytuję w internecie, to okazuje się, że jeszcze ciepłe, nówka nowość, właśnie wydane. Tak było z Prosiaczkiem urodzinowym. A teraz znowu.

środa, 23 lutego 2011

Znowu szwedzkie - Nusia

"Jakaś odjechana ta Nusia..." powiedział Tata, jak przeczytał pierwszy raz. No, odjechana :D Ale bardzo ją polubiliśmy. Ja najbardziej za naburmuszone wilki i obrazek, na którym wilki "idą do ubikacji" :D Stasiek lubi całokształt i najmniejszego wilka. A Tata... chyba najbardziej polubił Nusię :D jak mówi, że "jest już godzina wieczór" i jak śpiewa wilkom na dobranoc smutne piosenki.
To jest chyba opowieść o strachu. Bo Nusia boi się wszystkiego. Skakania z dachu domku na placu zabaw, głaskania psa, przeskakiwania przez strumyk, dotykania robaka... Ale z drugiej strony jak się gubi na przedszkolnym spacerze, to jakaś bardzo przestraszona nie jest, a najmniej, jak spotyka wilki. Choć burczą i  i zgrzytają zębami, Nusia zaczyna je strofować, ustawiać, organizować zabawy, w końcu  gotuje im zupę i każe iść spać. A "rano" bez problemu odnajduje swoje przedszkole. Ale wilki odprowadzą ja tylko na skraj łąki, bo ...boją się iść dalej.
Takie połączenie zwykłej przedszkolnej codzienności z całkiem niecodzienną przygodą. Przesadnej ostrożności i obaw z zupełnie naturalną odwagą. Bo każdy ma robaka, którego nie lubi dotykać i wilki, z którymi się bawi. A czasem odwrotnie.

No i rewelacyjne ilustracje - i kolory! - Piji Lindenbaum.







Pija Lindenbaum
Nusia i wilki
wyd. Zakamarki, Poznań 2007
oprawa twrada
obrazki = tekst

poniedziałek, 21 lutego 2011

Strachy Kazika

Bardzo przyjemnie straszna książka wpadła nam ostatnio w ręce - Kazio i Nocny Potwór. Do oswajania, albo tylko do fajnego poczytania. Można też szukać własnych potworów we własnym domu, ale to już dla prawdziwych twardzieli ;) (bo jak wiadomo z potworami ...no lepiej nie zadzierać i może lepiej ich nie wywoływać). Bo Kazio, w przeciwieństwie do wielu książkowych dzieci, nie boi się potworów wcale. Wręcz przeciwnie, gdy tylko słyszy w nocy straszne GRRRR rusza radośnie na polowanie. A potwory czają się wszędzie ...ale czy na pewno? Kazik odkrywa prawdziwą naturę nocnych potworów. A tak naprawdę odkrywają ją ilustracje Anny Niemierko, bo to one głównie opowiadają historię, tekst  Martyny Skibińskiej prowadzi tylko niezbędną narrację.






Martyna Skibińska
Kazio i Nocny Potwór
ilustrowała Anna Niemierko
wyd. Wytwórnia, Warszawa 2005
oprawa twarda
tekst < obrazki

czwartek, 17 lutego 2011

Dinozaury

Przyrzekałam sobie, że nie przyłożę ręki do zaistnienia u mojego dziecka dino-manii, nie naprowadzę na ślad, trop, zapach. Nie będę broniła mu zainteresowania prehistorycznymi gadami, ale na pewno NIE JA będę go zachęcała. Mąż mój twierdzi, że tematu i tak nie da się uniknąć, że znajduje się on w kanonie chłopaczych zainteresowań. OK. Akurat z wszystkich chłopaczych manii, w które się wdrażam i jako dziewczynę bardzo mnie one fascynują (serio serio) rozwarte paszcze dziwnych gadów o trudnych nazwach mnie nie interesują.

środa, 16 lutego 2011

Dla Starszaków

Staram się nie kupować Staśkowi książek na wyrost, bo uważam, że i tak jest za dużo tych akurat, albo prawie akurat. A jak dorośnie do zachomikowanych, to okaże się, że dookoła również tysiące fajnych lektur... błędne koło. Poza tym jakieś ograniczenia należy sobie nałożyć. Wystarczy, że Brat dostaje póki co tylko książki na wyrost ;) (traktujemy go bowiem jako Spadkobiercę). No, ale. Czasem. Pojawia się COŚ. Albo, co gorsza, pojawia się PROMOCJA. No więc i mnie się zdarza.

piątek, 4 lutego 2011

Ezra raz jeszcze

No bo to były naprawdę duże zakupy :D Prezent świąteczny właściwie. I jeszcze jednej nie mogłam się oprzeć - Over in the Meadow, ilustrował oczywiście Ezra Jack Keats.

wtorek, 1 lutego 2011

Więcej o Piotrusiu

Piotruś czyli Peter. Poznaliśmy go jak spadł pierwszy śnieg. I to było nasze pierwsze spotkanie i z nim, i z Ezrą Jackiem Keatsem. Z mojej strony kompletne zauroczenie. Ze strony Staśka - uprzejme zainteresowanie ;) The Snowy Day to także pierwsze spotkanie (rok 1962) samego Ezry ze swoim małym bohaterem, któremu - coraz starszemu - poświęcił aż sześć książek. U nas pojawiły się kolejne dwie .

wtorek, 25 stycznia 2011

Pop-upowe szaleństwo!

No, poszaleliśmy! Przy okazji przekroczyliśmy Granice - kupowania książek poza granicami i w innej walucie ;) Świat stoi przed nami otworem! :D (a zwłaszcza przed naszym czarodziejskim plastikowym prostokącikiem z numerkami...). No ale do rzeczy.
A rzecz jest duża. Idąc pewnym tropem obejrzeliśmy sobie stronę Roberta Sabudy, potem następną i następną... Niestety ktoś kiedyś wymyślił, że co prawda jutuba, jest do pokazywania filmów, ale kto zabroni pod tym pozorem pokazywać również książki... Potem poklikaliśmy, wpisaliśmy numerki, a kilka dni później pojawił się Pan Kurier. I teraz mamy.

poniedziałek, 17 stycznia 2011

Stasiek naprawdę poleca

No dobra. Tytuł bloga obliguje. Wreszcie napiszę o tym, co poleca Stasiek, a nie o tym, co mi się wydaje ;)
Nowy przewodnik po świecie aut. I bujdy na resorach.

niedziela, 16 stycznia 2011

O rodzeństwie.

Skoro o duecie Astrid Lindgren - Ilon Wilkand mowa, to mamy jeszcze jedną taką książkę. (Swoją drogą ile fajnych, krótkich książek dla młodszych dzieci napisała Astrid Lindgren! I jak to dobrze, że ktoś je teraz tłumaczy i wydaje. Ja zawsze kojarzyłam ją tylko z Bullerbyn i tymi "starszymi" powieściami, jak Ronja i Bracia Lwie Serce, a tu dużo takich krótkich form).

sobota, 15 stycznia 2011

Ja nie chcę iść spać!

Znacie to na pewno:
- Ja nie chcę iść spać! (...) 
Kiedy mama mówi:
- No, panie Lasse, teraz hop do łózka! 
Lasse odpowiada: 
- Tylko najpierw zbuduję garaż dla mojego samochodu.
Albo: - Tylko najpierw narysuję małego, malutkiego ludzika.

piątek, 14 stycznia 2011

Dwa koty

O kotach dziś napiszę (choć powinnam się zająć tymi pod szafą...).
Mamy dwie książki o kotach.

niedziela, 9 stycznia 2011

Więcej czytania

Jakiś czas temu narzekałam jeszcze, że Stasiek nie ma cierpliwości do form dłuższych. I nie wiem, czy czas tak szybko płynie, czy dziecko tak szybko się zmienia. Kiedyś kupiona i wsadzona na półkę książka na zaś jakoś nam niedawno wypłynęła. Nasza mama czarodziejka, Joanny Papuzińskiej. Pamiętam ten tytuł jakoś gdzieś z dzieciństwa, ale zupełnie nie znałam tekstu. A okazał się bardzo sympatyczny i w połączeniu z ilustracjami Ewy Poklewskiej-Koziełło wszystko razem bardzo ładną całość tworzy (a mama ma urocze dziergane sweterki). Opowiadania o mamie, która czasem posługuje się czarami są krótkie, no, ale nie tak całkiem. I okazało się, że Stasiek już świetnie sobie z nimi radzi. Ba, nawet nie z pojedynczymi, ale kilkoma na raz, a bywa, że i z całą książką. A najbardziej lubi o dinozaurze Kubusiu.
Przed nami więc coraz więcej czytania!

A jeszcze mnie taka refleksja naszła, że przy całym zachwycie i zachłyśnięciu się ostatnio dużą ilością szwedzkich książek, jakoś zapomniałam o twórczości rodzimej, a ona przecież taka fajna. Taka np. seria Poduszkowce wyd. Literatura bardzo ma ciekawe pozycje na liście. Trzeba będzie uzupełnić biblioteczkę :D
  
 





Joanna Papuzińska
Nasza mama czarodziejka
ilustrowała Ewa Poklewska-Koziełło

wyd. Literatura, Łódź 2010
oprawa twarda
tekst > obrazki