Prawdopodobnie to dla nich nawet lepiej, gdy ich książki nieco je przerastają. Książki dla dzieci powinny zawsze, podobnie zresztą jak i ich ubrania, pozostawiać możliwość dorośnięcia do nich; a książki dodatkowo powinny stanowić bodziec do tego dorastania.
J.R.R. Tolkien
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bez tekstu. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bez tekstu. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 22 stycznia 2017

Kot surrealistyczny motyl

Kolejny prezent, zresztą od tej samej Ulubionej Czytającej - w myślach, listy, książki, bloga czasem. Mój prezent urodzinowy, który wpadł w dziurę czasową, ale skrzętnie go wygrzebuję, żeby przedstawić szerszej publiczności. Bo warto. I ładny.

O kocie ścigającym motyla przez surrealistyczny, dziwny świat.

Dla miłośników kotów i motyli. I książek obrazkowych.

Książka jest z Argentyny. Babosa to ślimak. Taki bez skorupy. Po hiszpańsku. Mondo to świat. Po włosku. Właściwie nie wiadomo, o co chodzi. Nie szkodzi.






Sam autor o książce:
Mondo Babosa. A wordless book .
The book tells a visual story about a cat who its chasing a butterfly, in a surrealistic trip trough a not so typical city.
This was My first book as an author. The book has received a special mention in the category
"New Horizons", by the BOLOGNA CHILDREN´S BOOK FAIR 2015

Ta książka zajmuje też wysokie miejsce w moim rankingu wyklejek przecudnych.








Mondo Babosa
Mariano Diaz Prieto
wyd. Adriana Hidalgo 2012oprawa twarda
książka obrazkowa

niedziela, 2 sierpnia 2015

Leniwy przyjaciel

Nie mogłam Nie Stąd nie przywieźć (!) książki dla Brata. 

Niestety, nie udało mi się spełnić mojego marzenia - popupowej, koniecznie niemieckiej, wersji kreta z kupą na głowie, Erlbrucha - czeka na wznowienie i nie była dostępna już w żadnej napotkanej księgarni. Szukałam dalej. Zakupy książkowe dla dzieci w obcojęzycznych Nie Tu kojarzą mi się albo z tortami Thé Tjong-Khing'a albo z przygodami lisa i kury Béatrice Rodriguez (Zakamarki ostatnio wydały pierwszą część "po polsku"!), czyli obrazkowo i bez tekstu. Jednak tamte tematy już wysycone, a i Brat, bądźmy szczerzy, coraz starszy. A jednak, jak znalazłam historię leniwca, nie mogłam się oprzeć, wiec znów wyszło, że niby dla nich, ale jednak dla mnie. Chociaż przyznać trzeba, że Brat docenił i ogląda, oglądaliśmy też razem i opowiadaliśmy sobie wzajemnie. Więc może jeszcze nie za późno na takie książki?


piątek, 31 lipca 2015

Vater und Sohn

Miałam to szczęście i przyjemność spędzić tydzień samodzielnych (bo nie samotnych bynajmniej) wakacji Nie Tu. Tylko moich własnych. Przyjemność w czystej postaci, Odpoczynek i Wakacje (mimo, że w zasadzie szkoła). Jednak, jak to bywa przy tego rodzaju wyjazdach, gro czasu spędziłam na poszukiwaniu prezentów dla Tych Którzy Zostali. Nie oszukujmy się, znaczna część z tych prezentów (może poza koszulką Bundes-reprezentacji) była również prezentem dla mnie samej (łącznie z koszulką z Yodą mówiącym po niemiecku) i zarówno ich wyszukiwanie, nabywanie, jak i obdarowywanie sprawiło mi dużo frajdy...

W ręce wpadła mi szalenie sympatyczna książeczka (nieznajomość języków nie zwalnia mnie z grzebania po księgarniach w żadnym razie), która bardzo mi się spodobała. Od razu znalazłam alibi: w ubiegłym roku szkolnym Stasiek rozpoczął naukę języka niemieckiego, który strasznie mu się podoba, postanowiłam więc nabyć coś z kręgu kultury niemieckiej. Na początek może coś o tytule, który łatwo mu będzie przeczytać i zrozumieć i ...tylko tytule, bo poza tym to komiks, bez słów. Vater und Sohn. W zasadzie to nawet nie komiks, a zbiór historyjek obrazkowych.


niedziela, 7 września 2014

Prezent - Anuki

Jakże lubimy takie niespodziankowe prezenty!
Jakże lubimy, jak trafiają do nas książki Stamtąd, książki, których nie znamy, o których nie wiemy, których się nie spodziewamy.
Jakże lubimy, jak książki Stamtąd są takie, że nie musimy się martwić w jakim języku się Tam mówi, pisze, czyta.
Jakże lubimy oglądać. Wszyscy.


środa, 23 lipca 2014

Chmury

Latające żaby, latające kapusty, latające karczochy i ogórki... Zobaczcie sami u Zorro.
Latające chmury w tym towarzystwie wydawałyby się wręcz nudne. Gdyby. Gdyby nie wymalował ich David Wiesner. Specjalista od obiektów latających. Łącznie z niezidentyfikowanymi, o czym było niedawno.
Możemy delektować się czas jakiś Sektorem 7. To chyba mój ulubiony Wiesner. Jakże lubimy takie wakacyjne pożyczki i wymianki...

Nadal w temacie chłodzenia w upalne, zapracowane letnie dni. Zimowa  opowieść z Nowego Jorku. Bez słów.


poniedziałek, 21 lipca 2014

Na upał

Upał. Lato. Wakacje. Upał. Praca. Upał.
W dodatku zupełnie nie wiem, co czytają teraz chłopaki.
Mało ostatnio czasu na słowa, więc chociaż obrazki. Na upał.

Książka o tym, co robią świnie jak jest im za gorąco.
Graficzna - w pełnym tego słowa znaczeniu - książka obrazkowa.

niedziela, 27 kwietnia 2014

David Wiesner

A jednak się skusiłam. Wokół Davida Wiesnera krążyłam już od dłuższego czasu. I jakoś nie mogłam się wyzbierać. Niektóre jego książki miały coś, co mi nie grało, inne nie miały czegoś, co by mocniej pociągnęło... A jednak wciąż gdzieś tam o nim pamiętałam, co jakiś czas drażniłam się oglądając obrazki w komputerze. Bardzo "amerykański" sposób malowania, prawie hiperrealistyczny, kolorowy, nasycony, do którego mam jakąś dziwny pociąg. Trochę jak van Allsburg w kolorze. Do tego świetna kompozycja, komiksowe dzielenie obrazu rewelacyjnie budujące fabułę. Tylko co by tu wybrać...

Tegoroczne wyróżnienie Caldecotta wprowadziło na scenę pana Wuffles'a i postanowiłam zaryzykować. Mimo dziwnie kolorowego tytułu na okładce... 
Książka okazała się bardzo "nasza". Choć kota nie mamy i z kotami się nie znamy zbyt. W sumie, to chyba nam bliżej do pozostałych bohaterów tej historii...


niedziela, 23 lutego 2014

Caldecott Medal 2014

                  

Rozdano już nagrody Caldecotta na ten rok.
W tym roku nagrodzono i wyróżniono same książki autorskie, a trzy z czterech obywają się bez słów (prawie), są kwintesencją książki obrazkowej.

wtorek, 18 lutego 2014

Zimowisko

Jakie książki zajmą dziecko w długiej drodze samochodem na zimowisko?
Jakie książki zajmą dziecko rankiem, gdy sobie wstanie za wcześnie, a nikt inny nie jest zainteresowany współwstawaniem (a zwłaszcza dorośli)?
Jakie książki zajmą dziecko wieczorem, gdy po głośnym czytaniu wcale jeszcze nie chce się spać za bardzo?
Jakie książki zajmą dziecko podczas nudnej czynności jedzenia posiłku? Ewentualnie w trakcie oczekiwania na tenże?
Jakie książki zajmą dziecko 2 podczas gdy dziecko 1 jeździ z tatą na nartach?
Jakie książki zajmą dziecko, gdy dorośli stwierdzą, że koniec już bajek (filmów) na dzisiaj?
Jakie książki będą miłym przerywnikiem, wyciszaczem i pauzą wśród wielu godzin wielo-osobowych wielo-zabaw na śniegu, błocie, w pościeli, na schodach, pod stołem, przed kominkiem, za kanapą, w łazience, w restauracji, w nudnym (podobno) muzeum, w wielu innych możliwych i niemożliwych miejscach?
Jakie książki zajmą na równi 2,5-latkę, 3-latka, 5-latka, 6-latkę i 6,5-latka? A czasem nawet dorosłych i Starsze Siostry?

czwartek, 16 stycznia 2014

Mikołajek

Chwila nieuwagi i już jest całkiem nowy rok. Ale jeszcze najbardziej ostatnie pierniczki niezjedzone, a świąteczny tydzień spędzony u dziadków wciąż żywy we wspomnieniach, rozmowach, pudłach z zabawkami, lekturach.
W tym roku na święta przyszedł do nas ... no nie zgadniecie. Mikołaj. A właściwie Mikołajek. Nie, nie, nie, wcale nie TEN Mikołajek.

Został nam podarowany Mikołajek, czyli mały Mikołaj. Być może Święty: czerwone ubranko, prezenty, renifery, te sprawy. Mieszka gdzieś, gdzie jest śnieg. Produkuje prezenty. Kojarzycie gościa.
Mikołaj komiksowy, milczący, obrazkowy.
Podbił nasze serca hurtem. I detalem, sprawnie wyrysowanym przez Lewisa Trondheima.


piątek, 6 grudnia 2013

Na narty

Brakuje nam tylko gogli.
Narty - są, kijki - są, kask - jest, rękawice - są, buty narciarskie - są. Kurtka wciąż jeszcze ma niezakrótkie rękawy, spodnie całkiem nowe. Skarpety są, długie i ciepłe.
Brakuje nam tylko gogli.
I Stasiek będzie gotowy do sezonu. Pierwszego narciarskiego sezonu 1a.


środa, 30 października 2013

3D Łoooo!

Tegoroczna targowa naj-zdobycz. 
Książka, którą musiałam zobaczyć na własne oczy. W dodatku uzbrojone. Żeby uwierzyć, że rzeczywiście, że działa, że na prawdę. Otóż działa. Choć trudno było mi uwierzyć, bo nie lubię trików optycznych, a kina 3D wprost nie znoszę. A tu pełen entuzjazm i frajda. Moja mina po spróbowaniu była mniej więcej taka, jak Jasia na zdjęciu poniżej.

Kultura Gniewu przedstawia: Jaś Ciekawski. Podróż do serca oceanu. Książka 3D. 
Nie, nie pop-up (!). Komiks.
Na końcu komiksu znajdziecie dwie pary okularów trójwymiarowych dzięki którym zanurzycie się z Jasiem Ciekawskim w fascynujący podwodny świat.
Kolejny dowód na to, że książki zaskakują. Mogą być zadziwiające, inne, czarodziejskie, magiczne. Ta rzeczywiście pozwala zanurzyć się w podwodny świat. Rysunki Matthiasa Picarda są świetne same w sobie, a wzbogacone dodatkowym wymiarem oczarowują. Brat od razu wyciągnął łapkę i próbował łapać rybę, która nagle wypłynęła w jego stronę. Stasiek oglądał kilka razy. Zadziwiony został nawet Dziadek W., którego zwykle nie łatwo zadziwić...


Z tego co zrozumiałam próbując się z gtranslatorem* rysunki te nie bez powodu sprawiają wrażenie grafiki. Zdaje się, że autor tworząc je zamalowywał tuszem arkusze swego rodzaju (francuskiego oczywiście) celuloidu, a następnie wydrapywał na nich rysunki. Czy tworzył trzy wersje kolorystyczne nie jestem pewna, na jakimś etapie na pewno wspomagał się komputerem. Efekt zadziwia.

Polecamy wszystkim, którzy utrzymają na nosie tekturowe okularki. Miłośnikom komiksu, grafiki, Juliusza Verne'a, dziwnych książek, badaczom oceanów i morskich głębin, ichtiologom, poszukiwaczom Atlantydy, marzycielom i nurkom. 
Książka o wysokim wow faktorze.

Zdjęć nie da się zrobić, bo aparat ma tylko jedno oko. Oglądanie ilustracji bez okularów intryguje, choć może powodować ból głowy. Nic, tylko trzeba przekonać się na własne oczy. Warto. Ale jednak, jakby ktoś chciał nie tak w ciemno:
Tu można u Autora pooglądać zdjęcia z drukarni.
Tu są w Kulturze Gniewu.
A tu u wydawcy francuskiego.
I jeszcze o niegdysiejszej wystawie z ilustracji do książki.


 


Matthias Picard
Jaś Ciekawski. Podróż do serca oceanu. Książka 3D
wyd. Kultura Gniewu 2013
oprawa twarda
komiks / książka obrazkowa





*Próbowałam się, gdyż zarówno Autor, jak i Wydawca oryginału są Francuzami, a więc nie mają na swoich stronach takiego guzika English version, bo przecież cały cywilizowany świat zna francuski (a już na pewno dobrze wychowane panny). (I haftować i grać na fortepianie te panny umią. Umieją.)

poniedziałek, 17 czerwca 2013

Pierwszy komiks

- Mamo, ta książka jest taka fajna! Jest taka długa, że starczyła mi prawie na całą drogę do T. Mamo, pamiętaj, żebyśmy ją zawsze zabierali, jak jedziemy do T.

Do T. jedzie się około godziny. Książka, której wnikliwe studiowanie zajęło Staśkowi prawie cały ten czas to Louis na plaży. Bardzo letni, bardzo wakacyjny komiks. Komiks w sam raz dla Pięciolatka, któremu zła matka komiksów nie chce czytywać. Komiks bez słów. Historyjka obrazkowa na 40 minut.
Jak w T. spadł wielki deszcz, który uśpił Brata i Tatę bardzo skutecznie, okazało się, że Louisa świetnie ogląda się także we dwoje.
Louis jest fajny po prostu. Polecamy na progu lata, na upał, na podróż, w drodze na plażę albo w góry (T. jest w górach akurat).


 Więcej obrazków u Zorro.

 





Louis na plaży
Guy Delisle
wyd. Kultura Gniewu  2008 
oprawa miękka 
komiks / książka obrazkowa

piątek, 9 listopada 2012

Mamoko na ulicy Czereśniowej

Ludzie dzielą się na tych, którzy wolą Mamoko i tych, którzy wolą ulicę Czereśniową. Oczywiście jest też jakiś odsetek takich, którzy lubią i jedno, i drugie, ale i tak zawsze okazuje się, że coś wolą bardziej. Jak chyba wolę Mamoko. Moje dzieci ...nie jestem pewna, choć Mamoko na pewno lubią. Kwestia tego, czy wolą pozostaje otwarta. Zresztą badania porównawcze mają utrudnione, bo w ilości dostępnych w domu egzemplarzy wygrywa bezapelacyjnie Mamoko 3:1. Choć jak gdzieś u znajomych/w księgarniach Brat złapie inną porę roku niż nasza, chętnie ogląda. Może to kwestia powiewu nowości, a może rzeczywiście woli?

poniedziałek, 22 października 2012

Wyspy Niedźwiedzie

Prezentacja prezentów trwa. Podziękowania składam tym, którzy (KTÓRE!) rozumieją, że można mieć hopsa i że dorosła (?) osoba może pragnąć książek "dla dzieci". Prezent od koleżaneczek najmilszych, z których jedna zarażona zupełnie, a druga pełna wyrozumiałości. Zresztą... Ta Pierwsza jest winna temu, że mamy w domu Dom na drzewie (zaraziła mnie swoim egzemplarzem skutecznie). Pisałam wtedy, że spółka Tolman i Tolman już przygotowuje kolejną książkę obrazkową. I właśnie ją dostałam. The Island tym razem.


środa, 25 lipca 2012

Pixorama

Znalazłam przypadkiem obazek idealnie pasujący do tego wpisu...

Obrazek ze strony z fajoskimi koszulkami!
Oto coś, na co ochotę miałam już od dawna, ostatnio wreszcie kupiłam sądząc, że to ostatni dzwonek, żeby - jako książka w 100% obrazkowa - zainteresowała Staśka. Chyba niepotrzebnie się obawiałam, bo książka przyciaga do siebie dorosłych na równi z dziećmi. Komputerowemu tacie również przypadła do gustu.
Czemu wspominam, że komputerowemu? Bo Pixorama, o której piszę jest w sam raz dla commodore'owca czy amigowca. Pamiętacie stare gry wgrywane na komputer z kasety magnetofonowej? Kanciastych policjantów goniących kanciastych złodziei? Prince of Persia ratującego kanciastą księżniczkę,  a jak mu coś nie szło, roniącego kwadratowe krople krwi? Pierwszych Heroes'ów? 


poniedziałek, 16 lipca 2012

Lis i Kura

Pora pokazać moje wakacyjne odkrycie Nie Stąd. Książka, która przykuwała mnie do siebie za każdym razem, gdy na nią trafiałam w kolejnych księgarniach. Książka, która z miejsca mi się spodobała. Książka obrazkowa. Wordless book. Czyli świetnie zrozumiała dla mnie nawet w wersji niezrozumiałego języka.
Historia w sam raz dla takich jak my miłośników Tortów. Choć bez tortowego rozmachu - wyrysowana przez Beatrice Rodriguez opowieść jest opowieścią pojedynczą (choć w trzech odsłonach), biegnącą liniowo, bez didaskaliów nadmiernych i historii równoległych. Co nie znaczy, że brakuje jej akcji oraz tejże zwrotów niespodziewanych. Siłą napędową całej historii, podobnie jak w Tortach, również jest kradzież. Kradzież Kury. Przez Lisa. Ucieczka i pogoń. I wielki Finał.


wtorek, 17 kwietnia 2012

Dom na drzewie

Jakieś deszczowe przedpołudnie rozjaśnił nam ostatnio listonosz przynosząc z dawna oczekiwaną książkę. Na prawdę z dawna, bo zamawianą chyba jeszcze w styczniu? Przeze mnie oczywiście oczekiwaną, ale i chłopakom się spodobała. Staśkowi nawet, choć ostatnio rzadko zagląda do "czystych" picture booków czyli książek obrazkowych zupełnie bez tekstu, przedkładając dłuższe formy czytane (po raz kolejny przeczytaliśmy ostatnio Pluka). Zainteresowanie Brata zapewniła obecność wielu zwierząt, na czele z Mi czyli misiami (aczkolwiek, nie występuje w niej Końń...). Zobaczyłam ją kiedyś na żywo i wsiąkłam całkiem, naczajając się potem długi czas...  

 

czwartek, 5 stycznia 2012

Noworoczne torty

Na Nowy Rok robiło się torty, dobrze zapamiętałam?
U nas tort powrócił. A właściwie torty właśnie, bo teraz są dwa. Upieczone przez panią Pies jak poprzednio. A wymalowane przez Thé Tjong Khinga. Jak poprzednio. Druga część świetnego Gdzie jest tort? tym razem w języku Goethego i Wagnera czyli Picknick mit Torte. Ale jakoś nam to nie przeszkadza. Zupełnie.


sobota, 19 listopada 2011

Książka na podróż

Zanim doczekam się Herve Tulleta po polsku (już, już!) zakupiłam z myślą o czekającej nas podróży na drugi koniec Polski The Game of Mix and Match. No i sprawdziło się, Staśkowi zajęło dłuższą chwilę skompletowanie obrazków (wcale nie takie proste, też próbowałam), potem kolejną jak tworzył różne fantastyczne miksy właśnie. Brat też z radością przechwycił i przekładał sobie, choć on oczywiście jeszcze bez ładu i składu, ale bardzo mu się pdobało, że książka w środku taka poszadkowana. Myślę, że jednak to on będzie głównym jej odbiorcą za czas jakiś, a chowana i wyciągana właśnie na czasy podróżne może być naprawdę fajną zabawką i czasoumilaczem.