Prawdopodobnie to dla nich nawet lepiej, gdy ich książki nieco je przerastają. Książki dla dzieci powinny zawsze, podobnie zresztą jak i ich ubrania, pozostawiać możliwość dorośnięcia do nich; a książki dodatkowo powinny stanowić bodziec do tego dorastania.
J.R.R. Tolkien
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą film. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą film. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 26 października 2014

Pan od trzech zbójców

Mamo, mamo, to pan od trzech zbójców!
Trzej zbójcy, to jedna z ulubionych książek Brata, choć pamiętam, jak pisałam, że Staśka nie ujęła zbyt. Brata dużo bardziej, na pewno za sprawą filmu, o którym też pisałam, a który, choć się zagubił, to jednak na szczęście można odnaleźć. Na bardzo szczęście, bo jest na prawdę świetny. Więc oglądajcie, dopóki znów nie zniknie.
Tak więc Trzech zbójców Brat lubi bardzo, zapewne dla tych wszystkich przerażających atrybutów, garłacza i topora oraz tego, że wszystkich przerażali, kobiety mdlały ze strachu, dzielni mężczyźni uciekali, psy też. No, taki on już jest, ten Brat.

piątek, 12 kwietnia 2013

Podstępna Kiki

Reakcja łańcuchowa. Pisanie o jednym filmie przypomina o następnym, zresztą miałam o nim napisać już dawno.

Oczywiście Ghibili Studio - Podniebna poczta Kiki. Z niewiadomych zupełnie przyczyn została przez Staśka nazwana kiedyś Podstępną Kiki i pod takim tytułem funkcjonuje. Od razu wyjaśnię, że Kiki - młoda czarownica, która na miotle wyrusza zdobyć pierwsze samodzielne doświadczenia zawodowe w żadnym razie nie jest podstępna. Bardzo miła z niej dziewczynka i uczynna. Do tego stopnia, że w mieście, w którym postanawia doświadczenie zdobywać, świadczy usługi kurierskie. Na miotle oczywiście. 

niedziela, 7 kwietnia 2013

Pożyczalscy idą w świat

Przebijamy się przez kolejne tomy Pożyczalskich nadal. Już trzeci (jest 5). Podziwiam Staśka, na prawdę, bo to nie jest łatwa lektura. Sama po drugim byłam przekonana, że nie będę naciskała o trzeci. Stasiek sam chciał. Czwarty tom też już pożyczony z biblioteki.

niedziela, 22 kwietnia 2012

Wynalazek

Zwykle sfilmowana zostaje książka. Rzadziej pisana jest książka na podstawie filmu. Całkiem wyjątkowo zostaje napisana książka o filmie, która następnie zostaje sfilmowana... Szkatułka w szkatułce.

Przeczytałam, bo chciałam obejrzeć film. Tak już mam, choć nie zawsze wychodzę na tym dobrze, to fakt. Tym razem było przyjemnie. Być może wszyscy ją już czytali, tylko ja jestem taka spóźnialska. Ale być może wszyscy tylko oglądali oskarowy film (Scorsese, Ben Kingsley, 5 oskarów i 36 innych filmowych nagród!).

A książka jest czarodziejska i niezwykła. Bo choć dla Staszaków i myślę, że takich już dość szkolnych, jest to książka ...obrazkowa. Ale nie jest to komiks. Tekstu jest sporo. Książka ma ponad ...500 stron! Ale - jest to książka obrazkowa... Dowodem na to niech będzie przyznanie jej w 2008 r. Medalu Caldecotta, który jest przyznawany, przypomnę:  "to the artist of the most distinguished American picture book for children".  Picture book czyli książka  obrazkami.
Wynalazek Hugona Cabreta, Briana Selznicka jest taką właśnie niejednoznaczną książka obrazkową. I na pewno wyróżniającą się.

poniedziałek, 16 kwietnia 2012

Smutny film

Razem z pierwszą książką o chłopcu i pingwinie dostaliśmy również film. Film, który jest na prawdę rewelacyjną adaptacją ilustracji Oliviera Jeffersa. Maczał w nim zresztą pędzel, ołówek i palce. Film obsypany nagrodami, na czele z nagrodą BAFTA. I słusznie.

Kolorowy, nastrojowy, ładny, dobry. Smutny film, jak mówi Stasiek. Prawdopodobnie dlatego, że niezbyt rozumie jeszcze pojęcie wzruszający. Bo film jest wzruszający, właściwie od początku do końca. Bardziej opowiada tę historię niż książka, bardziej nawet niż pop-up... no, być może narzuca trochę interpretację, być może trochę gra na nastroju muzyką, ale na prawdę jest ładny.

A okazuje się, że i Czterolatek czasem potrzebuje wzruszeń, skoro czasem prosi "Mamo, obejrzyjmy ten smutny film. Ale Ty ze mną." I czasem oglądamy. I wzruszamy się. Ja z nim.

 








Lost and Found (2009)
reż. Philip Hunt
Studio AKA
czas 40 min.
wyd. E1 Entertainment

czwartek, 27 października 2011

Trzej zbójcy

Pozostając w kręgu klasycznej już, europejskiej literarury dla dzieci, przy okazji bardzo sprawnie przerobionej na film, napiszę o jeszcze jednej takiej książce, którą czasem czytamy. Bardzo czasem, bo Staśka jakoś nie ujęła. Historia trochę straszna na początku, trochę przewrotna w środku i szczęśliwa na końcu. Trzej zbójcy, Tomiego Ungerera. Jedna z tych książek kupiona dla przyjemności oglądania (mojego początkowo...).
Być może przeżyje nową falę zainteresowania dzięki filmikowi, jaki znalazłam ostatnio w przepastościach internetu. I nim właściwie chciałam się podzielić.

Po dokładniejszym grzebaniu okazało się, że jak zwykle odkopałam świeżynkę z...1972 roku (ale to dlatego, że wydawane u nas nowości z reguły właśnie sięgają na półkę z - już - klasyką; wciąż mamy do nadrobienia jakieś 30 lat światowej literatury dla dzieci).
Świetnie animowane ilustracje Ungerera łącza się z rewelacyjną ścieżką dźwiękową, w całości wykonywaną ...paszczą. Rewelacja. Mój ulubiony to dźwięk przesypujących się monet...
Reżyserem zrealizowanego w ówczesnej Czechosłowacji filmu jest Gene Deitch. Mnie to nazwisko nic nie mówiło. Ale przygody Toma i Jerrego i Popeya znam. Jakież to różne...
 


The Three Robbers (1972)
reżyseria Gene Deitch
Weston Woods Studios
głos Gene Deitch






Trzej zbójcy
Tomi Ungerer
wyd. Format 2009
oprawa twarda
obrazki > tekst

O krecie (niby...)

Burza na temat TEGO RODZAJU książek dla dzieci, ich sensu, zasadności, poprawności, tego czy mają drugie dno i czego, jeśli w ogóle, uczą dzieci (i po co) przetoczyła się już dawno. I chyba już nikogo nie dziwią TAKIE książki dla dzieci. Że są i że dzieci je lubią. Albo nie, zresztą, znam i takie przypadki (i to - naprawdę - dzieci nie lubią, a nie rodzice).
W każdym razie my tą lubimy. Nie powiem, że pasjami, ale jednak. I ładna jest.
I świetny filmik. I jakoś zupełnie nam nie przeszkadza, że po niemiecku jest. Powiem, że wręcz dodaje mu to uroku...





O małym krecie, który chciał wiedzieć, kto mu narobił na głowę
W. Holzwarth
ilustrował Wolf Erlbruch
wyd. Hokus Pokus 2008
oprawa twarda
obrazki > tekst

sobota, 15 października 2011

Znów japoński film.

Chociaż pierwszym filmem, na którym Stasiek był w kinie z tatą były - oczywiście - Auta2, w domu udaje nam się oglądać jednak inne filmy. A że czasem trzeba odświeżyć filmotekę i wprowadzić jakąś nowość - oto ona. Bardzo nam się udała, myślę. I konsekwentnie przyzwyczajamy Staśka do Studia Ghibili - czołówkę z radością już rozpoznaje :D "Mamo! To firma Totoro! " :D
Tym razem Ponyo, najnowszy/ostatni (2008) film Hayao Miyazakiego, mistrza.

czwartek, 24 marca 2011

Śpiące kotki ;)

Tak, trzeba to przyznać, że bywa, działam impulsywnie (kompulsywnie takoż, ale to kiedy indziej...).
Obejrzałam film. Zupełnie fikcyjny. W filmie występowała książka (pokazałam Wam ten kawałek nawet). Zastanawiałam się czy to możliwe.... Klik, klik. Okazało się, że ...owszem. Klik, klik i kilka dni czekania.
Oglądam książkę. Zupełnie prawdziwą! :D



Kołysanka - zasypianka o trzech rozbrykanych kotkach, które NIE CHCĄ iść spać. Do tego trzy małe pacynki, którymi można przy czytaniu dodatkowo bawić zasypiające (?) dziecię.
Uroczy, słodki, z dużą ilością różowego ;) gadżet dla dorosłych miłośników filmu Despicable Me. Śmieszna książeczka dla najmłodszych.

Uwaga! Nie ma mikro szczoteczki do wyczesywania kotków! ;)


Sleepy Kittens
Cinco Paul, Ken Daurio
ilustrował Eric Guillon
wyd. Little, Brown and Company, Nowy Jork 2010
licencja Universal Studio 2010
książeczka kartonowa
obrazki>tekst

czwartek, 17 marca 2011

Totoro

Piszę już o którymś filmie, jaki Stasiek ogląda, a nie napisałam o jego pierwszym "prawdziwym" długim filmie animowanym, który jest w repertuarze od ponad roku (albo i lepiej?). Mój sąsiad Totoro był pierwszym staśkowym filmem pełnometrażowym. Nawet nie wiem, dlaczego tak akurat wyszło.  Może tato chciał Staśkowi pokazać Totoro, po wizycie w mandze, gdzie w kąciku dla dzieci króluje taki zielony, totoropodobny stwór? To nasz  chyba ulubiony film studia Ghibli.

środa, 16 marca 2011

Niech żyje Dominik!

Skoro mama Pinia została już wezwana do tablicy...
Jednym z filmów, które Stasiek ogląda jest "Proszę Słonia". Kupione jakoś zupełnie przypadkiem, bo rzucało się w oczy w koszu z setką ponad miarę kolorowych  kreskówek... Szczerze mówiąc - jako dziecko nie przepadałam za tym filmem (serialem dobranockowym wtedy, my mamy pełnometrażowy). No, teraz to co innego... Nasz zachwyt - przede wszystkim nad obsadą wspaniałą (Głosy, same Głosy! - Kwiatkowska, Michnikowski, Benoit, Dziewoński, Czechowicz) i niebywałym humorem dialogów (zwłaszcza dorosłych), myślę, że momentami niełapalnymi jeszcze dla dzieci. Moja sympatia dodatkowo za formę plastyczną.
No, a Staśkowi spodobała się ta historia po prostu.







Proszę słonia (1978)
reż. Witold Giersz
dialogi Ludwik Jerzy Kern
założenia plastyczne Bogdan Nowicki, Ryszard Słapczyński
czas 65 min.
wyd. ITI Cinema

wtorek, 8 marca 2011

Czytanie na dobranoc ;)





A film bardzo, bardzo polecam. Dużo radości (naszej, bo na razie oglądaliśmy go sami, pod osłoną nocy :)). I Miniony. Miliony! ;)


Depicable Me (2010)
reż. Pierre Coffin, Chris Renaud
scenariusz Ken Daurio
czas 95 min.
Universal Studio

poniedziałek, 17 stycznia 2011

Stasiek naprawdę poleca

No dobra. Tytuł bloga obliguje. Wreszcie napiszę o tym, co poleca Stasiek, a nie o tym, co mi się wydaje ;)
Nowy przewodnik po świecie aut. I bujdy na resorach.

czwartek, 25 listopada 2010

Oglądamy

No bo jednak nie tylko czytamy. Choć miało być o książkach, ale... trochę jakby zresztą.