Wreszcie. Byliśmy. W górach. Prawdziwych. Pierwszy raz w tym roku.
Choć trochę wtem, trochę nagle, trochę nie przygotowani. Wyciągnęła nas pogoda przepiękna, ale przede wszystkim Stasiek, który koniecznie chciał. To, że byliśmy w pół drogi też pomogło, właściwie już byliśmy W górach, tyle, że na z góry (!) upatrzonej pozycji tarasowo-trawnikowej-z-widokiem-na. No to się wzięliśmy i ruszyliśmy na najprawdziwszy szlak (choć od dziwnej strony).