Prawdopodobnie to dla nich nawet lepiej, gdy ich książki nieco je przerastają. Książki dla dzieci powinny zawsze, podobnie zresztą jak i ich ubrania, pozostawiać możliwość dorośnięcia do nich; a książki dodatkowo powinny stanowić bodziec do tego dorastania.
J.R.R. Tolkien
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą księżniczki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą księżniczki. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 15 października 2017

Papierowa historia

Lyyli i okrutna Paper-Hukka
Lyyli i okrutny Makulatura
Lyyli i szalony papier
Lili i okrutna gazeta-hukka
Ilo i grzechotanie Makulatura

Tyle (wybór mój) ma do powiedzenia tłumacz Google'a w temacie tytułu książki, którą dostałam, chyba wiosną. Książka w jednym z najegzotyczniejszych języków - fińskim, można więc nieco guglacza zrozumieć. Zresztą, nie ukrywajmy, spędziłam naprawdę długi wieczór czytając jego próby przetłumaczenia różnych dotyczących książki opisów. Mocno działają na wyobraźnię i wzbudzają zaciekawienie:
Lyyli często przyciąga księżniczki. Odważna księżniczka, którą chciałaby być sobą. Kiedy chciwa i nieprzyjemna Paper-Hukka chwyta księżniczkę, Lyyli zapomina strach i wychodzi na podróż ratowniczą. Papier i pomysłowość mogą pomóc Ci dotrzeć. Zaskakująco, Lyyli uważa się za śmiałe jak księżniczki.
Najprawdopodobniej, jest to zabawna i emocjonująca opowieść o strachach. Przełamywaniu ich i pokonywaniu w obliczu wyższej konieczności. Autorka - Pipsa Pentti - twierdzi, że jest to książka również o niej i o pokonywaniu lęku przed porażką, przed realizacją największego marzenia - napisania i zilustrowania książki.


Właśnie - zilustrowania. Bo o ile tekst pozostanie zapewne dla mnie tajemnicą, o tyle ilustracje równie wspaniale opowiadają historię. Należą do moich ulubionych - stworzonych z papierowych wycinanek, rysunków i papierowych elementów. Zresztą i sama historia dzieje się w papierowym świecie. Oto dziewczynka rysuje papierowe księżniczki, wycina i ozdabia im sukienki. W pewnym momencie księżniczki się materializują (w formach swoich i sukniach papierowych) i wzywają dziewczynkę na pomoc. 



Dwie z nich zostały porwane przez strasznego wilka, okrutnika żywiącego się makulaturą (jak mniemam). Grozi on swoim ofiarom dziurkaczem i zszywaczem. Wyrusza ekipa ratunkowa. Ratowniczki podróżują powietrzem, przylepione taśmą klejącą do papierowego samolotu i wodą, płynąc papierową łódeczką. Przed deszczem chroni je parasol z filtra do kawy, a w nocy przyświecają sobie blaskiem folii aluminiowej. Wilk zostanie pokonany i w kopercie (z okienkiem) wysłany na pustynię, gdzie nie ma drzew, więc nie będzie papieru i nie będzie już mógł nikomu zrobić krzywdy.



Ilustracje naprawdę świetne, historia całkiem pokaźna i niekrótka. Bardzo bym chciała, żeby znalazł się Polsce tłumacz i wydawnictwo, bo ciekawość jest we mnie ogromna, jak ta historia toczy się naprawdę. Zwłaszcza, że występują tam również inne postaci, np wronopodobny ptak, który kracze tak (znów wg guglacza):

Plasterek krojonej łodygi
papier w środku lasu!
Idę podnieść kawałek
nastolatek jest bażantem!




Nie słyszałam, żeby Finowie jakoś specjalizowali się w haiku, ale być może...








Pipsa  Pentti
Lyyli ja hurja Paperi-Hukka
wyd. Otava 2016
oprawa twarda
ilustracje = tekst
książka po fińsku






To książka przywieziona specjalnie dla mnie Stamtąd, przez Męża Mojego.











środa, 23 października 2013

Princessa

Choć u nas towarzystwo wybitnie męskie, wojowniczo nastawione, mamy kilka swoich ulubionych księżniczek. A ostatnio jedną nową, która też ma duże szanse wejść do tego grona.
Wszystko dzięki Babci, która nawet w czasie swoich wojaży pamięta co lubimy.
Panie i panowie, kolejna lekcja rosyjskiego, tadaam.

I tu występuje pewna niezręczność. Bo jak napiszę, że ja rosyjskie bukwy czytam bez specjalnego wysiłku, dzięki uprzejmości niegdysiejszego systemu szkolnictwa, moja metryka od razu zaczyna bić po oczach prehistorią... To może inaczej...

Dla delektowania się tą książką znajomość języka rosyjskiego nie jest właściwie w ogóle potrzebna, gdyż jest to książka wybitnie obrazkowa, skrzyżowana z komiksem (a może odwrotnie?). Sporadycznie występujące w niej słowa i zdania łatwo jest sobie dopowiedzieć, a kontekst jest jasno określony obrazem. Nieźle, zupełnie nie wiadomo, czy ją przeczytałam, czy obejrzałam ze zrozumieniem...


środa, 30 stycznia 2013

Nieznane księżniczki

Temat księżniczek, jakoś nie jest w naszym domu tematem nośnym. Ani specjalnie eksploatowanym. Owszem, mamy i czytamy - nawet ostatnio znów - Księżniczki i smoki, ale to by było chyba na tyle.  Ładną książkę jednak zawsze warto obejrzeć. 

Tajemnicza dla mnie całkiem, ze względu na temat, ale także język, bo akurat włoski. Mimo to fajnie ją podczytywać, bo przecież "każdy zna włoski", samo słowo principessa jest sympatyczne. Fajnie zgadywać, domyślać się o czym właściwie jest. Na pierwszy rzut oka jest o ...księżniczkach. Na drugi i trzeci też, ale jednak zaczyna być widać, że te księżniczki nie takie zwykłe, nie bardzo Śnieżki, Aurory czy Śpiące. A, przepraszam, śpiąca jedna jest... Pełen tytuł zresztą jakby bardziej wymowny - Principesse dimenticate o sconosciute - Księżniczki zapomniane i nieznane - Princesses oubliées ou inconnues we francuskim oryginale.


piątek, 10 czerwca 2011

O księżniczkach

Kto powiedział, że księżniczki mogą lubić tylko dziewczyny? No kto? 
Szczerze mówiąc NIBY nie bywam uprzedzona, niby się staram ;) ale samej mi się tak wydawało, tzn na zasadzie jak nie wypali, to trudno... kupiłam książkę, bo a) lubię rysunki Evy Eriksson i pomyślałam, że jak już się nacieszę, to b) mam chrześniaczki, więc będę miała prezent... Ale nie doceniłam otwartości mojego syna.