Prawdopodobnie to dla nich nawet lepiej, gdy ich książki nieco je przerastają. Książki dla dzieci powinny zawsze, podobnie zresztą jak i ich ubrania, pozostawiać możliwość dorośnięcia do nich; a książki dodatkowo powinny stanowić bodziec do tego dorastania.
J.R.R. Tolkien

piątek, 29 kwietnia 2016

PF o HP


Akurat w Harrym Potterze to ja już grałem. I to wszystkie role. (...)
Grałem Harry'ego, Rona, Hermionę, Dumbledore'a, profesor McGonagall, Hagrida i całą resztę towarzystwa. W audiobooku. To była ciężka fizyczna robota, kilkaset godzin nagrań w studiu radiowym. Musiałem się solidnie napocić, żeby każda z tych postaci miała swój charakter, własną melodię, rozpoznawalny sposób mówienia. Po trzech tomach miałem dość i poprosiłem wydawcę o zmianę, więc czwarty tom nagrał Witold Zborowski. Zrobił to zresztą znakomicie, ale wydawnictwo i tak dostało furę listów od osób czytających uszami, że już się przyzwyczaili i nie chcą żadnych zmian, że musiałem wrócić. A trzeba panu wiedzieć, że w tym cyklu każdy kolejny tom jest grubszy od poprzedniego. Ostatni był cegłą wprost nie prawdopodobną - ponad tysiąc stron chyba. Ileż ja się z nim nasiedziałem zamknięty sam w klatce z mikrofonem, to tylko ja wiem. Męka. Mugolska męka, zero czarów.


Piotr Fronczewski w rozmowie z Marcinem Mastalerzem
Ja, Fronczewski, s.302
wyd. Znak  2015
oprawa twarda
książka bez obrazków

środa, 16 marca 2016

Tam, gdzie żyją dzikie stwory.

Kocioludek długowłosy Etgara Kereta przypomina mi Maksa, bohatera klasycznej już książki Maurice'a Sendaka Tam, gdzie żyją dzikie stwory.


O dzikich stworach nie pisałam jeszcze, choć mamy tę książkę dość długo. Jednak trafiła wtedy w jakąś dziwną, pustą przestrzeń pomiędzy moimi synami. Jeden wydawał się już "za duży", drugi z kolei swoim pogodnym charakterem jakoś nie dawał się utożsamić z buntowniczym Maksem. Ostatnio jednak książka ta często mi się przypomina. I wcale nie dlatego, żeby Młodszy zrobił się nagle jakoś bardziej bojowy. Wcale nie. Maks przypomina mi się, jak patrzę na syna starszego.


Być może to przez swoją obrazkową formę, książka Sendaka jest zaklasyfikowana jako książka dla młodszych dzieci. Rzeczywiście - dużo obrazów i mało, bardzo mało tekstu, książka jakby stworzona dla maluchów. Jednak to, co opisuje, wcale nie musi być udziałem tylko "zbuntowanych" dwu-, trzy-, czy pięciolatków.  Chyba udało mi się dostrzec jej ponadczasowość i uniwersalność opisanej w niej rzeczywistości. Całkiem możliwe, że Maks jest 8,5-latkiem. Całkiem możliwe, że Maks jest dorosły...

A dlaczego skojarzyła mi się z Kocioludkiem?

Obaj chłopcy, po niefajnym starciu z dorosłymi, uciekają do świata zwierząt, mniej lub bardziej dosłownego - jeden w stroju wilka odpływa na wyspę dzikich stworów, aby zostać ich panem i władcą, drugi ze "zezwierzęconą", pomalowaną twarzą odnajduje się na statku Habakuka. Obaj przemienieni, przestają być "tylko" dziećmi, mogą w przebraniu, nie będąc do końca sobą (a więc kimś więcej?) zmierzyć się z tym, co jako "zwykłe" dzieci może je trochę przerasta. U jednego są to uczucia, u drugiego narzucona samodzielność.

Jednak ich podejście do rozwiązania "problemu z dorosłymi" jest zupełnie różne. 
Kocioludek stwarza instrukcję obsługi siebie samego, wg której chce być wychowywany. Idea, choć fajna i dająca pole do współdziałania z dziećmi, to jednak dość fantastyczna i, szczerze mówiąc, nieco zbyt "dorosła", trącąca nowomodnym "przepracowaniem" tematu. Tym samym nienaturalna siłą rzeczy. (Choć rozumiem, co autor chciał przez nią powiedzieć).


Sendak pokazuje dużo bardziej naturalne, instynktowne i pierwotne działanie dziecka (czy tylko?) postawionego w taki, czy inny sposób (okoliczności) pod ścianą. Wrzask, bunt, foch, ucieczka. Porzucenie niewygodnej rzeczywistości. Wytupanie nadmiaru emocji. Przykopanie własnej niemocy. Odegranie się na bardziej (dzikie stwory) lub mniej (młodsze rodzeństwo niestety zapewne czasem) wyimaginowanych istotach sobie podległych. Dzikie fantazje z serii "ja im pokażę!". A jak już para ujdzie - powrót, jak gdyby nigdy nic, na kolację. Jeszcze ciepłą.


Owszem, może to mało dojrzałe zachowanie. Owszem, przynależne dzieciom. Czy tylko?



Maurice Sendak
Tam, gdzie żyją dzikie stwory
wyd. Dwie Siostry 2014
oprawa twarda
ilustracje > tekst



Wydawnictwu dziękuję za książkę.

niedziela, 13 marca 2016

Kocioludek

W związku z niedawną dobrą wiadomością, że Etgar Keret został Polakiem przypomnieliśmy sobie o Tacie, który uciekł z cyrkiem. I o Kocioludku.


Kocioludka poznaliśmy w zenkowej biblioteczce, ale tak nam przypadł do serca, że z okazji jakiejś najbliższej wtedy okazji Brat dostał własnego. Bo własnego Kocioludka warto mieć.
Kocioludek ma duży format i jest fajnie, bardzo kolorowo namalowany prze Aviela Basila. A oprócz tego opowiada ważną i dobrze napisaną historię.

Tata na spacerze z synem w zoo. Ale. Dzwoni telefon i tata musi do pracy, natychmiast. Wciska chłopcu w rękę banknot na obiad i taksówkę i znika. Chłopiec więc zwiedza zoo, odbębniając sam jeden całe spektrum obowiązkowych zoologowych atrakcji: odczytuje informacje o zwierzakach, co lubią, gdzie żyją, zastanawia się, czy w zoo jest im dobrze, sam kupuje i zjada kiełbaskę, daje sobie nawet pomalować buzię. W końcu zmęczony, jako kocioludek długowłosy, zasypia w pustej klatce.


Budzi się na statku Kapitana Habakuku, który zajmuje się wyłapywaniem zwierząt z ogrodów zoologicznych i wypuszczaniem ich w naturalnym środowisku. Na temat każdego z gatunków robi zapiski o ich zwyczajach, niestety nie ma zeszytu z wiadomościami na temat kocioludków. Chłopiec więc musi mu podyktować wszystko, co trzeba o nich wiedzieć: co lubią, a czego nie, jak należy je karmić, jak usypiać, jak zabawiać, co im opowiadać i jak ich słuchać. W końcu Kapitan odwozi także kocioludka do jego środowiska naturalnego, jego własnego mieszkania. Zostawia mu na szczęście zeszyt opisujący zwyczaje kocioludków, który chłopiec może dać tacie, dzięki czemu ich relacje mają szanse się poprawić.



Jasnym jest, że Ketert uczy dorosłych, że należy się ...uczyć o swoich dzieciach. Studiować ich zachowania i zwyczaje i wyciągać wnioski. Stosować zdobyta wiedzę w praktyce, Może po prostu uważnie obserwować i pamiętać. Jednak nie odczytywałabym tej nauki jednostronnie tylko. Wydaje mi się, że uczy także dzieci, że żeby być dobrze zrozumianymi - i dobrze hodowanymi - przez dorosłych, należy czasem dać im podpowiedź i instrukcję obsługi. Owszem, rozważni, idealni dorośli nie potrzebują - nie powinni potrzebować - instrukcji do swoich dzieci. Jednak zwykłym zabieganym dorosłym czasem byłoby łatwiej zajrzeć do notatek.

Mam w domu dwa kocioludki. Jeden nie mówi, jak lubi być hodowany, choć świetnie się złości, jak robimy to źle. A musicie wiedzieć, że hodowla kocioludków z ich wiekiem staje się coraz bardziej skomplikowana. On woli uciekać tam, gdzie żyją dzikie stwory*. Drugi kocioludek, choć młodszy, daje jasne komunikaty, że tego lub tamtego nie lubi, to lub tamto robimy źle. Trzeba przyznać, że takie informacje, uzyskane z pierwszej ręki zapadają głęboko w pamięć i raz na zawsze. Zgadnijcie, z którym kocioludkiem - na tym etapie hodowli - jest nam łatwiej...

Tak więc Keret uczy - i dorosłych, i dzieci - że warto się uczyć siebie nawzajem. Uczyć w sensie studiować naturę drugiej strony, ale i uczyć w sensie nauczać innych o sobie.


* W ogóle Kocioludek bardzo przypomina mi sendakowego Maksa (Tam, gdzie żyją dzikie stwory, Maurice Sendak, wyd. Dwie Siostry 2014). Ale o tym za chwilę.





Kocioludek
Etgar Keret
ilustracje Aviel Basil
wyd. W.A.B.
oprawa twarda
ilustracje > tekst

wtorek, 8 marca 2016

Królowa Śniegu Małgorzata II

Staś czyta Królową Śniegu i Zosia czyta Królową Śniegu. Taki - zimowy wciąż - czas lektur szkolnych. Wpierając się w rodzicielskich zmaganiach z czytelnikami lektur szkolnych rozmawiałyśmy właśnie sobie, kiedy Ania podsunęła mi ze swoich zbiorów baśń Andersena w oryginale. Nie do czytania bynajmniej, bo jednak duński obcy dość, ale do oglądania. 

Autorką ilustracji do tego wydania baśni jest królowa Danii, Małgorzata II. Monarchini znana jest poddanym ze swoich artystycznych pasji. Podobno krytycy bardziej od obrazów cenią jednak właśnie jej ilustracje do książek dla dzieci. Tworzy je w technice kolażu i decoupage'u.

Sama książka powstała na podstawie filmu Królowa Śniegu (2000 r.), w którym poddano animacji wykonane przez Królową Małgorzatę II kolaże. Narratorem w filmie również była królowa, czytająca obszerne fragmenty baśni po angielsku. Co ciekawe, jednym z realizatorów filmu był Kristof Kuncewicz, grafik polskiego pochodzenia.

Tak wygląda Małgorzata II przy pracy:

Zdjęcie stąd
A tak opowieść Andersena widziana jej oczami:











Tak wygląda królewska Królowa Śniegu:


A tak sama królowa Danii Małgorzata II - również w klejnotach:


Królowa Małgorzata II jest niezwykle aktywna twórczo: maluje, projektuje kostiumy i scenografie teatralne, ilustruje książki, a także tłumaczy na duński literaturę francuską.
Dziękuję Ani za królewską ciekawostkę, którą mogłam się podzielić. A przy okazji myszkując, nabyłam rozliczne informacje o duńskiej monarchii (np. wiem już, że najwyższym odznaczeniem duńskim jest Order Słonia ...).






Hans Christian Andersen
Snedronningen
ilustracje - jej Wysokość Królowa Małgorzata II
wyd. JJ Film ApS og 2000
oprawa twarda
ilustracje < tekst
język duński

środa, 2 marca 2016

Udani Nieudani


Wszystkie zdjęcia ze strony Wydawnictwa

Książka dla Młodszych o Nieudanych: Dziurawym, Złożonym na pół, Sflaczałym, Postawionym na Głowie i Felernym. Do niczego się nie nadających. W przeciwieństwie (czyżby?) do Idealnego.

Więc oni niby Nieudani, ale za to książka idealna.
Książka idealna ilustratorsko.
Książka idealna do Rozmowy.
Książka idealna do zastanowienia się.
Książka idealna do wymyślania kolejnych Nieudanych.
- Beznadziejny ten Idealny - podsumował Stasiek.
- Noo, beznadziejny - przytaknął Brat.
Nieudani udani ze wszech miar za to.

I Zenek polubił ich bardzo!



A z Beatrice Alemagną już kiedyś się spotkaliśmy. W Paryżu.


Pięciu Nieudanych
Beatrice Alemagna
wyd. Dwie Siostry 2015
Seria: Polecone z Zagranicy
oprawa twarda
ilustracje > tekst







Wydawnictwu dziękuję za książkę.

poniedziałek, 29 lutego 2016

Oldskulowy Robin Hood

Dziadkowie robią porządki w piwnicy. I odnaleźli mityczne pudło (o którym była mowa i do którego miałam ochotę się dobrać już jakieś 5 lat temu...) z książkami dziecięcymi Taty. I swoimi również, jak się okazało. I wśród bardziej lub mniej znanej klasyki i szarych wydań z lat 80 XX wieku, które pamiętam i ze swojego dzieciństwa, oczom moim ukazał się śmieszny, oldskulowy Robin Hood. Ale jakież było moje zdziwienie, kiedy się okazało, że ta śmieszna książka jest ...pop-upem!

Tadaam:




Lakoniczna stopka wydawnicza głosi, co następuje:
Opracowanie graficzne ©1973 J. Pavlin - G. Šeda © 1976 ARTIA Praha
Czyli osiągnięcie wydawnicze naszych południowych sąsiadów. Zresztą Artia wydawała już wcześniej niż w latach 70. trójwymiarowe książki Wojciecha Kubasty.


O ile książka jest śmieszną ramotą i pre pop-upem, fajnym do naszej kolekcji, o tyle do czytania się prawie nie nadaje. Mocno czerstwy tekst, którego kolejne strony właściwie ze sobą nie korespondują, tworząc dość chaotyczne i mocno hasłowe "przygody" Robin Hooda. Ale co tam. I tak fajnie mieć. I fajnie było zobaczyć szeroki uśmiech Taty i Męża z okrzykiem "O! To moje!".

"Will, który odbył już służbę wojskową, wracał do domu, do ojca i swej narzeczonej Maud. Zaraz też wyprawiono wesele, Także Robin Hood poślubił wreszcie swoją Mariannę, siostrę rycerza Allena. Allen znowu pojął swoją piękną narzeczoną. Cała świta Hooda i jego przyjaciele byli na ślubie, który dawał zakonnik. Jakże barwne było towarzystwo, które się tutaj zebrało."


Śledztwo internetowe wykonane naprędce wykazało, że czechosłowaccy autorzy Robin Hooda stworzyli jeszcze inne z tej serii książki: Robinson Cruzoe i Black Beauty (!) - O karym koniku. Jednak najbardziej intrygującym tytułem jest Krysia i zwierzę, którego ilustracja okładkowa jednoznacznie dość wskazuje, że chodzi o ...Piękną i Bestię! To musi być mocne przeżycie.





Robin Hood
J. Pavlin, G. Šeda
wyd. Atria 1976
oprawa miękka
pop-up ;)

niedziela, 28 lutego 2016

Głębia sukcesu

Książka - sukces. Wydawniczy, autorski (w tej kwestii jedno słowo zamiast recenzji wystarcza - Mizielińscy), prezentowy (znaczy, jak kupicie komuś na prezent, to powinien się spodobać). Choćby dzięki tej wielkiej ilustracji z wnętrzem wulkanu. Musthaw większości chłopców w przedziale 4-9 lat, a i sporej liczy dziewczynek. 


Książka wielka. Formatem. To też przesądza - jestem przekonana - o sukcesie. Bo jak na prezent, to okazały od razu. A jak wulkan to też, przynajmniej nawiązuje skalą (dla porównania mamy książeczkę o wulkanach serii pixi... no, nie ma porównania). W maleńkości swej moi chłopcy najchętniej sięgali po wielkie książki, prawie większe od siebie. Im trudniej było małym łapkom przewracać wielkie strony, tym częściej książka była oglądana.

W zasadzie kompendium wiedzy. Encyklopedia niemalże. Nie zdawałam sobie sprawy, ile z najciekawszych tematów rozmów między rodzicem, a dzieckiem w drodze z przedszkola, dotyczy tego, co Pod ziemią. Drugie tyle nawiązuje do tego, co Pod wodą. A teraz wszystko w jednym miejscu ( i można upewnić się, czy dało się dobrą odpowiedź...).
Dla miłośników wspomnianych wulkanów, kanalizacji, ryb ze świecącym czubkiem, łodzi podwodnych, metra, dinozaurów, bulw jadalnych, archeologii, akwarystyki głębinowej, robali i wtulonych w siebie śpiących słodkim zimowym snem zwierzątek futerkowych. Dla wszystkich?





Mapy opanowały już świat. W pełni zasłużenie. Teraz, jestem pewna, kolej na następną superprodukcję duetu (debla właściwie...) Dwie Siostry - Aleksandra i Daniel Mizielińscy. My polubiliśmy bardzo. Trzymamy kciuki za światowy podbój. Oczywiście pod ziemią i pod wodą również.





Aleksandra i Daniel Mizielińscy
Pod wodą / Pod ziemią
wyd. Dwie Siostry 2015
oprawa twarda
ilustracje = tekst



Wydawnictwu dziękuję za książkę.

niedziela, 21 lutego 2016

Pensjonacik Wiecznego Odpoczywania

Ewentualnie tłumaczenie tytułu mogłoby być jeszcze bardziej wolne, aczkolwiek mniej autorskie: Straszny dwór lub Dom zły... Dostawcy proszeni są o korzystanie z tylnego wejścia...

W temacie pop-upów jakiś ciszej było ostatnio. Nie znaczy to jednak, że przestaliśmy lubić. Mamy i lubimy nadal. Najwierniejszym oglądaczem jest Brat, którego co jakiś czas można zobaczyć, jak siedzi i przegląda. Tylko w poszukiwaniach jakoś ostatnio ustaliśmy, bo ...tak. Okazuje się, że w tym temacie mamy jednak szczęście. Ostatnio zupełnie nie poszukiwany, zupełnie przypadkiem pojawił się na horyzoncie nowy-stary. A jak już zamajaczył to posiedliśmy, zwłaszcza, że okazyjna była także kwota. Chyba dlatego, że sprzedający nie umieścił w opisie magicznego słowa "pop-up" i książka była-żyła sobie gdzieś w odmętach internetu, na uboczu. W dodatku staroć taki, kto by chciał...


W ten sposób prawie mimowolnie posiedliśmy - nie boję się tego słowa - popupową klasykę, Haunted House Jana Pieńkowskiego. A tak na prawdę Pension zum ewigen Frieden. (To prawdopodobnie drugi powód, dlaczego książka czekała na nas w odmętach internetu, a natknąć się na nią mogłam tylko i wyłącznie przypadkiem). 

Za  Haunted House Pieńkowski - syn emigrantów z Polski - dostał brytyjski medal Kate Greenaway, który jest odpowiednikiem Caldecota w Stanach. W 1979 r., czyli prawie 20 lat przed największymi papierowymi fajerwerkami Roberta Sabudy. Wymieniany jest zawsze wśród najważniejszych twórców gatunku. Ma swoją stronę. Tworzy nadal, choć obok pop-upów cechą charakterystyczną jego stylu stały się ilustracje z sylwetkowych wycinanek. A Pani Zorro przeprowadziła z nim wywiad

Zapraszam więc do Pensjonaciku. Nie jest duży: przedpokój, kuchnia, salon, łazienka, sypialnia i strych. Autor łaskawie oszczędził nam tego, co skrywa się w piwnicy. Chociaż... Chłopcy, jak dostali książkę zamiast okrzyków grozy i przestrachu wydawali z siebie raczej radosne chichoty. I spali potem spokojnie, choć zaaplikowali sobie również dawkę przedsenną. Zajrzyjcie więc, proszę. Dostawcy proszeni są o korzystanie z tylnego wejścia...




 

Pension zum ewigen Frieden
Lieferanten den Hintereingang benutzen!
Jan Pieńkowski,
wyd. Herausgeber und Verlag 1979
pop-up book