Prawdopodobnie to dla nich nawet lepiej, gdy ich książki nieco je przerastają. Książki dla dzieci powinny zawsze, podobnie zresztą jak i ich ubrania, pozostawiać możliwość dorośnięcia do nich; a książki dodatkowo powinny stanowić bodziec do tego dorastania.
J.R.R. Tolkien
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą komiks. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą komiks. Pokaż wszystkie posty

sobota, 30 maja 2020

Komiks a życie

W takiej sytuacji trudno się oprzeć, żeby nie odkurzyć klawiatury...










Asteriks w Italii (nomen omen!)
Jean-Yves Ferri
rysunki Dider Conrad
wyd. Egmont 2017
komiks

wtorek, 19 czerwca 2018

Kosmiczne rupiecie

To naprawdę epicka (choć u nas ostatnio wszystko jest epickie) opowieść o tym, jak poradzić sobie z biegunką kosmicznych wielorybów. Jak się jest małą dziewczynką lub nieśmiałym kurczakiem. Ewentualnie  ostatnim (prawie) bryłkowcem we wszechświecie.

To nie jest lekka lektura. To prawie kilogram (dokładnie 983g) komiksu w solidnej twardej oprawie. Na obóz wędrowny więc nie polecamy. Na zamorskie wczasy z ograniczonym wagowo bagażem również niekoniecznie. Ale na wszelkie inne okoliczności - bardzo, bardzo. My zabraliśmy na majówkę. Przez 10 dni myślę, że przeczytało go przynajmniej 8 osób? Dzieci i dorośli. Wszystkim się podobał.



Kosmos, rodzina, złomowiska, kupa wieloryba, warsztaty mechaniczne i świat wielkiej mody. Myślicie, że nie da się połączyć? Craig Thompson potrafił. Z dużym rozmachem stworzył niezwykle barwny (także dzięki kolorom Dave'a Stewarta) (wszech)świat małej Fiolet. Trochę w nim ducha Autostopem przez galaktykę (Może przez te wieloryby? I kosmos?).
Porządny kawałek fajnej przygody z fajnymi bohaterami i równie sympatycznymi postaciami drugoplanowymi. I rysunki. Niebywałe rysunki niezliczonych pojazdów, machin i złomowisk (pełnych pojazdów i machin) wyrysowanych z najdrobniejszymi detalami, śrubkami, przekładniami i kabelkami. Teleskopowymi nóżkami i czułkami i chromowanymi rurami.


Na końcu grubaśnego komiksu dodatek specjalny (coś jak materiały dodatkowe na filmach na dvd).  Making of. Dodatkowe plansze komiksowe. Krótkie komiksy, z których wzięły się pomysły postaci do Kosmicznych rupieci. A przede wszystkim rysunki. Kolejne pojazdy i machiny rozrysowane z każdej perspektywy. Na brudno i na czysto. Projekty plansz do komiksu. Ujęcia mimiki, strojów i postaw bohaterów. Przebogaty materiał, z którego można wiele dowiedzieć się o warsztacie i sposobie powstawania komiksu.







Kosmiczne rupiecie
Craig Thompson
pokolorował Dave Stewart
tłumaczenie Bartosz Czartoryski
wyd. Timof i cisi wspólnicy  2016
oprawa twarda
komiks

środa, 23 maja 2018

Komiks paragrafowy

W świetle zbliżającego się Dnia Dziecka tudzież zakończenia roku szkolnego (mam nadzieję, że nie upadł całkiem zwyczaj fetowania go nagrodą książkową) może napiszę o czymś przydatnym. Przetestowanym na żywym organizmie.

Komiks paragrafowy.

Pamiętacie książki z serii Wehikuł czasu? Moje gdzieś przepadły w pomroce dziejów, ale nabyłam sentymentalnie jedną ostatnio "na wabia". Z nadzieją, że zainteresuje Staśka. Poszło średnio (bo do czytania jest...), ale być może jej akcje wzrosną na fali paragrafowych komiksów.

Czym są książki paragrafowe? Właściwie to grą. RPG w wersji unplugged, z opcją selfie, bo nie potrzebujemy do niej nikogo innego. Czytamy historię, w której bohater (czasem tożsamy z czytelnikiem) staje przed wyborem. Pójść w lewo, czy w prawo. I to my możemy zdecydować. Jeśli w prawo, czytamy dalej na str. 7. I wpadamy w bagno. Jeśli w lewo, kontynuujemy na str. 12, gdzie czeka na nas piękna księżniczka. Albo odwrotnie, albo całkiem inaczej. Nie czytamy więc od deski do deski, tylko miotamy się po stronach w te i we wte. Mamy wpływ na to, co się wydarzy, o czym przeczytamy. Nie wiemy, co by było, gdyby bohater poszedł inaczej. Tzn nie wiemy do momentu, kiedy nie przeczytamy wszystkiego jeszcze raz, ale inaczej.

Na majówce, będącej dla dzieci elektronicznym odwykiem na łonie przyrody, wyciągnęłam Staśkowi Łzy bogini Nuwy (oczywiście, że spośród kilku tytułów/tematów wybrałam ten japoński!) w chwili jakiegoś silniejszego ataku utraty wiary w sens życia (bez telefonu). Boczył się chwilę, ale cóż było robić (dookoła tylko góry, potoki, zielona trawa, piękna pogoda, rowery, piłka, stado koleżeństwa, huśtawki i ogniska). Zaczął czytać. Za chwilę umarł. Zaczął od nowa. Zabili go. I tak osiem razy. Stopniowo jego głośne jęki (po kolejnej gwałtownej śmierci lub zabrnięciu w ślepą uliczkę) wabiły coraz większą część dzieciowej ekipy. W końcu siedzieli dookoła wianuszkiem, zaglądali przez ramię i wspólnie radzili, co robić.

Myślałam, że zabawa będzie jednorazowa, ewentualnie książka będzie przechodziła z rąk do rąk. Pomyliłam się. Jak już wreszcie Staśkowi udało się dobrnąć do końca przygody, okazało się, że jednak nie do końca wypełnił nałożone na niego na początku historii zadanie. Można było lepiej. Więc zaczął od nowa. Potem przypomniało się, że na początku gry wybiera się dla postaci zdolność specjalną, więc co by było, gdyby miało się inną niż ta pierwsza? Zaczął od nowa. Straciłam rachubę ile razy grał. - Mamo, tu wciąż są obrazki, których nie widziałem!. Czytelnik-gracz był zadowolony.


O co więc chodzi? Na początku czytamy instrukcję objaśniającą co i jak i tworzymy postać - wybieramy jej zdolność specjalną, ekwipunek. W książce jest karta postaci do wypełnienia, ale wpadliśmy na o, żeby używać do grania osobnej kartki. Zwłaszcza, że statystyki postaci (żywotność, czas) się zmieniają w trakcie gry. Potem czytamy zawiązanie akcji - w tym wypadku złodzieje ukradli ze świątyni pędy boskiej rośliny, a czytelnik/gracz został wynajęty do złapania złodziei i odzyskania pędów. Cena zostaje ustalona, zasady znasz, pora wybrać miejsce, w które należy udać się najpierw (port, dzielnica rzemieślników, czy może slumsy). Gra się rozpoczyna.



Warto zerknąć na koniec książki, bo okazuje się, że poza głównym celem, w trakcie gry można wykonać kilka zadań pobocznych (czyli typowe side quest), za które można zdobyć dodatkowe punkty. A więc można grać, żeby wygrać, albo też grać żeby "wymaksować punkty".


Oczywiście jest trochę brutalnie, można dostać w zaułku nożem pod żebra, lub samemu trzeba przyłożyć komuś manriki lub mieczem. Zleceniodawcom nie zależy, czy złodzieje będą żywi czy martwi. Wszystko to zostaje jednak w sferze wyobraźni i niedoczytania, ewentualnie zatrzymane w kadrze komiksu. A rysunki są całkiem ok.


Książki z tej serii wydane zostały przez Foxgames, czyli część wydawnictwa Foksal dedykowaną właśnie grom. Jest ich osiem, właśnie ukazały się dwie najnowsze. Każda o innej tematyce i klimacie, jak sądzę. Szcherlock Holmes, Rycerze, Piraci, Zombi, Technomagowie, Superbohaterzy, Wilkołak.

Na wakacje i elektroniczny odwyk to książki jak znalazł. Już ostrzymy sobie zęby na Technomagów, a pewnie na tym się nie skończy, skoro nie jest to zabawa tak całkiem jednorazowa.




Łzy bogini Nuwy
scenariusz Manuro
ilustracje Ben Jurdic
tłumaczenie Julia Chimiak
wyd. Foxgames 2018
oprawa twada
komiks paragrafowy/gra

poniedziałek, 21 maja 2018

Hotel dziwny - komiks

Jeden z ładniejszych komiksów, jaki spotkaliśmy. Kolorowy bardzo bardzo. Trochę muminkowy (właściwie to bardzo muminkowy), trochę Hilda. Zapełniony dziwnymi stworkami, istotkami, zwierzoludkami. Wiele z nich przytulnie puchatych, zabawnie rogatych, inne groźnie włochate, zębate, bukowate (od Buki). No i kulki kurzu (sadzy?) do których mam zupełnie ghibilowy sentyment.


Bohaterem jest mała dziewczynka, chyba ludzka. Prowadzi ona najwyraźniej - razem z uduchowioną księgą gości - hotel dla tych wszystkich dziwnych stworów, Hotel dziwny zresztą. Hotel zamknięty zimą, otwiera podwoje 21 marca. Tym razem w środku zimy jednak słychać pukanie, które budzi obsługę z zimowego snu. Czy to jednak aby na pewno środek zimy? Zmarznięci goście wskazują na kalendarz, w którym - mimo głębokich zasp dookoła - właśnie jest 21 marca. Co więc stało się z wiosną? Marietta z doborową drużyną przyjaciół wyrusza na poszukiwania.



Nie chcę zdradzać przebiegu poszukiwań, choć zakończenie jest tylko trochę zaskakujące. Zdradzę jednak, że Wiosna jest Panem Wiosną, podobnie jak Pan Zima zresztą. I że po drodze bohaterowie spotykają kasandrole przepowiadające nadciągające nieszczęścia...

Jak się nad tym zastanowić odniesień do muminków jest bardzo wiele, jednak autorom - Katherine i Florianowi Ferrier udało się stworzyć bardzo przyjemny świat i jeszcze milszych bohaterów. A  moi chłopacy, którzy za muminkami nie przepadają, ten komiks polubili bardzo. Tak, 10-latek również wyrażą się o nim bardzo pochlebnie.



A jeśli sami jeszcze nie trafiliście na Hotel dziwny, to czeka Was podwójna przyjemność, bo Kultura Gniewu właśnie wydaje drugi tom.


 



Florian i Katherine Ferrier
Hotel dziwny
Przez zimę do wiosny
tłumaczyła Małgorzata Janczak
wyd. Kultura Gniewu, Krótkie Gatki  2017
oprawa twarda
komiks




czwartek, 19 kwietnia 2018

Komiks w muzeum

Tadeusz Baranowski na wernisażu powiedział, że nie spodziewał się, że jego komiksy znajdą się w  muzeum, obok Damy z gronostajem. I że nie wie, czy się cieszyć, czy smucić...



W Muzeum Narodowym w Krakowie można oglądać chyba pierwszą "muzealną" wystawę komiksu polskiego. Obiekty - najróżniejsze i wcale nie same komiksy i oryginalne plansze - pochodzą ze zbiorów prywatnych Wojciecha Jamy. Komiksy od tych jak najbardziej zabytkowych z XIX w nawet, przez przed- i powojenne, peerelowskie znane i lubiane, aż do naj, naj nowszych.

W największej części wystawa jest podrożą sentymentalną w czasy dzieciństwa i młodości rodziców, wychowanych w czasach świetności Świata Młodych. Oczywiście, nasze dzieci również znają Kajka i Kokosza, Tytusa jak najbardziej, nawet profesorka Nerwosolka, czy Kleksa, jednak mam wrażenie, że już Kapitan Żbik do kanonu dzisiejszych lektur komiksowych nie należy. I mam wrażenie, że to tatusiowie na wystawie z błyskiem w oku raczej buszują, niż synowie.
Jednak dla każdego coś miłego. Dla pokolenia urodzonego z telefonem w komórkowym w ręku i internetem w kablu też się coś znajdzie. Wielcy bohaterowie komiksów, z którymi można sobie zrobić zdjęcie, czają się za każdym rogiem. Zdjęcia robić można, trzeba, zachęcani jesteśmy. Nie brakuje nawet rekwizytów ruchomych "do dotykania".


Komiks współczesny jest obecny (m.in. Jeż Jerzy, Malutki lis, Łauma), jednak jak dla mnie - w obliczu niezwykłego rozwoju tej dziedziny w ostatnich latach - w ilościach nieomalże homeopatycznych, zasygnalizowany tylko. Ponieważ ostatnio chyba lubię go bardziej niż "starocie", czułam niedosyt.







Chłopakom się podobało, głównie, jak sami przyznali, ze względu na aranżację wystawy: monitory z animacjami, rekwizyty, "maczugę Kajko i Kokosza i biuro tego gościa".



Dociekliwi oglądacze dowiedzą się na wystawie, jak powstaje, czy też powstawał kiedyś komiks. Czy można założyć, że dzisiejsi twórcy tworzą już głównie cyfrowo? Oryginalna plansza z Łaumy Karola Kalinowskiego, czy obrazy do bardzo malarskiego komiksu Bereniki Kołomyckiej o lisku i dziku temu przeczą. Można prześledzić i wyśledzić drogę komiksu od rysunku i szkicu autora, przez starannie wyrysowane czarno-białe plansze z konturami tylko i tekstami oraz plansze z samymi kolorowymi plamami aż do gotowych wydruków. Wypatrzeć można nawet płyty do odbijania komiksowych "pasków".
Stasiek w obiektywie. fot. Mirosław Żak, Pracownia Fotograficzna MNK 
Ba, możemy nawet zobaczyć całą pracownię artystyczną... Papcia Chmiela!


Polecamy jako pozycję obowiązkową wszystkim miłośnikom komiksu. I tym sentymentalnym, i tym  najmłodszym, kolekcjonerom wycinków Świata Młodych, fanom Żbika, Funky Kowala i Jeża Jerzego oraz kibicom konkursu im. Janusza Christy. Ponieważ wystawa trwa do lata, zaplanujcie na początek wakacji wycieczkę do Krakowa.


Wystawę Teraz komiks! można oglądać w Muzeum Narodowym w Krakowie, w Gmachu Głównym do 22 lipca 2018.
I nie trzeba stać w kolejce.



Ogromnie przepraszam szanownych P.T. Czytelników za mizerną wyjątkowo jakość zdjęć. Zdecydowanie nie jestem fotografem telefonicznym, a pomysł relacji pojawił się spontanicznie i nic lepszego nie było pod ręką.

środa, 4 kwietnia 2018

Wpływ literatury na życie.

Święta spokojne, domowe. Pogoda brzydka, domowa. 
Przypomniało się, że dziś Prima Aprilis, ale właściwie szkoda, że w święta, nie w szkole, bo wtedy to można by narobić dowcipów chłopakom w klasie. A w domu - nuda. Kilka ogranych dowcipów.

Nagle zaczyna się ruch, chichoty, bieganie, jeszcze więcej chichotów. Komuś coś powiewa na plecach, ale może mi się zdawało.
Otwieram lodówkę, znajduję śledzia. Bynajmniej nie postnego, papierowego. Chichoty. Otwieram laptopa, znajduje śledzia. Chichoty. Otwieram klapę w toalecie, znajduję śledzia. Na oknie - śledź. W biblioteczce - śledź. W bucie - śledź. W torebce - śledź.
Radość wielka po obu stronach i tej chichoczącej, i tej natykającej się już do końca świąt na śledzie.



W końcu dostaję wyjaśnienie.
- Bo w Sisters tak było.
Sprawdzamy - rzeczywiście.



Pomysł na francuską "kwietniową rybę" bardzo przypadł nam do gustu i pewnie w przyszłym roku pojawi się znów. Taka nowa nasza domowa tradycja.

Oto wpływ literatury na życie nasze codzienne.

A to ważna wiadomość, jaką dostałam na whatsappie

sobota, 23 września 2017

Amulet

Komiksy. Chyba już nas zdobyły bez reszty. Chłopcy czytają / oglądają przynajmniej po jednym dziennie. Ja węszę wciąż za nowymi. Zbiory się powiększają niepokojąco. Pozornie tylko zajmują mniej miejsca niż książki, bo zwykle występują stadami.
Pozostawiam chłopakom na później i na samodzielne odkrywanie klasyczne marvelowe czy DCkomiksowe serie o superbohaterach, poszukuję innych.

Znalazłam Amulet i muszę przyznać, że od dawna żaden komiks nie zrobił na mnie takiego wrażenia.

Amulet jest komiksem dla dzieci. W zasadzie jest to fantasy urozmaicone przyjemnymi elementami coś jakby steampunku. W skrócie: elfy i robotyczny królik. Fabuła mieści się w schemacie: dramatyczne wydarzenie zmieniające życie bohaterów (mama z dwójką dzieci), spowodowana nim przeprowadzka, oczywiście do starej rodzinnej rezydencji. Odkrycie tajemnicy domu, przejście do magicznej krainy, misja, przepowiednia, drużyna, przygody. Standard. Trochę Narni, trochę Władcy P., trochę  Gwiezdnych Wojen, trochę Ruchomego Zamku Hauru.



Jednak ta standardowa i w pewnym stopniu przewidywalna mieszanka podana została tak, że nie można się oderwać. I nie mówię o dzieciach, ale o sobie.
To, że komiks jest dla dzieci, nie oznacza wcale, że jest słodko-tęczowo i infantylnie. Wręcz przeciwnie. Napięcie rośnie, bywa ciemno, posępnie, ponuro, nawet groźnie. Niektóre z postaci wcale nie są sympatyczne.

W pierwszym tomie mamy zawiązanie akcji, pozostawiające duży niedosyt. Nie róbcie tego swoim bliskim i zadbajcie o to, aby tom drugi był zawczasu pod ręką. Tam akcja się zagęszcza, przyspiesza, pędzi. Misja zostaje wykonana i ...okazuje się, że to dopiero początek.



Nie mniej od treści wciągająca jest forma. Dawno nie miałam w rękach komiksu tak ładnego. Świetne zestawienia kreskówkowo rysowanych, pogodnie kolorowych postaci z niezwykłymi tłami, w których pobrzmiewa echo Studia Ghibli. Bardzo przyjemnie się na to patrzy.



Powodzenie przygód w tej opowieści zależy od współpracy i wzajemnej pomocy, często podkreślana jest siła i waga więzów rodzinnych. Pojawia się pokusa, żeby zostać solowym superbohaterem, ale czytelnik od początku przeczuwa, że to nie prowadzi do niczego dobrego. Ze starcia sił dobra i zła zwycięsko może wyjść tylko drużyna, tylko rodzina trzymająca się razem. Niby tak jest w każdej tego typu historii, ale jednak tu jakby częściej jest to podkreślane.

A Sapkowski miał rację. Elfy są ZŁE.


Kazu Kibuishi
Amulet
Księga pierwsza: Strażniczka
Księga druga: Klątwa Strażniczki
tłumaczenie Maria Lengren
wyd. Planeta komiksów 2016, 2017
oprawa miękka
komiks

czwartek, 9 lutego 2017

Komiks nawet w kuchni

Nie jestem miłośniczką gotowania. Jak zrobię obiad dwudaniowy, moja rodzina pyta z troską, co się stało. Bezgraniczną miłością darzę szybkowar, który gotuje za mnie. Czasami oczywiście miewam napady weny kulinarnej, ale jednak nie za często. Żeby nie było, żem beztalencie całkiem - talent mam, ale nie używam - umiem nawet pokonać udziec z dzika. Zdecydowanie wolę czytać niż gotować. I żeby wszystko było jasne, czytanie o gotowaniu również mnie nie kręci. Po tych wyznaniach wróćmy więc do książek.


Z racji powyższego oraz okresowych napadów żalu (do siebie i małej powierzchni kuchennej), że nie nauczam moich synów sztuki kulinarnej (moje przyszłe synowe będą musiały z tym także się pogodzić), zakupiłam, chyba pierwszy raz w życiu, książkę kucharską (jakby) do użytku dla dzieci. Z niejaką nadzieją, że i na mnie wpłynie pozytywnie. Oczywiście głównym powodem jest to, że to jednak książka oraz w dodatku komiks.
Wpadłam na nią przypadkiem, w wersji angielskiej, ale udało mi się opanować pierwszy odruch bezwarunkowy. Jakież było moje zdziwienie, gdy kilka dni później szukając zupełnie czegoś innego, natknęłam się na ten sam tytuł w wersji polskiej.

Tytuł... no właśnie tytuł brzmi Krój, gotuj, WOW (po ang. Chop, sizzle, WOW). Pomińmy zatem tytuł.


Wewnątrz mamy przepisy kuchni włoskiej - pojawiająca się w podtytule Srebrna łyżka to podobno biblia kuchni włoskiej (Il cucchiado d'argento).
Co w środku? W środku kuchnia jak najbardziej włoska, ta znana i ulubiona (pizza margherita, cantucci, carbonara, zupa minestrone), ale też ta nieznana. Przepisy podzielone na przystawki, makarony (a jakże), dania główne oraz wypieki i desery. Na początku wprowadzenie do kuchni włoskiej, bardzo ciekawe zresztą, a na końcu  uwagi do przepisów (typu: Natka zawsze oznacza natkę pietruszki czy też: Ząbki czosnku są duże; jeśli masz małe, weź dwa). Dalej opisane są techniki kuchenne (sprawianie kalmarów i krewetek, patroszenie ryb, wyrabianie ciasta) oraz słowniczek.


Im bardziej ją oglądam, tym bardziej mi się podoba. Może wreszcie coś z niej ugotuję? A może i chłopaki zrobią coś więcej niż kanapkę z nutellą? Zwłaszcza, że niektóre wskazówki-obrazki bardzo do mnie trafiają:







Krój, gotuj, WOW
Srebrna łyżka, 50 kulinarnych przygód krok po kroku, 
ilustrował Colin White,
tłumaczenie: Maria Brzozowska, 
wyd. Insignis Media
oprawa miękka
komiks - książka kucharska