Prawdopodobnie to dla nich nawet lepiej, gdy ich książki nieco je przerastają. Książki dla dzieci powinny zawsze, podobnie zresztą jak i ich ubrania, pozostawiać możliwość dorośnięcia do nich; a książki dodatkowo powinny stanowić bodziec do tego dorastania.
J.R.R. Tolkien

środa, 14 listopada 2012

Co można

Aha, miałam napisać o statku. Statku Noego, którego przyniosłam z Tragów. 
Spodobał się chłopakom. Obu. Mnie też się spodobał. Na ostatnim wyjeździe do Babci był  hitem.




Bardzo przyjemne opowiadanie. O Nosorożcu naburmuszonym na arce, który najpierw nie chciał wsiąść (mimo, że połowica już drzemała w ładowni), bo nikt go nie lubi, potem rozhuśtał statek aż Świniom pozieleniały głowy, bo nikt go nie lubi, a potem uratował wszystkim życie utykając w dziurze, bo nikt go...
- Eee... myślałem... eee... nie przyszło mi do głowy, że po drugiej stronie jest woda. Zresztą to tylko mała dziurka. Naprawdę malusieńka.
Opowiadanie o Noem i arce (o najwyraźniej spalinowym napędzie), i o zwierzętach. Całkowicie zsekularyzowane. Zupełnie nie ma przyczyn wielkiego deszczu. Co ciekawe, zupełnie nie ma tam innych poza Noem ludzi, (w tym Chama), a rolę pierwszego oficera przejął Pingwin Cesarski w sztormowym kapeluszu. Z fajką. Nawet gołębica została zastąpiona przez Biedronkę (a to już nie wiem, po co, być może wysiadywała jajko).


No więc można by rozpocząć dyskusję nad tym po co taka bajka w sztafażu niby-biblijnym. Noe i arka jako elementy wyciągnięte z kontekstu. No, aż ciśnie się na klawiaturę - Noe jako ikona popkultury. Można by pewnie nawet potraktować tę książkę jako kolejny dowód na moralny upadek Skandynawów.

Ale można także nie rozpoczynać żadnej dyskusji, bo po co. A w tym czasie przeczytać i dobrze się bawić. Wbrew temu, co twierdzi Myszołów:
- Nie można tego, nie można tamtego.
A oprócz wcale zabawnego tekstu (niefrasobliwość Dzięcioła jest ujmująca) są ilustracje. Ilustracje Svena Nordqvista. Tak, krowy na statku Noego także są. Ilustracje bliższe tym MamoMumowym niż psychodelii z Gdzie jest moje siostra. Niby są grzeczne i całkiem normalne. Ot, różne gatunki zwierząt udatnie namalowane. Jakaś akcja. Niby. Jak to u Nordqvista i za to właśnie je lubię (bardziej nawet to jego wcielenie, niż to psychodeliczne).


Ilustracje te uświadomiły mi jeszcze jedną rzecz. Na takim statku jak arka, przy takiej ilości zwierząt. Tam rzeczywiście nie mogło być czysto...

Można przeczytać i polubić, można przeczytać i nie polubić. Można nawet nie przeczytać i nie polubić. Wszystko można.
- Nie można tego, nie można tamtego.






Statek Noego 
Sally Altschuler 
ilustrował Sven Nordqvist
wyd. Czarna Owieczka 2012
oprawa twarda
ilustracje = tekst

11 komentarzy:

  1. Tak sobie myślę, że Arka Noego została już tak skomercjalizowana i zeświecczona przez producentów zabawek bardzo edukacyjnych, że jedna mała szwedzka książeczka nie robi już wielkiej różnicy:P
    Czyżby Myszołów był takim szwedzkim Kłapouchym?
    Chyba biorę.

    OdpowiedzUsuń
  2. Książka duńska-szwedzka ;)
    No wiesz, zabawki zabawkami, ale Książka ma przekazywać Wartości! Li i jedynie!

    OdpowiedzUsuń
  3. Myszołów występuje tylko w jednej scenie (z Ryjówkami...), ale w głowie brzmi mi za każdym razem głosem właśnie kłapouchopodobnym i polubiłam je jakoś ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Może by tak dołożyć do nowego Pettsona? Wczoraj się progenitura dorwała do wielkoformatowego albumu z Dalim, to chyba zeświecczony Noe już im nie zaszkodzi? :P

    OdpowiedzUsuń
  5. - Świecki nosorożec mi się podoba! - krzyknął Prosiaczek, a zaraz potem sam się przestraszył - Może się podobać czy nie może, może czy nie może, może czy nie może?
    Dzięki za recenzję ;) b.basca

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo niepokojaca jest ta tecza...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już myślałam, że nikt nie zauważy... Tak, to bardzo złożona i wielowymiarowa opowieść do odczytywania na różnych poziomach i odnosząca się do wielu aktualnych problemów społecznych.

      Usuń
    2. Teoria spiskowa dziejów?

      A swoją drogą - schodząc na ziemię, a raczej na tekst - ja w Pettsonie mam wrażenie, że autor trochę przynudza. Często powtarza, długaśne beznamiętne zdania w dialogach(?!) - nie raz skracałam myśl. No i od nazwisk język mi się plątał. A jak tu, jakie odczucia?
      b.basca

      Usuń
    3. My nie znamy Pettsona. Ale tu autorem tekstu nie jest Nordqvist. Nie zauważyłam niczego, o czym piszesz. Dobrze się czyta. W miarę szybko. Nazwisk brak ;) Dialogów sporo, ale zwięzłych. Oczywiście jakaś tam powtarzalność jest, powtarzalność marchewki np., ale wymaga tego akcja.Może dasz radę odcyfrować fragmenty z obrazków (po powiększeniu oczywiście).

      Usuń
    4. Dzięki!
      A wracając ku wyżynom metafor - jak głosi książka: nosorożce mają swoje ważne miejsce na statku i tego moja lepsza część duszy się trzyma:)
      b.basca

      Usuń
  7. Bardzo mnie zachęciłaś! Wpisuję na listę do biblioteki (jeśli mają) ;-)

    OdpowiedzUsuń