Prawdopodobnie to dla nich nawet lepiej, gdy ich książki nieco je przerastają. Książki dla dzieci powinny zawsze, podobnie zresztą jak i ich ubrania, pozostawiać możliwość dorośnięcia do nich; a książki dodatkowo powinny stanowić bodziec do tego dorastania.
J.R.R. Tolkien

poniedziałek, 23 listopada 2015

Najfutbolniejsi

Nie lubię. Nie lubię i nie staram się polubić. Nie oglądam. Nawet tych najważniejszych, o awans, o wyjście o wszystko. Tata chłopaków też nie lubi i nie ogląda. W ogóle jesteśmy niezainteresowani. Chyba, że rozgrywki toczą się na pobliskim stadionie, bo wtedy nie ma gdzie zaparkować, jak nieopatrznie ruszymy samochód spod domu.

Piłka nożna.

W związku z powyższym Stasiek jest fanem. Miłośnikiem. Graczem. Oczywiście.

środa, 14 października 2015

Raj - kwintesencja

Obiecałam opis kulminacji naszego szwedzkiego wyjazdu i kwintesencji szwedzkiego raju wakacyjnego. Była to kulminacja zarówno geograficzna - najdalej na północ wysunięte miejsce do którego dotarliśmy (hmmm, zarówno w czasie tego wyjazdu, jak i kiedykolwiek właściwie), jak również kulminacja atrakcji całego wyjazdu, atrakcji na metr kwadratowy, godzinę, sekundę.

Kulminacją było Vimmerby. W Vimmerby urodziła się Astrid Lindgren, a teraz znajduje się, oprócz jej rodzinnego domu zamienionego na muzeum (nie byliśmy) i pomnika na rynku (nie widzieliśmy) park tematyczny poświęcony jej książkom - Świat Astrid Lindgren (byliśmy od otwarcia do zamknięcia).

Czyli 8h ni mniej ni więcej. Starczyło, ale może dlatego, że nie wszystkie książki Astrid znamy wiec momentami udawało nam się obok niektórych atrakcji przechodzić nieco szybszym krokiem. Ale rozumiem opcje kupna biletów od razu na dwa dni.



niedziela, 11 października 2015

47 roninów

Ponieważ czytałam ostatnio zupełnie inną książkę o Japonii u schyłku szogunatu i epoki samurajów, przypomniałam sobie o klasyce samurajskich historii.

Historia 47 roninów jest zupełnie inną historią, niż ta filmowa z Keanu Reevesem. Bywa. Nader często. "Książka była lepsza" jak mawiała koza żująca taśmę filmową.

To klasyczna historia o wiernych wasalach, którzy po niesprawiedliwej w gruncie rzeczy, choć zgodnej z prawem śmierci swojego pana, postanawiają zemścić się na człowieku, który do niej doprowadził. Sprawiedliwie w gruncie rzeczy zemścić się, choć niezgodnie z prawem. Po latach przygotowań w ukryciu i sprawnie przeprowadzonej akcji poddają się temu prawu, z iście japońskim fatalizmem, a ono poświęca ich na swoim ołtarzu mimo zachwytów nad ich lojalnością, wiernością i odwagą. It's not an american story.



poniedziałek, 7 września 2015

Raj

Jak już wyruszyliśmy w drogę, padło wreszcie pytanie o to, co my tam właściwie będziemy robić i co oglądać. Zaczęłam opowiadać. Po chwili z tylnego siedzenia samochodu usłyszałam Brata:
- To ta Szwecja to jakiś raj dla dzieci normalnie!

Jaki jest więc przepis na Raj?

sobota, 5 września 2015

Podpalacze książek

Poszukując oderwania się od rzeczywistości znalazłam książkę, w której z przyjemnością się zanurzyłam, choć to rzecz dla starszych dzieci, czy też młodszej młodzieży. Ale nie mogłam odpuścić - po pierwsze intryga kręci się wokół książek - to zawsze na mnie działa - po drugie książka jest zwyczajnie ładna, dobrze zaprojektowana, z fajną okładką Anny Niemierko.

Wydała Wytwórnia, napisała Marine Carteron: Mój brat strażnik, tom 1. serii Podpalacze książek ( w oryginale to bardziej wieloznaczny tytuł: Les autodafeurs).

poniedziałek, 3 sierpnia 2015

Czerwony i zielony

Pozostając w kręgu książek, na które już trochę za późno, niestety... Sama nie wiem, dlaczego akurat ta przyszła mi do głowy. Może dlatego, że wróciłam z miasta, które ludzika z sygnalizatora (ludziki? podobno jest ich dwóch) uczyniło jednym ze swoich symboli i który, przyznaję się, wabił mnie z tysiąca pomysłowych pamiątek.


niedziela, 2 sierpnia 2015

Leniwy przyjaciel

Nie mogłam Nie Stąd nie przywieźć (!) książki dla Brata. 

Niestety, nie udało mi się spełnić mojego marzenia - popupowej, koniecznie niemieckiej, wersji kreta z kupą na głowie, Erlbrucha - czeka na wznowienie i nie była dostępna już w żadnej napotkanej księgarni. Szukałam dalej. Zakupy książkowe dla dzieci w obcojęzycznych Nie Tu kojarzą mi się albo z tortami Thé Tjong-Khing'a albo z przygodami lisa i kury Béatrice Rodriguez (Zakamarki ostatnio wydały pierwszą część "po polsku"!), czyli obrazkowo i bez tekstu. Jednak tamte tematy już wysycone, a i Brat, bądźmy szczerzy, coraz starszy. A jednak, jak znalazłam historię leniwca, nie mogłam się oprzeć, wiec znów wyszło, że niby dla nich, ale jednak dla mnie. Chociaż przyznać trzeba, że Brat docenił i ogląda, oglądaliśmy też razem i opowiadaliśmy sobie wzajemnie. Więc może jeszcze nie za późno na takie książki?


piątek, 31 lipca 2015

Vater und Sohn

Miałam to szczęście i przyjemność spędzić tydzień samodzielnych (bo nie samotnych bynajmniej) wakacji Nie Tu. Tylko moich własnych. Przyjemność w czystej postaci, Odpoczynek i Wakacje (mimo, że w zasadzie szkoła). Jednak, jak to bywa przy tego rodzaju wyjazdach, gro czasu spędziłam na poszukiwaniu prezentów dla Tych Którzy Zostali. Nie oszukujmy się, znaczna część z tych prezentów (może poza koszulką Bundes-reprezentacji) była również prezentem dla mnie samej (łącznie z koszulką z Yodą mówiącym po niemiecku) i zarówno ich wyszukiwanie, nabywanie, jak i obdarowywanie sprawiło mi dużo frajdy...

W ręce wpadła mi szalenie sympatyczna książeczka (nieznajomość języków nie zwalnia mnie z grzebania po księgarniach w żadnym razie), która bardzo mi się spodobała. Od razu znalazłam alibi: w ubiegłym roku szkolnym Stasiek rozpoczął naukę języka niemieckiego, który strasznie mu się podoba, postanowiłam więc nabyć coś z kręgu kultury niemieckiej. Na początek może coś o tytule, który łatwo mu będzie przeczytać i zrozumieć i ...tylko tytule, bo poza tym to komiks, bez słów. Vater und Sohn. W zasadzie to nawet nie komiks, a zbiór historyjek obrazkowych.


czwartek, 30 lipca 2015

(wakacyjna) Szkoła Jedi

Wielka letnia (właściwie to gorąca i upalna) wakacyjna dziura ziejąca pustką.
Spadłam na jej dno, a teraz, mam nadzieję, unoszona rześką bryzą o zapachu łąki i wolnego czasu wreszcie się z niej wynurzam. Przepraszam wszystkich, którzy tak długo czekali. Dziękuję wszystkim, którzy tak długo czekali.

Zaległości tyle, że nie wiadomo od czego zacząć, niektóre nawet zdążyły rozpuścić się z gorąca i wyparować. Gdzieś tam pomiędzy datą dzisiejszą, a ostatnią odbył się koniec szkoły, o tyle rozmyty w codzienności, że następne dwa tygodnie odbywaliśmy jeszcze lato-w-mieście (i szkolnej świetlicy). Tymczasem wakacji już prawie półmetek. No, ale szkoły koniec był. Na koniec roku książkowe nagrody - oczywiście "zupełnie przypadkiem" zapomniane przy pakowaniu na wakacje kurzą się gdzieś na drugim końcu Polski na równie zakurzonym biurku. Nie, żeby były złe (w końcu sama maczałam palce w klawiaturze, żeby takie nie były), ale wciąż książka pełna tekstu i objętości nie budzi jeszcze zaufania i euforii.


Ja jednak nie byłabym sobą, gdybym własnym sumptem nie ufundowała własnych nagród na zakończenie roku, oczywiście książkowych (skaranie z taką matką). Litościwie jednak postawiłam na wydawnictwo lżejsze i bardziej wakacyjne, o tematyce zbliżonej do ulubionej. Choć mimo wszystko kupiłam książkę o szkole. Akademia Jedi, Jeffrey Brown.


czwartek, 11 czerwca 2015

Eksperyment audio-wizualny

Z okazji Dnia dziecka postanowiłam na dzieckach przeprowadzić eksperyment audio-wizualny. Wyniki jeszcze nie do końca są znane, ale sam koncept wydał mi się wielce kuszący.

Otóż chłopaki z okazji DD dostali komiks. Nic dziwnego i niezwykłego w sumie. Zwłaszcza, że żadna nowa nowość, gorący hit czy choćby kontrowersyjny temat. Wręcz staroć, powrót do źródeł, wspieranie polskiej szkoły komiksu, nieco nostalgiczny powrót do świata dziecięcych lektur rodziców. Czyli starzy i poczciwi Kajko i Kokosz. Szkoła latania. W dodatku:
- Mamo, oni mi przypominają Asteriksa i Obeliksa - to nawet Brat zauważył.

Razem z komiksem chłopcy dostali również audiobooka. Nic dziwnego i niezwykłego w sumie. Zwłaszcza, że żadna nowa nowość, gorący hit czy choćby kontrowersyjny temat. Wręcz staroć, powrót do źródeł, wspieranie polskiej szkoły komiksu, nieco nostalgiczny powrót do świata dziecięcych lektur rodziców. Czyli starzy i poczciwi Kajko i Kokosz. Szkoła latania.

Wróć.

niedziela, 31 maja 2015

Gofrowe serce

Podprowadzeni tropem Tonji, która zdobyła szturmem nasze serca i czytelnicze wieczory, wypożyczyliśmy z biblioteki Gofrowe serce. Lena i ja w Zatoce Pękatej Matyldy Marii Parr. Strzał w dziesiątkę.
Schemat miejsca i akcji (mała wieś nad norweskim fiordem i na tym tle przygody mieszkających tam dzieci + trochę dorosłych kłopotów) może wydawać się powielony, choć jeśli rzeczywiście, to było akurat odwrotnie, bo to Gofrowe serce jest debiutem pisarskim autorki. Znajomy schemat, uczciwie przyznać trzeba, jednak zupełnie nie przeszkadza, wypełniony nowymi, szalonymi przygodami dzieci, które mogą po prostu bawić się w domu i zagrodzie, i którym dorośli nadmiernie w tym nie przeszkadzają. 

niedziela, 24 maja 2015

Liczy się pasja

Muszę o nich wreszcie napisać, bo nie zabawią u nas długo. Jedną znam skądinąd od dawna, druga jest stosunkowo nowością. Książki oczywiście.


wtorek, 19 maja 2015

Bajka o Wojnie

Japonia malowana po polsku wygląda dla mnie obrazami Piotra Fąfrowicza. Tematem, kadrem, oszczędna plamą. Tak namalował Bezpowrotną górę. Jest też autorem ilustracji do Wielkich zmian w dużym lesie, jednej z książek od których zaczynaliśmy Nasze Czytanie, ja ze Staśkiem. 
Teraz dostałam kolejną książkę z jego ilustracjami. Obrazami. Też japoński temat, może dlatego wybrano właśnie tego twórcę.
 
Bajka o Wojnie.

niedziela, 17 maja 2015

Czy ta lotka jest zimorodka?

Po czwarte - jak
Poznać, kto ptak,
A kto nie ptak?
Ptasi sezon w pełni.
Jeśli chodzi o ptaki i ich rozpoznawanie to u nas tylko Collins. I nawet chłopaki pamiętają, żeby tam sprawdzać. Albo jak trzeba narysować orła. Albo inna sikorkę.
Ale jakże miło popatrzeć na ptaki z innej perspektywy (jeśli już nie w naturze). Dlatego cieszy nas niezmiernie książka duetu Pittau&Gervais Birds of a feather.



Duet i format (wielki) książki znany nam już od dawna, bo od dawna już cieszymy się podglądaniem wychodzących z kadru zwierzaków. Więc format nie zaskakuje tym razem, forma też nie, jak się zna już tamtą, ale radości i przyjemności z oglądania dużo bardzo mimo to. Tu tylko oko, tam stopa. Piórko, jajko, dziób. Na dokładkę zabawa w układankę, dająca możliwość stworzenia zupełnie nowego gatunku. 
Wybrał Staś. Oglądają wszyscy. Zaglądają, i zgadują. Zapamiętują. Choć Brat już nie musi ćwiczyć zdolności manualnych.

A przede mną jeszcze zadanie skorelowania ptasiej klapkoksiążki z Collinsem i wpisanie polskich nazw. Jednak.






Birds of a feather
Francisco Pittau, Bernadette Gervais
wyd. Chronicle  Books 2012
oprawa twarda 
obrazki > tekst

niedziela, 10 maja 2015

Praktyczny poradnik młodego projektanta

Wywiady w polskimi projektantami graficznymi.

Nie jest to gruba książka. Wystarczy jedna herbata w dużym kubku i dzieci na podwórku. I już po. Nie ma ona ciężaru i objętości książki Jak ktoś mógł na to pozwolić!, która nasuwa się naturalnym skojarzeniem jako książka z wywiadami z twórcami i ilustratorami. Ale też ma być czymś zupełnie innym.