Prawdopodobnie to dla nich nawet lepiej, gdy ich książki nieco je przerastają. Książki dla dzieci powinny zawsze, podobnie zresztą jak i ich ubrania, pozostawiać możliwość dorośnięcia do nich; a książki dodatkowo powinny stanowić bodziec do tego dorastania.
J.R.R. Tolkien
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą japonica. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą japonica. Pokaż wszystkie posty

sobota, 26 maja 2018

Dzień Matki czyli mój

Mój zeszłoroczny prezent na Dzień Matki, który nie zdążył nawet na Dzień Dziecka, i z licznymi pocztowymi przygodami dotarł chyba wreszcie gdzieś przed imieninami. Książka łącząca w sobie kilka moich ulubień. Książka. Pop-up. Japonia. Drzeworyt. Hokusai. Fala.

Zdaję sobie sprawę, że to wydawnictwo nastawione na wow-faktor, niespecjalnie wnoszące cokolwiek poza radością oglądania. Do tego kilka stron na krzyż. Ale cóż z tego. Cieszy.

A przy okazji potwierdza się, że japońskie drzeworyty, w tym przypadku Hokusaia, świetnie sprawdzają się w każdej formie i wersji, jako wzór na koszulkę, siatka na zakupy, wachlarz, a także w wersji 3D.

No i Fala. Wspominałam już?










Hokusai Pop-ups
Courtney Watson,  McCarthy
wyd. Thames&Hudson 2016
oprawa twarda
pop-up

środa, 23 maja 2018

Komiks paragrafowy

W świetle zbliżającego się Dnia Dziecka tudzież zakończenia roku szkolnego (mam nadzieję, że nie upadł całkiem zwyczaj fetowania go nagrodą książkową) może napiszę o czymś przydatnym. Przetestowanym na żywym organizmie.

Komiks paragrafowy.

Pamiętacie książki z serii Wehikuł czasu? Moje gdzieś przepadły w pomroce dziejów, ale nabyłam sentymentalnie jedną ostatnio "na wabia". Z nadzieją, że zainteresuje Staśka. Poszło średnio (bo do czytania jest...), ale być może jej akcje wzrosną na fali paragrafowych komiksów.

Czym są książki paragrafowe? Właściwie to grą. RPG w wersji unplugged, z opcją selfie, bo nie potrzebujemy do niej nikogo innego. Czytamy historię, w której bohater (czasem tożsamy z czytelnikiem) staje przed wyborem. Pójść w lewo, czy w prawo. I to my możemy zdecydować. Jeśli w prawo, czytamy dalej na str. 7. I wpadamy w bagno. Jeśli w lewo, kontynuujemy na str. 12, gdzie czeka na nas piękna księżniczka. Albo odwrotnie, albo całkiem inaczej. Nie czytamy więc od deski do deski, tylko miotamy się po stronach w te i we wte. Mamy wpływ na to, co się wydarzy, o czym przeczytamy. Nie wiemy, co by było, gdyby bohater poszedł inaczej. Tzn nie wiemy do momentu, kiedy nie przeczytamy wszystkiego jeszcze raz, ale inaczej.

Na majówce, będącej dla dzieci elektronicznym odwykiem na łonie przyrody, wyciągnęłam Staśkowi Łzy bogini Nuwy (oczywiście, że spośród kilku tytułów/tematów wybrałam ten japoński!) w chwili jakiegoś silniejszego ataku utraty wiary w sens życia (bez telefonu). Boczył się chwilę, ale cóż było robić (dookoła tylko góry, potoki, zielona trawa, piękna pogoda, rowery, piłka, stado koleżeństwa, huśtawki i ogniska). Zaczął czytać. Za chwilę umarł. Zaczął od nowa. Zabili go. I tak osiem razy. Stopniowo jego głośne jęki (po kolejnej gwałtownej śmierci lub zabrnięciu w ślepą uliczkę) wabiły coraz większą część dzieciowej ekipy. W końcu siedzieli dookoła wianuszkiem, zaglądali przez ramię i wspólnie radzili, co robić.

Myślałam, że zabawa będzie jednorazowa, ewentualnie książka będzie przechodziła z rąk do rąk. Pomyliłam się. Jak już wreszcie Staśkowi udało się dobrnąć do końca przygody, okazało się, że jednak nie do końca wypełnił nałożone na niego na początku historii zadanie. Można było lepiej. Więc zaczął od nowa. Potem przypomniało się, że na początku gry wybiera się dla postaci zdolność specjalną, więc co by było, gdyby miało się inną niż ta pierwsza? Zaczął od nowa. Straciłam rachubę ile razy grał. - Mamo, tu wciąż są obrazki, których nie widziałem!. Czytelnik-gracz był zadowolony.


O co więc chodzi? Na początku czytamy instrukcję objaśniającą co i jak i tworzymy postać - wybieramy jej zdolność specjalną, ekwipunek. W książce jest karta postaci do wypełnienia, ale wpadliśmy na o, żeby używać do grania osobnej kartki. Zwłaszcza, że statystyki postaci (żywotność, czas) się zmieniają w trakcie gry. Potem czytamy zawiązanie akcji - w tym wypadku złodzieje ukradli ze świątyni pędy boskiej rośliny, a czytelnik/gracz został wynajęty do złapania złodziei i odzyskania pędów. Cena zostaje ustalona, zasady znasz, pora wybrać miejsce, w które należy udać się najpierw (port, dzielnica rzemieślników, czy może slumsy). Gra się rozpoczyna.



Warto zerknąć na koniec książki, bo okazuje się, że poza głównym celem, w trakcie gry można wykonać kilka zadań pobocznych (czyli typowe side quest), za które można zdobyć dodatkowe punkty. A więc można grać, żeby wygrać, albo też grać żeby "wymaksować punkty".


Oczywiście jest trochę brutalnie, można dostać w zaułku nożem pod żebra, lub samemu trzeba przyłożyć komuś manriki lub mieczem. Zleceniodawcom nie zależy, czy złodzieje będą żywi czy martwi. Wszystko to zostaje jednak w sferze wyobraźni i niedoczytania, ewentualnie zatrzymane w kadrze komiksu. A rysunki są całkiem ok.


Książki z tej serii wydane zostały przez Foxgames, czyli część wydawnictwa Foksal dedykowaną właśnie grom. Jest ich osiem, właśnie ukazały się dwie najnowsze. Każda o innej tematyce i klimacie, jak sądzę. Szcherlock Holmes, Rycerze, Piraci, Zombi, Technomagowie, Superbohaterzy, Wilkołak.

Na wakacje i elektroniczny odwyk to książki jak znalazł. Już ostrzymy sobie zęby na Technomagów, a pewnie na tym się nie skończy, skoro nie jest to zabawa tak całkiem jednorazowa.




Łzy bogini Nuwy
scenariusz Manuro
ilustracje Ben Jurdic
tłumaczenie Julia Chimiak
wyd. Foxgames 2018
oprawa twada
komiks paragrafowy/gra

poniedziałek, 20 listopada 2017

Co stanie się potem?

Stereotypowo tematy listopadowe krążą albo wokół życia mniej lub bardziej (poza)grobowego albo wokół życia mniej lub bardziej patriotycznego. Wygodniej (bezpieczniej?) chyba ostatnio rozmawiać o życiu pozagrobowym... Choć w supermarketach już bombki i choinki, wróćmy jeszcze do tematów z początku listopada.

Obrazkowa książka dla dzieci, ciekawa kreska, jakby trochę komiksu, japońskie nazwisko autora. Tak niewiele trzeba, aby przykuć moją uwagę. 

Książka na pierwszy rzut oka wesoła i pogodna, porusza całkiem poważny temat.

Pierwsze zdanie: Dziadek zmarł pewnego dnia.


Podczas sprzątania jego pokoju chłopiec znajduje zeszyt. Na okładce napisano: "Co stanie się potem?".
Zeszyt był pełen dziadka myśli i rysunków i odpowiedzi na pytania takie jak "Kim się stanę, jak umrę i co bym chciał, żeby się stało?"
Więc na początek plan Następnej Wielkiej Przygody: śmierć - centrum duchów, (sprawdzanie, czy na ziemi wszystkie sprawy pozostawiło się pozałatwiane),  Niebo (można jeść, co się chce i robić, co się chce), centrum powtórnego urodzenia (kiedy Niebo się znudzi).
Na kolejnej stronie rzeczy, które trzeba spakować do Nieba (plastry, aparat, kapelusz, okulary, portfel) oraz podarunki dla bogów (butelka dobrego wina, pieczone kasztany, rozsądnie trudna łamigłówka). Rzeczy, pod których postacią chętnie bym się urodził ponownie (po angielsku to po prostu rebirth, u nas wychodzi jakiś łamaniec językowy za każdym razem, jak próbuję to przetłumaczyć - zdecydowanie reinkarnacja nie zadomowiła się w naszej kulturze a co za tym idzie - języku).



Kolejne strony zajmują "Rzeczy, do omówienia, kiedy spotkam bogów". W Niebie dziadek spotka boga, który był jego opiekunem i który nauczy dziadka latać i "będą się rozumieli bez słów".
Jest też wyrysowana wizja, jak prawdopodobnie wygląda Niebo i dla równowagi, jak prawdopodobnie wygląda Piekło (jest tam tylko jedna toaleta, buty są trochę za małe, ćwiczenia bolesne, kąpiel nie jest przyjemnością, a przed snem czytane są smutne historie).










W zeszycie znalazło się też miejsce na projekt nagrobka (w kształcie kanapy, domku dla ptaków lub ...zjeżdżalni). Dziadek rozważa, w jaki sposób mógłby mieć oko na tych, których pozostawił na ziemi, a nawet jakie gadżety z dziadkiem można by stworzyć (np karty kolekcjonerskie).


I kiedy czytałem zeszyt dziadka, zacząłem się czuć trochę lepiej. Idea umierania nie wyglądała już tak źle. Być może dziadek był nawet podekscytowany tym, że pójdzie do Nieba.
Ale chwileczkę, pomyślałem. Mógł się czuć także zupełnie odwrotnie. Mógł być z tego powodu smutny i mógł się bać umierania. Czy dlatego napisał tę książkę? Bo się bał? Wyobrażał sobie te śmieszne rzeczy, żeby przestać się bać?


Nie jest to więc tylko zabawne przedstawienie opcji "co potem", ale także chwila na zastanowienie się, jak może czuć się osoba, która myśli o śmierci, stara się ją oswoić, jest świadoma swego odchodzenia. A że prędzej czy później dotyczy to wszystkich, cóż, może warto pomyśleć chwilę o tym, nawet jeśli jest się jeszcze dzieckiem? Być może zresztą, rozmyślając o tym, co byśmy chcieli robić "potem" dojdziemy do tego samego wniosku, do jakiego doszedł bohater książki - zaczniemy myśleć o tym, co warto zrobić "przedtem".


W całej książce nie ma odwołań do żadnej religii, choć pojawia się pomysł reinkarnacji i powrotu na ziemię (niekoniecznie pod ludzką postacią zresztą). Dla jednych będzie to zaleta, dla innych wada tej książki. Mnie spodobała się zarówno treść, jak i ilustracje. Chłopakom też książka przypadła do gustu, w dodatku okazała się całkiem niezłym ćwiczeniem z angielskiego dla Staśka. Tak zupełnie na marginesie.

Autor książki, Shinsuke Yoshitake, jest Japończykiem. Dodatkową zabawą dla mnie było śledzenie japońskich szczegółów w książce, która w sumie jest dość uniwersalna. Ale jednak. Jednak autor jest Japończykiem. Ręczniczek do twarzy, który koniecznie trzeba ze sobą zabrać do Nieba, czy chusteczki higieniczne w charakterystycznej kieszonce, albo buty ustawione w przedpokoju, który znajduje się ciut poniżej poziomu podłogo pokoju. Takie tam drobiazgi.



Shinsuke Yoshitake
What Happens Next?
wyd. Thames & Hudson 2017
oprawa twarda
ilustracje > tekst
książka obrazkowa







środa, 26 kwietnia 2017

Banzai! O Japonii.


Książka jako przygotowanie do podróży. Nawet jeśli tylko palcem po mapie. Ale i do tej najprawdziwszej. Jak wybieramy się sami. Albo jak wybiera się mama, tato albo babcia. Albo dla wybierających się mamy, taty, babci, żeby wytłumaczyć dokąd, po co, i co tam można zobaczyć. Dla wszystkich dociekliwych, jak w tytule, tych, którzy chcą wiedzieć więcej, choć poruszać się nadal w kręgu znanych haseł: sushi, ninja, Fuji, sakura, origami, Hello Kitty...


Zwięzłe kompendium o dalekim kraju, który rozpala wyobraźnię wszystkich miłośników samurajów, wojowników ninja i Totoro. Każdy rozdział dotyczy rzeczy, o której na pewno słyszeliśmy. A jednak lektura zaskakuje wieloma szczegółami, o których zwykły zjadacz sushi nie słyszał. A jak już usłyszy, czy przeczyta, to zapamięta, bo napisane jest lekko i wpada w ucho i w pamięć. 
A jeśli przypadkiem wiecie trochę więcej na temat Japonii, zaskoczy was duża porcja wiedzy zawartej w tych krótkich rozdziałach-opowiadaniach.


Pamięć wspomogą na pewno ilustracje Joanny Grochowskiej. Udało się jej odmalować Japonię bardzo charakterystycznie, bardzo kolorowo, mimo użycia zaledwie kilku stonowanych kolorów i bardzo wesoło. 


Do tego wszystkiego mapka z charakterystycznymi miejscami, słowniczek zwrotów i zasady wymowy, instrukcja składania żurawia z origami, kilka przepisów na japońskie potrawy. Na prawdę, pozycja obowiązkowa dla wszystkich miłośników tematu. Warto się przygotować, bo już za kilka dni Tango no Seku (str. 76), Dzień Chłopców i powiewających na wietrze karpi.







Banzai. Japonia dla dociekliwych
Zofia Fabjanowska-Micyk
ilustracje Joanna Grochocka
wyd. Dwie Siostry 2016
oprawa twarda
tekst > ilustracje



Wydawnictwu dziękuję za książkę.

A tymczasem w Japonii...




I czy ktoś może mi wyjaśnić, dlaczego japońskie książki dla dzieci otwierają się ''normalnie", z lewej do prawej, z przodu do tyłu? Podczas gdy wszystkie książki japońskie otwierają się "od tyłu"? Książki dla dzieci tylko (młodszych lub obrazkowe), ale już nie komiksy dla dzieci. Komiksy też od tyłu, czyli "normalnie, po japońsku".

niedziela, 11 października 2015

47 roninów

Ponieważ czytałam ostatnio zupełnie inną książkę o Japonii u schyłku szogunatu i epoki samurajów, przypomniałam sobie o klasyce samurajskich historii.

Historia 47 roninów jest zupełnie inną historią, niż ta filmowa z Keanu Reevesem. Bywa. Nader często. "Książka była lepsza" jak mawiała koza żująca taśmę filmową.

To klasyczna historia o wiernych wasalach, którzy po niesprawiedliwej w gruncie rzeczy, choć zgodnej z prawem śmierci swojego pana, postanawiają zemścić się na człowieku, który do niej doprowadził. Sprawiedliwie w gruncie rzeczy zemścić się, choć niezgodnie z prawem. Po latach przygotowań w ukryciu i sprawnie przeprowadzonej akcji poddają się temu prawu, z iście japońskim fatalizmem, a ono poświęca ich na swoim ołtarzu mimo zachwytów nad ich lojalnością, wiernością i odwagą. It's not an american story.



wtorek, 19 maja 2015

Bajka o Wojnie

Japonia malowana po polsku wygląda dla mnie obrazami Piotra Fąfrowicza. Tematem, kadrem, oszczędna plamą. Tak namalował Bezpowrotną górę. Jest też autorem ilustracji do Wielkich zmian w dużym lesie, jednej z książek od których zaczynaliśmy Nasze Czytanie, ja ze Staśkiem. 
Teraz dostałam kolejną książkę z jego ilustracjami. Obrazami. Też japoński temat, może dlatego wybrano właśnie tego twórcę.
 
Bajka o Wojnie.

sobota, 18 maja 2013

Kokeshi


W poszukiwaniu prezentu dla staśkowej koleżanki, idąc tropem podarowanej jej w zeszłym roku Aoki zakupiłam Złotą księgę kokeshi.

niedziela, 7 kwietnia 2013

Pożyczalscy idą w świat

Przebijamy się przez kolejne tomy Pożyczalskich nadal. Już trzeci (jest 5). Podziwiam Staśka, na prawdę, bo to nie jest łatwa lektura. Sama po drugim byłam przekonana, że nie będę naciskała o trzeci. Stasiek sam chciał. Czwarty tom też już pożyczony z biblioteki.

piątek, 22 marca 2013

NINJA!

Dla pasjonatów ninja, skradania, czarnych strojów, zaczajania się, mieczy, wspinania, shurikenów, chadzania chyłkiem i ukradkiem. Dla miłośników wyjadania słodyczy nocą i za dnia. Dla posiadaczy pluszowej pandy i innych ulubieńców zabieranych na każdą "akcję". Dla darzących sympatią bambusy, japońskie parawany i widoki Fuji oraz chińskie piwonie. Dla sympatyzujących ze szlafrokami w kwiaty. Dla miłośników ładnych papierów, marmurków, kolaży, E.J. Keatsa, książek obrazkowych.

Książka dla synów i mamy. Łącząca we wspólnym oglądaniu.
Nighttime Ninja Barbary da Costa z ilustracjami Eda Younga.

wtorek, 15 listopada 2011

Dzień (dla) Babci 2 - Aoki

Byliśmy u Babci i podarowaliśmy jej prezent z naszego przy-Targi-anego stosu :D Właściwie to prezent dla babci i dla Staśka i ich wspólnego oglądania porannego, bo do kompletu Yumi - koleżanka Aoki.
Właściwie komuś, kto zetknął się z Yumi i polubił, nie trzeba reklamować. Ta sama staranność wykonania, te same świetne ilustracje pełne niespodziankowych okienek, rozkładanek, zakładek.Tak  jak i poprzednio, można pouczyć się japońskiego, pobawić w zaglądanie pod okienka (duże, małe i najmniejsze, często jedne pod drugimi), poćwiczyć bystrość oka.
No, jak się ma - i lubi - Yumi, to trzeba też mieć Aoki!
Zanim wyjechała od nas, zrobiłam kilka zdjęć.


sobota, 15 października 2011

Znów japoński film.

Chociaż pierwszym filmem, na którym Stasiek był w kinie z tatą były - oczywiście - Auta2, w domu udaje nam się oglądać jednak inne filmy. A że czasem trzeba odświeżyć filmotekę i wprowadzić jakąś nowość - oto ona. Bardzo nam się udała, myślę. I konsekwentnie przyzwyczajamy Staśka do Studia Ghibili - czołówkę z radością już rozpoznaje :D "Mamo! To firma Totoro! " :D
Tym razem Ponyo, najnowszy/ostatni (2008) film Hayao Miyazakiego, mistrza.

sobota, 24 września 2011

piątek, 27 maja 2011

Ropucha 1/5

No to z okazji Dnia Matki, skoro już mam czas, to przedstawię moją ulubioną ostatnio Ropuchę.
Płeć Ropuchy nie jest do końca znana... Ropucha mieszka pod mostem z widokiem na Księżyc. Jest trochę hipochondryczna, melancholijna, o niskim poczuciu własnej wartości. Ma czworo dość strasznych przyjaciół. I umie smażyć naleśniki.
Ja zupełnie nie rozumiem jego (jej?) rozterek, co do wyglądu. Ropucha wygląda pięknie w swoim japońskim kimonie, skarpetkach tabi i klapkach geta (najprawdopodobniej). I z wachlarzem.
Proszę:

Książka o tym, że każdy ma jakiś talent. O przyjaźni. O tym, że zamiast narzekać, można coś fajnego wspólnie zrobić. Dla trochę starszych przedszkolaków. I dla rodziców, nie tylko lubiących kimona ;-)
Cudnie wyrysowana przez Wolfa Erlbrucha, obsypanego wszelkimi możliwymi nagrodami (i słusznie).




Wolf  Erlbruch
Straszna piątka
wyd. Hokus-Pokus, Warszawa 2007
oprawa twarda
obrazki = tekst

czwartek, 17 marca 2011

Totoro

Piszę już o którymś filmie, jaki Stasiek ogląda, a nie napisałam o jego pierwszym "prawdziwym" długim filmie animowanym, który jest w repertuarze od ponad roku (albo i lepiej?). Mój sąsiad Totoro był pierwszym staśkowym filmem pełnometrażowym. Nawet nie wiem, dlaczego tak akurat wyszło.  Może tato chciał Staśkowi pokazać Totoro, po wizycie w mandze, gdzie w kąciku dla dzieci króluje taki zielony, totoropodobny stwór? To nasz  chyba ulubiony film studia Ghibli.

poniedziałek, 20 września 2010

Dzień (dla) Babci

Co!? przypomniało mi o prezencie dla Babci. No tak, bo tę książkę podarowałam mojej mamie na imieniny. (pod wpływem dziecięcej manii ksiązkowej zaczynam książki "dla dzieci" rozdawać również dorosłym, hmmm...)
I stało się tak, że została poranną książką wakacyjną którą Stach prawie codziennie oglądał jak uciekał ze swojego/naszego łóżka do Babci rano. Jedli kółeczka i oglądali Yumi. Codziennie. Przez miesiąc.

I co, i niby taki dziewczyński temat jak laleczka kokeshi, a tu proszę, jak chwycił.
Książka dla miłośników lubiących japonica. Małych i dużych. Świetnie wydana, ujmująco starannie przez wyd. Format. Naprawdę perełka.

Ale fajne jest też to, że Stasiek, zaprawiony w estetyce japońskiej ;) dzięki znajomości z Totoro, rozpoznawał i nazywał niektóre postaci :D






Yumi
Annelore Parot
wyd. Format, 2010
oprawa twarda (z tkaniną i lakierowaniem)