Prawdopodobnie to dla nich nawet lepiej, gdy ich książki nieco je przerastają. Książki dla dzieci powinny zawsze, podobnie zresztą jak i ich ubrania, pozostawiać możliwość dorośnięcia do nich; a książki dodatkowo powinny stanowić bodziec do tego dorastania.
J.R.R. Tolkien
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Carle Eric. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Carle Eric. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 13 grudnia 2016

Tacierzyństwo

Ponieważ oczekujemy na Wyklucie (nie, nie u nas... ale niedaleko), miałam alibi.
W te pędy skorzystałam, bo jak nie skorzystać. Wszak nam nie wypada już takich tekturzaków kupować niestety, staram się nawet nie patrzeć w ich stronę, bo dziedzina ta rozrasta się nieprawdopodobnie i tak fantastycznie, że kusi straszliwie. A dzieci już szkolne wszak. Ale tym razem alibi. Więc w te pędy.

Konik morski, Eric Carle. Pan od wszechświatowej gąsienicy żarłocznej. No, jak ja jednak lubię te ilustracje. A w sumie chłopaki jakoś nie mieli dużo poza gąsienicą oczywiście i świetlikami... Chyba wtedy (tak dawno, dawno temu, jakieś sześć czy cztery lata...) jeszcze nie było aż tylu, takich.


A ten koni morski taki uroczy. I całe to podwodne towarzystwo. Jak na kogoś, kto morze ogląda raz na ...lat, a i to z reguły przypadkiem, to mam dziwny pociąg do podmorskich ilustracji.
Może dlatego, że podmorski świat malowniczy jest. Jeśli dodać do tego malowniczość Erica Carle, to bajka. A tu jeszcze niespodzianki, szybki-malowanki, folijki-zakrywajki...












Treściowo jest to książka o tacierzyństwie. Okazuje się, że nie tylko konik morski - tata opiekuje się swoim potomstwem, więcej jest takich zaangażowanych rodzinnie podwodnych ojców: tilapia, kurtus, iglicznia, sumik. I każdy na swój sposób ogarnia temat.
W sam raz więc to prezent nie tylko dla OMC Wyklutego, ale i dla jego Pierwszy-Raz-Taty.






Eric Carle,
Konik morski
wyd.Tatarak 2016
książka obrazkowa
książka kartonowa


sobota, 23 listopada 2013

Świetliki

To chyba będzie seria postów na pożegnanie. Brat tłumaczył ostatnio dwuletniej koleżance, że to ona jest mała, a on duży. Poza tym, szczerze mówiąc, półki zaczynają cierpieć na chroniczną ciasnotę. A za nami Targi, a przed nami Święta. Pora na porządki, a przy porządkach, jak to zwykle bywa znajdujemy jakieś z dawna niewidziane książki, fajne, które lubliśmy lub lubimy nadal, a których jakimś trafem nie pokazywaliśmy. 


środa, 10 lipca 2013

Unkaputtbar!

Drobiazg taki, ciekawostka.
Po pierwsze.
Książeczkę ową Nie Tu zakupiłam - szczerze - dla tego jednego słowa, które widnieje na tylnej okładce. Unkaputtbar. Bardzo mi się spodobało. Abstrahując nawet od znaczenia.
Niezniszczalna.


Wykonana z materiału papieropodobnego. O przyjemnym wyglądzie długowłóknistego papieru.
"Nowy materiał na książki dla dzieci przetestowany i wydany przez niezależne akredytowane laboratoria" głosi wyjaśnienie. Odporny na wodę, rozdarcia, wolny od szkodliwych substancji. 
Czyli dla tej części czytelników, którzy organoleptycznie lubią sprawdzić o czym smakuje ta książka.