Prawdopodobnie to dla nich nawet lepiej, gdy ich książki nieco je przerastają. Książki dla dzieci powinny zawsze, podobnie zresztą jak i ich ubrania, pozostawiać możliwość dorośnięcia do nich; a książki dodatkowo powinny stanowić bodziec do tego dorastania.
J.R.R. Tolkien
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zakamarki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zakamarki. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 21 stycznia 2018

Dunia i Mattis

Dorasta mi w domu drugi czytacz Samodzielny. Nie bez oporów oczywiście. Ponieważ w pewnym momencie drugiej już klasy Brata musieliśmy wprowadzić obowiązek głośnego czytania (tzn, żeby on ćwiczył głośne czytanie) poszukiwaliśmy wspólnie lektur. Ku mojej wielkiej radości zaliczyliśmy dawno minioną klasykę w postaci Nusi i Filipa (po to wciąż trzymam te książki). Ku radości samego Czytacza przebrnął samodzielnie przez całą serię o Patchu, małym piracie, którą tak lubił, jak był maluchem. Potrzebowaliśmy jednak też czegoś nowego. Najchętniej czegoś współczesnego i opisującego współczesność bratową jak najlepiej. I znalazłam Mattisa i jego przygody w pierwszej, drugiej i trzeciej klasie. Czyli coś w sam raz. Tak jak Filip i Zlatanka chodzą do tego samego przedszkola, co Nusia, tak Mattis okazał się kolegą z klasy Duni, która ma szczęśliwe życie.

Przygody Mattisa w pierwszej, drugiej i trzeciej klasie nie są jakieś niezwykle niezwykłe. Zwykłe szkolne życie. Przepychanki ze szkolnymi łobuzami. Opisy urodzin szkolnych kolegów. Szkolne przyjaźnie, różne taki akcje na przerwach... Niby nic takiego, a drugoklasistę wciągnęło. I zdarzało mu się nawet przekroczyć nieco wyznaczony na czytanie czas.

Dodatkową zaletą Mattisa jest też to, że wywołał ciekawość pt. Co tam u Duni? i mieliśmy co czytać dalej.

Układ książki taki jak przy Duni - niewielkie porcje tekstu z dużym oddechem na stronach i jak zawsze świetne ilustracje Evy Eriksson. W sam raz dla początkujących Samodzielnych.










Rose Lagercrantz, Samuel Lagercrantz
Mattis i jego przygody w pierwszej, drugiej i trzeciej klasie
ilustracje: Eva Eriksson
wyd. Zakamarki 2017
oprawa twarda
ilustracje = tekst

niedziela, 17 września 2017

Szkolna miłość (po szwedzku)

Gdzieś pomiędzy seriami, w poszukiwaniu "książki, którą da się czytać" (chyba stworzę taką kategorię...) Stasiek na półce wygrzebał maleńką książeczkę z charakterystycznym rysunkiem na okładce. Przyznam, że kupiłam ją właśnie dla ilustracji, uznałam, że skoro stworzyła je Pija Lindenbaum to z tekstem też nie może być najgorzej. I rzeczywiście.



Zakochałem się w Milenie jest króciutką malutką książką z nurtu szwedzkich obyczajowych książek o dzieciakach w szkole. Autorem jest Per Nilsson. Podtytuł określa zarówno objętość, jak i tematykę: Opowieść o chłopcu, który chce zostać zauważony przez pewną dziewczynę. 

Zakochałem się w Milenie.
Milena chodzi do mojej klasy. jej oczy to dwa czarne słońca. Jednak te oczy mnie nie widzą. Nie istnieję dla niej.
A tego właśnie pragnę najbardziej na świecie: żeby Milena mnie zauważyła.

To Dawid. Naprawdę bardzo chciałby, żeby Milena go zauważyła. Najlepiej jak najszybciej, może być do końca tygodnia. Więc co dzień próbuje zwrócić na siebie uwagę, co dzień podejmuje nową próbę, nową metodę. Rozśmieszyć. Zaimponować wiedzą. Złym zachowaniem. Dobrym i miłym zachowaniem. Prezentem. Poczęstunkiem. Obrazić (!). Cokolwiek, byleby wreszcie zostać zauważonym przez NIĄ!
Nie muszę pisać, że plany biorą po kolei w łeb, a w większości przypadków Dawid robi z siebie w oczach kolegów przynajmniej głupka, naraża się im, nauczycielom, mamie, no w ogóle nic nie idzie tak, jak powinno.
I nie muszę pisać, że w końcu wszystko się układa.


Temat przewodni jeszcze nie pojawił się w naszym życiu szkolnym na tapecie (przynajmniej ja o tym nic nie wiem...), jednak Stasiek przeczytał i również zakwalifikował pozytywnie tę książkę. Bliska jest ona wszak i przygodom Tsatsikiego (który również przeżywa w którymś tomie pierwsze rozterki związane z dziewczynami i pierwsze pocałunki), i Ulfa (który póki co, chodzi z chłopakami oglądać nagie biusty pielęgniarek i hipnotyzuje koleżankę, żeby go pocałowała). I jak to zwykle u Szwedów wszystko jest opisane w najnaturalniejszy na świecie sposób. Nie twierdzę, że takie krótkie opowiadanie może jakoś bardzo pomóc w krytycznych sytuacjach, ale... W sumie dużo przyjemniej i bezpieczniej poczytać i wyciągnąć wnioski, niż samemu eksperymentować na trudnej drodze kontaktów damsko-męskich.

O! I dziewczyny też powinny przeczytać. Może wtedy zrozumieją niektóre z kompletnie bezsensownych zachowań swoich kolegów. Może zauważą...



Zakochałem się w Milenie
tekst Per Nilsson
tłumaczenie Marta Rey-Radlińska
ilustracje Pija Lindenbaum
wyd. Zakamarki 2016
oprawa twarda
tekst > ilustracje

poniedziałek, 11 września 2017

Da się czytać

Serce me krwawi, gdy słyszę "Nie lubię czytać!". Krwawi podwójnie, gdy to samo twierdzi 10-cio i 7-latek. Jeden niby już rozczytany, drugi torujący sobie jeszcze z trudem drogę w gąszczu liter. Jego jeszcze można zrozumieć. Obaj otoczeni książkami od kołyski, widzący czytających rodziców, siaty nowych książek, kolejne dostawiane półki. Krwawi to serce trochę serio, a trochę tak sobie, bo jednak komiksy pochłaniają obaj bez przerwy, audiobooki chłoną uszami, sami ciągną do księgarni (właściwie, nie wiadomo po co w takiej sytuacji niby...). Nad głową mam transparent z napisem "Cierpliwości" (przydaje się zresztą nie tylko w tym temacie). Wierzę święcie, że przed czytaniem nie uciekną, nie mają szans. Czekam, "aż zaskoczy". Kiedyś w końcu. Na pewno.

Bo jednak są takie momenty, że da się czytać. Są takie książki, które da się czytać. W przypadku Staśka, bo Brata czytanie jeszcze kosztuje zbyt dużo wysiłku. Ja podstępnie oczywiście podsuwam, podkładam, nęcę, targuję się nawet. Na wabia wyszukuję pierwsze tomy serii, bo serie prawem serii łatwiej wchodzą. I czasem się udaje. 

Oto więc książki, które da się czytać (zdaniem  tuż-tuż 10-latka).

Po pierwsze więc, z kronikarskiego obowiązku Najfutbolniejsi, o których już było. Aczkolwiek... okazuje się, że przy zbyt długiej serii zapał może zdechnąć pod własnym ciężarem. Ostatni tom, chyba już 7, wchodził opornie i w momentach największej wakacyjnej nudy, prawie z poczucia obowiązku. Dopytywań o kolejny tom - brak.

Kolejne, co dało się czytać - ku mojej wielkiej radości, bo też bardzo lubię - to seria o Tsatsikim. Pożyczając od tych samych kuzyneczek, którym ja kupowałam kolejne części na kolejne urodziny onegdaj, Stasiek pochłonął całość i jeszcze na deser, chyłkiem (kolejny raz - prezent urodzinowy kuzynki... taka tradycja) najnowszą, niespodziewaną zupełnie część, która wyszła jakoś tuż przed wakacjami - Tsatsiki i Per.

foto: Zakamarki






Tsatsiki... (6 tytułów)
Moni Nilsson
ilustracje Pija Lindenbaum
wyd. Zakamarki 2017
oprawa twarda
tekst > ilustracje



Następnie padł warunek: "No dobra, mogę przeczytać, ale żeby było takie jak Tsatsiki". Taa... Klucz skandynawski zadziałał, przeczytane zostały Magiczne tenisówki mojego przyjaciela Percy’ego i zaraz ich druga część Mój przyjaciel szejk w Stureby. Okazało się, że Ulf Stark pisze tak samo świetnie dla Starszaków, jak i dla Mniejszych, wszak to jego książki były jednymi z naszych pierwszych. Z nadzieją czekamy na więcej, wydawnictwo napisało, że to ma być trylogia.
Zdecydowanie szkolne przygody "zwykłych" chłopaków, choć czasami mrożące krew w żyłach matek i budzące w nich grozę (myślę, że w młodszych czytelnikach jednak trochę też...), są tym, co najbardziej daje się czytać.




Magiczne tenisówki mojego przyjaciela Percy’ego 
Mój przyjaciel szejk w Stureby
Ulf Stark
wyd. Zakamarki 2014, 2015
oprawa twarda
książka do czytania


Klucz szkolno-komiksowy podsunął mi do podsunięcia Staśkowi Jędrka. Seria Hej, Jędrek! na równi jest pisana przez Rafała Skarżyckiego i rysowana przez Tomasza Lwa Leśniaka. Obaj autorzy tworzą jeden z ulubionych naszych komiksów o Tymku i Mistrzu. I tu tekst uzupełnia duża dawka komiksów.












Narracja pierwszoosobowa. Bohaterowie - 10 lat. Miejsce akcji - szkoła. Dużo szkoły, dużo kumplowskich relacji, relacji rodzinnych, rozwiązywania mniejszych lub większych problemów z tych "życiowych". Język współczesny, być może nawet szkolny również (jakoś nie siedzę w temacie). W tle jakieś zagadki mniej lub bardziej kryminalne rozwiązywane przez bohaterów mniej lub bardziej mimochodem. Choć jakoś tam wiążą akcję, to na szczęście (dla nas - ani ja, ani Stasiek nie jesteśmy miłośnikami kryminałów) nie stanowią głównego tematu w kolejnych tomach. A tomów pokazało się już 5, ostatni w trybie pilnym, tuż po wydaniu musieliśmy zamawiać paczką na wakacje. Został pochłonięty przez 2 dni. Aż dwa, bo jednak w wakacje ciekawie się działo i nie było zbyt dużo czasu na czytanie. A na okładce zapowiedź kolejnego tomu.
Produkt całkowicie polski.

Hej, Jędrek! (5 tytułów)
tekst Rafał Skarżycki
ilustracje Tomasz Lew Leśniak
wyd. Nasza Księgarnia
oprawa miękka
tekst > ilustracje + komiks




I to tyle w pierwszym odcinku o książkach, które da się czytać. Mam nadzieję, że powstaną następne, że znajdziemy więcej takich, które da się czytać. Czytać samodzielnie i z chęcią.






sobota, 12 grudnia 2015

Szczęście według Duni

Co czytać, jak Najfutbolniejsi się skończyli, a do Mikołaja jeszcze tydzień (a ma przynieść kolejną część)? Moje sugestie, że wystarczy się rozejrzeć, bo półki uginają się od książek, jakoś trafiają w próżnię i ośmioletnią kontestację. Przez chwilę trwa czytanie Bratu książek, które można ogarnąć w 15 minut (miód na moje oczy, uszy i serce!), przez chwilę jakieś komiksy przy jedzeniu, no, ale jednak coś by poczytał.

Wkrótce podchodzi jednak do półek, jak nie patrzę...
Pojawia się na fotelu z Dunią. Czyta. Skończył. Werdykt? Fajne, ale krótkie.
Podpowiadam, że kuzynka ma pozostałe części. Ile? Chyba 3... O świetnie, jeszcze 3 dni do Mikołaja, to będę miał akurat. Mogę? Trzaśnięcie drzwiami, tupot na schodach.

czwartek, 18 grudnia 2014

Świąteczny must have w oborze i na świerku


Tegoroczna pozycja obowiązkowa pod choinką dla wszystkich miłośników Pana Wrony 2+, 3+, 4+, 5+, n+ ...
Wigilia Mamy Mu i Pana Wrony. U nas od 6. grudnia.
Nastała noc, na niebie ukazał się księżyc. Pan Wrona nie mógł zasnąć. Spojrzał na prezenty. Zamknął oczy. Popatrzył na zegarek. Znów zamknął oczy. Przewrócił się na drugi bok. Popatrzył w sufit.
- Kra! Nie wytrzymam!
Pan Wrona wyfrunął z łóżka i zaczął rozrywać prezenty.
- Wesołych Świąt Panie Wrono! Dziękuję! Proszę, to dla ciebie, Panie Wrono! Och, jaki piękny, ach dziękuję! Właśnie o takim marzyłem!
Na koniec osunął się na podłogę z wyczerpania. Z kurnika dochodziło pianie koguta.

niedziela, 18 maja 2014

Dla rycerza

W 2011 roku ukazała się książka. Książka, choć tytuł nie sugerował tego na pierwszy rzut oka, stała się w naszym domu hitem. Stasiek ją uwielbiał. Nadal lubi. Jeździła z nami obowiązkowo na wszystkie wakacje i wyjazdy. Dalej jeździ. Szybko dorósł do niej Brat. Także w jego rankingu stoi wysoko. W domu wszyscy wiedzą, że niektóre smoki lubią poziomkowe winko, mogą wyskoczyć z komputera lub przebrać się za straszliwą wiewiórkę. Wszyscy je polubiliśmy. I księżniczki też. Księżniczki i smoki.


niedziela, 19 stycznia 2014

Sonia

Czemu dotąd nie napisałam nic o Soni? No nie wiem. A jest już z nami od dawna przecież.

100% Piji Lindenbaum, którą wciąż i bez przerwy strasznie lubimy.


niedziela, 22 września 2013

Ostatni dzień lata

Książka na ostatni dzień lata. Bardzo wakacyjna i z latem w tytule. Wspomnienie naszych długich i bardzo wakacyjnych wakacji. Nawet trawa jest na zdjęciach.

Lato Stiny, Leny Anderson. Książka bardzo obrazkowa.

wtorek, 17 września 2013

Piasek w domu

Wszyscy już czytali, znają, lubią, zachwycają się, a może nawet już wyrośli. Dla nas dopiero teraz - wakacyjne odkrycie i wakacyjne zauroczenie. Dla wszystkich nas. Dla mnie.
- Poczytaj o Karusi - słyszałam przez kilka letnich wieczorów.
Piaskowy Wilk naniósł piachu i do naszego domu.

poniedziałek, 31 grudnia 2012

Yecik plecik

Teraz mój faworyt podchoinkowy. Zresztą wszyscy go bardzo polubiliśmy. Ich? Ją?
Książka o zimie, górach i dwóch braciach. No jak dla nas stworzona. I w sam raz na te porę roku, choć póki co śniegu poskąpiło, dzieci od trzech dni meczą jakieś trzy podstarzałe zaspy przycupnięte na zupełnie zielonym trawniku. Więc przynajmniej miło o śniegu poczytać i pooglądać. Yeti Evy Susso z ilustracjami Benjamina Chauda. Czyli rodziców Babo, Binty i Lalo, o których my akurat nigdy nie pisaliśmy. Od momentu obdarowania obowiązkowa wieczorna lektura Brata.

Więc zimowa książeczka dla starszych Najmłodszych, choć okazuje się, że Stasiek stara się nie opuścić żadnej okazji, kiedy książka jest czytana Bratu. No, bo fajna jest, ja też staram się nie opuszczać tych okazji. 


środa, 24 października 2012

Zlatanka

Szukając kiedyś informacji na temat twórczości Piji Lindenbaum trafiłam na opisy i recenzje książki Mini Mia and Her Darling Uncle. Recenzje nie pozostawiały wątpliwości, co do pikantnej zawartości książki i kontrowersji, jakie budziła Nie Tu. Pomyśleliśmy wtedy z mężem, że Tu to nie przejdzie i długo nam jeszcze przyjdzie czekać. Ale nie, dużo czasu nie minęło i książkę wydały Zakamarki jak gdyby nigdy nic. I znów czytałam opinie i recenzje. Jedne zachwycone. Inne że przegięcie. Jedni pędzą kupować. Inni nie kupią nigdy w życiu. Ja należę oczywiści do tych pędzących.

Książkę tę kontrowersyjną, przyznaję - z wypiekami na twarzy - czytałam w tramwaju nr 6 w drodze z księgarni. Głupio musiałam wyglądać - nie dość, że wygląda na dorosłą, a czyta książkę z obrazkami w miejscu publicznym, do tego jakaś taka przejęta i w jeszcze chichocze na głos. Prawie przegapiłam swój przystanek.


sobota, 22 września 2012

Tsatsiki

Nazbierało mi się zaległości w pisaniu (do ogarnięcia wrzesień z DWOMA "pekolakami"), a tu zamiast nadrabiać rzucam się na co innego.
Ale odkryłam Tsatsikiego. Niby wiedziałam, słyszałam, ba - kupowałam w zeszłym roku i miałam w ręku, ale się nie zapoznałam. Do teraz. Bo znów kupiłam, staśkowej kuzynce na urodziny. Bo ona ma jesienne urodziny, a i nowe Tsatsiki wychodzą jakoś tak na jesieni. Więc w ramach spełniania urodzinowych życzeń nabyłam. I tym razem miałam czas, żeby usiąść i przejrzeć, a jak zaczęłam, to skończyłam na ostatniej stronie (dobra, czasu nie miałam, ale i tak przysiadłam i mnie wciągnęło).

czwartek, 24 maja 2012

Stare plastry

Ostatnia Nusia.
Ostatnia, bo najpóźniej ją kupiłam, a nie, że ostatnia, bo najsłabsza, czy że najmniej ją lubimy. Choć przyznam się - faktycznie do tej części przekonywałam się najdłużej, ba, był nawet moment, że uważałam, że jest ZBYT i nie musimy jej mieć, bo przecież (tak mówią) nie trzeba mieć wszystkich książek na świecie. Zbyt zakręcona, zbyt szalona, zbyt niezrozumiała (dla dorosłych oczywiście, dzieci nie maja z nią najmniejszego problemu). No - ZBYT po prostu.
- Bidel-badel, puti-puti.


wtorek, 14 lutego 2012

Nowa Nusia

Się zapodziała! Była pierwszą i żelazną pozycją na liście targowej (listopad!), a tymczasem się zapodziała. No, ale właściwie o czym tu pisać? Wystarczyłoby  NUSIA i już wszystko wiadomo.

No spróbuję. Nie będę już tylko pisała, że Pija Lindenbaum po raz kolejny dowiodła niebywałego swojego zmysłu obserwacji przedszkolaków, bo ileż razy można to powtarzać.
Tym razem Nusia bawi się z Helenką. Helenką O Wielu Pomysłach Na Zabawę (mam nieodparte wrażenie, że widywałam takie Helenki już...). I dziewczyny się bawią, bawią się też dwa dzidziusie, które właściwie to powinny spać, ale SIĘ bawią z Helenka i Nusią.


czwartek, 26 stycznia 2012

Pada śnieg

Znowu pada śnieg i fruwa w powietrzu. Mogę więc napisać o jeszcze jednej naszej zimowej książce, która poznaliśmy w tym roku (no może w ostatnich dniach grudnia roku zeszłego). Czyli klasyka znana i lubiana klasycznego duetu Lindgren-Wikland Patrz Madika pada śnieg.

środa, 4 stycznia 2012

Zimowa wyprawa Ollego

Mam świadomość tego, że jako nieliczni mieliśmy okazję odkrywać uroki tej książki nie zamiast zimy za oknem, ale jako kontynuację dnia spędzonego na sankach, oswajania Brata ze śniegiem i po ulepieniu całkiem sporego bałwana. Przy ciepłym kominku z widokiem na prawdziwy zimowy krajobraz. Po przejechaniu przez wspaniale zimowy las, czego właściwie nikt się nie spodziewał.

piątek, 2 grudnia 2011

Jabłonka

Niby to książka dla młodszych. Właściwie pewnie nawet chyba 2+. Kupiłam ją kiedyś-kiedyś z ociąganiem, jak już teoretycznie Stasiek był za duży, ulegając magii Niesamowitej Okazji oraz urokowi wyklejki i ilustracji. Jabłonkę Eli, Catariny Kruusval. "Małej serii" o Eli nigdy nie mieliśmy, jakoś nie odczuwając potrzeby. Nawet się wtedy zdziwiłam, że Ela może być "taka duża". No i kupiłam myśląc nawet, że pooglądam i pewnie wydam dalej znajomym dziewczynom. A tu nie. Jabłonka została z nami. Nie jest jakąś najbardziej ukochaną książką Staśka, ale jednak wciąż i wciąż się pojawia (tzw. lektura śniadaniowa... wiem, wiem, nie czyta się przy jedzeniu, nie powinno się tego uczyć dzieci... cóż, nie bądźmy hipokrytami, już dawno uznałam, że są większe grzechy...). Ostatnio chyba wczoraj. 
Więc coś w tej historii jest. Na pewno COŚ jest w ilustracjach autorki.

Opowieść jest o Eli i Olku i o tym, że lubią się bawić w ogrodzie Eli, zwłaszcza na wielkiej jabłoni rosnącej po środku. Ilustracje i tekst świetnie pokazują zmiany, jakie drzewo (świat) przechodzi przez wszystkie pory roku. Ale pewnej zimy wiatr łamie jabłonkę i powstaje pustka... Dzieci tęsknią za swoim drzewem, mama Eli nawet wiesza jej zdjęcie w przedpokoju (to mój ulubiony fragment - kwintesencja potrzeby robienia zdjęć!). W końcu postanawiają kupić wiosną nowe drzewko. Tak naprawdę w niczym nie przypomina starego drzewa, ale jednak jego sadzenie i obserwacja daje dzieciom radość, a jesienią pojawia się nawet pierwsze jabłko... Czyli bardzo prosto o przemijaniu, o cyklu życia i pór roku.
No, niby nic, a jednak COŚ, że Czterolatek rozmiłowany w McQueenach wciąż do niej wraca.






Jabłonka Eli
tekst i ilustracje Catarina Kruusval
wyd. Zakamarki  2009
twarda oprawa
obrazki = tekst

niedziela, 16 października 2011

Bracia Nusi

- Ziuuuu, nadlatuje Spiderman!
W oczekiwaniu na nową Nusię (tak! tak!) wygrzebałam z półki książkę niedawno zakupioną, ale już od dawna czytywaną przy różnych okazjach w tzw. "dobrych księgarniach" (dobrych = tych, w których można wygodnie usiąść i poczytać książki...) - Nusia i bracia łosie.
Oczywiście wilków naszych ulubionych nic nie przebije, ale i łosie przypadły nam bardzo do gustu.
Nusia nie ma młodszego rodzeństwa (małego i chudego, żeby zmieściło się w łóżeczku dla lalek). Nusia nie ma tez starszego brata. Ma porządek i ciszę. Ma na szczęście też Nilsa, z którym chciałaby pozjeżdżać na jabłuszku z górki. Ale trochę (jak to Nusię) przytłacza ją ilość dzieci, które wpadły na ten sam pomysł. Wraca więc do domu i spotyka trzy łosie, które mianuje starszymi braćmi i zabiera do domu.
Łosie nie potrafią bawić się klockami. Kredkami rysują tylko burze i noże. Sieją spustoszenie w ZOO. Piją wodę z sedesu. Budują szałas w szafie. Oglądają telewizje poza porami bajkowymi. Skaczą po kanapie...

poniedziałek, 26 września 2011

Mama Mu - nowe opowiadania

Jeśli się skradamy, a trawa jest za niska, to wystaje nam pupa. 
Jestem zdziwiona. No jak to? My miłośnicy Pana Wrony i Mamy Mu, tak cieszyliśy się, że będzie zbiór nowych opowiadań, a tu...
Książkę Mama Mu na rowerze i inne historie, w której jest 12 opowiadań o przygodach krowio-wroniego duetu mamy już od czerwca, a tymczasem nie jestem pewna, czy przeczytaliśmy wszystkie... Sama nie wiem, czemu właściwie. Czy przez natłok innych książek, dłuższe dni spędzane na rowerze i bieganiu, czy wakacyjne królowanie Julka i Julki, czy co?
A może trochę jednak przez formę - świetnie mieć tak dużo opowiadań na raz, ale siła "pojedynczych Mam Mu" tkwiła w ich obrazkowym wydaniu, w kolorowych ilustracjach Nordqvista świetnie zestawionych z dobrze dawkowanym tekstem. Tutaj mamy o połowę mniejszy format. Dużo tekstu i po jednej całostronicowej ilustracji do każdego opowiadania. Trochę mało, choć książka wydana jest bardzo ładnie. Miałam tez wrażenie, że niektóre z opowiadań są dłuższe, niż tamte pierwsze... ale może to właśnie przez brak obrazków? Troszeczkę też wydają mi się trudniejsze, niektóre też jakby mają więcej drugiego dna dla czytających dorosłych, co jest miłe i fajne, ale widziałam jak Staśkowi czasem trudno się skupić i ucieka mu wątek...
E, a może to taki czas po prostu był?
Przyszła jesień, czasu na czytanie robi się coraz więcej, na pewno wrócimy do przygód Mamy Mu i Pana Wrony. Bo są świetne. I pełne nowych pomysłów, bo teraz nie tylko Mama Mu coś chce robić (tańczyć, pływać, czytać czy jeździć na rowerze), ale także Pan Wrona rozwija swoje liczne talenty, zwłaszcza, że okazuje się, że jego mama była ...tygrysicą :D !

Zastanawiam się teraz, czy tak samo będzie ze zbiorczym wydaniem Janoscha, które zapowiedział Znak...





Mama Mu na rowerze i inne historie
Jujja Wieslander, Tomas Wieslander
ilustracje: Sven Nordqvist 
wyd. Zakamarki  2011
oprawa twarda
tekst > obrazki

poniedziałek, 13 czerwca 2011

Znajomi z przedszkola

Znamy już Nusię. I Nilsa. I Filipa (choć ona akurat w końcu do przedszkola nie dotarł tamtego dnia). Teraz znamy też Igora. Uwiedziona poprzednimi książkami Piji Lindenbaum oraz tym, że wszyscy w domu je lubimy bardzo, zakupiłam. A trochę też w związku z ostatnimi w przedszkolu "kłopotami z chłopakami" - żeby pokazać alternatywę. A trochę też dlatego, że ostatnio widzę, że świat zaczyna dla Staśka dzielić się na dziewczyński i chłopaczy i próbuję oponować ;)