Prawdopodobnie to dla nich nawet lepiej, gdy ich książki nieco je przerastają. Książki dla dzieci powinny zawsze, podobnie zresztą jak i ich ubrania, pozostawiać możliwość dorośnięcia do nich; a książki dodatkowo powinny stanowić bodziec do tego dorastania.
J.R.R. Tolkien
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ilustracje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ilustracje. Pokaż wszystkie posty

sobota, 16 czerwca 2018

Leniwie

Pogoda taka, że zachęca. I weekend. I wakacje za pasem. Więc chciałoby się. Brzuchem do góry.

Fantastyczna książka Urszuli Palusińskiej. Zaskakująca. Ładna bardzo.
Dojrzewałam do niej, to prawda, rok prawie, ale dojrzałam. I spadłam. W trawę (mentalną niestety tylko, na razie). Wychynęła na mnie nagle niedawno i powaliła z mocą upalnego dnia. Pierwszy raz żałuję, że książka pachnie świeżym drukiem. Ta powinna sianem i rozgrzanym piachem (Drogie Wydawnictwo, może chociaż taka strona do pocierania paluchem, żeby zapach się uwolnił?).





Książka nagrodzona. W Polsce i w Szanghaju. I słusznie. Należało się. Za nową, oddolną perspektywę patrzenia, widzenia, postrzegania i ilustrowania. 


A jak po obejrzeniu książki dalej nie będziecie ogarniać tematu, Autorka przygotowała specjalną wideoinstrukcję:









Brzuchem do góry
Urszula Palusińska
wyd. Dwie Siostry 2017
oprawa twarda
książka obrazkowa




Wydawnictwu dziękuję za książkę.

niedziela, 15 października 2017

Papierowa historia

Lyyli i okrutna Paper-Hukka
Lyyli i okrutny Makulatura
Lyyli i szalony papier
Lili i okrutna gazeta-hukka
Ilo i grzechotanie Makulatura

Tyle (wybór mój) ma do powiedzenia tłumacz Google'a w temacie tytułu książki, którą dostałam, chyba wiosną. Książka w jednym z najegzotyczniejszych języków - fińskim, można więc nieco guglacza zrozumieć. Zresztą, nie ukrywajmy, spędziłam naprawdę długi wieczór czytając jego próby przetłumaczenia różnych dotyczących książki opisów. Mocno działają na wyobraźnię i wzbudzają zaciekawienie:
Lyyli często przyciąga księżniczki. Odważna księżniczka, którą chciałaby być sobą. Kiedy chciwa i nieprzyjemna Paper-Hukka chwyta księżniczkę, Lyyli zapomina strach i wychodzi na podróż ratowniczą. Papier i pomysłowość mogą pomóc Ci dotrzeć. Zaskakująco, Lyyli uważa się za śmiałe jak księżniczki.
Najprawdopodobniej, jest to zabawna i emocjonująca opowieść o strachach. Przełamywaniu ich i pokonywaniu w obliczu wyższej konieczności. Autorka - Pipsa Pentti - twierdzi, że jest to książka również o niej i o pokonywaniu lęku przed porażką, przed realizacją największego marzenia - napisania i zilustrowania książki.


Właśnie - zilustrowania. Bo o ile tekst pozostanie zapewne dla mnie tajemnicą, o tyle ilustracje równie wspaniale opowiadają historię. Należą do moich ulubionych - stworzonych z papierowych wycinanek, rysunków i papierowych elementów. Zresztą i sama historia dzieje się w papierowym świecie. Oto dziewczynka rysuje papierowe księżniczki, wycina i ozdabia im sukienki. W pewnym momencie księżniczki się materializują (w formach swoich i sukniach papierowych) i wzywają dziewczynkę na pomoc. 



Dwie z nich zostały porwane przez strasznego wilka, okrutnika żywiącego się makulaturą (jak mniemam). Grozi on swoim ofiarom dziurkaczem i zszywaczem. Wyrusza ekipa ratunkowa. Ratowniczki podróżują powietrzem, przylepione taśmą klejącą do papierowego samolotu i wodą, płynąc papierową łódeczką. Przed deszczem chroni je parasol z filtra do kawy, a w nocy przyświecają sobie blaskiem folii aluminiowej. Wilk zostanie pokonany i w kopercie (z okienkiem) wysłany na pustynię, gdzie nie ma drzew, więc nie będzie papieru i nie będzie już mógł nikomu zrobić krzywdy.



Ilustracje naprawdę świetne, historia całkiem pokaźna i niekrótka. Bardzo bym chciała, żeby znalazł się Polsce tłumacz i wydawnictwo, bo ciekawość jest we mnie ogromna, jak ta historia toczy się naprawdę. Zwłaszcza, że występują tam również inne postaci, np wronopodobny ptak, który kracze tak (znów wg guglacza):

Plasterek krojonej łodygi
papier w środku lasu!
Idę podnieść kawałek
nastolatek jest bażantem!




Nie słyszałam, żeby Finowie jakoś specjalizowali się w haiku, ale być może...








Pipsa  Pentti
Lyyli ja hurja Paperi-Hukka
wyd. Otava 2016
oprawa twarda
ilustracje = tekst
książka po fińsku






To książka przywieziona specjalnie dla mnie Stamtąd, przez Męża Mojego.











piątek, 10 lutego 2017

Ignacy Kitek, architekt.

O tej książce już było.

Ale.

Niniejszym pragnę donieść, że ku mojej - mam nadzieję nie tylko - radości, fantastyczna książka o małym architekcie została wydana po polsku. Tadaam.
Iggy Peck został Ignacym Kitkiem. Z racji rymu i rytmu zapewne. Ale poza tym wszystko jest jak było. Książkę wydano bardzo starannie, na miłym papierze, z elegancką obwolutą. Ładnym przedmiotem jest ta książka. I tak cudnie ilustrowana.


Wracając do rymu i rytmu. Trochę się bałam. Jakoś tak jest, że świetnie brzmiące w językach oryginalnych opowieści rymowane zwykle tracą w tłumaczeniu. Bardzo tracą. Sztandarowym przykładem w tej kwestii są polskie tłumaczenia Gruffala. Oba. Niestety. Trudna to sztuka, tłumaczyć rymy i rytmy. Pewnie tak samo jest z Lokomotywą po cudzoziemsku. 
Kitka czytałam więc z rosnącym napięciem. Jednak pan tłumacz Łukasz Witczak, poradził sobie całkiem dobrze. Czytając potykam się może ze dwa razy, gdzieś zabrakło spójnika, gdzieś znaków przestankowych pomagających w utrzymaniu rytmu. Ale jest dobrze. I bardzo dobrze, bo to naprawdę bardzo fajna książka.


Stasiek pamiętał, że gdzieś już coś takiego widział (zanim wersję angielską podarowaliśmy naszym Ulubionym Architektom). Bratu bardzo się spodobało, zaczął nawet tropić budynki, które budował Ignacy. Ja bardzo lubię ilustracje Davida Robertsa.


Książkę wydało całkiem nowe wydawnictwo, Kinderkulka. Bardzo to udany debiut wydawniczy. Życzę załodze wydawnictwa wszelkiej pomyślności, zwłaszcza, że w planach mają wydanie drugiej świetnej książki duetu Andrea Beaty - David Roberts, o małej Róży, która chciała zostać inżynierem (i o której też wtedy pisałam). Mam też nadzieję, że wydawnictwu starczy również pary, żeby wydać najnowszą książkę z serii, o Adzie Twist, która pragnęła zostać naukowcem. Trzymam kciuki. 

A do klasy pani Alinki vel Lili Greer najwyraźniej chodzi więcej dzieciaków o niezwykłym zacięciu i niesamowitych pasjach.





Andrea Beaty
Ignaś Kitek, architekt,
zilustrował David Roberts,
przetłumaczył Łukasz Witczak,
wyd. Kinderkulka 2017
oprawa twarda
ilustracje = tekst



 Wydawnictwu dziękuję za książkę.


czwartek, 19 stycznia 2017

Nowy Ezop

Z serii fundament.
Fundament pod ogólne wykształcenie, niekoniecznie tylko humanistyczne. Obok mitów i biblii, przed La Fontaine'm, Grimmami i Harry Potterem. Gdzieś tam pomiędzy znajdują się bajki Ezopa.
Jakoś zawsze miałam do nich słabość. A teraz znalazłam zupełnie nowe wydanie z Naszej Księgarni. W zupełnie nowym opracowaniu chilijskiego poety (!) Cristóbala Joannona i świetnej rysunkowej interpretacji Agaty Raczyńskiej.


Oddajmy głos samym autorom:
Istnieją niezliczone wersje bajek Ezopa. niektóre opracowania są bardziej akademickie, inne maja raczej bawić i uczyć. Nasza książka należy do drugiej kategorii; wykorzystuje humor jako ważny element tego gatunku.
 I dalej:
Wielu zastanawia się nad fenomenem bajek Ezopa, nad tym, dlaczego przetrwały w pamięci zbiorowej przez ponad dwa tysiące lat. My sami zadaliśmy sobie to pytanie, a gdy skończyliśmy prace nad książką, przyszła nam na myśl możliwa odpowiedź: w skrajnie prostej, niezwykle zwięzłej formie Ezop ujawnił najważniejsze, choć nieraz trudne do przyjęcia, prawdy o nas samych.

Właśnie. Krótkie, zwięzłe i na temat. Każda bajka zajmuje dwie rozłożone strony w książce. A rysunek jest pełnoprawną składową całości, opowiada tak samo, jak tekst. Nawet więcej - to rysunki Agaty Raczyńskiej budują humor w bajkach. Ale i tekst nie pozostałe w tyle - jest równie lekki jak rysunki. Być może dlatego, że tłumaczyła książkę ...Agata Raczyńska.
Oprócz bajek mamy też na końcu krótką, również ilustrowaną historię samego Ezopa. I kilka słów od i o autorach. 


Dawno nie miałam w rękach tak udanej książki. Ogromnie atrakcyjna wizualnie dzięki rysunkom, powtarzam się, świetnym. Starannie wydana na miłym, matowym, ciepłym, nieśnieżnobiałym papierze. Napisana łatwym, prostym językiem, tak bardzo pasującym do treści. Nieprzegadana.
Atrakcyjna na tyle, że choć nie ma w niej słowa o piłce nożnej, Stasiek wziął i przeczytał od jednego posiedzenia. I podobała mu się. Więc przeczytał raz jeszcze. 

Chwilę się głowiłam, gdzie ja już tą fajną kreskę widziałam. Wcale nie ostatnio w dodatku. W końcu sobie przypomniałam: Agata Raczyńska jest autorką ilustracji do Niewidzialengo Tonino, Gianni Rodariego. Pora i tę książkę podsunąć Staśkowi.





Uwaga, wilk! i inne bajki Ezopa
Cristóbal Joannon
ilustrowała Agata Raczyńska
wyd. Nasza Księgarnia 2016
oprawa twarda
ilustracje = tekst

poniedziałek, 28 listopada 2016

Elementarz



Brat uczy się czytać. Taka kolej rzeczy, jak ktoś jest Pierwszoklasistą. No więc uczy się i nawet mu idzie. W domu powinien ćwiczyć. Ćwiczymy więc czytanie. Najpierw w szkolnej czytance (Tropiciele). Jednak cóż to za nauka, gdy wyrazów do czytania tam jest trzy na krzyż, więc po pierwszych dwóch kolejkach już nie bardzo wiadomo, czy ćwiczymy czytanie, czy dobrą pamięć...
Zaczęłam więc poszukiwania innej czytanki. Nie możemy sięgać jeszcze po książki-książki, bo przeszkadza nam w tym brak znajomości wszystkich liter.
Początkowo ratowałam się sylabowym dominem, ale nudno tak, niekolorowo i bez obrazków.

Przy okazji Targów Książki rozglądałam się więc za elementarzem. Jakoś zupełnie nie ciagnęło mnie do wznowień elementarzy niegdysiejszych, reprintów, falskich i innych takich. Widać do tej literatury sentymentu nie mam. Jednak na stoisku Egmontu wypatrzyłam Elementarz współczesny, ze znajomym logo Czytam sobie. I nawet nie chodzi o to, że jakoś bardzo lubiliśmy (ze Staśkiem) tę serię. On najbardziej z niej cenił podserię z faktami, reszta jakoś nie wchodziła. Mnie jednak sam pomysł książeczek o różnym stopniu zaawansowania czytelniczego i mądra ich konstrukcja formalna oraz oczywiście ilustracje bardzo się spodobała.


wtorek, 18 października 2016

Szklane miecze

Komiksy rządzą. 
O ile Stasiek nie połknął wciąż bakcyla czytania, to czytanie komiksów jest jakby poza kategorią. Komiksy czyta. Jest w stanie zasiąść nawet do Kronik Jerozolimskich. Bo komiks.
Brat za to wciąż jeszcze nie czyta, ale pasjami ogląda. Komiksy do oglądania nadają się jak mało co, więc też pasjami ogląda komiksy. Czasem jeszcze udaje mu się namówić tatę na czytanie i wtedy już pełnia szczęścia. Czytają i oglądają wszystko po kilka razy, wciąż na nowo. 
Ja też czytam komiksy. Te chłopaków i te "dorosłe". Przez autorów komiksów dla dzieci odkrywam komiksy dla starszych. I odwrotnie.
Poszukuję więc nowości i starości. Czasem coś mi wpada w oko. Najfajniej jest, jak uda znaleźć się coś, co podoba się nam wszystkim. Na różnych poziomach. Bo oczywiście bawią mnie Asteriksy, z nostalgia sięgam po Kleksa i Jonków, ale fajnie byłoby jednak coś nowego i atrakcyjnego.


niedziela, 17 stycznia 2016

Skrzynka potworów

Rzutem na taśmę, tuż przed Świętami, kiedy to już absolutnie miałam nic a nic nie kupować (oprócz papieru do pakowania prezentów) dojrzałam, że pojawiły się brakujące potwory. Potwory do skrzynki. Potwory, na które Stasiek czekał już od dłuższego czasu. Zdaje się, że potwór z szafy to był i wilkołak. W sam raz w nastrój świąteczny się wpasowały.

Seria o potworach wydawnictwa Tako jest ...dziwna. Od razu powiem, że mój do niej sentyment jest jednego tylko rodzaju - Mumia była pierwszą książką, którą Stasiek przeczytał natychmiast po zakupieniu, w autobusie, który wiózł nas do domu z Targów Książki AD 2014. 


Cała seria to garnitur 10 uroczych postaci: Zombie, Czarownica, Dziad z workiem, Potwór z szafy, Mumia, Duch, Wilkołak, Kościotrup, Wampir i Ogr. Cienkie, mocno ilustrowane książeczki z krótkimi historyjkami, w sam raz dla początkujących Czytaczy Samodzielnych. Wszystkie napisane przez Enrica Llucha, każda zilustrowana przez innego ilustratora. Wszystkie w tonacji dość posępnej. Moje ulubione - Kościotrup, Ogr i Dziad z workiem. Ta różnorodność ilustracji też mi się podoba, a koncept doceniam.
W szkole nauczyciel wytłumaczył Kostkowi, jak siadać, żeby się nie rozsypać (...) a w następnym zaprowadził go do sali gimnastycznej i nauczył biegać bez gubienia po drodze kości.
Historie za to? Nie takie, jakich moglibyśmy się spodziewać. Nie straszne (to opinia Staśka), co fajnie zgrzyta z szatą graficzną. Ale wcale nie słodkie i przecukrzone. Otóż potwory z reguły są ...potworami i to beż żadnych upiększeń i łagodzących okoliczności, ale też mają zwykle jakieś problemy - egzystencjalne, ekonomiczne, zdrowotne... 
Dentysta nie zdjął z siebie czosnku ani krzyża. A na dodatek, mając ręce zajęte kołkiem i młotkiem, nie mógł chwycić wiertła... Władek wyszedł więc z gabinetu, tak jak do niego wszedł: godny i z nierozwiązanym problemem.
I tak to leci. Kościotrupek Kostek, chce zostać człowiekiem i piłkarzem (to chyba moje ulubione), dzieci z miasteczka, do którego udał się Dziad z workiem są za chude, za to Ogr wyprowadził się w okolicę w ogóle bezdzietną, Mumia chce wrócić do Egiptu (ale pada deszcz), Czarownica nie może się odnaleźć w żadnej bajce, a Wampir ma kłopoty z dentystą...

Książki ze skrzynki polecamy jako ciekawe, bo INNE. Czytaczom dają satysfakcję, bo są straszne (przynajmniej takie się wdają na pierwszy rzut oka, zwłaszcza babć lub cioć) i szybko się czytają. W całości. No i dla miłośników strachów i potworności (oczywiście tych niestrasznych i mało potwornych), których jest pewnie sporo.

Enric Lluch
Skrzynka potworów:
Czarownica, il. Óscar T. Pérez
Wampir, il. Fernando Falcone
Dziad z workiem, il. Miguel Angel Díez
Zombi, il. Oriol Hernández
Duch, il. Rodrigo Luján
Mumia, il. Pablo Tambuscio
Ogr, il. Cecilia Varela
Kościotrup, Mercé López,
Potwór  szafy, il. Pablo Zamboni
Wilkołak, il. Pere Meján
wyd. Tako 2013-2015
oprawa miękka + tekturowa skrzyneczka
ilustracje = tekst

poniedziałek, 3 sierpnia 2015

Czerwony i zielony

Pozostając w kręgu książek, na które już trochę za późno, niestety... Sama nie wiem, dlaczego akurat ta przyszła mi do głowy. Może dlatego, że wróciłam z miasta, które ludzika z sygnalizatora (ludziki? podobno jest ich dwóch) uczyniło jednym ze swoich symboli i który, przyznaję się, wabił mnie z tysiąca pomysłowych pamiątek.


niedziela, 24 maja 2015

Liczy się pasja

Muszę o nich wreszcie napisać, bo nie zabawią u nas długo. Jedną znam skądinąd od dawna, druga jest stosunkowo nowością. Książki oczywiście.


wtorek, 19 maja 2015

Bajka o Wojnie

Japonia malowana po polsku wygląda dla mnie obrazami Piotra Fąfrowicza. Tematem, kadrem, oszczędna plamą. Tak namalował Bezpowrotną górę. Jest też autorem ilustracji do Wielkich zmian w dużym lesie, jednej z książek od których zaczynaliśmy Nasze Czytanie, ja ze Staśkiem. 
Teraz dostałam kolejną książkę z jego ilustracjami. Obrazami. Też japoński temat, może dlatego wybrano właśnie tego twórcę.
 
Bajka o Wojnie.

niedziela, 1 lutego 2015

Czy to jajko jest świeże?

Z jakiegoś względu tę książkę najpierw przyniosłam do pracy. Gdy przeglądałam podekscytowana, że mam wreszcie! własną i rzeczywiście, jaka ładna, warto było, jak dobrze itd... koleżanki zaglądały mi przez ramię. I zdziwienie. Co? O rolnictwie? No, wiadomo, dużo czasu spędzacie na wsi, ale żeby aż tak... Uśmiechy. Potem książka zaczęła wędrować z rąk do rąk.

poniedziałek, 17 listopada 2014

Masz prawa, człowieku

To już chyba naprawdę na zakończenie tego poważnego listopadowego tematycznego cyklu - nie bójmy się tych słów - patriotyczno-wychowawczego. 
Tym razem książka nie stricte patriotyczna, ale z tych zaangażowanych w przesłanie przesłania o Bardzo Poważnych Sprawach. Patriotyczna o tyle, że całkowicie polska i przez polskich ilustratorów stworzona.
Choć pomysł zupełnie nienowy. Zarówno jeśli chodzi o treść, jak i pomysł na wykonanie. Nawet u nas kiedyś dawno o tym było.
Tym razem jednak zupełnie na świeżo i zupełnie po polsku.


niedziela, 2 listopada 2014

Patriotycznie 1

Okazja się zbliża, a za mną chodzi pisanie o tych książkach już od dawna.

Na początek moja ulubiona książka z półki, którą można nazwać "patriotyczne".


sobota, 15 marca 2014

Coś drgnęło

Coś drgnęło, bo musiało, z jednej strony.
Musiało ma postać obowiązku czytania 20 min. dziennie, codziennie. Rodzicowi przez dziecko, zupełnie odwrotnie niż przywykliśmy. A przyznać należy i pochwalić, że Lektor wykazuje się zadziwiającym poczuciem obowiązku, jeśli nawet nie tryska entuzjazmem przy tym. Ostatnio musiało ma również postać przynajmniej pięciu rozdziałów Plastusiowego Pamiętnika samodzielnie przeczytanych. Nie będę się rozwodzić, bo wywołuje to we mnie uczucia co najmniej ambiwalentne, owszem, jak powiedział szef pingwinów. Raz, że taka cegła, dwa, że taki straszliwy staroć, trzy, całkowicie nieobiektywnie, że akurat PP nigdy nie lubiłam, a teraz nawet jakby mniej. Więc o pomyśle, żeby to akurat była Ta Pierwsza Samodzielna Lektura dla Pierwszaków (i to na prawdę nie ma znaczenia czy 6+, czy 7+) nie będę tu dyskutować. Mam tylko nadzieję, że nie poczyni spustoszenia w chęciach i zapale, który staram się podsycać, jak mogę.

Ale mimo to coś drgnęło, bo było nie było trening czyni mistrza, a Übung macht den Meister. Trzy przeczytane rozdziały jakiejkolwiek książki powodują mimowolne zwiększenie płynności. Wczoraj z okazji weekendu, a więc odpoczynku, zaproponowałam Staśkowi inną książę do głośnego mi czytania. Wyprawę na biegun. O ekspedycji Amundsena Rafała Witka i Ewy Poklewskiej-Koziełło.
Książkę tę, mimo dotychczasowego niepowodzenia u nas serii Czytam sobie, zakupiłam ostatnio z prostego powodu - mam dużą trudność w przechodzeniu obojętnie obok książek ilustrowanych przez Ewę Poklewską-Koziełło. A te ilustracje są świetne. Sami zobaczcie (podgląd PIdD).
A tu tymczasem dodatkowe miłe zaskoczenie, że książka jest o Czymś. Zdobycie bieguna przez Amundsena (trudno się czyta A-m-u-n-d-s-e-n!). Dopiero potem doczytałam, że to podseria serii: Fakty (jest jeszcze o Titaniku i o misji Apollo na innych poziomach). To lubię (nałogowa czytelniczka reportaży), widać, że to lubi też mój syn. Przeczytał mi wczoraj chętnie (na wszelki wypadek, nie pytałam, czy to lepsze niż PP...).


I coś drgnęło, bo po pierwsze, zadowolenie z przeczytania CAŁEJ książki jest fajnym uczuciem. Po drugie okazało się, że przeczytanie takiej książki jest (uwaga!) - banalne! (uwielbiam szkolne słownictwo...) Po trzecie odnalezione zostały pozostałe książki z serii i choć zapał okazał się słomiany, jednak coś drgnęło. Po czwarte, Czytelnik zażyczył sobie pokazania, czym się różni poziom 2 książeczek, na oko stwierdził, że to też banalne oraz wybrał sobie następne ...trzy.
Coś drgnęło!

 



Wyprawa na biegun. O ekspedycji Amundsena
Rafał Witek
zilustrowała Ewa Poklewska- Koziełło
seria Czytam sobie
wyd. Egmont 2014 
oprawa miękka
ilustracje > tekst

niedziela, 2 marca 2014

In memoriam

Odnaleziona przy okazji remontu i przemeblowań (mają więc swoje dobre strony). Moja ulubiona Pani Twardowska. Jeden z tych obrazów zapisanych na twardym dysku od wczesnego dzieciństwa. To z niej potem uczyłam się "na pamięć" w szkole. 
Teraz odnaleziona z radością, nostalgią, smutkiem po Wiadomości.
In memoriam Janusz Stanny (1932-2014).


wtorek, 4 lutego 2014

Tym razem w Paryżu miś

Benjamin Chaud, Misiowa piosenka.
No, niby jest tekst, niby jest historia, owszem urocza, ale tak na prawdę chodzi o ilustracje. Ilustracje w których można się zanurzyć, które wciągają i przyciągają. Duże, dwustronicowe, zatłoczone, pełne smacznych szczegółów i detali. Z humorem. Ładne.
Jedna z ładniejszych książek zeszłego roku. Uczta dla miłośników ilustratora. Para do nieodrobionych lekcji, razem stanowią komplet w sam raz dla Braci, Większego i Mniejszego.


sobota, 18 stycznia 2014

sobota, 4 stycznia 2014

Pionierzy

Są osoby, które czytają moich myślach. Zwykle Najbliższe. 
Ale jeszcze się nie zdarzyło, żeby w myślach czytało wydawnictwo. Albo żeby podsłuchiwało nasze rodzinne rozmowy.
- Mamo, a co wymyślili Polacy? Coś takiego, żeby było na całym Świecie. - ni z tego ni z owego zapytał raz Stasiek.
Na szybko i na zaraz, na środku skrzyżowania, przyszła mi tylko jedna odpowiedź do głowy:
- Lampę naftową.
Dziadek zapytany o to chwilę później dodał kamizelkę kuloodporną.
Pomyślałam wtedy, że trzeba by poszukać, mając na myśli jakiegoś interneta czy coś. Bo żeby gdzieś było, w jednym miejscu, najlepiej w książce, zebrane, to przecież nie ma co marzyć.
Zaledwie kilka dni później dotarli do nas w zwartym szyku Pionierzy czyli Poczet niewiarygodnie pracowitych Polaków.
Pionier to ktoś, kto w jakiejś dziedzinie osiąga coś zupełnie nowego: odkrywa, wynajduje, tworzy, konstruuje, zdobywa. I wskazuje kierunek. (...) jeśli pionier odważy się zaryzykować i mu się uda, wielkim krokiem przejdzie do historii - zyska sławę, podziw, szacunek. A potem ktoś napisze o nim książkę.

niedziela, 1 grudnia 2013

Nauka czytania i szkolnych wymówek

Stasiek uczy się czytać.
My się uczymy, że Stasiek uczy się czytać. Że nie jest to umiejętność dana od kołyski, jak również, że nie jest to umiejętność, którą po pierwszym przekroczeniu progu szkoły można włączyć jednym guzikiem.

sobota, 9 listopada 2013

Mafin

Pozostając w kręgu fantasy, goblinów i - tym razem bezsprzecznie - przecudnie malowanych obrazków.
Daleko, daleko leży zapomniany świat Trzech Hrabstw.
Miłe i dobre Gibliny żyją w cieniu zła w krainie zamieszkanej przez nikczemne Urgi i straszliwe bestie, a rządzonej przez bezwzględnego władcę, lorda Mulcibera Nieśmiertelnego.
Cienkie zeszyty wygrzebane na półce przyjaciół. Dobrze jest mieć znajomych, którzy mają drugie dzieci z pierwszego małżeństwa i miejsce, żeby po tych pierwszych dzieciach chomikować rzeczy i książki. Te ujęły mnie ilustracjami Paula Warrena. Przygody Mafina Pigduma. 

Mafin i Urgi