Spieszę donieść radosną nowinę!
Czytamy Narnię, czytamy Narnię! Wreszcie się doczekałam.
Stasiek wrócił ze świetlicy z pytaniem, czy znam książkę o dziewczynce i chłopcu (hmmm), dziewczynce na imię Pola (hmmm?), a chłopcu Digory (klik! zapadka w pamięci się uniosła) i że mieli takie obrączki (tadaam!). I czy mamy taką książkę może. O-czy-wi-ście!
Ponieważ pani w świetlicy dawkuje dzieciom lekturę w systemie rozdział na tydzień (ale mamo, jak tak można, to mnie zaciekawiło!) wygrzebałam z drugiego rzędu moją najulubieńszą niegdyś serię. I oto jest. Czytamy Narnię.