Prawdopodobnie to dla nich nawet lepiej, gdy ich książki nieco je przerastają. Książki dla dzieci powinny zawsze, podobnie zresztą jak i ich ubrania, pozostawiać możliwość dorośnięcia do nich; a książki dodatkowo powinny stanowić bodziec do tego dorastania.
J.R.R. Tolkien
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wyprawa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wyprawa. Pokaż wszystkie posty

sobota, 15 marca 2014

Coś drgnęło

Coś drgnęło, bo musiało, z jednej strony.
Musiało ma postać obowiązku czytania 20 min. dziennie, codziennie. Rodzicowi przez dziecko, zupełnie odwrotnie niż przywykliśmy. A przyznać należy i pochwalić, że Lektor wykazuje się zadziwiającym poczuciem obowiązku, jeśli nawet nie tryska entuzjazmem przy tym. Ostatnio musiało ma również postać przynajmniej pięciu rozdziałów Plastusiowego Pamiętnika samodzielnie przeczytanych. Nie będę się rozwodzić, bo wywołuje to we mnie uczucia co najmniej ambiwalentne, owszem, jak powiedział szef pingwinów. Raz, że taka cegła, dwa, że taki straszliwy staroć, trzy, całkowicie nieobiektywnie, że akurat PP nigdy nie lubiłam, a teraz nawet jakby mniej. Więc o pomyśle, żeby to akurat była Ta Pierwsza Samodzielna Lektura dla Pierwszaków (i to na prawdę nie ma znaczenia czy 6+, czy 7+) nie będę tu dyskutować. Mam tylko nadzieję, że nie poczyni spustoszenia w chęciach i zapale, który staram się podsycać, jak mogę.

Ale mimo to coś drgnęło, bo było nie było trening czyni mistrza, a Übung macht den Meister. Trzy przeczytane rozdziały jakiejkolwiek książki powodują mimowolne zwiększenie płynności. Wczoraj z okazji weekendu, a więc odpoczynku, zaproponowałam Staśkowi inną książę do głośnego mi czytania. Wyprawę na biegun. O ekspedycji Amundsena Rafała Witka i Ewy Poklewskiej-Koziełło.
Książkę tę, mimo dotychczasowego niepowodzenia u nas serii Czytam sobie, zakupiłam ostatnio z prostego powodu - mam dużą trudność w przechodzeniu obojętnie obok książek ilustrowanych przez Ewę Poklewską-Koziełło. A te ilustracje są świetne. Sami zobaczcie (podgląd PIdD).
A tu tymczasem dodatkowe miłe zaskoczenie, że książka jest o Czymś. Zdobycie bieguna przez Amundsena (trudno się czyta A-m-u-n-d-s-e-n!). Dopiero potem doczytałam, że to podseria serii: Fakty (jest jeszcze o Titaniku i o misji Apollo na innych poziomach). To lubię (nałogowa czytelniczka reportaży), widać, że to lubi też mój syn. Przeczytał mi wczoraj chętnie (na wszelki wypadek, nie pytałam, czy to lepsze niż PP...).


I coś drgnęło, bo po pierwsze, zadowolenie z przeczytania CAŁEJ książki jest fajnym uczuciem. Po drugie okazało się, że przeczytanie takiej książki jest (uwaga!) - banalne! (uwielbiam szkolne słownictwo...) Po trzecie odnalezione zostały pozostałe książki z serii i choć zapał okazał się słomiany, jednak coś drgnęło. Po czwarte, Czytelnik zażyczył sobie pokazania, czym się różni poziom 2 książeczek, na oko stwierdził, że to też banalne oraz wybrał sobie następne ...trzy.
Coś drgnęło!

 



Wyprawa na biegun. O ekspedycji Amundsena
Rafał Witek
zilustrowała Ewa Poklewska- Koziełło
seria Czytam sobie
wyd. Egmont 2014 
oprawa miękka
ilustracje > tekst

sobota, 3 sierpnia 2013

Komiks całkiem najpierwszy

Właściwie komiks dla Brata. Stasiek też nie pogardzi, ale jednak woli już Lousia.
Właściwie to nie komiks, bo nie gadają. To znaczy nie jest napisane, co gadają. Nie ma nawet dymków. Historyjka obrazkowa z gumy do żucia. Książka obrazkowa. Komiks. Przygoda w śledzenie przygód. Super opowieść. Świetna zabawa. 
Polo. Piesek taki.



wtorek, 21 maja 2013

W góry!

Wreszcie. Byliśmy. W górach. Prawdziwych. Pierwszy raz w tym roku.
Choć trochę wtem, trochę nagle, trochę nie przygotowani. Wyciągnęła nas pogoda przepiękna, ale przede wszystkim Stasiek, który koniecznie chciał. To, że byliśmy w pół drogi też pomogło, właściwie już byliśmy W górach, tyle, że na z góry (!) upatrzonej pozycji tarasowo-trawnikowej-z-widokiem-na. No to się wzięliśmy i ruszyliśmy na najprawdziwszy szlak (choć od dziwnej strony).

czwartek, 23 sierpnia 2012

Oz, wielki i straszliwy

Nasza pierwsza tegoroczna książka wakacyjna (sprzed dyktatury Śpiewającej Lipki jeszcze ;)), od dawna już wyczekiwana, zarówno przeze mnie, jak i przez Staśka. Czarnoksiężnik z Krainy Oz.

sobota, 21 kwietnia 2012

Tata ucieka do Afryki

Pisanie o tacie, który uciekł z cyrkiem przypomniało mi inną lekturę o innym tacie, który też wyruszył w podróż swego życia bez swoich dzieci, też za nimi tęsknił i pisał do nich listy (szkoda, że nie zabrał ich ze sobą...). Afryka Kazika Łukasza Wierzbickiego to zredagowana dla dzieci opowieść o podróży Kazimierza Nowaka, który w latach 30. XX w. pieszo, konno i rowerem przemierzył Afrykę z północy na południe i z powrotem. Historia to znana lub nie, można o niej poczytać. Postać na pewno niebanalna i warta poznania.

poniedziałek, 16 kwietnia 2012

Pop-up rządzi!

Dawno już miałam o tej książce napisać. Bo ładna jest. Cóż  z tego, kiedy u nas jakby "nie chwyciła". Choć ładna jest.
Kolorowa. I treściowo wartościowa (o przyjaźni, zrozumieniu poszukiwaniu...). I z tych "głębokich" (których głębię zwykle spychamy na margines delektując się wszelkimi innymi przymiotami, tu - ilustracjami). No, ale jak mówię, jest sobie u nas od dawna, ale w sumie słabo bywa. Lost and Found (Chłopiec i pingwin) Oliviera Jeffersa. Nie ukrywajmy - nieco łzawa, acz piękna, historia o przyjaźni chłopca ze zwierzątkiem - pingwinem w tym wypadku. Przyjaźni nie oczywistej i nie od pierwszego wejrzenia.

niedziela, 29 stycznia 2012

Kot Chiński

Długo mieszkałam z psem i do tej pory lubię wytarmosić jakiegoś przyjaznego, słusznych rozmiarów Pana Psa. A z kotami to ą, ę nie bardzo wiem, jak się obsługuje. One to wiedzą (te koty) i patrzą na mnie jakoś tak ... z pobłażaniem.

środa, 4 stycznia 2012

Zimowa wyprawa Ollego

Mam świadomość tego, że jako nieliczni mieliśmy okazję odkrywać uroki tej książki nie zamiast zimy za oknem, ale jako kontynuację dnia spędzonego na sankach, oswajania Brata ze śniegiem i po ulepieniu całkiem sporego bałwana. Przy ciepłym kominku z widokiem na prawdziwy zimowy krajobraz. Po przejechaniu przez wspaniale zimowy las, czego właściwie nikt się nie spodziewał.

środa, 29 grudnia 2010

Duży format

Nie, chłopcy nie dostali pod choinkę Gazety ;) Chłopcy dostali po książce. A żeby książki nie zagubiły się pośród ogromnej ilości wszelkich innych prezentów oraz - przede wszystkim - zostały zauważone, książki owe są słusznych formatów.
Wedle starszeństwa.

piątek, 5 listopada 2010

Pudło! Pantofel!

A skoro przy Janoschu jesteśmy. Jakiś czas temu kupiłam wychwalaną tu i tam książkę Ach jak cudowna jest Panama. I przyznam się. Nie powaliła mnie na kolana od pierwszego wejrzenia.  Ani treściowo, ani plastycznie. Dodatkowo chyba była trochę za wcześnie, bo Stasiek wtedy mało był zainteresowany dłuższymi utworami literackimi. Ale przyszedł Dzień, w którym książka przestała być za długa, zaczęła być interesująca. A potem kolejny, kiedy zza drzwi, za którymi teoretycznie tata usypiał syna, usłyszałam chichot, a potem radosny, szczery śmiech Staśka. I tak dłuższą chwilę. Okazało się, że tak bezmiernie ubawił go następujący fragment: 

środa, 6 października 2010

Muk

No, mam problem z tym Mukiem. Gdzie nie zajrzę - zachwyty...
Nooo, żeby być szczerą, to Staśkowi się spodobał. No i w jakiś sposób jest fajny. Tylko jakoś nie wiem, chyba ta stylistyka ilustracji trochę mi jednak nie pasuje. Przypomina mi "Wesołyje kartinki", którymi zwiniętymi w tutki biliśmy się na przerwach w podstawówce ;) Jedno, co na pewno ma skopane, to czcionka. Koszmarnie drobna, w dodatku w jakiejś pisankowej wersji + kolorowe tła - no nie da się tego prawie czytać. Z drugiej strony nie trzeba, jest to jedna z tych książek, które chyba lepiej opowiadać po swojemu, a mnogość szczegółów tylko temu sprzyja.

Wyrób papieropodobny z jakich zrobione są karty sprawia, że książka jest niezwykle odporna na wszelkie działania mniejszych i większych łapek.







Marc Boutavant
Muk w podróży dookoła świata
wyd. Wytwórnia, Warszawa 2008
oprawa twarda
obrazki > tekst 

piątek, 17 września 2010

Ulubieni Szwedzi

Mamy też na półce inne ulubione szwedzkie książki. Od dłuższego czasu, ale teraz widzę, że częściej są wybierane do czytania. No właśnie, do czytania, bo tak naprawdę dopiero od jakiś 3 miesięcy mam szansę przeczytać coś co nie jest krótkim podpisem pod obrazkiem. I Stach zaczyna słuchać, a wcześniej zdecydowanie preferował formę luźnej rozmowy na temat obrazków, improwizacje oraz prezentowanie własnych doświadczeń na podobny temat jak przedstawiony :D