Prawdopodobnie to dla nich nawet lepiej, gdy ich książki nieco je przerastają. Książki dla dzieci powinny zawsze, podobnie zresztą jak i ich ubrania, pozostawiać możliwość dorośnięcia do nich; a książki dodatkowo powinny stanowić bodziec do tego dorastania.
J.R.R. Tolkien

czwartek, 29 marca 2012

Mysia w domu i zagrodzie.

W domu naszym, w zagrodzie swojej. Znów bratowo będzie, ale Stasiek ma czas na czytanie prawie wyłącznie przed snem ostatnio. Brat za to "czyta" całymi dniami.
Jednym z większych hitów, choć nie do końca "do czytania" jest Zagroda Mysi. Książka obrazkowa, książka-rozkładanka, książka-karuzela, pop-up, teatrzyk... wszystko w jednym.
Wygląda tak:

  

Szafirki nie są stałym wyposażeniem. 
Książka zawiązywana na kokardkę rozkłada się tak, że tworzy cztery powierzchnie do zabawy - ogród przed domem, warzywnik ze stawem, podwórko przed oborą/chlewikiem i jej wnętrze. W ścianach są przejścia, drzwi, okienka, klapki. Wszystko starannie wymalowane charakterystycznym mysiowym stylem Lucy Cousins, wszystko niebywale kolorowe. Do tego oczywiście Mysia i wszyscy jej przyjaciele, jako kartonowe postacie i świetny traktor, do którego mogą wsiadać. Konie, krowa, wszelkie drobne zwierzaki z obejścia i na dokładkę cała masa drobnych elementów potrzebnych do zajęć gospodarskich: taczka, łopata, miska z wodą, butla do karmienia jagnięcia, szczotka do wyczesania konia, kosz z warzywami przysmaki dla zwierzaków... Całe mnóstwo tego. Szczerze mówiąc - dość niepraktyczne, bo mimo sprytnego schowanka w warzywniku, ma tendencje do rozpełzania się po całym domu, a nam w dodatku jeszcze nie bardzo się przydają... chyba schowam po prostu. Postacie mają jeszcze takie niby podstawki, ale, szczerze mówiąc, słabo one działają.


Nic nie szkodzi. Zabawa i tak jest świetna. Brat każe sobie toto rozkładać, potem kadzie się obok na kanapie lub podłodze i bawi się. Wozi Mysię albo konia traktorem, przekłada przez drzwi i okienka, zagląda pod klapki szukając ukrytych zwierzątek, urywa kury z kurnika..... Jedyną wadą tej zagrody jest to, że nie jest drewniana. Małe łapki oczywiście sieją spustoszenie, które łatam potem taśmą i klejem, ale warte jest to naprawdę zabawy, jaką daje. I pewnie jeszcze jakiś trening manualny, czy inne trudne terminy przy tym się dokonują. Z założenia kupiona dla Brata, w ramach zadośćuczynienia za niedotykalność niektórych naszych książek, sprawdza się wyśmienicie.
 

Bardzo, bardzo polecamy. I dla maluchów i dla starszych, bardziej uważnych i sprawnych manualnie. Stasiek też czasami przyłącza się do zabawy. A jak ktoś lubi odgrywanie scenek, zabawy w dom lalek czy teatrzyki - na pewno się nie zawiedzie. Warto poszukać, bo choć wydana już sporo temu, bywa jeszcze dostępna, w dodatku cena nie zwala wcale z nóg (najnowsza część Pieśni Lodu i Ognia jest droższa!). Szukajcie, kupujcie i bawcie się tak dobrze jak my!

A wszystkim miłośnikom Mysi polecam stronę fun clubu. Można na niej znaleźć kolorowanki, gry, zabawy, można nawet wysłać własne mysiowe dzieło, które zostanie umieszczone w galerii.




W zagrodzie Mysi
Lucy Cousins
wyd. endo 2006
oprawa twarda
książka kartonowa - rozkładana

1 komentarz:

  1. Jest też analogiczny Domek Mysi. Tak samo rozkładany. W łazience nawet klapa od sedesu się podnosi...

    OdpowiedzUsuń