Prawdopodobnie to dla nich nawet lepiej, gdy ich książki nieco je przerastają. Książki dla dzieci powinny zawsze, podobnie zresztą jak i ich ubrania, pozostawiać możliwość dorośnięcia do nich; a książki dodatkowo powinny stanowić bodziec do tego dorastania.
J.R.R. Tolkien
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 8-latki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 8-latki. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 19 czerwca 2018

Kosmiczne rupiecie

To naprawdę epicka (choć u nas ostatnio wszystko jest epickie) opowieść o tym, jak poradzić sobie z biegunką kosmicznych wielorybów. Jak się jest małą dziewczynką lub nieśmiałym kurczakiem. Ewentualnie  ostatnim (prawie) bryłkowcem we wszechświecie.

To nie jest lekka lektura. To prawie kilogram (dokładnie 983g) komiksu w solidnej twardej oprawie. Na obóz wędrowny więc nie polecamy. Na zamorskie wczasy z ograniczonym wagowo bagażem również niekoniecznie. Ale na wszelkie inne okoliczności - bardzo, bardzo. My zabraliśmy na majówkę. Przez 10 dni myślę, że przeczytało go przynajmniej 8 osób? Dzieci i dorośli. Wszystkim się podobał.



Kosmos, rodzina, złomowiska, kupa wieloryba, warsztaty mechaniczne i świat wielkiej mody. Myślicie, że nie da się połączyć? Craig Thompson potrafił. Z dużym rozmachem stworzył niezwykle barwny (także dzięki kolorom Dave'a Stewarta) (wszech)świat małej Fiolet. Trochę w nim ducha Autostopem przez galaktykę (Może przez te wieloryby? I kosmos?).
Porządny kawałek fajnej przygody z fajnymi bohaterami i równie sympatycznymi postaciami drugoplanowymi. I rysunki. Niebywałe rysunki niezliczonych pojazdów, machin i złomowisk (pełnych pojazdów i machin) wyrysowanych z najdrobniejszymi detalami, śrubkami, przekładniami i kabelkami. Teleskopowymi nóżkami i czułkami i chromowanymi rurami.


Na końcu grubaśnego komiksu dodatek specjalny (coś jak materiały dodatkowe na filmach na dvd).  Making of. Dodatkowe plansze komiksowe. Krótkie komiksy, z których wzięły się pomysły postaci do Kosmicznych rupieci. A przede wszystkim rysunki. Kolejne pojazdy i machiny rozrysowane z każdej perspektywy. Na brudno i na czysto. Projekty plansz do komiksu. Ujęcia mimiki, strojów i postaw bohaterów. Przebogaty materiał, z którego można wiele dowiedzieć się o warsztacie i sposobie powstawania komiksu.







Kosmiczne rupiecie
Craig Thompson
pokolorował Dave Stewart
tłumaczenie Bartosz Czartoryski
wyd. Timof i cisi wspólnicy  2016
oprawa twarda
komiks

środa, 18 października 2017

Erich Kästner do słuchania i czytania

Ponieważ z czasem czasu nie przybywa, zastanawiałam się nad stworzeniem działu książkowych ogłoszeń drobnych. Informacyjnych notatek pod hasłem rzucenia hasła, zainteresowania PT Czytelników, zasygnalizowania czegoś ciekawego do samodzielnego sprawdzania.

Myślałam więc, że wydam krótki komunikat o nowych wydaniach książek i audiobooków, które już znamy, a tymczasem okazuje się, że z jednym wyjątkiem, nigdy nie opisałam przedmiotu jak należy. W takim razie - dłużej i od początku.

Za sprawą wydawnictwa Jung-OFF-Ska jednym z naszych ulubionych autorów stał się Erich Kästner. Wydawnictwo wyspecjalizowało się w dwójce autorów. Oczywiście w książkach Astrid Lindgren brawurowo interpretowanych przez Edytę Jungowską i właśnie w książkach Kästnera fantastycznie (oczywiście!) czytanych przez Piotra Fronczewskiego. Praprzyczyną mojego zainteresowania był oczywiście głos Pana Piotrusia, ale okazało się, że historie sprzed 70, 80, czy 90 lat są niebywale wciągające i świetnie opowiedziane. Nasza przygoda zaczęła się od Latającej klasy. Od tamtej pory wysłuchaliśmy również (wielokrotnie) przygód Michałka z pudełka od zapałek (głównie Brat) i 35 Maja (jedna z moich ulubionych książek z dzieciństwa, jedyna Kästnera, jakie znałam i jedna z nielicznych, które przetrwały u mnie do dziś, w wydaniu z ilustracjami Bohdana Butenki!).


Ulubioną z tego zestawu stała się jednak książka, która był debiutem Autora dla dzieci - Emil i detektywi. Mocno osadzona w realiach Berlina przełomu lat 20. i 30. XX w. historia chłopca, który zostaje okradziony w pociągu ze znacznej (140 marek!) sumy pieniędzy, którą ma zawieźć swojej babci. Gdy orientuje się w sytuacji, próbuje wyśledzić i zatrzymać złodzieja. Pomaga mu w tym cała grupa berlińskich chłopaków - stąd tytułowi detektywi. Akcja wartka, pełna zwrotów zmierza oczywiście do szczęśliwego zakończenia, a dzieciaki wspaniale sobie radzą.

Dwie pozostałe książki są dużo bardziej fantastyczne. Konrad, 35 maja wraz z wujem Rabarbarem i gadającym koniem Negro Kaballo udaje się na poszukiwanie mórz południowych, w celu przygotowania się do zadania szkolnego. Z dzieciństwa najbardziej pamiętam metalowy równik, po którym da się przejść aż do mórz południowych. Do tej pory trochę go sobie takim wyobrażam.

A Michałek jest najmniejszym chłopcem na Ziemi, sypiającym w tytułowym pudełku od zapałek. Po tragicznym wypadku rodziców (również najmniejszych) zaopiekował się nim Profesor Hokus-Pokus, czarodziej z cyrku Kometa. Czarodziej, dodajmy, jak najbardziej opiekuńczy i dobry, rozumiejący swojego małego podopiecznego i zawsze go wspierający. To opowieść raczej dla nieco młodszych - u nas zasłuchany jest w niej zwykle Brat.

To, co dodatkowo cenię w historiach Kästnera i o czym pisałam już przy okazji Latającej klasy,  to występujący w nich mądrzy, dobrzy dorośli. Nawet jeśli dzieci w tych opowieściach muszą radzić sobie same, to nie dlatego, że dorośli dookoła są beznadziejni i bezradni, albo po prostu nieobecni. Dorośli są, ale gdzieś trzy kroki z tyłu, zostawiający dzieciakom miejsce na przygodę i właśnie "radzenie sobie", ale gotowi w każdej chwili pomóc. I dla mnie to też jest wartość tych książek. Stara dobra szkoła starych dobrych wartości, do której czasem tęsknię w gąszczu "nowoczesnej" literatury dla dzieci.

A teraz ogłoszenie, które miało być drobne, a zamieniło się w post nadrabiający zaległości.
Dwie książki Kästnera, audibookowe wydawnictwo Jung-OFF-ska wydało jako ...książki.  Właśnie ulubionego naszego Emila oraz Mania czy Ania. Obie starannie wydane, w niewielkim formacie z ilustracjami Joanny Rusinek. I teraz mamy pełne spektrum możliwości: możemy mieć audiobook, książkę lub książkę z audiobookiem. Do wyboru do koloru. Ładne. I fajna opcja prezentowa.


foto Wydawnictwo




Erich Kästner
czyta Piotr Fronczewski
35 maja (2h 30')
Michałek z pudełka od zapałek (4h)
Emil i detektywi (3h)
wyd. Jung-OFF-ska
audiobooki






Erich Kästner
Emil i detektywi
Mania czy Ania
ilustrowała Joanna Rusinek
wyd. Jung-OFF-ska 2017
oprawa twarda
książki z audiobookami



niedziela, 21 maja 2017

Książka na maj. Bozie.


Maj. Sezon komunijny w pełni. Nasz osobisty w wersji A za nami, wersja B daleko przed nami (przynajmniej tak mi się wydaje). W tym roku jednak sezon na Zośki, którym matkuję. Zresztą nie tylko Zośki. Nie byłabym "ciotką od książek" gdybym oprócz wymarzonych zamówionych prezentów nie wcisnęła swoich trzech groszy, czyli książki. Nie miałam, przyznam tyle odwagi, żeby, tak jak Staśkowi, podarować wielką wersję komiks-Biblii (o której swoją drogą od roku nie napisałam ni słowa). Ale miałam tyle tupetu za to, żeby wszystkim tegorocznym Przystępującym podarować Bozie.

Świetna książka Karoliny Oponowicz. Książka Odpowiadająca na Pytania. Pytania z tych najważniejszych, ale też najbardziej kłopotliwych. Pytaniach o rzeczy, zjawiska, o których - mam wrażenie - niewielu z nas umie, czy wręcz chce opowiadać. Albo, jeśli radzi sobie jeszcze jako tako w temacie własnej wiary i religii, często gubi się na zakrętach innych wyznań. Z pomocą przychodzi książka (jak zawsze):
Zebrałam od znajomych dzieci jeszcze więcej pytań związanych z religią, Bogiem, Kościołami, a potem poszłam do duchownych sześciu wyznań. Diakon Małgorzata, imam Janusz, ksiądz Artur, lama Rinczen, ojciec Max i rabin Stas podczas naszych rozmów często szeroko otwierali oczy ze zdumienia. Ale odpowiadali z wielką cierpliwością i otwartością.
Tyle sama autorka.

Pytani przez nią duchowni na samym początku przedstawiają się, opowiadają skąd są i kim są, oprócz tego, że pełnią posługę w takim czy innym kościele. Dzięki temu w książce zebrane zostały opowieści, nie definicje. Bardzo dobrze się je czyta, a za każdą odpowiedzią-opowieścią stoi konkretny człowiek. Są ciepłe i pełne uwagi. Poważne. I proste, na ile mogą być prostymi odpowiedzi o wierze. 

















Książka to także bardzo dobrze zilustrowana przez Joannę Rzezak. Nieco w stylu mizielińskim (proszę, jesteśmy świadkami tworzenia się nowych stylów ilustracyjnych). Nie jest to bynajmniej zarzut, książkę na prawdę dobrze się ogląda. A zabieg z zastosowaniem kodu kolorystycznego do poszczególnych wyznań pomysłowy i bardzo wygodny.

Książka dla wszystkich: katolików, buddystów, protestantów, prawosławnych, żydów i muzułmanów. I tych, którzy są gdzieś obok, pomiędzy, trzymają się z daleka, szukają, obserwują zza rogu. Dla tych, którzy mają dzieci i wcale niekoniecznie.
Idealny prezent na Okazje.






Bozie
Karolina Oponowicz
ilustrowała Joanna Rzezak
wyd. Agora 2016
oprawa twarda
tekst > ilustracje






czwartek, 16 czerwca 2016

Eksperyment audiowizualny 2

Pisałam już kiedyś o eksperymencie audiowizualnym, komiksowo-słuchalnym.
Mamy jeszcze jeden taki zestaw, tym razem z najnowszej historii komiksu polskiego dla dzieci. Tomasz Samojlik jest twórcą świetnych komiksów dla dzieci, w których wartkiej akcji i przygodzie towarzyszy podana ze smakiem, umiarem i dużymi umiejętnościami wiedza o przyrodzie, zwierzętach i innych ekosystemach. Zresztą, o Ryjówce przeznaczenia również już pisałam. Od tamtego czasu cała trylogia ryjówkowa ujrzała światło dzienne, pozycja Tomasza Samojlika, jako twórcy różnych fajnych "odzwierzęcych" książek dla dzieci, nie tylko komiksów, się ugruntowała, a Stasiek nauczył się czytać i sam już wszystkie części ryjówek przeczytał (kolejne tytuły to Norka zagłady i Powrót rzęsorka). Ale co z Bratem? Brat jest miłośnikiem komiksów, studiuje je namiętnie, ale w naszym domu, nikt poza tatą okazjonalnie, nie jest miłośnikiem czytania komiksów na głos.

Z pomocą przyszło nam znów Studio Sound Tropez.
I z całym przekonaniem mogę polecić Ryjówkę w formacie audio. Narratorem jest świetny Artur Barciś, a i reszta aktorów radzi sobie wyśmienicie. Właściwie to muszę przyznać, że ten eksperyment jest dużo bardziej udany niż poprzedni, mniej krzykliwy, mniej chaotyczny, chłopakom też przypadł do gustu od pierwszego słuchania.
Zresztą - oceńcie sami:


Warto poznać przygody ryjówek - w takiej czy innej formie - na progu lata i wakacji. Zwłaszcza, jeśli wybieracie się do Puszczy...


Ryjówka przeznaczenia
słuchowisko na podstawie 
komiksu Tomasza Samojlika
wyd. Sound Tropez Studio
mp3, 180'
Narrator: Artur Barciś
W rolach głównych: Marcin Hycnar (Dobrzyk), Julia Kamińska (Śmiłka), Marieta Żukowska (Korina)

piątek, 13 maja 2016

0:1

Czas nie gra roli, okazuje się. Realia nie grają roli. Niezrozumiałe (zapewne) słowa, czyny i zjawiska nie grają roli. Ważne, że grają. W nogę, oczywiście.

Nie czytałam Bahdaja typowo chłopaczych książek. A więc Do przerwy 0:1 również nie. Przypomniałam sobie o takiej książce szukając czegokolwiek w zakresie staśkowych obecnych, nieustających piłkarskich zainteresowań. Ale, szczerze powiedziawszy, nadal nie miałam zbyt ochoty czytać (jako lektor), (choć pokazały się bardzo apetyczne, małe wydania bahdajowych książek z fajnymi okładkami Piotra Sochy!). A i nie wróżyłam - być może niesłusznie - żeby Stasiek podołał temu nieco już archaicznemu jednak językowi samodzielnie. Ale gdy trafiłam na audiobooka, to co innego. Dla moich maniaków "czytania uszami", spragnionych wciąż nowości - zaryzykowałam.

Chwyciło, jeszcze jak. Z 420-ma minutami słuchania poradzili sobie w dwa (2!) dni. Pół deszczowej niedzieli (drugie pół spędzili na podwórku kopiąc piłki prawdziwe, jak słońce wyszło). Kolacja, kawałek poniedziałku poszkolnego. Kąpiel (tak, nawet do łazienki powędrowali z odtwarzaczem).
Przy czym zwykle słuchanie towarzyszy im przy robieniu czegoś, tym razem prawie się nie ruszali, zasłuchani. Woda w wannie nawet nie chlupotała! Nie można się było do nich odezwać. Obiad zjedli w wielkim pośpiechu.

Przymykam ucho na trenerów-działaczy, przy półlitrze rozprawiających o przyszłości drużyny. Przymykam ucho na proponowaniu mocno nieletniej młodzieży "chociaż ciemnego piwa". Akcent z Woli jest dla mnie równie abstrakcyjnym pojęciem, co akcent z południowego Londynu, w odróżnieniu od północnego. Jak dla mnie (choć przyznam, nie słuchałam uważnie i tylko urywki), klimaty bardziej jak ze Złego Tyrmanda. Ale chłopakom się spodobało. I świetnie. Najfutbolniejsi w wersji retro? Czemu nie.





Adam Bahdaj
Do przerwy 0:1
wyd. Lissner Studio
audiobook
mp3, 420'
czyta Andrzej Szopa

niedziela, 28 lutego 2016

Głębia sukcesu

Książka - sukces. Wydawniczy, autorski (w tej kwestii jedno słowo zamiast recenzji wystarcza - Mizielińscy), prezentowy (znaczy, jak kupicie komuś na prezent, to powinien się spodobać). Choćby dzięki tej wielkiej ilustracji z wnętrzem wulkanu. Musthaw większości chłopców w przedziale 4-9 lat, a i sporej liczy dziewczynek. 


Książka wielka. Formatem. To też przesądza - jestem przekonana - o sukcesie. Bo jak na prezent, to okazały od razu. A jak wulkan to też, przynajmniej nawiązuje skalą (dla porównania mamy książeczkę o wulkanach serii pixi... no, nie ma porównania). W maleńkości swej moi chłopcy najchętniej sięgali po wielkie książki, prawie większe od siebie. Im trudniej było małym łapkom przewracać wielkie strony, tym częściej książka była oglądana.

W zasadzie kompendium wiedzy. Encyklopedia niemalże. Nie zdawałam sobie sprawy, ile z najciekawszych tematów rozmów między rodzicem, a dzieckiem w drodze z przedszkola, dotyczy tego, co Pod ziemią. Drugie tyle nawiązuje do tego, co Pod wodą. A teraz wszystko w jednym miejscu ( i można upewnić się, czy dało się dobrą odpowiedź...).
Dla miłośników wspomnianych wulkanów, kanalizacji, ryb ze świecącym czubkiem, łodzi podwodnych, metra, dinozaurów, bulw jadalnych, archeologii, akwarystyki głębinowej, robali i wtulonych w siebie śpiących słodkim zimowym snem zwierzątek futerkowych. Dla wszystkich?





Mapy opanowały już świat. W pełni zasłużenie. Teraz, jestem pewna, kolej na następną superprodukcję duetu (debla właściwie...) Dwie Siostry - Aleksandra i Daniel Mizielińscy. My polubiliśmy bardzo. Trzymamy kciuki za światowy podbój. Oczywiście pod ziemią i pod wodą również.





Aleksandra i Daniel Mizielińscy
Pod wodą / Pod ziemią
wyd. Dwie Siostry 2015
oprawa twarda
ilustracje = tekst



Wydawnictwu dziękuję za książkę.

niedziela, 21 lutego 2016

Pensjonacik Wiecznego Odpoczywania

Ewentualnie tłumaczenie tytułu mogłoby być jeszcze bardziej wolne, aczkolwiek mniej autorskie: Straszny dwór lub Dom zły... Dostawcy proszeni są o korzystanie z tylnego wejścia...

W temacie pop-upów jakiś ciszej było ostatnio. Nie znaczy to jednak, że przestaliśmy lubić. Mamy i lubimy nadal. Najwierniejszym oglądaczem jest Brat, którego co jakiś czas można zobaczyć, jak siedzi i przegląda. Tylko w poszukiwaniach jakoś ostatnio ustaliśmy, bo ...tak. Okazuje się, że w tym temacie mamy jednak szczęście. Ostatnio zupełnie nie poszukiwany, zupełnie przypadkiem pojawił się na horyzoncie nowy-stary. A jak już zamajaczył to posiedliśmy, zwłaszcza, że okazyjna była także kwota. Chyba dlatego, że sprzedający nie umieścił w opisie magicznego słowa "pop-up" i książka była-żyła sobie gdzieś w odmętach internetu, na uboczu. W dodatku staroć taki, kto by chciał...


W ten sposób prawie mimowolnie posiedliśmy - nie boję się tego słowa - popupową klasykę, Haunted House Jana Pieńkowskiego. A tak na prawdę Pension zum ewigen Frieden. (To prawdopodobnie drugi powód, dlaczego książka czekała na nas w odmętach internetu, a natknąć się na nią mogłam tylko i wyłącznie przypadkiem). 

Za  Haunted House Pieńkowski - syn emigrantów z Polski - dostał brytyjski medal Kate Greenaway, który jest odpowiednikiem Caldecota w Stanach. W 1979 r., czyli prawie 20 lat przed największymi papierowymi fajerwerkami Roberta Sabudy. Wymieniany jest zawsze wśród najważniejszych twórców gatunku. Ma swoją stronę. Tworzy nadal, choć obok pop-upów cechą charakterystyczną jego stylu stały się ilustracje z sylwetkowych wycinanek. A Pani Zorro przeprowadziła z nim wywiad. 

Zapraszam więc do Pensjonaciku. Nie jest duży: przedpokój, kuchnia, salon, łazienka, sypialnia i strych. Autor łaskawie oszczędził nam tego, co skrywa się w piwnicy. Chociaż... Chłopcy, jak dostali książkę zamiast okrzyków grozy i przestrachu wydawali z siebie raczej radosne chichoty. I spali potem spokojnie, choć zaaplikowali sobie również dawkę przedsenną. Zajrzyjcie więc, proszę. Dostawcy proszeni są o korzystanie z tylnego wejścia...




 

Pension zum ewigen Frieden
Lieferanten den Hintereingang benutzen!
Jan Pieńkowski,
wyd. Herausgeber und Verlag 1979
pop-up book


sobota, 23 stycznia 2016

Miziołek

Jeżeli mam pisać, co poleca Stasiek, to muszę. Musze napisać o książce - u nas w postaci audiobooka - którą  razem z Bratem polubili od pierwszego słuchania. Obaj - na zabój. Gdyby sprzęt w kuchni odtwarzał mp3 miałabym syndrom Mikołajka - zawsze, wszędzie i o każdej porze, do każdego posiłku i pomiędzy.

Poniewczasie muszę stwierdzić, że opinie o książce, które migały mi tu i ówdzie czytałam/oglądałam najwyraźniej dość pobieżnie i bez głębszej analizy, zapamiętując tyle, że były pochlebne. W poszukiwaniu nowych audiobooków przed kolejnymi wakacjami, czy inną podróżą nabyłam i odruchowo podsunęłam chłopakom. Wsiąkli, jak nigdy. A ja zaczęłam się zastanawiać, czy jednak nie za szybko, wszak bohater ma lat 12 czyli prawie dwa razy więcej niż Stasiek wtedy (nie mówiąc już o Bracie), w szkole jeszcze nie takie problemy, w życiu też nie bardzo... A jak zaczęłam słuchać, to tym bardziej zaczęłam się zastanawiać, czy dobrze zrobiłam. Ten język swobodny! Ale było już za późno... Chłopaki wsiąkli jak rzadko.

W sumie, jak się nad tym zastanowić, to nieco straszy Mikołajek po remasteringu 40 lat później. I z rodzeństwem. Właściwie dziwię się, że się dziwię - te same domowe perturbacje, te same szkolne wygłupy. I ten język swobodny! Do tego interpretacja Artura Barcisia, który w roli Miziołka, dwunastoletniego Mędrca i Człowieka Uciśnionego (szkołą i rodziną) jest niezwykle przekonujący. 

Trochę przeraża mnie myśl, ze chłopcy w wieku lat 12 mogą być w stosunku do swoich rodzin tak bezbrzeżnie protekcjonalni i aż tak traktować ich jak bandę półgłówków. Pozostaje mieć nadzieję, że to trochę, jak z większością negatywnych bohaterów - "chciałabym i boję się" - wiem, że zachowuje się nie dobrze, ale - ach! - jakież to ekscytujące! A może jestem naiwna. Ponieważ czeka mnie przyszłość z dwoma 12-latkami, może powinnam się zaszczepić. Pierwsza dawka przyjęta.




Joanna Olech
Dynastia Miziołków
wyd. Biblioteka Akustyczna 2010
czyta Artur Barciś
1 CD mp3, czas nagrania 3h 49'
audiobook

niedziela, 17 stycznia 2016

Skrzynka potworów

Rzutem na taśmę, tuż przed Świętami, kiedy to już absolutnie miałam nic a nic nie kupować (oprócz papieru do pakowania prezentów) dojrzałam, że pojawiły się brakujące potwory. Potwory do skrzynki. Potwory, na które Stasiek czekał już od dłuższego czasu. Zdaje się, że potwór z szafy to był i wilkołak. W sam raz w nastrój świąteczny się wpasowały.

Seria o potworach wydawnictwa Tako jest ...dziwna. Od razu powiem, że mój do niej sentyment jest jednego tylko rodzaju - Mumia była pierwszą książką, którą Stasiek przeczytał natychmiast po zakupieniu, w autobusie, który wiózł nas do domu z Targów Książki AD 2014. 


Cała seria to garnitur 10 uroczych postaci: Zombie, Czarownica, Dziad z workiem, Potwór z szafy, Mumia, Duch, Wilkołak, Kościotrup, Wampir i Ogr. Cienkie, mocno ilustrowane książeczki z krótkimi historyjkami, w sam raz dla początkujących Czytaczy Samodzielnych. Wszystkie napisane przez Enrica Llucha, każda zilustrowana przez innego ilustratora. Wszystkie w tonacji dość posępnej. Moje ulubione - Kościotrup, Ogr i Dziad z workiem. Ta różnorodność ilustracji też mi się podoba, a koncept doceniam.
W szkole nauczyciel wytłumaczył Kostkowi, jak siadać, żeby się nie rozsypać (...) a w następnym zaprowadził go do sali gimnastycznej i nauczył biegać bez gubienia po drodze kości.
Historie za to? Nie takie, jakich moglibyśmy się spodziewać. Nie straszne (to opinia Staśka), co fajnie zgrzyta z szatą graficzną. Ale wcale nie słodkie i przecukrzone. Otóż potwory z reguły są ...potworami i to beż żadnych upiększeń i łagodzących okoliczności, ale też mają zwykle jakieś problemy - egzystencjalne, ekonomiczne, zdrowotne... 
Dentysta nie zdjął z siebie czosnku ani krzyża. A na dodatek, mając ręce zajęte kołkiem i młotkiem, nie mógł chwycić wiertła... Władek wyszedł więc z gabinetu, tak jak do niego wszedł: godny i z nierozwiązanym problemem.
I tak to leci. Kościotrupek Kostek, chce zostać człowiekiem i piłkarzem (to chyba moje ulubione), dzieci z miasteczka, do którego udał się Dziad z workiem są za chude, za to Ogr wyprowadził się w okolicę w ogóle bezdzietną, Mumia chce wrócić do Egiptu (ale pada deszcz), Czarownica nie może się odnaleźć w żadnej bajce, a Wampir ma kłopoty z dentystą...

Książki ze skrzynki polecamy jako ciekawe, bo INNE. Czytaczom dają satysfakcję, bo są straszne (przynajmniej takie się wdają na pierwszy rzut oka, zwłaszcza babć lub cioć) i szybko się czytają. W całości. No i dla miłośników strachów i potworności (oczywiście tych niestrasznych i mało potwornych), których jest pewnie sporo.

Enric Lluch
Skrzynka potworów:
Czarownica, il. Óscar T. Pérez
Wampir, il. Fernando Falcone
Dziad z workiem, il. Miguel Angel Díez
Zombi, il. Oriol Hernández
Duch, il. Rodrigo Luján
Mumia, il. Pablo Tambuscio
Ogr, il. Cecilia Varela
Kościotrup, Mercé López,
Potwór  szafy, il. Pablo Zamboni
Wilkołak, il. Pere Meján
wyd. Tako 2013-2015
oprawa miękka + tekturowa skrzyneczka
ilustracje = tekst

sobota, 12 grudnia 2015

Szczęście według Duni

Co czytać, jak Najfutbolniejsi się skończyli, a do Mikołaja jeszcze tydzień (a ma przynieść kolejną część)? Moje sugestie, że wystarczy się rozejrzeć, bo półki uginają się od książek, jakoś trafiają w próżnię i ośmioletnią kontestację. Przez chwilę trwa czytanie Bratu książek, które można ogarnąć w 15 minut (miód na moje oczy, uszy i serce!), przez chwilę jakieś komiksy przy jedzeniu, no, ale jednak coś by poczytał.

Wkrótce podchodzi jednak do półek, jak nie patrzę...
Pojawia się na fotelu z Dunią. Czyta. Skończył. Werdykt? Fajne, ale krótkie.
Podpowiadam, że kuzynka ma pozostałe części. Ile? Chyba 3... O świetnie, jeszcze 3 dni do Mikołaja, to będę miał akurat. Mogę? Trzaśnięcie drzwiami, tupot na schodach.

poniedziałek, 23 listopada 2015

Najfutbolniejsi

Nie lubię. Nie lubię i nie staram się polubić. Nie oglądam. Nawet tych najważniejszych, o awans, o wyjście o wszystko. Tata chłopaków też nie lubi i nie ogląda. W ogóle jesteśmy niezainteresowani. Chyba, że rozgrywki toczą się na pobliskim stadionie, bo wtedy nie ma gdzie zaparkować, jak nieopatrznie ruszymy samochód spod domu.

Piłka nożna.

W związku z powyższym Stasiek jest fanem. Miłośnikiem. Graczem. Oczywiście.

piątek, 31 lipca 2015

Vater und Sohn

Miałam to szczęście i przyjemność spędzić tydzień samodzielnych (bo nie samotnych bynajmniej) wakacji Nie Tu. Tylko moich własnych. Przyjemność w czystej postaci, Odpoczynek i Wakacje (mimo, że w zasadzie szkoła). Jednak, jak to bywa przy tego rodzaju wyjazdach, gro czasu spędziłam na poszukiwaniu prezentów dla Tych Którzy Zostali. Nie oszukujmy się, znaczna część z tych prezentów (może poza koszulką Bundes-reprezentacji) była również prezentem dla mnie samej (łącznie z koszulką z Yodą mówiącym po niemiecku) i zarówno ich wyszukiwanie, nabywanie, jak i obdarowywanie sprawiło mi dużo frajdy...

W ręce wpadła mi szalenie sympatyczna książeczka (nieznajomość języków nie zwalnia mnie z grzebania po księgarniach w żadnym razie), która bardzo mi się spodobała. Od razu znalazłam alibi: w ubiegłym roku szkolnym Stasiek rozpoczął naukę języka niemieckiego, który strasznie mu się podoba, postanowiłam więc nabyć coś z kręgu kultury niemieckiej. Na początek może coś o tytule, który łatwo mu będzie przeczytać i zrozumieć i ...tylko tytule, bo poza tym to komiks, bez słów. Vater und Sohn. W zasadzie to nawet nie komiks, a zbiór historyjek obrazkowych.


czwartek, 30 lipca 2015

(wakacyjna) Szkoła Jedi

Wielka letnia (właściwie to gorąca i upalna) wakacyjna dziura ziejąca pustką.
Spadłam na jej dno, a teraz, mam nadzieję, unoszona rześką bryzą o zapachu łąki i wolnego czasu wreszcie się z niej wynurzam. Przepraszam wszystkich, którzy tak długo czekali. Dziękuję wszystkim, którzy tak długo czekali.

Zaległości tyle, że nie wiadomo od czego zacząć, niektóre nawet zdążyły rozpuścić się z gorąca i wyparować. Gdzieś tam pomiędzy datą dzisiejszą, a ostatnią odbył się koniec szkoły, o tyle rozmyty w codzienności, że następne dwa tygodnie odbywaliśmy jeszcze lato-w-mieście (i szkolnej świetlicy). Tymczasem wakacji już prawie półmetek. No, ale szkoły koniec był. Na koniec roku książkowe nagrody - oczywiście "zupełnie przypadkiem" zapomniane przy pakowaniu na wakacje kurzą się gdzieś na drugim końcu Polski na równie zakurzonym biurku. Nie, żeby były złe (w końcu sama maczałam palce w klawiaturze, żeby takie nie były), ale wciąż książka pełna tekstu i objętości nie budzi jeszcze zaufania i euforii.


Ja jednak nie byłabym sobą, gdybym własnym sumptem nie ufundowała własnych nagród na zakończenie roku, oczywiście książkowych (skaranie z taką matką). Litościwie jednak postawiłam na wydawnictwo lżejsze i bardziej wakacyjne, o tematyce zbliżonej do ulubionej. Choć mimo wszystko kupiłam książkę o szkole. Akademia Jedi, Jeffrey Brown.


niedziela, 8 marca 2015

Tuczarnia motyli

No to na świeżo, bo właśnie skończyliśmy.
Recenzja Staśka (lakoniczna jak zwykle, ma to po ojcu): super! i dwa podniesione w górę kciuki. Brat też prawie całej wysłuchał. Nie oponował.

Dużo bardziej dynamiczna niż pierwsza część, ze scenami batalistycznymi, słowami takimi jak eskadra, szwadron i larwa bojowa, więc właściwie trudno się im dziwić. Ja - choć zdzierałam gardło na długaśnych rozdziałach - bawiłam się bardzo dobrze. I po raz kolejny podziwiałam talent autora i kolejną jego rewelacyjną powieść dla Młodszych.

niedziela, 8 lutego 2015

Czarownica piętro niżej

Przed nami druga część, ale napiszę o pierwszej, zanim znów mi uciekną wrażenia. Znów, bo Czarownica piętro niżej najpierw przeczytałam sobie. I już miałam napisać, ale zaczęliśmy czytać ze Staśkiem wieczorami. No, a teraz skończyliśmy. Więc wrażenia świeże.

niedziela, 19 października 2014

Ucieczka na uroczysko

Nie pomyliłam się. I nie chodziło mi o rozlewisko...
W nawale pracy kradnę małe krótkie chwilki i staram się uciec. Uciekam do lasu, na Uroczysko. Książki dla dzieci i młodzieży świetnie sprawdzają się do uciekania. W nie. Mimo mało dziecięco-młodzieżowego wieku, który potwierdził ostatnio znów kalendarz. A może właśnie dlatego? Tym razem naprawdę niezły kawałek literatury ddim ( 4,5 cm grubości).

Nie sądź książki po okładce... Niby tak. Przeczytałam sporo bardzo fajnych książek w beznadziejnych okładkach. Zapewne bywają tez gnioty w okładkach przepięknych. Ale co z tego, kiedy to właśnie okładki wołają do mnie w księgarni, bibliotece, na straganie, w dzień targowy (ten już za tydzień! czuwajcie!). Czasem tak bardzo, że dalej idziemy już razem. Tak było z Uroczyskiem. Niebywale - nomen omen - uroczą książką.


poniedziałek, 15 września 2014

W Kamienicy same świnie

W poniedziałek się pojawiła. Została dokładnie obejrzana we wtorek, bo ma obrazki. W środę, ponieważ wciąż leżała na wierzchu, a poza tym jest niewielka i poręczna (+- 10 x 15), została zabrana do poczekalni. Tam ją zaczęliśmy czytać. Skończyliśmy w niedzielę, przy kolacji i tylko dlatego, że trzymaliśmy się reżimu 2-3 (no, może 4, prooooszę!) rozdziałów dziennie, a w sobotę nie było nas w domu.