Prawdopodobnie to dla nich nawet lepiej, gdy ich książki nieco je przerastają. Książki dla dzieci powinny zawsze, podobnie zresztą jak i ich ubrania, pozostawiać możliwość dorośnięcia do nich; a książki dodatkowo powinny stanowić bodziec do tego dorastania.
J.R.R. Tolkien
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 6-latki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 6-latki. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 21 maja 2018

Hotel dziwny - komiks

Jeden z ładniejszych komiksów, jaki spotkaliśmy. Kolorowy bardzo bardzo. Trochę muminkowy (właściwie to bardzo muminkowy), trochę Hilda. Zapełniony dziwnymi stworkami, istotkami, zwierzoludkami. Wiele z nich przytulnie puchatych, zabawnie rogatych, inne groźnie włochate, zębate, bukowate (od Buki). No i kulki kurzu (sadzy?) do których mam zupełnie ghibilowy sentyment.


Bohaterem jest mała dziewczynka, chyba ludzka. Prowadzi ona najwyraźniej - razem z uduchowioną księgą gości - hotel dla tych wszystkich dziwnych stworów, Hotel dziwny zresztą. Hotel zamknięty zimą, otwiera podwoje 21 marca. Tym razem w środku zimy jednak słychać pukanie, które budzi obsługę z zimowego snu. Czy to jednak aby na pewno środek zimy? Zmarznięci goście wskazują na kalendarz, w którym - mimo głębokich zasp dookoła - właśnie jest 21 marca. Co więc stało się z wiosną? Marietta z doborową drużyną przyjaciół wyrusza na poszukiwania.



Nie chcę zdradzać przebiegu poszukiwań, choć zakończenie jest tylko trochę zaskakujące. Zdradzę jednak, że Wiosna jest Panem Wiosną, podobnie jak Pan Zima zresztą. I że po drodze bohaterowie spotykają kasandrole przepowiadające nadciągające nieszczęścia...

Jak się nad tym zastanowić odniesień do muminków jest bardzo wiele, jednak autorom - Katherine i Florianowi Ferrier udało się stworzyć bardzo przyjemny świat i jeszcze milszych bohaterów. A  moi chłopacy, którzy za muminkami nie przepadają, ten komiks polubili bardzo. Tak, 10-latek również wyrażą się o nim bardzo pochlebnie.



A jeśli sami jeszcze nie trafiliście na Hotel dziwny, to czeka Was podwójna przyjemność, bo Kultura Gniewu właśnie wydaje drugi tom.


 



Florian i Katherine Ferrier
Hotel dziwny
Przez zimę do wiosny
tłumaczyła Małgorzata Janczak
wyd. Kultura Gniewu, Krótkie Gatki  2017
oprawa twarda
komiks




środa, 24 stycznia 2018

Kolorowa anatomia


Ilustracji RGB pojawia się w książkach dla dzieci (i nie tylko) coraz więcej. RGB czyli red-green-blue, czyli czerwono zielono niebieskie, czyli te do oglądania przez kolorowe szybki. 

Pierwszy raz zetknęliśmy się z nimi w książkach Ainy Besard o lesie i morzu. Brat bardzo je polubił, dlatego gdy podczas Festiwalu Conrada znaleźliśmy warsztaty i spotkanie z Autorką, w dodatku dotyczące całkiem nowej książki udaliśmy się na nie niezwłocznie.
Nowa książka okazała się być książką o tym, Co kryje ciało.
I choć warsztaty były nieco chaotyczne ze względu na fiasko prób zaprzęgnięcia komputera i rzutnika do współpracy, to podobały nam się bardzo, a Autorka okazała się niezwykle miłą i ciepłą osobą bardzo otwarta na pracę z dziećmi. Brat odniósł dodatkowe sukcesy w postaci możliwości rozdania uczestnikom kolorowych szkiełek do oglądania ilustracji, a następnie wyprosił (sam!) u pani z wydawnictwa możliwość zakupienia książki, której - okazało się - dopiero kilka egzemplarzy opuściło drukarnię. Oczywiście następnie ustawiliśmy się w ogonku po niezwykły rysowany  autograf (a nawet dwa).



Książka Ainy Bestard nie jest atlasem anatomii tylko ciepłą, artystyczną wizją autorki mającą przybliżyć dzieciom elementy ludzkiego ciała: płuca mają śmieszne noski, wątroba poci się podczas pracy, a czerwone krwinki wyglądają na równie zadowolone, co mieszki włosowe. I choć uczy o wnętrzu człowieka, pokazuje także jego zewnętrze - nie tylko fryzury i miny, ale także wszystkie te cudnie wzorzyste sweterki i sukienki. 
Świetnie nadaje się jako wprowadzenie tematu ciekawym maluchom.






Mniej więcej w tym samym czasie pokazała się podobna książka: też ciało, też tajemnice wnętrza, też ilustracje RGB. Książka podobna, ale zupełnie inna.

Gabinet anatomii, choć brawurowo wykorzystuje atrakcyjność ilustracji RGB, jest właściwie rzeczywiście atlasem anatomicznym, ilustracje, choć w rozchwianych kolorowych powieleniach, stylizowane są na rzeczywiste dawne traktaty anatomiczne. Książka podzielona jest na części odpowiadające różnym częściom ludzkiego ciała. Za każdym razem  czytamy krótkie wprowadzenie, potem zaglądamy do wnętrza przez kolorowe szybki, a na końcu spokojnie możemy zobaczyć rzetelne, czarno-białe rysunki z obszerniejszym opisem. 
Jak dla mnie świetne uzupełnienie książek do biologii i przyrody.




Teksty stworzyła Kate Davies, a ilustracje Carnovsky. Za tym pseudonimem ukrywa się duet włoskich artystów, Francesco Rugi i Silvia Quintanilla. Ilustracjami w technice RGB są oni w stanie pokryć dowolne powierzchnie i faktury - możecie zamówić sobie RGB tapetę z dżunglą, po której chodzić będziecie w magicznych okularach i owinięci w RGB szal plumkać na swoich telefonach również ubranych w RGB etui.

W zasadzie zestaw obu książek świetnie się uzupełnia. Oglądacz pierwszej wkrótce dorośnie do drugiej. A jeszcze lepiej, jak macie w domu rodzeństwo - wreszcie Starszak nie będzie narzekał, że te wszystkie fajne nowe wynalazki książkowe są tylko dla Maluchów. Obaj/oboje mogą sobie siedzieć i oglądać, każde przez swoje własne szybki.

W obu książkach jest część poświęcona ciąży i rozwojowi dziecka, więc jeśli potrzebne będzie wsparcie  ilustracyjne w tym temacie, to również można je znaleźć, dopasowując do wieku Pytacza.







Co kryje ciało?
Aina Bestard
wyd. Tatarak 2017
oprawa twarda
książka obrazkowa






Gabinet anatomii
ilustracje Carnovsky
tekst Kate Davies
wyd. Dwie Siostry 2017
oprawa twarda



Wydawnictwu Dwie Siostry dziękuję za książkę.
Pani z wydawnictwa Tatarak dziękuję, że uległa namowom Brata i mogliśmy ze spotkania wyjść od razu z książką.


niedziela, 21 stycznia 2018

Dunia i Mattis

Dorasta mi w domu drugi czytacz Samodzielny. Nie bez oporów oczywiście. Ponieważ w pewnym momencie drugiej już klasy Brata musieliśmy wprowadzić obowiązek głośnego czytania (tzn, żeby on ćwiczył głośne czytanie) poszukiwaliśmy wspólnie lektur. Ku mojej wielkiej radości zaliczyliśmy dawno minioną klasykę w postaci Nusi i Filipa (po to wciąż trzymam te książki). Ku radości samego Czytacza przebrnął samodzielnie przez całą serię o Patchu, małym piracie, którą tak lubił, jak był maluchem. Potrzebowaliśmy jednak też czegoś nowego. Najchętniej czegoś współczesnego i opisującego współczesność bratową jak najlepiej. I znalazłam Mattisa i jego przygody w pierwszej, drugiej i trzeciej klasie. Czyli coś w sam raz. Tak jak Filip i Zlatanka chodzą do tego samego przedszkola, co Nusia, tak Mattis okazał się kolegą z klasy Duni, która ma szczęśliwe życie.

Przygody Mattisa w pierwszej, drugiej i trzeciej klasie nie są jakieś niezwykle niezwykłe. Zwykłe szkolne życie. Przepychanki ze szkolnymi łobuzami. Opisy urodzin szkolnych kolegów. Szkolne przyjaźnie, różne taki akcje na przerwach... Niby nic takiego, a drugoklasistę wciągnęło. I zdarzało mu się nawet przekroczyć nieco wyznaczony na czytanie czas.

Dodatkową zaletą Mattisa jest też to, że wywołał ciekawość pt. Co tam u Duni? i mieliśmy co czytać dalej.

Układ książki taki jak przy Duni - niewielkie porcje tekstu z dużym oddechem na stronach i jak zawsze świetne ilustracje Evy Eriksson. W sam raz dla początkujących Samodzielnych.










Rose Lagercrantz, Samuel Lagercrantz
Mattis i jego przygody w pierwszej, drugiej i trzeciej klasie
ilustracje: Eva Eriksson
wyd. Zakamarki 2017
oprawa twarda
ilustracje = tekst

środa, 18 października 2017

Erich Kästner do słuchania i czytania

Ponieważ z czasem czasu nie przybywa, zastanawiałam się nad stworzeniem działu książkowych ogłoszeń drobnych. Informacyjnych notatek pod hasłem rzucenia hasła, zainteresowania PT Czytelników, zasygnalizowania czegoś ciekawego do samodzielnego sprawdzania.

Myślałam więc, że wydam krótki komunikat o nowych wydaniach książek i audiobooków, które już znamy, a tymczasem okazuje się, że z jednym wyjątkiem, nigdy nie opisałam przedmiotu jak należy. W takim razie - dłużej i od początku.

Za sprawą wydawnictwa Jung-OFF-Ska jednym z naszych ulubionych autorów stał się Erich Kästner. Wydawnictwo wyspecjalizowało się w dwójce autorów. Oczywiście w książkach Astrid Lindgren brawurowo interpretowanych przez Edytę Jungowską i właśnie w książkach Kästnera fantastycznie (oczywiście!) czytanych przez Piotra Fronczewskiego. Praprzyczyną mojego zainteresowania był oczywiście głos Pana Piotrusia, ale okazało się, że historie sprzed 70, 80, czy 90 lat są niebywale wciągające i świetnie opowiedziane. Nasza przygoda zaczęła się od Latającej klasy. Od tamtej pory wysłuchaliśmy również (wielokrotnie) przygód Michałka z pudełka od zapałek (głównie Brat) i 35 Maja (jedna z moich ulubionych książek z dzieciństwa, jedyna Kästnera, jakie znałam i jedna z nielicznych, które przetrwały u mnie do dziś, w wydaniu z ilustracjami Bohdana Butenki!).


Ulubioną z tego zestawu stała się jednak książka, która był debiutem Autora dla dzieci - Emil i detektywi. Mocno osadzona w realiach Berlina przełomu lat 20. i 30. XX w. historia chłopca, który zostaje okradziony w pociągu ze znacznej (140 marek!) sumy pieniędzy, którą ma zawieźć swojej babci. Gdy orientuje się w sytuacji, próbuje wyśledzić i zatrzymać złodzieja. Pomaga mu w tym cała grupa berlińskich chłopaków - stąd tytułowi detektywi. Akcja wartka, pełna zwrotów zmierza oczywiście do szczęśliwego zakończenia, a dzieciaki wspaniale sobie radzą.

Dwie pozostałe książki są dużo bardziej fantastyczne. Konrad, 35 maja wraz z wujem Rabarbarem i gadającym koniem Negro Kaballo udaje się na poszukiwanie mórz południowych, w celu przygotowania się do zadania szkolnego. Z dzieciństwa najbardziej pamiętam metalowy równik, po którym da się przejść aż do mórz południowych. Do tej pory trochę go sobie takim wyobrażam.

A Michałek jest najmniejszym chłopcem na Ziemi, sypiającym w tytułowym pudełku od zapałek. Po tragicznym wypadku rodziców (również najmniejszych) zaopiekował się nim Profesor Hokus-Pokus, czarodziej z cyrku Kometa. Czarodziej, dodajmy, jak najbardziej opiekuńczy i dobry, rozumiejący swojego małego podopiecznego i zawsze go wspierający. To opowieść raczej dla nieco młodszych - u nas zasłuchany jest w niej zwykle Brat.

To, co dodatkowo cenię w historiach Kästnera i o czym pisałam już przy okazji Latającej klasy,  to występujący w nich mądrzy, dobrzy dorośli. Nawet jeśli dzieci w tych opowieściach muszą radzić sobie same, to nie dlatego, że dorośli dookoła są beznadziejni i bezradni, albo po prostu nieobecni. Dorośli są, ale gdzieś trzy kroki z tyłu, zostawiający dzieciakom miejsce na przygodę i właśnie "radzenie sobie", ale gotowi w każdej chwili pomóc. I dla mnie to też jest wartość tych książek. Stara dobra szkoła starych dobrych wartości, do której czasem tęsknię w gąszczu "nowoczesnej" literatury dla dzieci.

A teraz ogłoszenie, które miało być drobne, a zamieniło się w post nadrabiający zaległości.
Dwie książki Kästnera, audibookowe wydawnictwo Jung-OFF-ska wydało jako ...książki.  Właśnie ulubionego naszego Emila oraz Mania czy Ania. Obie starannie wydane, w niewielkim formacie z ilustracjami Joanny Rusinek. I teraz mamy pełne spektrum możliwości: możemy mieć audiobook, książkę lub książkę z audiobookiem. Do wyboru do koloru. Ładne. I fajna opcja prezentowa.


foto Wydawnictwo




Erich Kästner
czyta Piotr Fronczewski
35 maja (2h 30')
Michałek z pudełka od zapałek (4h)
Emil i detektywi (3h)
wyd. Jung-OFF-ska
audiobooki






Erich Kästner
Emil i detektywi
Mania czy Ania
ilustrowała Joanna Rusinek
wyd. Jung-OFF-ska 2017
oprawa twarda
książki z audiobookami



czwartek, 14 września 2017

Bingo!

Wakacje za nami, ze skomplikowanej układanki pt. 10 tygodni wolnego vs 26 dni urlopu wyszliśmy zwycięsko. Wszystko się udało, widzieliśmy fajne i ciekawe miejsca, zupełnie nowe i kilka starych, przeczytaliśmy kilka książek (jednak, w sumie, wszyscy), przejechaliśmy ...set kilometrów. I to  z samochodem wiąże się jedno z naszych wakacyjnych wspomnień. Podróżne Bingo!

Pomysł tak prosty, że aż dziw bierze, że wcześniej na to nie wpadliśmy. Znalazłam kiedyś w sklepie będącym skarbnicą fantastycznych, zabawnych, na ogół zupełnie niepotrzebnych lub niebywale praktycznych drobiazgów. Kupiłam w jakimś głębokim grudniu czy lutym i na szczęście przypomniałam sobie przed wyjazdem na wakacje. Czekało nas kilka godzin w samochodzie, codziennie po trochu, bo wakacje miały być objazdowe. W takich sytuacjach pojawia się problem, czym się zająć w podróży. Komiksy, książki, audiobooki, "activity books" z zadaniami - jasne. Ale zawsze fajnie mieć coś nowego. Bingo było jak strzał w 10, jak ... Bingo!

Myślałam, że albo będę grała głównie z Bratem, ewentualnie chłopcy pograją sami. Tymczasem najbardziej zapalonym graczem okazał się Stasiek, a tata nie grał tylko dlatego, że prowadził. Chociaż... mam wrażenie, że nieco naginał trasę dla naszych potrzeb, zwalniał znacząco w niektórych miejscach, żebyśmy dobrze się bawili.

Bo Bingo!, o którym mowa, jest obrazkowe. Proste w swojej formie i formule niebywale. Oto na kartach mamy obrazki różnych rzeczy, które podczas podróży możemy zobaczyć za oknem: kwiat, drzewo, krowę, zegar, latarnię, znak drogowy, hydrant. Musimy zobaczyć wszystko, co mamy na karcie, albo umówić się, że skreślamy tylko pasek, pionowy lub poziomy. Możemy sobie ułatwiać zadania (i zaliczyć słuchawki Staśka), albo utrudniać (wymagając żeby rzeczy były zobaczone poza samochodem, miały dokładnie ten sam kolor, co na obrazku itd.). Trzeba wykazać się spostrzegawczością, ale i pomysłowością. Prosta, ale zaskakująco dobra zabawa. Zdarzało się, że któreś z nas krzyczało Bingo! na długo po tym, jak wysiedliśmy z samochodu, kiedy wreszcie, w centrum Lublina, zobaczyło faceta z walizką...



Polecamy wszystkim podróżnikom. W sezonie letnim, bo chyba jednak trochę łatwiej. Ale właściwie można narysować własne karty, jak te w zestawie już się nam znudzą. Można też wyobrazić sobie Bingo! tematyczne, zależnie od kraju/regionu, w jaki się wybieramy... Bo regiony mają swoje cechy charakterystyczne. My dowiedzieliśmy się, że np. w lubelskim bardzo trudno o zakaz jazdy dla rowerów, za to w mazowieckim było dużo prościej...

W zestawie jest 6 różnych kart i dwa pisaki z gąbeczką do mazania.




niedziela, 21 maja 2017

Książka na maj. Bozie.


Maj. Sezon komunijny w pełni. Nasz osobisty w wersji A za nami, wersja B daleko przed nami (przynajmniej tak mi się wydaje). W tym roku jednak sezon na Zośki, którym matkuję. Zresztą nie tylko Zośki. Nie byłabym "ciotką od książek" gdybym oprócz wymarzonych zamówionych prezentów nie wcisnęła swoich trzech groszy, czyli książki. Nie miałam, przyznam tyle odwagi, żeby, tak jak Staśkowi, podarować wielką wersję komiks-Biblii (o której swoją drogą od roku nie napisałam ni słowa). Ale miałam tyle tupetu za to, żeby wszystkim tegorocznym Przystępującym podarować Bozie.

Świetna książka Karoliny Oponowicz. Książka Odpowiadająca na Pytania. Pytania z tych najważniejszych, ale też najbardziej kłopotliwych. Pytaniach o rzeczy, zjawiska, o których - mam wrażenie - niewielu z nas umie, czy wręcz chce opowiadać. Albo, jeśli radzi sobie jeszcze jako tako w temacie własnej wiary i religii, często gubi się na zakrętach innych wyznań. Z pomocą przychodzi książka (jak zawsze):
Zebrałam od znajomych dzieci jeszcze więcej pytań związanych z religią, Bogiem, Kościołami, a potem poszłam do duchownych sześciu wyznań. Diakon Małgorzata, imam Janusz, ksiądz Artur, lama Rinczen, ojciec Max i rabin Stas podczas naszych rozmów często szeroko otwierali oczy ze zdumienia. Ale odpowiadali z wielką cierpliwością i otwartością.
Tyle sama autorka.

Pytani przez nią duchowni na samym początku przedstawiają się, opowiadają skąd są i kim są, oprócz tego, że pełnią posługę w takim czy innym kościele. Dzięki temu w książce zebrane zostały opowieści, nie definicje. Bardzo dobrze się je czyta, a za każdą odpowiedzią-opowieścią stoi konkretny człowiek. Są ciepłe i pełne uwagi. Poważne. I proste, na ile mogą być prostymi odpowiedzi o wierze. 

















Książka to także bardzo dobrze zilustrowana przez Joannę Rzezak. Nieco w stylu mizielińskim (proszę, jesteśmy świadkami tworzenia się nowych stylów ilustracyjnych). Nie jest to bynajmniej zarzut, książkę na prawdę dobrze się ogląda. A zabieg z zastosowaniem kodu kolorystycznego do poszczególnych wyznań pomysłowy i bardzo wygodny.

Książka dla wszystkich: katolików, buddystów, protestantów, prawosławnych, żydów i muzułmanów. I tych, którzy są gdzieś obok, pomiędzy, trzymają się z daleka, szukają, obserwują zza rogu. Dla tych, którzy mają dzieci i wcale niekoniecznie.
Idealny prezent na Okazje.






Bozie
Karolina Oponowicz
ilustrowała Joanna Rzezak
wyd. Agora 2016
oprawa twarda
tekst > ilustracje






wtorek, 16 maja 2017

Mitologia nordycka

Lubię mity, mitologie. Staram się chłopakom podkładać tu i ówdzie, bo wszak na mitach stoi cała kultura. Jednak nie każde mity, czy mitologie daje się czytać czy słuchać. Zwłaszcza, jeśli zarys historii znamy, a kolejna odsłona nie potrafi porwać nas na nowo. Warto więc szukać mitologii dobrze napisanych.

Przypadkiem trafiłam na Mitologię nordycką napisaną (na nowo? po raz kolejny?) przez Neila Gaimana i nie wahałam się długo. Zwłaszcza, że biegłości w posługiwaniu się północnymi opowieściami dowiódł już w historii o Oddzie i lodowych Olbrzymach, którą bardzo polubiliśmy. Postanowiłam nadrobić zaległości, bo o ile w ogólnych zarysach niby wiem i pamiętam, to w szczegóły tak na prawdę chyba nigdy się nie zagłębiałam. I tak wyciągnięta na majowej trawie i słonku, w rzeczywistości zupełnie innej niż dalekie mroźne krainy północy czytałam sobie.
Po jakimś czasie okazało się, że czytam również chłopakom, w zwłaszcza Bratu, który jak się dowiedział, co czytam, strasznie się zaciekawił. Przeczytaliśmy więc skąd Thor ma swój słynny młot i jak Odyn stracił oko. I jeszcze kilka historii. Nie przeszkadza mi, że zainteresowanie bierze się nie skądinąd, tylko z przygód Avengersów, których, jeśli sam jeszcze nie widział, to na pewno rozmawiał o nich w szkole i orientuje się lepiej ode mnie (która wszystkie części oglądałam, a jakże, a Loki na zawsze chyba będzie miał dla mnie twarz Toma Hiddlestona). Ważne, że pyta, że chce słuchać. Nie tylko o Thorze. Co było pierwsze, mity czy Avengersi, ogarnie z czasem.

Okazało się, że mitologia nordycka napisana przez Gaimana i przetłumaczona przez Paulinę Braiter jest książką, którą dobrze się czyta. Język jest współczesny i żywy, wygodny do czytania. A jednocześnie przenosi nas w tamten świat, ma swój nastrój i klimat. Tu pewnie zasłużone ukłony należą się także tłumaczce. Opowieści nie epatują ani okrucieństwem (choć nordyccy bogowie do grzecznych misiów nie należeli), ani innymi mitologicznymi uciechami nieodpowiednimi dla młodocianych. Właściwie nie trzeba jej cenzurować. 
I tak z książki dla mnie zrobiła się książka dla nas. Takie lubię najbardziej.




Neil Gaiman
Mitologia nordycka 
tłumaczyła Paulina Braiter
wyd. MAG 2017
oprawa twarda
tekst

piątek, 10 lutego 2017

Ignacy Kitek, architekt.

O tej książce już było.

Ale.

Niniejszym pragnę donieść, że ku mojej - mam nadzieję nie tylko - radości, fantastyczna książka o małym architekcie została wydana po polsku. Tadaam.
Iggy Peck został Ignacym Kitkiem. Z racji rymu i rytmu zapewne. Ale poza tym wszystko jest jak było. Książkę wydano bardzo starannie, na miłym papierze, z elegancką obwolutą. Ładnym przedmiotem jest ta książka. I tak cudnie ilustrowana.


Wracając do rymu i rytmu. Trochę się bałam. Jakoś tak jest, że świetnie brzmiące w językach oryginalnych opowieści rymowane zwykle tracą w tłumaczeniu. Bardzo tracą. Sztandarowym przykładem w tej kwestii są polskie tłumaczenia Gruffala. Oba. Niestety. Trudna to sztuka, tłumaczyć rymy i rytmy. Pewnie tak samo jest z Lokomotywą po cudzoziemsku. 
Kitka czytałam więc z rosnącym napięciem. Jednak pan tłumacz Łukasz Witczak, poradził sobie całkiem dobrze. Czytając potykam się może ze dwa razy, gdzieś zabrakło spójnika, gdzieś znaków przestankowych pomagających w utrzymaniu rytmu. Ale jest dobrze. I bardzo dobrze, bo to naprawdę bardzo fajna książka.


Stasiek pamiętał, że gdzieś już coś takiego widział (zanim wersję angielską podarowaliśmy naszym Ulubionym Architektom). Bratu bardzo się spodobało, zaczął nawet tropić budynki, które budował Ignacy. Ja bardzo lubię ilustracje Davida Robertsa.


Książkę wydało całkiem nowe wydawnictwo, Kinderkulka. Bardzo to udany debiut wydawniczy. Życzę załodze wydawnictwa wszelkiej pomyślności, zwłaszcza, że w planach mają wydanie drugiej świetnej książki duetu Andrea Beaty - David Roberts, o małej Róży, która chciała zostać inżynierem (i o której też wtedy pisałam). Mam też nadzieję, że wydawnictwu starczy również pary, żeby wydać najnowszą książkę z serii, o Adzie Twist, która pragnęła zostać naukowcem. Trzymam kciuki. 

A do klasy pani Alinki vel Lili Greer najwyraźniej chodzi więcej dzieciaków o niezwykłym zacięciu i niesamowitych pasjach.





Andrea Beaty
Ignaś Kitek, architekt,
zilustrował David Roberts,
przetłumaczył Łukasz Witczak,
wyd. Kinderkulka 2017
oprawa twarda
ilustracje = tekst



 Wydawnictwu dziękuję za książkę.