Prawdopodobnie to dla nich nawet lepiej, gdy ich książki nieco je przerastają. Książki dla dzieci powinny zawsze, podobnie zresztą jak i ich ubrania, pozostawiać możliwość dorośnięcia do nich; a książki dodatkowo powinny stanowić bodziec do tego dorastania.
J.R.R. Tolkien
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą norweskie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą norweskie. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 31 maja 2015

Gofrowe serce

Podprowadzeni tropem Tonji, która zdobyła szturmem nasze serca i czytelnicze wieczory, wypożyczyliśmy z biblioteki Gofrowe serce. Lena i ja w Zatoce Pękatej Matyldy Marii Parr. Strzał w dziesiątkę.
Schemat miejsca i akcji (mała wieś nad norweskim fiordem i na tym tle przygody mieszkających tam dzieci + trochę dorosłych kłopotów) może wydawać się powielony, choć jeśli rzeczywiście, to było akurat odwrotnie, bo to Gofrowe serce jest debiutem pisarskim autorki. Znajomy schemat, uczciwie przyznać trzeba, jednak zupełnie nie przeszkadza, wypełniony nowymi, szalonymi przygodami dzieci, które mogą po prostu bawić się w domu i zagrodzie, i którym dorośli nadmiernie w tym nie przeszkadzają. 

czwartek, 23 kwietnia 2015

Tonja

Ale ładną książkę przeczytaliśmy. Naprawdę ładną i fajną. Sama nie wiem, kto bardziej niecierpliwie czekał na kolejne wieczorne odcinki - chłopaki czy ja.
Naprawdę, dawno tak chętnie nie czytałam chłopakom, sama niecierpliwie wyglądając dalszego ciągu, wielokrotnie w czasie czytania przytykając się z lekka ze wzruszenia lub niecierpliwości.


niedziela, 3 marca 2013

Po norwesku

Zainteresowanie książkami dla dzieci jako hobby osoby dorosłej najbliższe* i nieco dalsze otoczenie nieco dziwi. Początkowo otoczenie jest zdziwione, potem patrzy pobłażliwe mając nadzieję że szybko przejdzie, przez chwilę ignoruje, a gdy objawy nie mijają, przechodzi do porządku dziennego. I przestaje się dziwić. W nielicznych szczęśliwych przypadkach zaraża się i wybucha pełnym zrozumieniem. Na ogół jednak (poza tą częścią, która nie wychodzi z etapu ignorowania) w końcu wspiera i kibicuje (werbalnie głównie, niestety rzadko finansowo), dopytuje co tam nowego, czasem pyta o radę. A zdarza się, że od czasu do czasu coś wygrzebie we własnej piwnicy, lub na strychu, albo nawet specjalnie zakupi coś lub przywiezie z dalekiej podróży, ze słowami "jak wpadło mi w ręce pomyślałam/łem o Tobie" (proszę zauważyć, nie o dzieciach pomyślał/a, na tym etapie znajomości z hobbystą otoczenie już świetnie zdaje sobie sprawę, że nie ma po co mieszać w to wszystko dzieci).