Prawdopodobnie to dla nich nawet lepiej, gdy ich książki nieco je przerastają. Książki dla dzieci powinny zawsze, podobnie zresztą jak i ich ubrania, pozostawiać możliwość dorośnięcia do nich; a książki dodatkowo powinny stanowić bodziec do tego dorastania.
J.R.R. Tolkien

środa, 19 października 2011

O wygrywaniu

Temat współzawodnictwa, wygrywania, a zwłaszcza przegrywania jest dla trzy- i czterolatka trudny. Jednocześnie temat wyścigów, zawodów i konkursów jest baardzo atrakcyjny. Na porządku dziennym są u nas okrzyki "Kto ma kapcie z McQueenem wygrywa!" (i ten ton triumfujący! ... zgadnijcie, czy ja albo Tato mamy kapcie z McQueenem...) Jak byliśmy na naszych wczasach wielorodzinnych takie ogłoszenia dobiegały nas niemal bez przerwy wykrzykiwane na trzy )(co najmniej) głosy...
No ale wiadomo, wygrywać zawsze nie sposób. Wtedy głęboki żal, smutek, rozpacz nawet.
Poszukując jak zwykle wspomożenia w literaturze zakupiłam Medal Pana Zająca Becky Bloom z ilustracjami Pawła Pawlaka.


niedziela, 16 października 2011

Bracia Nusi

- Ziuuuu, nadlatuje Spiderman!
W oczekiwaniu na nową Nusię (tak! tak!) wygrzebałam z półki książkę niedawno zakupioną, ale już od dawna czytywaną przy różnych okazjach w tzw. "dobrych księgarniach" (dobrych = tych, w których można wygodnie usiąść i poczytać książki...) - Nusia i bracia łosie.
Oczywiście wilków naszych ulubionych nic nie przebije, ale i łosie przypadły nam bardzo do gustu.
Nusia nie ma młodszego rodzeństwa (małego i chudego, żeby zmieściło się w łóżeczku dla lalek). Nusia nie ma tez starszego brata. Ma porządek i ciszę. Ma na szczęście też Nilsa, z którym chciałaby pozjeżdżać na jabłuszku z górki. Ale trochę (jak to Nusię) przytłacza ją ilość dzieci, które wpadły na ten sam pomysł. Wraca więc do domu i spotyka trzy łosie, które mianuje starszymi braćmi i zabiera do domu.
Łosie nie potrafią bawić się klockami. Kredkami rysują tylko burze i noże. Sieją spustoszenie w ZOO. Piją wodę z sedesu. Budują szałas w szafie. Oglądają telewizje poza porami bajkowymi. Skaczą po kanapie...

Pali Się!

To będzie dziwny wpis, bo to książka bez książki. Czy raczej wiersz bez książki. To znaczy my jej nie mamy, fizycznie, tej książki z tym wierszem. Mamy tekst wydrukowany smętnie na kartce, mamy też wersję komputerową, pracujemy nad wersją własną ;) I mimo tych przeciwności jest to ostatnio hit, o który Stasiek często prosi, siedzi i słucha jak zaczarowany, czekając na swój ulubiony fragment (odczytywany z reguły trzy razy :D):
Tak pracowali dzielni strażacy,
Że ich zalewał pot podczas pracy;
Jeden z drabiny przy tym się zwalił,
Drugi czuprynę sobie osmalił,

Trzeci na dachu tkwiąc niewygodnie,
Zawisł na gwoździu i rozdarł spodnie,

A ci przy pompie w żałosnym stanie
Wzdychali: "Pomóż, święty Florianie!" 
Chodzi oczywiście o Pali się! Jana Brzechwy.
Zupełnie nie wiem, jakim cudem nie pamiętam tego wiersza z dzieciństwa. Przypomniała nam go Ciocia Ania, a wujek Googiel odnalazł ;) Stasiek zakochał się od pierwszego czytania (z tej - wyświechtanej już - kartki).
Wiem, że było wydanie z ilustracjami Butenki (marzenie!), wiem, że było z ilustracjami Jerzego Flisaka (też jednego z moich ulubionych, pamiętanych z dzieciństwa ilustratorów). To ostatnie sobie oglądamy czasem, bo szczęśliwie można je znaleźć. Oczywiście głównym zmartwieniem Staśka było, czy zilustrowano odpowiedni fragment...

ilustracja ze strony dziecionline.pl




Jak widać, ilustrator umiał wyłuskać z tekstu to, co najważniejsze ;)

Byłam bardzo zawiedziona, że moich starych Stu Bajkach nie ma tego wiersza. A rzeczywiście jest to perełka! Dobrze, że dotarliśmy do niej chociaż w takiej skromnej formie. I żywimy wielką nadzieję, że na fali wznowień jakieś wydawnictwo (ukłony w stronę!) skusi się na taki - zapewne - bestseller.




Jan Brzechwa
Pali się!

sobota, 15 października 2011

Znów japoński film.

Chociaż pierwszym filmem, na którym Stasiek był w kinie z tatą były - oczywiście - Auta2, w domu udaje nam się oglądać jednak inne filmy. A że czasem trzeba odświeżyć filmotekę i wprowadzić jakąś nowość - oto ona. Bardzo nam się udała, myślę. I konsekwentnie przyzwyczajamy Staśka do Studia Ghibili - czołówkę z radością już rozpoznaje :D "Mamo! To firma Totoro! " :D
Tym razem Ponyo, najnowszy/ostatni (2008) film Hayao Miyazakiego, mistrza.

piątek, 7 października 2011

Od Astrid do Lindgren

Dziś wyjątkowo o książce dla dorosłych. Ale pozwalam sobie, bo po pierwsze tu się o niej dowiedziałam (tak, tak, można czegoś się dowiedzieć na własnym blogu), a po drugie jest o Astrid Lindgren. Wypłynęła tutaj kiedyś w komentarzach przy Emilu - Od Astrid do Lindgren. Powieść biograficzna Vladimira Oravskiego, Kurta Petera Larsena oraz Autora anonimowego :D wydane przez moje ulubione Czarne (dodatkowa rekomendacja).
To naprawdę bardzo miła książka. Staroświecka jakaś taka opowieść, także przez czas jaki opisuje (lata 20. XX w. - dla mnie kwintesencja staroświeckości), ale też przez sposób w jaki została napisana. Nieco sentymentalnie, lekko, ciepło i z humorem, a wszystko o wcale nie łatwych wydarzeniach i wyborach życiowych. Trochę jak "w starym kinie".
Książka opisuje pierwsze lata dorosłości Astrid, przy czym nie jest to spokojne "wejście w dorosłość", a raczej skok na bardzo głęboką wodę. Astrid w ciąży wyjeżdża z rodzinnego Vimmerby do Sztokholmu na kurs dla sekretarek i do pracy, ale także do Kopenhagi urodzić - i zostawić w rodzinie zastępczej synka... Ale ponieważ książka napisana jest w konwencji książek samej pisarki - wszystko wiedzie do szczęśliwego zakończenia.
To zdecydowanie bardziej powieść niż biografia. Raczej zachęca do dalszego szukania informacji na temat życia pisarki niż wyczerpująco odpowiada na pytania. Na jesienny wieczór jak znalazł. Choć niestety raczej tylko na jeden (150 stron).

Kubutkowo, dziękuję!






Vladimir Oravsky, Kurt Peter Larsen, Autor anonimowy
Od Astrid do Lindgren. Powieść biograficzna
wyd. Czarne, Wołowiec 2009
oprawa miękka

wtorek, 4 października 2011

O dinozaurach

Czy to ja pisałam, że nie lubię dinozaurów i nie będę krzewić, karmić i hodować ich w domu moim?...
Och, ludzie piszą, co im ślina na klawiaturę przyniesie, a internet wszystko przyjmuje...
Co więcej, niedługo będę już swobodnie żonglować tymi bajeranckimi nazwami. Kupuję z lubością figurki. Ba, mam nawet swojego ulubieńca. To stegozaur. Chociaż ankylozaury też lubię. To te, które maja buławę na ogonie. Np. saichania, taka z kolcami. Stasiek najbardziej lubi tyranozaury i allozaury, bo zwykle maja otwarte paszcze z zębami...

piątek, 30 września 2011

Wirusy i bakcyle

 - Jesteśmy głodni! - powiedział Gronkowiec. - Mamy dosyć siedzenia na tym śmietniku. Może by tak mały napadzik?
Pałeczka przestała się opalać.
- Napadzik, mówisz? Czemu nie! Mnie też się tutaj nudzi.
Trafiłam ostatnio na świetne książki o wnętrzu ludzkim. Tym jak najbardziej wewnętrznym acz nie duchowym ;) Wydane już jakiś czas temu (więc być może wszyscy już o nich wiedzą, a tylko dla nas to odkrycie), w całości polskie - Anny Zgierun dwie historie z serii ''Drużyna majora Limfocyta" - Inwazja wirusów i Wielki napad. Z nowoczesnymi i dynamicznymi ilustracjami (i opracowaniem graficznym całości) Anny Niemierko (Kazio i Nocny Potwór).


poniedziałek, 26 września 2011

Mama Mu - nowe opowiadania

Jeśli się skradamy, a trawa jest za niska, to wystaje nam pupa. 
Jestem zdziwiona. No jak to? My miłośnicy Pana Wrony i Mamy Mu, tak cieszyliśy się, że będzie zbiór nowych opowiadań, a tu...
Książkę Mama Mu na rowerze i inne historie, w której jest 12 opowiadań o przygodach krowio-wroniego duetu mamy już od czerwca, a tymczasem nie jestem pewna, czy przeczytaliśmy wszystkie... Sama nie wiem, czemu właściwie. Czy przez natłok innych książek, dłuższe dni spędzane na rowerze i bieganiu, czy wakacyjne królowanie Julka i Julki, czy co?
A może trochę jednak przez formę - świetnie mieć tak dużo opowiadań na raz, ale siła "pojedynczych Mam Mu" tkwiła w ich obrazkowym wydaniu, w kolorowych ilustracjach Nordqvista świetnie zestawionych z dobrze dawkowanym tekstem. Tutaj mamy o połowę mniejszy format. Dużo tekstu i po jednej całostronicowej ilustracji do każdego opowiadania. Trochę mało, choć książka wydana jest bardzo ładnie. Miałam tez wrażenie, że niektóre z opowiadań są dłuższe, niż tamte pierwsze... ale może to właśnie przez brak obrazków? Troszeczkę też wydają mi się trudniejsze, niektóre też jakby mają więcej drugiego dna dla czytających dorosłych, co jest miłe i fajne, ale widziałam jak Staśkowi czasem trudno się skupić i ucieka mu wątek...
E, a może to taki czas po prostu był?
Przyszła jesień, czasu na czytanie robi się coraz więcej, na pewno wrócimy do przygód Mamy Mu i Pana Wrony. Bo są świetne. I pełne nowych pomysłów, bo teraz nie tylko Mama Mu coś chce robić (tańczyć, pływać, czytać czy jeździć na rowerze), ale także Pan Wrona rozwija swoje liczne talenty, zwłaszcza, że okazuje się, że jego mama była ...tygrysicą :D !

Zastanawiam się teraz, czy tak samo będzie ze zbiorczym wydaniem Janoscha, które zapowiedział Znak...





Mama Mu na rowerze i inne historie
Jujja Wieslander, Tomas Wieslander
ilustracje: Sven Nordqvist 
wyd. Zakamarki  2011
oprawa twarda
tekst > obrazki

sobota, 24 września 2011

piątek, 23 września 2011

...

Chciałam tylko napisać, że rok temu otworzyłam tego bloga "na świat".
Prawie 10000 wejść! Jacie!

Bardzo, bardzo dziękuję wszystkim, którym chce się czasem coś tu przeczytać, a jeszcze bardziej tym, którzy zostawiają za sobą ślady :D
Pozostaje mi tylko życzyć - Wam i sobie - dużo miejsca na półkach ;)

Dziękujemy
Marta, Stasiek i Brat

Pan Tygrys

Kocham pana, Panie Tygrysie kupiłam na wakacje dla Staśka i babci na ich poranki czytelnicze (w zeszłym roku czytywali codziennie prawie Yumi, w tym roku też, ale przeplatali Tygrysem). No bo książka o Babci i o wnuczku - Adasiu. Babci superowej, bo potrafi rzucić cerowanie skarpet i wieszanie prania, żeby wyruszyć z Adasiem na polowanie. A jak Adaś chce mieć zwierzątko, to informuje, że właśnie wprowadził się do nich ...tygrys. I odtąd Adaś ma z kim się bawić i uprawiać cyrkowe akrobacje, aby móc wystąpić w wieczornym przedstawieniu cyrku "Animals" (obok szopów piorących rowerek, komarów i pancernika m.in.) ...ale gdzie się podziewa babcia? I dlaczego tygrysa bolą korzonki? :D

poniedziałek, 12 września 2011

1001 drobiazgów

To nowa seria wydawnictwa Tatarak. Książki obrazkowe Alfonsa Mitgutscha, niemieckiego ilustratora, malarza i grafika, twórcy licznych tzw. Wimmelbuechern z obrazkami życia codziennego dla dzieci. Na razie ukazały się Na wsi i W mieście.

niedziela, 11 września 2011

Nowy Elmer

Nowy Elmer, czyli Elmer z wydawnictwa Papilon. Oczekiwaliśmy niecierpliwie (no... ja jak zwykle oczywiście) i zakupiony. Mamy Elmera-Elmera ;) Bo na załapanie się na tego z Dwóch Sióstr nie mieliśmy szans. Swoją drogą chętnie bym kiedyś porównała. Ciekawa jestem, czy w ogóle jest co porównywać, czy są takie same?  Tłumacz jest inny niż w Elmerze i Wilburze (Dominika Dominów). No i mamy też Elmera i hipopotamy.

piątek, 2 września 2011

Niezwykły ogród

To jedna z tych (wielu...) książek, które kupuję sobie pod pretekstem "dla dzieci", czas napisać to głośno ;) Wcześniejsza, od opisywanej już, książka Petera Browna The Curious Graden. Spodobały mi się ilustracje, spodobał pomysł na fabułę. W szarym ponurym mieście, na nieużywanym torowisku linii kolejowej, chłopiec znajduje mizerne roślinki, które sobie tam - ledwo, ledwo - rosną. Postanawia się nimi zaopiekować, podlewa je, przycina, nawet im śpiewa. Po jakimś czasie roślinki zaczynają się czuć jak prawdziwy ogród, a w końcu także zaczynają się rozrastać, badając najbliższą i stopniowo coraz dalszą okolicę. Ogród zaczyna eksplorować :D

wtorek, 9 sierpnia 2011

Wakacje

Wakacje. Wakacje trwają, ale jakoś tak już w nich okrzepliśmy, że udało mi się wreszcie usiąść przy klawiaturze. I napiszę o naszych wakacyjnych lekturach. Pudło na samochody (w domu) okazało się świetną podróżną biblioteką, doskonale chroniącą książki, ale też dzięki swoim wymiarom ograniczającą nieco (to dobrze!) i zmuszającą do wyborów. Przed każdym więc wyjazdem dokonywaliśmy selekcji i wybieraliśmy książki, ze względu na aspekt praktyczny - dużo opowiadań w jednym tomie - okolicznościowy, "nowościowy" oraz oczywiście bardzo ważny aspekt "ukochania".