Prawdopodobnie to dla nich nawet lepiej, gdy ich książki nieco je przerastają. Książki dla dzieci powinny zawsze, podobnie zresztą jak i ich ubrania, pozostawiać możliwość dorośnięcia do nich; a książki dodatkowo powinny stanowić bodziec do tego dorastania.
J.R.R. Tolkien

czwartek, 17 lutego 2011

Dinozaury

Przyrzekałam sobie, że nie przyłożę ręki do zaistnienia u mojego dziecka dino-manii, nie naprowadzę na ślad, trop, zapach. Nie będę broniła mu zainteresowania prehistorycznymi gadami, ale na pewno NIE JA będę go zachęcała. Mąż mój twierdzi, że tematu i tak nie da się uniknąć, że znajduje się on w kanonie chłopaczych zainteresowań. OK. Akurat z wszystkich chłopaczych manii, w które się wdrażam i jako dziewczynę bardzo mnie one fascynują (serio serio) rozwarte paszcze dziwnych gadów o trudnych nazwach mnie nie interesują.

środa, 16 lutego 2011

Dla Starszaków

Staram się nie kupować Staśkowi książek na wyrost, bo uważam, że i tak jest za dużo tych akurat, albo prawie akurat. A jak dorośnie do zachomikowanych, to okaże się, że dookoła również tysiące fajnych lektur... błędne koło. Poza tym jakieś ograniczenia należy sobie nałożyć. Wystarczy, że Brat dostaje póki co tylko książki na wyrost ;) (traktujemy go bowiem jako Spadkobiercę). No, ale. Czasem. Pojawia się COŚ. Albo, co gorsza, pojawia się PROMOCJA. No więc i mnie się zdarza.

piątek, 4 lutego 2011

Ezra raz jeszcze

No bo to były naprawdę duże zakupy :D Prezent świąteczny właściwie. I jeszcze jednej nie mogłam się oprzeć - Over in the Meadow, ilustrował oczywiście Ezra Jack Keats.

wtorek, 1 lutego 2011

Więcej o Piotrusiu

Piotruś czyli Peter. Poznaliśmy go jak spadł pierwszy śnieg. I to było nasze pierwsze spotkanie i z nim, i z Ezrą Jackiem Keatsem. Z mojej strony kompletne zauroczenie. Ze strony Staśka - uprzejme zainteresowanie ;) The Snowy Day to także pierwsze spotkanie (rok 1962) samego Ezry ze swoim małym bohaterem, któremu - coraz starszemu - poświęcił aż sześć książek. U nas pojawiły się kolejne dwie .

wtorek, 25 stycznia 2011

Pop-upowe szaleństwo!

No, poszaleliśmy! Przy okazji przekroczyliśmy Granice - kupowania książek poza granicami i w innej walucie ;) Świat stoi przed nami otworem! :D (a zwłaszcza przed naszym czarodziejskim plastikowym prostokącikiem z numerkami...). No ale do rzeczy.
A rzecz jest duża. Idąc pewnym tropem obejrzeliśmy sobie stronę Roberta Sabudy, potem następną i następną... Niestety ktoś kiedyś wymyślił, że co prawda jutuba, jest do pokazywania filmów, ale kto zabroni pod tym pozorem pokazywać również książki... Potem poklikaliśmy, wpisaliśmy numerki, a kilka dni później pojawił się Pan Kurier. I teraz mamy.

poniedziałek, 17 stycznia 2011

Stasiek naprawdę poleca

No dobra. Tytuł bloga obliguje. Wreszcie napiszę o tym, co poleca Stasiek, a nie o tym, co mi się wydaje ;)
Nowy przewodnik po świecie aut. I bujdy na resorach.

niedziela, 16 stycznia 2011

O rodzeństwie.

Skoro o duecie Astrid Lindgren - Ilon Wilkand mowa, to mamy jeszcze jedną taką książkę. (Swoją drogą ile fajnych, krótkich książek dla młodszych dzieci napisała Astrid Lindgren! I jak to dobrze, że ktoś je teraz tłumaczy i wydaje. Ja zawsze kojarzyłam ją tylko z Bullerbyn i tymi "starszymi" powieściami, jak Ronja i Bracia Lwie Serce, a tu dużo takich krótkich form).

sobota, 15 stycznia 2011

Ja nie chcę iść spać!

Znacie to na pewno:
- Ja nie chcę iść spać! (...) 
Kiedy mama mówi:
- No, panie Lasse, teraz hop do łózka! 
Lasse odpowiada: 
- Tylko najpierw zbuduję garaż dla mojego samochodu.
Albo: - Tylko najpierw narysuję małego, malutkiego ludzika.

piątek, 14 stycznia 2011

Dwa koty

O kotach dziś napiszę (choć powinnam się zająć tymi pod szafą...).
Mamy dwie książki o kotach.

niedziela, 9 stycznia 2011

Więcej czytania

Jakiś czas temu narzekałam jeszcze, że Stasiek nie ma cierpliwości do form dłuższych. I nie wiem, czy czas tak szybko płynie, czy dziecko tak szybko się zmienia. Kiedyś kupiona i wsadzona na półkę książka na zaś jakoś nam niedawno wypłynęła. Nasza mama czarodziejka, Joanny Papuzińskiej. Pamiętam ten tytuł jakoś gdzieś z dzieciństwa, ale zupełnie nie znałam tekstu. A okazał się bardzo sympatyczny i w połączeniu z ilustracjami Ewy Poklewskiej-Koziełło wszystko razem bardzo ładną całość tworzy (a mama ma urocze dziergane sweterki). Opowiadania o mamie, która czasem posługuje się czarami są krótkie, no, ale nie tak całkiem. I okazało się, że Stasiek już świetnie sobie z nimi radzi. Ba, nawet nie z pojedynczymi, ale kilkoma na raz, a bywa, że i z całą książką. A najbardziej lubi o dinozaurze Kubusiu.
Przed nami więc coraz więcej czytania!

A jeszcze mnie taka refleksja naszła, że przy całym zachwycie i zachłyśnięciu się ostatnio dużą ilością szwedzkich książek, jakoś zapomniałam o twórczości rodzimej, a ona przecież taka fajna. Taka np. seria Poduszkowce wyd. Literatura bardzo ma ciekawe pozycje na liście. Trzeba będzie uzupełnić biblioteczkę :D
  
 





Joanna Papuzińska
Nasza mama czarodziejka
ilustrowała Ewa Poklewska-Koziełło

wyd. Literatura, Łódź 2010
oprawa twarda
tekst > obrazki

czwartek, 30 grudnia 2010

Nasz pierwszy pop-up!

!
Mamy naszą własną, pierwszą, z prawdziwego zdarzenia pop-up book!
Do tej pory podglądałam u Zorro ze zdumieniem i niejaką zazdrością, ABC3D to nawet mi się śniło kiedyś :), a tu wtem! Pewien Drogi Nam Mikołaj sprezentował i mamy.  Popville Anouck Boisrobert i Louis Rigaud. O tym, jak powstaje miasto.
Wyobraź sobie pojedynczy budynek na końcu drogi. Stodołę, być może albo kościół z wieżą widoczną z daleka.
Wyobraź sobie ludzi, którzy przyjdą budować. Co zbudują najpierw?
Nie tylko Stasiek zaniemówił z wrażenia :D

środa, 29 grudnia 2010

Gratki dla matki 2

W opozycji do wielkich książek chłopaków mama (czyli ja :D) dostała sobie pod choinkę książeczki maleńkie, kieszonkowe, cieniutkie... za to cztery od razu, a co.
Dawno temu już pisałam o książeczkach Katarzyny Boguckiej. Wtedy były to broszurki niezależnego wydawnictwa Pan Tu Nie Stał. Tym razem Dwie Siostry, twarda oprawa, papier kredowy itd., no książki pełną gębą. Gębusią bardziej, bo jak pisałam małe toto i słodkie. No takie cukiereczki w sam raz po choinkę. Autorskie opracowanie graficzne pani Katarzyny wierszy Konopnickiej, Fredry i Jachowicza. Nówki, jeszcze ciepłe, wydane w grudniu. Aczkolwiek Babcia Stasia nie chciała wierzyć, że to nie reprinty jakoweś z lat 60-tych :D

Maria Konopnicka
Stefek Burczymucha
Aleksander Fredro
Małpa w kąpieli
Paweł i Gaweł
Stanisław Jachowicz
Chory kotek
ilustrowała i opracowała graficznie
Katarzyna Bogucka
wyd. Dwie Siostry, Warszawa 2010
oprawa twarda
obrazki = tekst 


P.S. Nie są one jednakowe i równe, stwierdzam po jakimś czasie. Najfajniejsze ilustracyjnie chyba Stefek i pawłygawły. Chory kotek jest już (jeszcze) bardziej odjechany graficznie, awangardowy,  myślę, że trudniejszy dla dzieci też. Małpa stoi gdzieś pomiędzy nimi, ale do kotka się przysuwa.

Duży format

Nie, chłopcy nie dostali pod choinkę Gazety ;) Chłopcy dostali po książce. A żeby książki nie zagubiły się pośród ogromnej ilości wszelkich innych prezentów oraz - przede wszystkim - zostały zauważone, książki owe są słusznych formatów.
Wedle starszeństwa.

piątek, 17 grudnia 2010

Przepraszam

... za babole. Jeśli ktoś był i widział. Podwójne zdjęcia, kilka razy powtórzone, wielkie jakieś...
Zlepek niedomagań bloggerowego wstawiania zdjęć i tego, że w Firefoxie nie widać, więc nic mi nie podpadało. Mam nadzieję, ze już się z tym uporałam, ale jakby jeszcze gdzieś było, to proszę zwrócić uwagę.

czwartek, 16 grudnia 2010

Interpunkcyjnie

Przedświątecznie nadchodzą paczki i paczuszki, kurierzy tłoczą się w bramie...
No dobra, trochę przesadzam. Ale tylko trochę ;) Odebrałam dziś miłe książkowe zamówienie, do którego pretekstem był prezent dla P. ale dziwnie czemuś nie zmieściło się do jednej torby :D Mam teraz dylemat, czy zapakować cześć tego pod choinkę (ze swoim imieniem oczywiście) czy już rzucić się i konsumować. Ciężka decyzja. Na początek wybieram jedną książkę z kupki nowej.

Fajna książka z tych dziwnych, której ilustracje bardzo mi się spodobały i dla nich głównie ją mam. A i historia okazała się bardzo ciepła i miła. Choć interpunkcyjna ;) i niejednoznaczna, ale pewnie dzięki temu starczająca na dłużej. Opowieść o spotkaniu i przyjaźni, a może o czymś jeszcze, o czymś bardziej?  O czymś zupełnie innym? Zupełna dowolność interpretacji.
Był raz sobie Kropek. Nazywał się Kropek, ponieważ był chłopcem.Kropek dowiedział się, że jest Kropkiem, nie Kropką, w chwili, gdy spotkał Kreskę. Trudno powiedzieć, co powiedziało mu, że jest chłopcem, lecz kiedy zobaczył Kreskę...... poczuł się inaczej, niż kiedy się bawił z Dwukropkiem... Wielokropkiem... Przecinkiem... Myślnikiem... Średnikiem.
Nie testowana jeszcze na Staśku (pewnie dopiszę kiedyś jego recenzję), póki co ja upajam się ilustracjami. Warto się dowiedzieć, w co można się bawić z Wielokropkiem albo Myślnikiem :D
No i tylko mam problem z zaszeregowaniem wiekowym...


Jarosław Mikołajewski
Kreska i kropek
ilustrowała Joanna Rusinek
wyd. Austeria, Kraków 2010
oprawa twarda
obrazki > tekst