Prawdopodobnie to dla nich nawet lepiej, gdy ich książki nieco je przerastają. Książki dla dzieci powinny zawsze, podobnie zresztą jak i ich ubrania, pozostawiać możliwość dorośnięcia do nich; a książki dodatkowo powinny stanowić bodziec do tego dorastania.
J.R.R. Tolkien
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dzieci. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dzieci. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 23 listopada 2015

Najfutbolniejsi

Nie lubię. Nie lubię i nie staram się polubić. Nie oglądam. Nawet tych najważniejszych, o awans, o wyjście o wszystko. Tata chłopaków też nie lubi i nie ogląda. W ogóle jesteśmy niezainteresowani. Chyba, że rozgrywki toczą się na pobliskim stadionie, bo wtedy nie ma gdzie zaparkować, jak nieopatrznie ruszymy samochód spod domu.

Piłka nożna.

W związku z powyższym Stasiek jest fanem. Miłośnikiem. Graczem. Oczywiście.

niedziela, 31 maja 2015

Gofrowe serce

Podprowadzeni tropem Tonji, która zdobyła szturmem nasze serca i czytelnicze wieczory, wypożyczyliśmy z biblioteki Gofrowe serce. Lena i ja w Zatoce Pękatej Matyldy Marii Parr. Strzał w dziesiątkę.
Schemat miejsca i akcji (mała wieś nad norweskim fiordem i na tym tle przygody mieszkających tam dzieci + trochę dorosłych kłopotów) może wydawać się powielony, choć jeśli rzeczywiście, to było akurat odwrotnie, bo to Gofrowe serce jest debiutem pisarskim autorki. Znajomy schemat, uczciwie przyznać trzeba, jednak zupełnie nie przeszkadza, wypełniony nowymi, szalonymi przygodami dzieci, które mogą po prostu bawić się w domu i zagrodzie, i którym dorośli nadmiernie w tym nie przeszkadzają. 

niedziela, 19 stycznia 2014

Sonia

Czemu dotąd nie napisałam nic o Soni? No nie wiem. A jest już z nami od dawna przecież.

100% Piji Lindenbaum, którą wciąż i bez przerwy strasznie lubimy.


poniedziałek, 18 listopada 2013

Miny malucha

Post na pożegnanie, bo pora zrobić trochę miejsca na półkach, a o tej książce, mimo, że mamy ja od bardzo dawna, jakoś nie złożyło się, żeby napisać. A sympatyczna jest. To może teraz.


poniedziałek, 17 czerwca 2013

Pierwszy komiks

- Mamo, ta książka jest taka fajna! Jest taka długa, że starczyła mi prawie na całą drogę do T. Mamo, pamiętaj, żebyśmy ją zawsze zabierali, jak jedziemy do T.

Do T. jedzie się około godziny. Książka, której wnikliwe studiowanie zajęło Staśkowi prawie cały ten czas to Louis na plaży. Bardzo letni, bardzo wakacyjny komiks. Komiks w sam raz dla Pięciolatka, któremu zła matka komiksów nie chce czytywać. Komiks bez słów. Historyjka obrazkowa na 40 minut.
Jak w T. spadł wielki deszcz, który uśpił Brata i Tatę bardzo skutecznie, okazało się, że Louisa świetnie ogląda się także we dwoje.
Louis jest fajny po prostu. Polecamy na progu lata, na upał, na podróż, w drodze na plażę albo w góry (T. jest w górach akurat).


 Więcej obrazków u Zorro.

 





Louis na plaży
Guy Delisle
wyd. Kultura Gniewu  2008 
oprawa miękka 
komiks / książka obrazkowa

sobota, 24 września 2011

poniedziałek, 20 czerwca 2011

Julki

Nic oryginalnego nie napiszę. Powtórzę wszystkie obiegowe opinie i recenzje - seria o Julku i Julce jest świetna dla dzieci 3+, pewnie dla niektórych młodszych też już będzie fajna. A i przedszkolakom, które jeszcze nie znają też powinna się spodobać. Kupiony testowo tom pierwszy łyknęliśmy dość szybko i z zainteresowaniem, teraz kończymy piąty, wszystkie pomiędzy zamierzamy tak czy inaczej zdobyć :D No właśnie, bo nie trzeba czytać ich po kolei ani w obrębie tomu, ani serii. To wiele krótkich opowiadanek o przygodach dwójki dzieci. Przygody żadne tam specjalnie wydumane, ot zwykłe domowo-podwórkowe, bardzo trafiające w zainteresowania przedszkolaków. I chociaż pisane blisko 60 lat temu prawie wcale nie są przeterminowane.  Krótkie, proste, zwykłe. Takie jak ilustracje Fiep Westendorp przywodzące na myśl konturowe wycinanki. Stasiek równie chętnie je ogląda, jak słucha opowiadań. Tak więc wreszcie poznaliśmy tę sympatyczna parę dzieciaków i szczerze polecamy. Lekka plecakowa forma w sam raz na wakacje.





Annie M.G. Schimdt
Julek i Julka
ilustrowała Fiep Westendorp
wyd. Hokus-Pokus, Warszawa 2010
oprawa miękka
tekst > obrazki

czwartek, 26 maja 2011

Emil i Emil.

Czytamy czasem Emila ze Smalandii. Choć nie wiem, czy czytanie synkowi o przygodach tego pomysłowego chłopca jest dobrym pomysłem. Tyle dobrze, że nie mamy przed domem masztu... No, ale jednak czasem czytamy. Emila mamy w dwóch wersjach i okazało się są to wersje różne.

środa, 23 lutego 2011

Znowu szwedzkie - Nusia

"Jakaś odjechana ta Nusia..." powiedział Tata, jak przeczytał pierwszy raz. No, odjechana :D Ale bardzo ją polubiliśmy. Ja najbardziej za naburmuszone wilki i obrazek, na którym wilki "idą do ubikacji" :D Stasiek lubi całokształt i najmniejszego wilka. A Tata... chyba najbardziej polubił Nusię :D jak mówi, że "jest już godzina wieczór" i jak śpiewa wilkom na dobranoc smutne piosenki.
To jest chyba opowieść o strachu. Bo Nusia boi się wszystkiego. Skakania z dachu domku na placu zabaw, głaskania psa, przeskakiwania przez strumyk, dotykania robaka... Ale z drugiej strony jak się gubi na przedszkolnym spacerze, to jakaś bardzo przestraszona nie jest, a najmniej, jak spotyka wilki. Choć burczą i  i zgrzytają zębami, Nusia zaczyna je strofować, ustawiać, organizować zabawy, w końcu  gotuje im zupę i każe iść spać. A "rano" bez problemu odnajduje swoje przedszkole. Ale wilki odprowadzą ja tylko na skraj łąki, bo ...boją się iść dalej.
Takie połączenie zwykłej przedszkolnej codzienności z całkiem niecodzienną przygodą. Przesadnej ostrożności i obaw z zupełnie naturalną odwagą. Bo każdy ma robaka, którego nie lubi dotykać i wilki, z którymi się bawi. A czasem odwrotnie.

No i rewelacyjne ilustracje - i kolory! - Piji Lindenbaum.







Pija Lindenbaum
Nusia i wilki
wyd. Zakamarki, Poznań 2007
oprawa twrada
obrazki = tekst