Prawdopodobnie to dla nich nawet lepiej, gdy ich książki nieco je przerastają. Książki dla dzieci powinny zawsze, podobnie zresztą jak i ich ubrania, pozostawiać możliwość dorośnięcia do nich; a książki dodatkowo powinny stanowić bodziec do tego dorastania.
J.R.R. Tolkien
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2-latki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2-latki. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 11 listopada 2018

Książki obrazkowe Chrisa Haughtona

Naprawdę, nie ma już najmniejszego powodu, bym kupowała takie ksiązki. Oglądać, proszę bardzo, można sprawić sobie taka małą przyjemność. Ale kupować? Naprawdę, nie ma potrzeby.
Cóż, niejeden wpis by tu nie powstał, gdybym trzymała się tej zasady...

Prawda jest taka, że kiedyś dawno chciałam mieć tę o sowie, co wypadła z gniazda. Ale czas mijał, aż wreszcie minął i tyle. Po prostu chłopcy wyrośli, a może już od razu byli za duzi?
Dużo czasu później książka o sowie sama weszła mi w ręce, w dodatku w towarzystwie kolejnych książek Chrisa Haughtona. Chris Haughton jest projektantem i ilustratorem. Stworzył własne książeczki obrazkowe, aplikację, zaangażowany jest także w projekty edukacyjne (np taki o Antarktydzie).
Okazało się więc, że od czasu, kiedy dostrzegłam sowę, pojawiły się nowe kolorowe opowieści. Wszystkie już nawet zostały wielokrotnie nagrodzone, i przetłumaczone na wiele języków (acz nie na polski jeszcze). Wydanie na które się natknęłam jest przyjemnym w odbiorze trójpakiem niewielkich tekrutrzaków o przyjemnej fakturze (nielakierowanych). Każda z książek jest utrzymana we własnej gamie kolorystycznej: sowa jest oliwkowo zielona, Goerorge pomarańczowy a Shh niebieskie. Właśnie, co jest w pudełku?

A bit lost opowiada o małej sowie, która podczas snu osunęła się z gniazda na ziemię. I teraz jest trochę zgubiona. Na szczęście spotyka rezolutną wiewiórkę, która świetnie wie, jak wygląda sowia mama. Wystarczy tylko szczegół opisu i ona już wie. Prowadzi więc sówkę do niedźwiedzia, zająca, żaby...



Oh No, George jest o psie, którego zostawiamy samego tylko na chwilę, mając nadzieję, że będzie najgrzeczniejszy na świecie. Ba, on sam ma taką nadzieję. Ale co zrobi George, kiedy wokół pojawią się POKUSY?


Shh! We have a plan to thriller o polowaniu. Cztery postacie w czapkach mają plan. Trzy z nich będą go realizować, czwarta, najmniejsza, ma tylko nie przeszkadzać. I cicho, bo oni mają plan.


Wszystkie te książki to głównie barwne obrazy z niewielkim dodatkiem słów. Jak każde dobre ksiązki obrazkowe stanowią punkt wyjścia do snucia własnych historii. Albo próby rozwikłania, co autor (tak na prawdę? przy okazji?) miał na myśli, ukrywając w każdej z książeczek najprawdziwszy, poważny cytat: Epikteta, Einsteina czy Daniela Defoe.

Duża przyjemność oglądania. Rewelacyjna mimika (!) postaci niby schematycznie plamiastych. Polecam poszperać w internetach, bo animacje zrobione na ich podstawie są równie świetne. I  jak Wam się spodoba, przeszukajcie dokładnie stronę Autora, bo tam wiele ciekawostek, w tym wiele fajnych rzeczy do ściągnięcia i zabawy na podstawie tych książek i innych projektów.



SHH! A Chris Haughton boxed set.
A bit lost
Oh No, George
Shh! We have a plan
wyd. Walker Books 2017
książki kartonowe 
książki obrazkowe

piątek, 19 maja 2017

Przemyślenia elektronicznego jaskiniowca.

Funkcjonuje u nas pojęcie cisza elektroniczna. Cisza elektroniczna zwykle zapada, gdy mimo obecności większej grupy dzieci - z definicji hałaśliwej i ruchliwej - nagle zapada niebywały spokój i cisza. Zwykle okazuje się, że dzieci wcale nie oddaliły się na odległość tłumiącą dźwięki, ale że przynajmniej jedno z dzieci ma przy sobie telefon/tablet/komputer, a reszta wisi nad nim w skupieniu. Ewentualnie wszyscy siedzą, każde ze swoją elektroniką. Takie czasy.

Cisza elektroniczna ma swoje zalety. Wiadomo, gdzie dziecko jest, że się nie poci, nie brudzi, nie objada słodyczami, nie ulega wypadkom i uszkodzeniom mechanicznym. Rodzic tymczasem, skołatany, zmęczony lub obolały (fizycznie lub duchowo) może również oddać się ciszy. Również nierzadko elektronicznej. Takie czasy.

Oczywiście wymienione powyżej postawy są godne potępienia i napiętnowania. Karygodne po prostu. ...niech pierwszy rzuci kamieniem.

Jednakowoż książki powinny promować postawy pożądane, a potępiać godne potępienia. Coraz częściej pojawiają się więc książki walczące z ciszą elektroniczną. Czy to dziecięcą, czy rodzicielską (patrz choćby Tata pingwin). Oczywiście książki same w sobie są konkurencją dla elektroniki, jednak czując czasem, że tracą pole, podejmują temat wprost (aczkolwiek to dyskusyjna taktyka - czy zajmować się pouczaniem, czy może lepiej podjąć inny temat, atrakcyjny na tyle, żeby sam odciągnął od wrażej elektroniki).

W ten nurt wpisuje się również historia Teka, nowoczesnego jaskiniowca. Choć jakby tak przewrotnie jednak.



Opowieść jak najbardziej w temacie: w prehistorycznej jaskini, w prehistorycznej rodzinie panuje również cisza elektroniczna. Choć koło i ogień jeszcze nie wynalezione, elektroniczne gadżety i internet jak najbardziej. Mały jaskiniowiec oddaje się im wiec bez reszty, zaniedbując rodziców, zabawy z kolegami i przebywanie na świeżym powietrzu. Wszystkim dookoła jest oczywiście z tego powodu smutno, źle i niedobrze.



Szczęśliwie następuje w końcu wielki wybuch, połączenie słabnie, zasięg znika, a mały jaskiniowiec zostaje uratowany i przywrócony na łono rodziny, przyjaciół, społeczeństwa i natury.


Opowiastka prosta i niosąca oczekiwane przesłanie. Humor i żart - obecne. Jaskiniowcy, dinozaury, mamut i ptak dodo w jednym worku... ok tym razem nie chodzi o naukę teorii ewolucji czy (pre)historii. Dlaczego więc książka ta budzi zainteresowanie, choć treść jest dość przewidywalna? Dlaczego wcześniej napisałam, że książka nieco przewrotnie naucza, że elektroniczne gadżety to nie wszystko?

Odpowiedź tkwi w formie. Tek to zabawa formą książki. Czarna, lakierowana okładka z kolorowym okienkiem. Charakterystyczne ikonki w narożnikach i niby guziczek na dolnym marginesie. Książka- tablet. Ni mniej, ni więcej. Efekt wow gwarantowany i wyrywanie sobie z rąk, nawet, jeśli jest się aż 9-letnim jaskiniowcem momentami uzależnionym od danych komórkowych.
Na pewno więc atrakcyjna. Zabawna. Potrafiąca zaciekawić. Inna. Choć raczej dla młodszych, bo moi jaskiniowcy powrócili wkrótce do swoich komórek i tabletów. I do innych książek na szczęście też. A może jednak wybiegli na podwórko?

Lubię książki bawiące czymś więcej, niż samą treścią (choć nie muszą). Nowoczesna forma Teka obudziła pytania. Czy taka forma ma wskazać, że książki są równie atrakcyjne jak tablety? Ale żeby to udowodnić, książka musi podszyć się pod elektronikę ...to trochę naciągane. A może chodzi o podstęp? Żeby tak podsunąć dziecku książkę, zamiast tabletu, żeby nie zauważyło różnicy?
Z drugiej strony książki są - bywają - tabletami. Książki są kindlami. Czy to je jakoś dyskredytuje? Czy książka przeczytana z ekranu, a nie z papieru, przestaje być książką? Czy "czytanie przez uszy", czytanie przez słuchanie, jest gorszym czytaniem? O co chodzi? O czynność, wysiłek, trud, czy o treść, zawartość, przyjemność z poznawania nowych światów?

Taka prosta książka dla dzieci, a popłynęłam na szerokie wody pseudoprzemyśleń. Pora przerwać elektroniczną ciszę rodzicielską i wyjść na podwórko.



Patrick McDonnell napisał też o dziewczynce, która stała się Jane Goodall.



TEK nowoczesny jaskiniowiec
Patrick McDonnell
tłumaczenie Grażyna Chamielec
wyd. Kinderkulka 2017
oprawa twarda
obrazki = tekst



Dziękuję wydawnictwu za książkę.

wtorek, 13 grudnia 2016

Tacierzyństwo

Ponieważ oczekujemy na Wyklucie (nie, nie u nas... ale niedaleko), miałam alibi.
W te pędy skorzystałam, bo jak nie skorzystać. Wszak nam nie wypada już takich tekturzaków kupować niestety, staram się nawet nie patrzeć w ich stronę, bo dziedzina ta rozrasta się nieprawdopodobnie i tak fantastycznie, że kusi straszliwie. A dzieci już szkolne wszak. Ale tym razem alibi. Więc w te pędy.

Konik morski, Eric Carle. Pan od wszechświatowej gąsienicy żarłocznej. No, jak ja jednak lubię te ilustracje. A w sumie chłopaki jakoś nie mieli dużo poza gąsienicą oczywiście i świetlikami... Chyba wtedy (tak dawno, dawno temu, jakieś sześć czy cztery lata...) jeszcze nie było aż tylu, takich.


A ten koni morski taki uroczy. I całe to podwodne towarzystwo. Jak na kogoś, kto morze ogląda raz na ...lat, a i to z reguły przypadkiem, to mam dziwny pociąg do podmorskich ilustracji.
Może dlatego, że podmorski świat malowniczy jest. Jeśli dodać do tego malowniczość Erica Carle, to bajka. A tu jeszcze niespodzianki, szybki-malowanki, folijki-zakrywajki...












Treściowo jest to książka o tacierzyństwie. Okazuje się, że nie tylko konik morski - tata opiekuje się swoim potomstwem, więcej jest takich zaangażowanych rodzinnie podwodnych ojców: tilapia, kurtus, iglicznia, sumik. I każdy na swój sposób ogarnia temat.
W sam raz więc to prezent nie tylko dla OMC Wyklutego, ale i dla jego Pierwszy-Raz-Taty.






Eric Carle,
Konik morski
wyd.Tatarak 2016
książka obrazkowa
książka kartonowa


poniedziałek, 3 sierpnia 2015

Czerwony i zielony

Pozostając w kręgu książek, na które już trochę za późno, niestety... Sama nie wiem, dlaczego akurat ta przyszła mi do głowy. Może dlatego, że wróciłam z miasta, które ludzika z sygnalizatora (ludziki? podobno jest ich dwóch) uczyniło jednym ze swoich symboli i który, przyznaję się, wabił mnie z tysiąca pomysłowych pamiątek.


niedziela, 2 sierpnia 2015

Leniwy przyjaciel

Nie mogłam Nie Stąd nie przywieźć (!) książki dla Brata. 

Niestety, nie udało mi się spełnić mojego marzenia - popupowej, koniecznie niemieckiej, wersji kreta z kupą na głowie, Erlbrucha - czeka na wznowienie i nie była dostępna już w żadnej napotkanej księgarni. Szukałam dalej. Zakupy książkowe dla dzieci w obcojęzycznych Nie Tu kojarzą mi się albo z tortami Thé Tjong-Khing'a albo z przygodami lisa i kury Béatrice Rodriguez (Zakamarki ostatnio wydały pierwszą część "po polsku"!), czyli obrazkowo i bez tekstu. Jednak tamte tematy już wysycone, a i Brat, bądźmy szczerzy, coraz starszy. A jednak, jak znalazłam historię leniwca, nie mogłam się oprzeć, wiec znów wyszło, że niby dla nich, ale jednak dla mnie. Chociaż przyznać trzeba, że Brat docenił i ogląda, oglądaliśmy też razem i opowiadaliśmy sobie wzajemnie. Więc może jeszcze nie za późno na takie książki?


piątek, 6 marca 2015

Mamoko forever!

Jesteśmy fanami. Bezkrytycznymi właściwie. Wszyscy. Od lat już.
Choć wydawało mi się, że te karty, to już przerost formy nad treścią, cóż nowego, wszystko już było i dziś, i wczoraj, i jutro, i w ilościach, i na literkę... I że niby za duzi już jesteśmy.


Myliłam się. Nie wytrzymałam. Nabyłam.

poniedziałek, 21 lipca 2014

Na upał

Upał. Lato. Wakacje. Upał. Praca. Upał.
W dodatku zupełnie nie wiem, co czytają teraz chłopaki.
Mało ostatnio czasu na słowa, więc chociaż obrazki. Na upał.

Książka o tym, co robią świnie jak jest im za gorąco.
Graficzna - w pełnym tego słowa znaczeniu - książka obrazkowa.

poniedziałek, 31 marca 2014

Wojtek bez portek

Wiersze u nas nie bardzo chodzą. Poza okresowo odkurzanym żelaznym kanonem słabo jakoś. Tuwim, Brzechwa, Groński, Wawiłow. Koniec. O kondycji wierszy współczesnych dla dzieci już pisałam, nie będę się powtarzać. Więc wałkujemy kanon. Jednak czasem próbuje rozszerzać, zwłaszcza, jak dodatkowy impuls się znajdzie. Kiedyś postanowiłam poszerzyć jeden segment kanonu, czyli wiersze Danuty Wawiłow. Pierwszym impulsem było to, że jako wielka miłośniczka pani Wawiłow z dzieciństwa, trafiłam wtem na wiersze, których nie znałam. Drugim, że okazało się, że wiersze to autorskie, ale też bardzo zgrabne tłumaczenia angielskich nursery rhymes i pokrewnych wyliczanek. Trzecim ilustracje lubianej Marianny Oklejak. Czwartym, że wśród wszystkich tych nowości, na samym końcu są nasze ulubione naj Daktyle.


I tak staliśmy się czytelnikami Wierszy dla niegrzecznych dzieci Danuty Wawiłow. Z piżamowej serii Egmontu.
Książka ta, choć miała już na wstępie +1 do atrakcyjności za Daktyle (lubimy tylko te wiersze, które już lubimy), podbiła serca chłopaków dwoma wierszami.

Pierwszy to Kup mi coś. W założeniu jak mniemam miał wspomagać naukę liczenia, bo na tytułowe hasło
Kup mi coś, kup mi coś!
Kup mi, proszę, jeszcze coś!
niestrudzony i niezniechęcony narrator obiecuje kupienie coraz to większej ilości rzeczy po kolei (złoty pałac, dwa tygryski, trzy okręty itp). 
Nas zachwycił swoim zżyciawzięciem. Słowa "kup mi" znajdują się w Słowniku Słów Najczęściej Używanych. W ich towarzystwie nawet tak trudne zwykle do zapamiętania słowo "proszę" pojawia się błyskawicznie (z takim przeciągniętym ooo, znacie ten efekt). Słodki serek, karty piłkarzy, gazetkę, miecz, deskorolkę, karty piłkarskie, ciastka, batonik, karty piłkarzy, lego, precel, karty piłkarskie, deskorolkę, rękawice bramkarza, miecz...

Moje dzieci mają jeszcze jeden podręczny słownik: Słownik Wyrazów Bardzo Śmiesznych. "Majtki" i "portki" prym w nim wiodą (jak również inne, hmmm... okoliczne wyrazy). Siłą rzeczy jednym z ulubionych ich wierszy stał się więc wiersz zaczynający się od słów
Kajtek - bez Majtek
i Wojtek - bez Portek
poszli do kuchni
zrobili porządek.
Ha, ha, ha... No boki zrywać... Michał-Kichał, Agata-Sałata...
W zasadzie od razu został zmieniony tytuł książki na Książkę o Kajtku bez majtek.

Ja polubiłam wiersz o dziewczynce, która (w Krakowie, a może w Łodzi) kiedy była grzeczna, to grzeczna była nad podziw, a kiedy była niegrzeczna, to tak, że coś okropnego!


Wiele z tych wierszyków jest naprawdę fajnych. Trochę są odjechane, czasem trochę straszne, czasem nostalgiczne, często zabawne. 
No i te angielskie. Niezwykle melodyjne melodią inną niż ta, do której przywykliśmy. 



 

Danuta Wawiłow
Wiersze dla niegrzecznych dzieci
zilustrowała Marianna Oklejak
wyd. Egmont (seria: Wierszem napisane) 2013
oprawa twarda
ilustracje = tekst
Z tej serii (prawda, że piżamowa?) było już o delatourowym Tuwimie. Czyli kanon, kanon i jeszcze raz kanon.

wtorek, 18 lutego 2014

Zimowisko

Jakie książki zajmą dziecko w długiej drodze samochodem na zimowisko?
Jakie książki zajmą dziecko rankiem, gdy sobie wstanie za wcześnie, a nikt inny nie jest zainteresowany współwstawaniem (a zwłaszcza dorośli)?
Jakie książki zajmą dziecko wieczorem, gdy po głośnym czytaniu wcale jeszcze nie chce się spać za bardzo?
Jakie książki zajmą dziecko podczas nudnej czynności jedzenia posiłku? Ewentualnie w trakcie oczekiwania na tenże?
Jakie książki zajmą dziecko 2 podczas gdy dziecko 1 jeździ z tatą na nartach?
Jakie książki zajmą dziecko, gdy dorośli stwierdzą, że koniec już bajek (filmów) na dzisiaj?
Jakie książki będą miłym przerywnikiem, wyciszaczem i pauzą wśród wielu godzin wielo-osobowych wielo-zabaw na śniegu, błocie, w pościeli, na schodach, pod stołem, przed kominkiem, za kanapą, w łazience, w restauracji, w nudnym (podobno) muzeum, w wielu innych możliwych i niemożliwych miejscach?
Jakie książki zajmą na równi 2,5-latkę, 3-latka, 5-latka, 6-latkę i 6,5-latka? A czasem nawet dorosłych i Starsze Siostry?

sobota, 30 listopada 2013

Déjà vu

Zataczam pętlę. Zaczynam zjadać własny ogon. Pisać drugi raz o tym samym...

Ale jak tego nie robić, gdy mój Drugi Syn (czyli Brat) czyta SAM, prawie płynnie, w wieku trzech lat? Podobnie jak robił to Syn Pierwszy (czyli Stasiek) w podobnym wieku?

Kompletnie mnie tym zaskoczył, przyniósł sobotnim rankiem (jego ulubione słowo) książkę  do kuchni, rozsiadł się i ...przeczytał, tak po prostu? W dodatku TĘ SAMĄ KSIĄŻKĘ*.

Dziś Brat

Stasiek ciotce czyta w 2011

Czytałam mu ją może ze trzy razy wszystkiego. SAM oglądał. Teraz SAM czyta. Podejrzewam jeszcze udział osoby trzeciej, czyli Staśka, który zdaje się też mu ją czytywał.

Książkę o zjadaniu. Może nie własnego ogona, ale każdego przez każdego. W kółko i od nowa. Znów słyszę radośnie (!) skandowaną frazę, naszą ulubioną: A potem zdechł! Bo był bardzo stary!

Tak więc przepraszam Państwa, że o tym już było. Ale książki od tego są, by do nich wracać. A niektóre z pewnością są tego warte.

W tym miejscu wyrósł kwiat.
Mamo, a kto zjada siebie? pyta Brat analizując okładkę.





Kto kogo zjada.
A. Mizielińska, D. Mizieliński
wyd. Znak, Kraków 2010
miękka oprawa
obrazki > tekst 





*Tylko TĘ JEDNĄ KSIĄŻKĘ, dodam dla uspokojenia wszystkich zaniepokojonych poziomem geniuszu czytelniczego w naszym domu. Stasiek, mimo, że od najmłodszych lat płynnie czytywał powyższą książkę, napis ikea oraz lego, teraz jest na etapie mozolnego składania literek w elementarzu i na innych nośnikach literatury.

czwartek, 5 września 2013

Od czapy

- Poświęćmy chwilę architekturze...
Oznajmił Stasiek na środku letniej łąki w samym środku wsi-i-lasu naszego. Fraza ta zdumiała mnie dość w tych okolicznościach, ale zaraz o, dołek z piachem, o żuk, o motyl.

Za jakiś czas znów.
- Słyszę muzykę - powiedziałam ja, bo słyszałam muzykę.
- Pokręćmy pupami! - odpowiedział mi chórem dwugłos, a potem radosny dwu-chichot szalony...

Innym razem.
- Szach mat! powiedział pan w meloniku. - oznajmia Brat filozoficznie nad kanapką z dżemem...
Ale o co chodzi?!

środa, 21 sierpnia 2013

Rudy malarz

Bardzo, bardzo też polubiliśmy w te wakacje rudego malarza. Zabrana z myślą o Bracie, przyciąga też Staśka. Bywa kompromisem, gdy zbyt późna godzina nie pozwala na zbyt długie, podwójne czytanie na dobranoc i trzeba wybrać coś wspólnie. Podoba się Bratu, Staśkowi, babci. Mnie się bardzo podoba.

sobota, 3 sierpnia 2013

Komiks całkiem najpierwszy

Właściwie komiks dla Brata. Stasiek też nie pogardzi, ale jednak woli już Lousia.
Właściwie to nie komiks, bo nie gadają. To znaczy nie jest napisane, co gadają. Nie ma nawet dymków. Historyjka obrazkowa z gumy do żucia. Książka obrazkowa. Komiks. Przygoda w śledzenie przygód. Super opowieść. Świetna zabawa. 
Polo. Piesek taki.



piątek, 12 lipca 2013

O dziurze

Książka o dziurze. Jedna z ulubionych Brata ostatnio (obok poezji, która wciąż na pierwszym miejscu). Jest z nami już bardzo długo, bo kupowana dla Staśka jaszcze. Książka zadziwiająca, bo fajna formą (dziura, coraz głębsza przez całą książkę) i z fajnymi ilustracjami Stephena F. Hansona.



poniedziałek, 24 czerwca 2013

Niepudło

Znalazłam je przed serwisem artykułów gospodarstwa domowego. Wielkie. Ogromne. Czyste. Puste. Zdumieni panowie z serwisu tylko kiwnęli głowami.

Jakbym przyniosła nowe lego nie byłoby takiej radości. Takiego zachwytu, który rozdziawia buzię. Takiej eksplozji pomysłów. Jama. Jaskinia. Domek. Baza. Więzienie. Statek kosmiczny. Wulkan. Statek piratów. Zamek...

W książkach jest wszystko. Wszystko zostało opisane. Wszystko zostało narysowane. Nawet to, że Wasze dziecko bawi się pudłem. A, przepraszam. It's not a box.


piątek, 7 czerwca 2013

W tym roku Tuwim

Brat ostatnio toleruje jedynie poezję. Zawiesił się Na straganie i ciągnie Rzepkę. Czasem przekąsi Daktylami, czasem posłucha Ptasiego radia. I tak w kółko. Od dłuższego czasu. Wstrzelił się niesamowicie w czas. A może po prostu wie, że to rok tuwimowski (tak, wiem, że Brzechwa i Wawiłow). No właśnie. To może by uczcić.


wtorek, 21 maja 2013

W góry!

Wreszcie. Byliśmy. W górach. Prawdziwych. Pierwszy raz w tym roku.
Choć trochę wtem, trochę nagle, trochę nie przygotowani. Wyciągnęła nas pogoda przepiękna, ale przede wszystkim Stasiek, który koniecznie chciał. To, że byliśmy w pół drogi też pomogło, właściwie już byliśmy W górach, tyle, że na z góry (!) upatrzonej pozycji tarasowo-trawnikowej-z-widokiem-na. No to się wzięliśmy i ruszyliśmy na najprawdziwszy szlak (choć od dziwnej strony).

sobota, 20 kwietnia 2013

Piraci - nie masz gaci!!

Cóż. Przyszło się podzielić z Szeroką Publicznością jednym z naszych rodzinnych zawołań. Pierwsze zdanie (?) jakie nauczył się wypowiadać Brat, zaraz po tym, jak umiał powiedzieć końń.
Piraci (nie masz gaci!) są z nami zawsze, gdzieś tam. Może nie rzucają się na pierwszą linię, ale wciąż w gotowości do abordażu. Odkąd jest z nami Brat mają więcej okazji jakby, ale pewnie po prostu lubią, jak jest większy tłok.
W liście do Mikołaja figurował strój piracki ze szczegółowo rozrysowanymi elementami uzbrojenia. W efekcie obaj Bracia, w obu przedszkolach, na obu balach przebierańców byli piratami (na szczęście bale były w różnym terminie).


piątek, 19 kwietnia 2013

Mam oko na Mamoko

Książki, których passa ciągnie się od mikołajek, jedna z nowszych produkcji pp. Mizielińsich. Mam oko na cyfry dostał Brat do buta. Że niby to bardziej dla niego, bo lubi, sztywne te kartki wciąż itd. Trafiła stuprocentowo w ówczesną fascynację liczbami i liczeniem ...Staśka. Wyliczył i wyoglądał wszystko.

piątek, 22 marca 2013

NINJA!

Dla pasjonatów ninja, skradania, czarnych strojów, zaczajania się, mieczy, wspinania, shurikenów, chadzania chyłkiem i ukradkiem. Dla miłośników wyjadania słodyczy nocą i za dnia. Dla posiadaczy pluszowej pandy i innych ulubieńców zabieranych na każdą "akcję". Dla darzących sympatią bambusy, japońskie parawany i widoki Fuji oraz chińskie piwonie. Dla sympatyzujących ze szlafrokami w kwiaty. Dla miłośników ładnych papierów, marmurków, kolaży, E.J. Keatsa, książek obrazkowych.

Książka dla synów i mamy. Łącząca we wspólnym oglądaniu.
Nighttime Ninja Barbary da Costa z ilustracjami Eda Younga.