A children's story that can only be enjoyed by children is not a good children's story in the slightest.
C.S. Lewis
Prawdopodobnie to dla nich nawet lepiej, gdy ich książki nieco je przerastają. Książki dla dzieci powinny zawsze, podobnie zresztą jak i ich ubrania, pozostawiać możliwość dorośnięcia do nich; a książki dodatkowo powinny stanowić bodziec do tego dorastania. J.R.R. Tolkien
Trzej zbójcy, to jedna z ulubionych książek Brata, choć pamiętam, jak pisałam, że Staśka nie ujęła zbyt. Brata dużo bardziej, na pewno za sprawą filmu, o którym też pisałam, a który, choć się zagubił, to jednak na szczęście można odnaleźć. Na bardzo szczęście, bo jest na prawdę świetny. Więc oglądajcie, dopóki znów nie zniknie.
Tak więc Trzech zbójców Brat lubi bardzo, zapewne dla tych wszystkich przerażających atrybutów, garłacza i topora oraz tego, że wszystkich przerażali, kobiety mdlały ze strachu, dzielni mężczyźni uciekali, psy też. No, taki on już jest, ten Brat.
Pozostając w kręgu klasycznej już, europejskiej literarury dla dzieci, przy okazji bardzo sprawnie przerobionej na film, napiszę o jeszcze jednej takiej książce, którą czasem czytamy. Bardzo czasem, bo Staśka jakoś nie ujęła. Historia trochę straszna na początku, trochę przewrotna w środku i szczęśliwa na końcu. Trzej zbójcy, Tomiego Ungerera. Jedna z tych książek kupiona dla przyjemności oglądania (mojego początkowo...).
Być może przeżyje nową falę zainteresowania dzięki filmikowi, jaki znalazłam ostatnio w przepastościach internetu. I nim właściwie chciałam się podzielić.
Po dokładniejszym grzebaniu okazało się, że jak zwykle odkopałam świeżynkę z...1972 roku (ale to dlatego, że wydawane u nas nowości z reguły właśnie sięgają na półkę z - już - klasyką; wciąż mamy do nadrobienia jakieś 30 lat światowej literatury dla dzieci).
Świetnie animowane ilustracje Ungerera łącza się z rewelacyjną ścieżką dźwiękową, w całości wykonywaną ...paszczą. Rewelacja. Mój ulubiony to dźwięk przesypujących się monet...
Reżyserem zrealizowanego w ówczesnej Czechosłowacji filmu jest Gene Deitch. Mnie to nazwisko nic nie mówiło. Ale przygody Toma i Jerrego i Popeya znam. Jakież to różne...