Prawdopodobnie to dla nich nawet lepiej, gdy ich książki nieco je przerastają. Książki dla dzieci powinny zawsze, podobnie zresztą jak i ich ubrania, pozostawiać możliwość dorośnięcia do nich; a książki dodatkowo powinny stanowić bodziec do tego dorastania.
J.R.R. Tolkien

piątek, 19 maja 2017

Przemyślenia elektronicznego jaskiniowca.

Funkcjonuje u nas pojęcie cisza elektroniczna. Cisza elektroniczna zwykle zapada, gdy mimo obecności większej grupy dzieci - z definicji hałaśliwej i ruchliwej - nagle zapada niebywały spokój i cisza. Zwykle okazuje się, że dzieci wcale nie oddaliły się na odległość tłumiącą dźwięki, ale że przynajmniej jedno z dzieci ma przy sobie telefon/tablet/komputer, a reszta wisi nad nim w skupieniu. Ewentualnie wszyscy siedzą, każde ze swoją elektroniką. Takie czasy.

Cisza elektroniczna ma swoje zalety. Wiadomo, gdzie dziecko jest, że się nie poci, nie brudzi, nie objada słodyczami, nie ulega wypadkom i uszkodzeniom mechanicznym. Rodzic tymczasem, skołatany, zmęczony lub obolały (fizycznie lub duchowo) może również oddać się ciszy. Również nierzadko elektronicznej. Takie czasy.

Oczywiście wymienione powyżej postawy są godne potępienia i napiętnowania. Karygodne po prostu. ...niech pierwszy rzuci kamieniem.

Jednakowoż książki powinny promować postawy pożądane, a potępiać godne potępienia. Coraz częściej pojawiają się więc książki walczące z ciszą elektroniczną. Czy to dziecięcą, czy rodzicielską (patrz choćby Tata pingwin). Oczywiście książki same w sobie są konkurencją dla elektroniki, jednak czując czasem, że tracą pole, podejmują temat wprost (aczkolwiek to dyskusyjna taktyka - czy zajmować się pouczaniem, czy może lepiej podjąć inny temat, atrakcyjny na tyle, żeby sam odciągnął od wrażej elektroniki).

W ten nurt wpisuje się również historia Teka, nowoczesnego jaskiniowca. Choć jakby tak przewrotnie jednak.



Opowieść jak najbardziej w temacie: w prehistorycznej jaskini, w prehistorycznej rodzinie panuje również cisza elektroniczna. Choć koło i ogień jeszcze nie wynalezione, elektroniczne gadżety i internet jak najbardziej. Mały jaskiniowiec oddaje się im wiec bez reszty, zaniedbując rodziców, zabawy z kolegami i przebywanie na świeżym powietrzu. Wszystkim dookoła jest oczywiście z tego powodu smutno, źle i niedobrze.



Szczęśliwie następuje w końcu wielki wybuch, połączenie słabnie, zasięg znika, a mały jaskiniowiec zostaje uratowany i przywrócony na łono rodziny, przyjaciół, społeczeństwa i natury.


Opowiastka prosta i niosąca oczekiwane przesłanie. Humor i żart - obecne. Jaskiniowcy, dinozaury, mamut i ptak dodo w jednym worku... ok tym razem nie chodzi o naukę teorii ewolucji czy (pre)historii. Dlaczego więc książka ta budzi zainteresowanie, choć treść jest dość przewidywalna? Dlaczego wcześniej napisałam, że książka nieco przewrotnie ma naucza, że elektroniczne gadżety to nie wszystko?

Odpowiedź tkwi w formie. Tek to zabawa formą książki. Czarna, lakierowana okładka z kolorowym okienkiem. Charakterystyczne ikonki w narożnikach i niby guziczek na dolnym marginesie. Książka- tablet. Ni mniej, ni więcej. Efekt wow gwarantowany i wyrywanie sobie z rąk, nawet, jeśli jest się aż 9-letnim jaskiniowcem momentami uzależnionym od danych komórkowych.
Na pewno więc atrakcyjna. Zabawna. Potrafiąca zaciekawić. Inna. Choć raczej dla młodszych, bo moi jaskiniowcy powrócili wkrótce do swoich komórek i tabletów. I do innych książek na szczęście też. A może jednak wybiegli na podwórko?

Lubię książki bawiące czymś więcej, niż samą treścią (choć nie muszą). Nowoczesna forma Teka obudziła pytania. Czy taka forma ma wskazać, że książki są równie atrakcyjne jak tablety? Ale żeby to udowodnić, książka musi podszyć się pod elektronikę ...to trochę naciągane. A może chodzi o postęp? Żeby tak podsunąć dziecku książkę, zamiast tabletu, żeby nie zauważyło różnicy?
Z drugiej strony książki są - bywają - tabletami. Książki są kindlami. Czy to je jakoś dyskredytuje? Czy książka przeczytana z ekranu, a nie z papieru, przestaje być książką? Czy "czytanie przez uszy", czytanie przez słuchanie, jest gorszym czytaniem? O co chodzi? O czynność, wysiłek, trud, czy o treść, zawartość, przyjemność z poznawania nowych światów?

Taka prosta książka dla dzieci, a popłynęłam na szerokie wody pseudoprzemyśleń. Pora przerwać elektroniczną ciszę rodzicielską i wyjść na podwórko.



Patrick McDonnell napisał też o dziewczynce, która stała się Jane Goodall.



TEK nowoczesny jaskiniowiec
Patrick McDonnell
tłumaczenie Grażyna Chamielec
wyd. Kinderkulka 2017
oprawa twarda
obrazki = tekst



Dziękuję wydawnictwu za książkę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz