Nie od dziś wiadomo, że dzieci są chyba najlepszym weryfikatorem
wszelkich planów. No więc ja miałam PLAN. Plan czytelniczy. Miałam się go trzymać. Miałam...
Zaczęło się od tego, że Królewna i goblin jakoś Staśkowi nie podeszło, niestety. Czytaliśmy, czytaliśmy i w końcu zostało gdzieś porzucone w trakcie. Trudno uhaha, może kiedyś jeszcze wrócimy.
Zaczęło się od tego, że Królewna i goblin jakoś Staśkowi nie podeszło, niestety. Czytaliśmy, czytaliśmy i w końcu zostało gdzieś porzucone w trakcie. Trudno uhaha, może kiedyś jeszcze wrócimy.
Potem w trybie pilnym zaczęliśmy czytać Narnię ku mojemu nieukrywanemu zadowoleniu.
No, ale po dwóch rozdziałach Księcia Kaspiana (czyli dla nas
trzeciego tomu), Stasiek wypatrzył gdzieś na półce stojącego Hobbita. I
wszystko niby dobrze i wg planu, ale, ale. Hobbit wyparzony nie jest
starym dobrym Hobbitem z ilustracjami (czterema) Macieja Buszewicza, którego posiadam od zawsze, a
którego wyrwałam niegdyś z półki mojej Chrzestnej Matki (ale ciii...). Hobbit
wypatrzony jest komiksem.