Co potrafi zająć Półtoraroczniaka w
czasie jazdy samochodem przez 40 ((do)słownie: czterdzieści) minut? 40
minut spędzonych w ciszy i skupieniu, przerywanych tylko pojedynczymi
komentarzami nieskierowanymi specjalnie do nikogo konkretnego, ot takie
tam uwagi pod nosem?
Spełniony musi być tylko jeden warunek - fascynacja koniem.
Panie i panowie: W stadninie kucyków, Obrazki dla maluchów. Tadam.
Seria
sprawdzona i polubiona kiedyś już przez Staśka teraz podbiła serce
Brata. Czytana zwykle o poranku, bo do półki, na której stoi blisko jest
z łóżka. I nareszcie coś osobistego, specjalnie dla Brata, nie tylko
dziedzictwo po starszym bracie (całkiem spore zresztą, bo jakieś 10
tytułów).
Kupiona rzutem na taśmę przed wyjazdem okazała się strzałem w dziesiątkę. Nawet Dawno temu w Mamoko, gdzie koni jest sporo, nie mogło się równać.
Na miejscu korzystać nie musieliśmy, bo byliśmy w Kraju Licznych Końskich Zaprzęgów. Brat na hasło, że jedziemy samochodem, radośnie wykrzykiwał "KOŃŃŃ", bo z samochodu najlepiej i najczęściej można je było obserwować. Do czytania powrócił w drodze powrotnej i czas przetwarzania danych miał zbliżony, więc to nie tak, że to jednorazowy wybryk taki był. Prawie statystyka.
Więc jeśli wasze dziecko wykazuje niebywały sentyment do koni szczerze
polecamy. 11 polskich złotych z groszami i 40 minut podróży w spokoju
Wasze.
W stadninie kucyków, Obrazki dla maluchów
Émilie Beaumont
ilustracje Sylvie Michelet
wyd. Firma Księgarska Olesiejuk 2011
oprawa twarda, ale miękka
ilustracje > tekst